Komora tlenowa ratuje tylko do szesnastej

Marzena Kasperska
02.07.2009 , aktualizacja: 02.07.2009 11:40
A A A Drukuj
Zamiast ratującej życie szybkiej terapii we Wrocławiu nocny wyjazd karetką lub śmigłowcem do Gdyni, Łodzi, Warszawy lub Siemianowic Śląskich. Od środy jedyna na Dolnym Śląsku komora hiperbaryczna pracuje tylko do godz. 16.
Jedyna we Wrocławiu komora hiperbaryczna działać ma tylko do godz. 16
Fot. Łukasz Giza/AG
Jedyna we Wrocławiu komora hiperbaryczna działać ma tylko do godz. 16
SERWISY
Wrocławski Ośrodek Tlenoterapii Hiperbarycznej jest jednym z pięciu w Polsce. Leczą się tu chorzy zatruci tlenkiem węgla, ofiary wypadków z rozległymi urazami i zmiażdżonymi tkankami, pacjenci zagrożeni gangreną lub po operacjach kończyn.

Do wtorku ośrodek był czynny do godz. 20, ale lekarz dyżurował całą dobę. - W nagłych przypadkach wzywał trzyosobowy zespół i pacjent ze szpitalnego oddziału ratunkowego dostawał natychmiastową pomoc - mówi Monika Cierlińska, kierownik zarządzający Ośrodka.

Dwa dni temu zarząd prywatnej spółki Creator, która jest właścicielem wrocławskiego ośrodka, zdecydował, że od lipca ogranicza przyjęcia. Pacjenci są teraz leczeni tylko do godz. 16. Zniesiono też całodobowe i weekendowe dyżury lekarskie. - Musimy dopasować liczbę terapii do wysokości kontraktu, jaki na początku roku podpisaliśmy z NFZ. A ten jest na wyczerpaniu. Sytuacja finansowa Funduszu może być w drugim półroczu gorsza i nie mamy pewności, czy NFZ zapłaci za pacjentów przyjętych ponad limit - tłumaczy Monika Cierlińska.

Dr Adam Domanasiewicz, szef szpitalnego oddziału ratunkowego szpitala w Trzebnicy, ocenia, że zmiany poważnie odbiją się na zdrowiu chorych. Dla niektórych brak szybkiego dostępu do tlenoterapii może oznaczać nawet utratę ręki lub nogi. - Dotąd chory prosto ze stołu operacyjnego jechał do komory hiperbarycznej we Wrocławiu, a następnie wracał do nas na oddział. Teraz mamy go w nocy wozić do Siemianowic, Warszawy lub Gdyni? I z powrotem do Trzebnicy, bo tam, dokąd trafi, nie będzie specjalistów mikrochirurgów?- denerwuje się lekarz.

Chirurg przyznaje, że stan nie wszystkich pacjentów będzie pozwalał na przewożenie ich karetką lub śmigłowcem. A jeśli nawet, to koszty transportu mogą być bardzo wysokie. - Cofamy się do tego, co mieliśmy zanim we Wrocławiu uruchomiono ośrodek. Sprzęt stoi, fachowcy są, tylko korzystać z tego wszystkiego nie będzie można. To absurd.

Prof. Juliusz Jakubaszko, krajowy konsultant medycyny ratunkowej, mówi, że wożenie pacjentów kilkaset kilometrów do innych ośrodków nie ma sensu. - To pomiatanie ludźmi. A przecież w przypadku zatrucia tlenkiem węgla szybka tlenoterapia jest zabiegiem wręcz ratującym życie.

Profesor interweniował w u dyrektora dolnośląskiego NFZ. Bezskutecznie. Joanna Mierzwińska, rzeczniczka oddziału Funduszu mówi, że ośrodek dostał na 2009 rok dwa razy więcej pieniędzy niż w roku ubiegłym. - Zapłaciliśmy też za wszystkie zabiegi ratujące życie w pierwszym kwartale. Drugi nie został jeszcze rozliczony. Prawdą jest jednak, że nie wiadomo, ile pieniędzy będziemy mieli na koniec roku i czy uda się zapłacić za świadczenia wykonane ponad limit.

- Jeśli z powodu ograniczenia czasu pracy naszego ośrodka tlenoterapii hiperbarycznej nie będę mógł uratować komuś ręki lub nogi powiem rodzinie chorego, żeby pretensje zgłaszać do NFZ - zapowiada dr Domanasiewicz.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 18 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy