Dostrzegam wyłącznie pozytywy edukacji na wyższym poziomie
01.07.2009
, aktualizacja: 01.07.2009 17:37
LIST DO REDAKCJI. Dyskusja dotycząca niewygórowanej mądrości studentów na wyższych uczelniach rozwija się w najlepsze. By stan ów zmienić, proponuje się różne lekarstwa: a to zrobić coś ze szkołą, a to wprowadzić na powrót egzaminy wstępne, poprawić wreszcie lub całkowicie zmienić sposoby nauczania na wyższych uczelniach.
ZOBACZ TAKŻE
- Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci (06-06-09, 10:00)
- Licencjat dla wszystkich, magisterka dla elit (19-06-09, 20:00)
Nikomu dotąd nie przyszło do głowy, że opiera się ona na wyjściowym założeniu, które w moim przekonaniu nie jest prawdziwe. Albo inaczej jeszcze nie.
Profesora Mikołaja Rudolfa darzę wielkim szacunkiem, ale nie podzielam jego obserwacji. Chętnie bym się zgodził z profesorem Jerzym Marcinkowskim, ale tylko do tego stopnia, dokąd uważa, że system edukacji w Polsce jest do niczego i należałoby kompletnie go zmienić. Ale już nie potrafię odnieść się do jego zdania, że poważny procent nauczycieli akademickich do niczego się nie nadaje.
Nie sądzę, by przez te ponad 30 lat, od kiedy zacząłem uczyć, studenci stali się mądrzejsi lub głupsi. A obserwowałem studentów najpierw polonistyki, obecnie dziennikarstwa, ale także innych kierunków w zależności od tego, gdzie przypadało mi mieć zajęcia.
Obiektywnie zresztą nic na to nie wskazuje. Coraz powszechniejszy jest dostęp do źródeł wiedzy, coraz więcej ludzi pragnie poprawiać społeczny prestiż, zdobywając wykształcenie. Gdyby mnie ktoś zapytał, co uważam za największy sukces transformacji, odpowiedziałbym, że dążenie do wykształcenia. Obecnie w Polsce studiuje dziesięć razy więcej ludzi niż wówczas, gdy ja byłem na studiach. To chyba coś znaczy.
To prawda, że akurat ja uczę na kierunku, na który dostaje się co dwudziesty chętny. Ale uczyłem też i nadal uczę na studiach płatnych, gdzie dostaje się każdy, kto za to zapłaci. I także nie widzę różnicy. Uczyłem w szkołach prywatnych i wyższych zawodówkach na prowincji. Dostrzegam wyłącznie pozytywy w edukacji na wyższym poziomie.
Należy zmienić w zasadzie wszystko
Czy to jednak oznacza, że wszystko jest fajnie i nie ma o czym gadać? Jest o czym, a najlepszy na to dowód to ten, że się gada. Że dzięki prof. Rudolfowi rozpoczęto dyskusję o jakości kształcenia. I tu, paradoksalnie, zgadzam się ze dyskutantami, że należy zmienić w zasadzie wszystko.
Od paru dni toczy się też inna dyskusja. O tym mianowicie, czy zgodnie z sugerowanymi zmianami ustawowymi studentom utrudni się dostęp do drugich i dalszych kierunków. I czy to oznacza wstęp do płatnych studiów dla wszystkich.
Sam pomysł pani minister zdecydowanie jest niemądry, wolałbym jednak, by był to wstęp drzwiami frontowymi. Dogmat, że należy utrzymywać bezpłatne studia na państwowych uczelniach, jest, jak każdy dogmat, bez sensu. Doskonale wiem, że z powodów politycznych nikt głośno nie powie, że należy go po prostu obalić. Ale te powody także są bez sensu, ponieważ większość studiujących w Polsce i tak płaci za studia. A oni też są wyborcami. Trzeba sobie powiedzieć, że nie stać nas na studia bezpłatne. Ale równocześnie trzeba starannie pomyśleć, jak ową odpłatność wprowadzić. A więc utworzyć porządne systemy stypendialne, niefikcyjne kredyty na studia, systemy doraźnej pracy dla studentów, by mogli sobie studia opłacić.
Niech studenci studiują, zamiast przesiadywać
Przede wszystkim jednak należałoby studia uczynić studiami. Nie widzę poważnych powodów, by studenci wysiadywali godzinami na uczelni zamiast w bibliotekach, powielarniach czy przy komputerach. Na zachód od Odry nie studiuje się po 30 godzin w tygodniu, przez co nauczyciele akademiccy nie pracują po 900 godzin (tak twierdzi słusznie Klaus Bachmann). Pracują u nas dlatego tak dużo, bo są marnie opłacani. Uwięzieni w salach wykładowych studenci już nie mają czasu na samodzielne pisanie, więc rzeczywiście zdarza im się (ale nie panikowałbym tutaj) ściągnąć to i owo z nieskończonych zasobów sieci. Uwolnione w ten sposób moce można by spożytkować na kształcenie na państwowych uczelniach zdecydowanie większej liczby studentów. W ten sposób rozwiązałby się problem szkół prywatnych, z których niemała część rzeczywiście do niczego się nie nadaje.
