Endokrynolog przyjmie w styczniu 2011 roku
09.07.2009
, aktualizacja: 09.07.2009 10:44
Nawet półtora roku muszą czekać wrocławianie na wizytę u endokrynologa. - Albo chory nie doczeka tej wizyty, albo zapłaci za konsultację w prywatnym gabinecie - mówią lekarze.
ZOBACZ TAKŻE
- Politechnika: Kandydaci mają kłopoty z zaświadczeniem lekarskim (10-07-09, 10:43)
- Komora tlenowa ratuje tylko do szesnastej (02-07-09, 10:00)
SERWISY
Przychodnia przy ul. Dobrzyńskiej jest jedną z największych we Wrocławiu. Zatrudnia sześciu endokrynologów. Na liście oczekujących na przyjęcie 450 nazwisk. Ostatni zapisany pacjent trafi do gabinetu specjalisty w styczniu 2011 roku. - To chorzy, którzy czekają na pierwszą wizytę. Pacjentów w trakcie leczenia rejestrujemy na bieżąco - mówi dyrektor przychodni Maciej Sokołowski.
Nieco lepiej jest w pozostałych placówkach, ale i w nich nie ma szans na szybką pomoc. - Do końca roku już nie rejestrujemy. Około września można już się pomalutku próbować dowiedzieć, kiedy będziemy zapisywać na przyszły rok - informują w przychodni Akademickiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej. Limit miejsc wyczerpał się też w kilku innych poradniach. W pozostałych pacjenci będą rejestrowani we wrześniu na październik, listopad i grudzień, ale szanse na dostanie się do lekarza są niewielkie.
W przychodni endokrynologicznej przy szpitalu woskowym zapisy odbywają się co kwartał. - Gdybyśmy w styczniu rejestrowali na cały rok, to po kilku dniach, nie byłoby miejsca aż do końca grudnia - mówi dr Renata Tuchendler, ordynator oddziału endokrynologicznego.
Dyrektor Sokołowski: - Pacjenci się denerwują, straszą nas prokuraturą, ale my spokojnie odsyłamy ich do NFZ-etu, bo to nie my odpowiadamy za tę sytuację.
Dr Tuchendler przyznaje, że poradnie endokrynologiczne są deficytowe i nie ma chętnych do ich prowadzenia. - Zlecam pacjentowi badania, które kosztują około 120 zł. Tymczasem za konsultację nie dostanę z NFZ-etu nawet połowy tej kwoty. Dlatego dyrektorzy szpitali i przychodni bronią się przed "drogimi" pacjentami.
Prof. Andrzej Milewicz, konsultant wojewódzki w dziedzinie endokrynologii i szef Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami, potwierdza, że poradnie nie są w stanie na siebie zarobić. - To brutalne prawo rynku. Nikt nie chce leczyć tych chorych, bo NFZ źle oszacował koszty. Prof. Milewicz, jako szef Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego, wielokrotnie zwracał uwagę Ministerstwa Zdrowia i NFZ-etu na trudną sytuację pacjentów z zaburzeniami endokrynologicznymi. - Padały obietnice, ale jak dotąd nic się nie zmieniło.
Poradnia endokrynologiczna szpitala kolejowego od poniedziałku zamierzała zawiesić przyjęcia. - Wypracowaliśmy 230 proc. kontraktu. Nie moglibyśmy dłużej leczyć na kredyt - tłumaczy dyrektor szpitala Michał Rataj. Wczoraj fundusz obiecał jednak dodatkowe pieniądze.
Co ma zrobić chory zapisany na styczeń do lekarza w przychodni przy ul. Dobrzyńskiej? - Proszę o to zapytać w NFZ-ecie - odpowiada dr Tuchendler. - Teoretyzując, albo chory nie doczeka tej wizyty, albo, jeśli będzie mądry, zapłaci za konsultację w prywatnym gabinecie. Bo czekać tak długo absolutnie nie można.
Nieco lepiej jest w pozostałych placówkach, ale i w nich nie ma szans na szybką pomoc. - Do końca roku już nie rejestrujemy. Około września można już się pomalutku próbować dowiedzieć, kiedy będziemy zapisywać na przyszły rok - informują w przychodni Akademickiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej. Limit miejsc wyczerpał się też w kilku innych poradniach. W pozostałych pacjenci będą rejestrowani we wrześniu na październik, listopad i grudzień, ale szanse na dostanie się do lekarza są niewielkie.