Zupełnie inny problem to powszechna szkoła. Nieustannie ględzi się u nas o reformach edukacyjnych, jedynymi zaś zmianami są nieustanne włączenia. A to matematyki na maturze, a to nowych roczników(casus sześciolatków). Edukacja to wszystko wchłania, bo za włączeniami idą pieniądze. To nie są żadne reformy, przy okazji zaś nieustanne wydłużanie edukacji ma fatalny wpływ na procesy demograficzne.
Niech nie rządzą lobbyści
Niezależnie od tego, czy podzielam poglądy i obserwacje prof. Rudolfa, cieszę się, że dyskusja w ogóle została podjęta i jakoś się toczy. Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze miejsce na różne argumenty. Najbardziej jednak bym chciał, by w tym zakresie dałoby się sformułować jakieś porządne zasady oparte na publicznym interesie, nie zaś na rozmaitych lobbies, jak to było z matematyką na maturze, co motywowane względami wysokimi (logiczne myślenie i takie tam) ma tylko na celu zapewnienie politechnikom jakichś (co z tego, że marnych) kandydatów na studia. Niech w przyszłości koledzy z politechnik nie narzekają, że mają coraz gorszych kandydatów. Sami tego chcieli.
Studia nie są po to, by czegoś nauczyć. Konsekwencją niedouczenia nie będą wady zawodowej aktywności absolwentów w postaci złych dróg, budowli czy mostów. To bowiem koryguje zwykle praktyka. Studia są głównie po to, jak zresztą cała edukacja, by ludzie poprawiali sobie społeczny prestiż. Osobiście wolę, jak tłumy ludzi siedzą w dobrze ogrzanych salach wykładowych, niż by mieli okupować biura zatrudnienia, ośrodki społecznej pomocy, wreszcie rogi ulic, utrudniając panom profesorom bezkolizyjne poruszanie się.
Profesora Mikołaja Rudolfa darzę wielkim szacunkiem, ale nie podzielam jego obserwacji. Chętnie bym się zgodził z profesorem Jerzym Marcinkowskim, ale tylko do tego stopnia, dokąd uważa, że system edukacji w Polsce jest do niczego i należałoby kompletnie go zmienić. Ale już nie potrafię odnieść się do jego zdania, że poważny procent nauczycieli akademickich do niczego się nie nadaje.
Nie sądzę, by przez te ponad 30 lat, od kiedy zacząłem uczyć, studenci stali się mądrzejsi lub głupsi. A obserwowałem studentów najpierw polonistyki, obecnie dziennikarstwa, ale także innych kierunków w zależności od tego, gdzie przypadało mi mieć zajęcia.
Obiektywnie zresztą nic na to nie wskazuje. Coraz powszechniejszy jest dostęp do źródeł wiedzy, coraz więcej ludzi pragnie poprawiać społeczny prestiż, zdobywając wykształcenie. Gdyby mnie ktoś zapytał, co uważam za największy sukces transformacji, odpowiedziałbym, że dążenie do wykształcenia. Obecnie w Polsce studiuje dziesięć razy więcej ludzi niż wówczas, gdy ja byłem na studiach. To chyba coś znaczy.
To prawda, że akurat ja uczę na kierunku, na który dostaje się co dwudziesty chętny. Ale uczyłem też i nadal uczę na studiach płatnych, gdzie dostaje się każdy, kto za to zapłaci. I także nie widzę różnicy. Uczyłem w szkołach prywatnych i wyższych zawodówkach na prowincji. Dostrzegam wyłącznie pozytywy w edukacji na wyższym poziomie.
Należy zmienić w zasadzie wszystko
Czy to jednak oznacza, że wszystko jest fajnie i nie ma o czym gadać? Jest o czym, a najlepszy na to dowód to ten, że się gada. Że dzięki prof. Rudolfowi rozpoczęto dyskusję o jakości kształcenia. I tu, paradoksalnie, zgadzam się ze dyskutantami, że należy zmienić w zasadzie wszystko.
Od paru dni toczy się też inna dyskusja. O tym mianowicie, czy zgodnie z sugerowanymi zmianami ustawowymi studentom utrudni się dostęp do drugich i dalszych kierunków. I czy to oznacza wstęp do płatnych studiów dla wszystkich.
Sam pomysł pani minister zdecydowanie jest niemądry, wolałbym jednak, by był to wstęp drzwiami frontowymi. Dogmat, że należy utrzymywać bezpłatne studia na państwowych uczelniach, jest, jak każdy dogmat, bez sensu. Doskonale wiem, że z powodów politycznych nikt głośno nie powie, że należy go po prostu obalić. Ale te powody także są bez sensu, ponieważ większość studiujących w Polsce i tak płaci za studia. A oni też są wyborcami. Trzeba sobie powiedzieć, że nie stać nas na studia bezpłatne. Ale równocześnie trzeba starannie pomyśleć, jak ową odpłatność wprowadzić. A więc utworzyć porządne systemy stypendialne, niefikcyjne kredyty na studia, systemy doraźnej pracy dla studentów, by mogli sobie studia opłacić.