W przychodni endokrynologicznej przy szpitalu woskowym zapisy odbywają się co kwartał. - Gdybyśmy w styczniu rejestrowali na cały rok, to po kilku dniach, nie byłoby miejsca aż do końca grudnia - mówi dr Renata Tuchendler, ordynator oddziału endokrynologicznego.
Dyrektor Sokołowski: - Pacjenci się denerwują, straszą nas prokuraturą, ale my spokojnie odsyłamy ich do NFZ-etu, bo to nie my odpowiadamy za tę sytuację.
Dr Tuchendler przyznaje, że poradnie endokrynologiczne są deficytowe i nie ma chętnych do ich prowadzenia. - Zlecam pacjentowi badania, które kosztują około 120 zł. Tymczasem za konsultację nie dostanę z NFZ-etu nawet połowy tej kwoty. Dlatego dyrektorzy szpitali i przychodni bronią się przed "drogimi" pacjentami.
Prof. Andrzej Milewicz, konsultant wojewódzki w dziedzinie endokrynologii i szef Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami, potwierdza, że poradnie nie są w stanie na siebie zarobić. - To brutalne prawo rynku. Nikt nie chce leczyć tych chorych, bo NFZ źle oszacował koszty. Prof. Milewicz, jako szef Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego, wielokrotnie zwracał uwagę Ministerstwa Zdrowia i NFZ-etu na trudną sytuację pacjentów z zaburzeniami endokrynologicznymi. - Padały obietnice, ale jak dotąd nic się nie zmieniło.
Poradnia endokrynologiczna szpitala kolejowego od poniedziałku zamierzała zawiesić przyjęcia. - Wypracowaliśmy 230 proc. kontraktu. Nie moglibyśmy dłużej leczyć na kredyt - tłumaczy dyrektor szpitala Michał Rataj. Wczoraj fundusz obiecał jednak dodatkowe pieniądze.
Co ma zrobić chory zapisany na styczeń do lekarza w przychodni przy ul. Dobrzyńskiej? - Proszę o to zapytać w NFZ-ecie - odpowiada dr Tuchendler. - Teoretyzując, albo chory nie doczeka tej wizyty, albo, jeśli będzie mądry, zapłaci za konsultację w prywatnym gabinecie. Bo czekać tak długo absolutnie nie można.
Najnowsze wiadomości
-
Te samoloty mają wygrać w Ameryce. Zrobili je studenci
-
Leszek Czarnecki dopiero 4 w rankingu najbogatszych
-
Tramwaj może i plus, ale za to autobusy na minusie
-
Za czwórką jedzie czwórka. Logika w MPK na jedynkę
-
Średnia pensja w MPK nie pokazuje, ile się tu zarabia
-
Zobacz, gdzie dzisiaj we Wrocławiu nie będzie wody
-
Myślałem, że w MPK biorą pensje za to, co umieją robić
- 85 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Endokrynolog przyjmie w styczniu 2011 roku
metall
09.07.09, 07:54
No i co powiedzą teraz przeciwnicy prywatyzacji służby zdrowia, przez corozumiem zniesienie przymusu ubezpieczeń zdrowotnych.Ich koronny argument, to: "jak nie zapłacisz to cię nie przyjmą i»
-
Re: Endokrynolog przyjmie w styczniu 2011 roku
poborowy102
09.07.09, 11:23
opamiętajcie się ludzie. Jest kryzys. Nie chorujcie. Zaciskajcie pasa. Wpłacajcie datki na rząd, bo inaczej Polska splajtuje.»
-
Endokrynolog przyjmie w styczniu 2011 roku
cezbak
09.07.09, 20:08
Policzmy - 6 endokrynologów, 450 pacjentów. Na jednego lekarza wypada więc 75pacjentów. Mamy lipiec 2009. Do stycznia 2011 pozostało 18 miesięcy ( lipcajuż miłosiernie nie liczę). Wypada mi »
Najczęściej czytane24 htydzień