Niech studenci studiują, zamiast przesiadywać
Przede wszystkim jednak należałoby studia uczynić studiami. Nie widzę poważnych powodów, by studenci wysiadywali godzinami na uczelni zamiast w bibliotekach, powielarniach czy przy komputerach. Na zachód od Odry nie studiuje się po 30 godzin w tygodniu, przez co nauczyciele akademiccy nie pracują po 900 godzin (tak twierdzi słusznie Klaus Bachmann). Pracują u nas dlatego tak dużo, bo są marnie opłacani. Uwięzieni w salach wykładowych studenci już nie mają czasu na samodzielne pisanie, więc rzeczywiście zdarza im się (ale nie panikowałbym tutaj) ściągnąć to i owo z nieskończonych zasobów sieci. Uwolnione w ten sposób moce można by spożytkować na kształcenie na państwowych uczelniach zdecydowanie większej liczby studentów. W ten sposób rozwiązałby się problem szkół prywatnych, z których niemała część rzeczywiście do niczego się nie nadaje.
Zupełnie inny problem to powszechna szkoła. Nieustannie ględzi się u nas o reformach edukacyjnych, jedynymi zaś zmianami są nieustanne włączenia. A to matematyki na maturze, a to nowych roczników(casus sześciolatków). Edukacja to wszystko wchłania, bo za włączeniami idą pieniądze. To nie są żadne reformy, przy okazji zaś nieustanne wydłużanie edukacji ma fatalny wpływ na procesy demograficzne.
Niech nie rządzą lobbyści
Niezależnie od tego, czy podzielam poglądy i obserwacje prof. Rudolfa, cieszę się, że dyskusja w ogóle została podjęta i jakoś się toczy. Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze miejsce na różne argumenty. Najbardziej jednak bym chciał, by w tym zakresie dałoby się sformułować jakieś porządne zasady oparte na publicznym interesie, nie zaś na rozmaitych lobbies, jak to było z matematyką na maturze, co motywowane względami wysokimi (logiczne myślenie i takie tam) ma tylko na celu zapewnienie politechnikom jakichś (co z tego, że marnych) kandydatów na studia. Niech w przyszłości koledzy z politechnik nie narzekają, że mają coraz gorszych kandydatów. Sami tego chcieli.
Studia nie są po to, by czegoś nauczyć. Konsekwencją niedouczenia nie będą wady zawodowej aktywności absolwentów w postaci złych dróg, budowli czy mostów. To bowiem koryguje zwykle praktyka. Studia są głównie po to, jak zresztą cała edukacja, by ludzie poprawiali sobie społeczny prestiż. Osobiście wolę, jak tłumy ludzi siedzą w dobrze ogrzanych salach wykładowych, niż by mieli okupować biura zatrudnienia, ośrodki społecznej pomocy, wreszcie rogi ulic, utrudniając panom profesorom bezkolizyjne poruszanie się.
Najnowsze wiadomości
-
Szukamy domu dla odważnych dzieciaków z Brave Kids
-
Dziś na Akademii Medycznej Majówka Młodej Fizjoterapii
-
Przez chwilę było gorąco - niewielki pożar na PKP ugaszony
-
W niedzielę w Parku Tołpy festyn z okazji Dnia Matki
-
Na Uniwersytecie Przyrodniczym wykład prof. Miodka
-
Sprawdź, gdzie nie będzie dziś wody we Wrocławiu
-
Policyjna doba w liczbach. Ponad 40 pijanych kierowców
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Dostrzegam wyłącznie pozytywy edukacji na wyższ...
gosc-2008
02.07.09, 05:18
Z mojego dydaktycznego doświadczenia wynika, że obaj przedmówcy mają rację.Poziom się obniża. Ale są również osoby ambitne, które jeszcze przedmagisterium "załatwiły" sobie studia »
-
Dostrzegam wyłącznie pozytywy edukacji na wyższ...
korcia2000
02.07.09, 18:22
Zgadzam się z autorem poza jednym - odpłatnością za studia. Wprowadzeniepłatnych studiów ograniczy, cobyśmy nie twierdzili, dostęp do nauki młodzieżyniezamożnej Żaden system stypendialny, »
-
Dyplomy na słomiankę!
henryabor
08.07.09, 18:19
Przywoływanie w dyskusjach i zachłystywanie się liczbą studentów w Polsce traktować należy w kategoriach prymitywnego populizmu. Bowiem wiekszość dyplomów tzw. wyższych uczelni po polsku »
Najczęściej czytane24 htydzień




