Gadżet z historycznego sex-shopu
25.06.2009
, aktualizacja: 25.06.2009 18:31
Kamienny, rozmiar średni, europejski, wyciągnięty z wykopu pod rurę kanalizacyjną na wrocławskim osiedlu Ołtaszyn. Wywołuje wstydliwy chichot nawet u mężczyzn. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie praprzodków, ale wstydzicie się zapytać

Fot. Łukasz Giza/AG
Dr Tomasz Płonka z kamiennym fallusem znalezionym w 2009 roku na Ołtaszynie

Repr. Łukasz Giza / AG
Drewniany fallus z XI wieku, znaleziony na Ostrowie Tumskim w 1978 roku

Reprodukcja Łukasz Giza / AG
Plakiety (ok. 1400-1450) z frywolnymi scenami. Przypominają odznaki noszone przez pielgrzymów
Przyniósł go do redakcji szef działu kultury. Uparł się, że musi być cennym zabytkiem, dzielnie zniósł kpiny dziennikarzy, którzy chcieli wiedzieć, czy zamierza przejść z "tym" do historii i zażądał konsultacji naukowej. - Proszę przynieść, obejrzeć nie zaszkodzi - zgodził się prof. Piekalski, dyrektor Instytutu Archeologii UWr.
Zaniosłam, wyciągnęłam z pewną nieśmiałością z torebki, profesor parsknął śmiechem. Ale zaraz spoważniał. - Ja też takiego znalazłem. Na Ostrowie Tumskim, w 1978 roku. Byłem wtedy studentem II roku archeologii i uznałem, że mam szczęście. Ale tamten był drewniany.
Nasięźrzał zrywany nago
Jeśli jest jakiś moment, żeby wywołać skandal opowieścią o wstydliwych przyjemnościach Wrocławia, to właśnie nadszedł. Noc Świętojańska za nami, kto chciał zdobyć względy uroczej niewiasty lub przystojnego młodziana, miał okazję. Najkrótsza noc roku jest także tą najgorętszą, co od wieków gorszy niepomiernie moralistów. Wszystko można, tylko trzeba iść po paproć. Bynajmniej nie po kwiat, wystarczą liście nasięźrzała. Jeden warunek: nasięźrzał należy zrywać... nago. Naukowcy wprawdzie uprzedzają że istniała niegdyś zależność pomiędzy wyprawami po zioła, a zwiększaniem przyrostu naturalnego, ale to zawsze można było wytłumaczyć działaniem sił diabelskich.
Po tym wstępie można chyba ujawnić znalezisko. Proszę państwa, oto ON.
Co epoka to inna nazwa, ale żadna nie wygląda dobrze w druku - albo kojarzy się zbyt medycznie, albo zbyt wulgarnie. A ja zamierzam napisać o poważnym odkryciu, choć poważni archeolodzy zaśmiewają się nad nim. Bo czy wypada dać się sfotografować z takim znaleziskiem? Indiana Jones przywoził z wypraw posążki, puchary, Arkę Przymierza, ale takie "coś"?
Gadżet z prehistorycznego sex-shopu
- Nie ma się co gorszyć. Byłbym raczej zaniepokojony, gdybyśmy takich znalezisk z terenu Wrocławia nie mieli. Są stare jak ludzkość - mówi dr Tomasz Płonka, archeolog zajmujący się kulturą symboliczną, i pokazuje zdjęcie kamiennego, rozłupanego fallusa znalezionego przez archeologów w Hohle Fels, na terenie Badenii-Wirtembergii. - Wyobrażenia żeńskich narządów płciowych są jeszcze starsze. Znamy je z francuskich jaskiń nad Wezerą. A tu na płytce z łupka mamy symbol aktu płciowego. To znalezisko z Nadrenii, z Gönnersdorf, datowane na 12 tysięcy lat p.n.e.
Już tylko dla porządku pytam o cel tych przedstawień. Spodziewam się wykładu na temat kultu płodności, kultu wielkiej bogini - matki, praktyk magicznych a słyszę: nie wiemy.
Prof. Piekalski: - Najbezpieczniej uznać, że to przedmiot kultu. Tak często mówimy dziennikarzom. Brzmi naukowo i nikt nie obśmieje znaleziska. Ale to równie dobrze może być gadżet z prehistorycznego sex-shopu. Tak odległą przeszłość badamy tylko za pomocą źródeł kultury materialnej. Wejście w sferę symboli jest bardzo trudne. Oczywiście, możemy wykorzystać naszą wiedzę o starożytnych kultach płodności, sięgnąć do dorobku etnologii, antropologii i socjologii, ale to bardzo zawodna podstawa interpretacji najstarszych znalezisk.
Dr Tomasz Płonka: - Niektóre z tych figurek żeńskich i męskich narządów płciowych służyły jako identyfikatory płci i wieku. O, tu mam takie zawieszki zrobione z gagatu, górny paleolit, 12 tysięcy lat p.n.e. Bardzo elegancko wykonane, wyglądają jak biżuteria. Są w różnym stopniu uszkodzone lub niewykończone, dlatego zostały wyrzucone.
Walka o ogień miłości
A gdzie tu miłość? Miłosna magia? Walka o partnera?
- Na pewno była - uspokaja dr Płonka. - Proszę sobie wyobrazić świat zbieraczy i łowców. Na stu kilometrach kwadratowych żyje 1-2 osoby. Do najbliższego mężczyzny czy kobiety mogących nas zainteresować jest kilkadziesiąt kilometrów. Trzeba wykorzystać wszystkie sposoby, żeby zapewnić sobie partnera! Mamy na to pośrednie dowody. Otóż dużo wyobrażeń żeńskich i męskich narządów płciowych spotykamy w miejscach, gdzie zbierały się grupy łowców. Takie spotkanie miało miejsce nie częściej niż raz w roku, służyło wymianie informacji i zdobyciu partnerów - mówi dr Płonka.
Magią lub urokiem osobistym, dodaje. No dobrze, ale mieszkańcy średniowiecznego Wrocławia nie musieli walczyć z taką determinacją o towarzysza życia, a jednak wyprodukowali drewnianego, excuse le mot, fallusa, którego znalazł student Piekalski. - Naturalistyczny, XI wiek - mówi dziś profesor Piekalski.
- Dla mnie to też magia - upiera się archeolog dr Aleksander Limisiewicz. - Podobny fallus i też z XI wieku, został znaleziony w Łęczycy, razem z drewnianym kubkiem. Przeczytałem w jednym ze średniowiecznych tekstów z terenu Rusi, że pannie młodej podawano w czasie wesela napój miłosny "mieszany sromotą". To jest właśnie ta "sromota"... A jeśli ktoś nie wierzy w popularność magii miłosnej, niech przeczyta, co napisał brat Rudolf...
Brat Rudolf był XIII-wiecznym zakonnikiem z Rud Raciborskich i sporządził poradnik dla spowiedników. Zawiera on opisy różnych zabiegów magicznych, które uchodziły wówczas za grzeszne i o które należy pytać penitenta. Te miłosne też są. Rudolf ze zgrozą zanotował, że kobiety "pokrzywy zamoczone we własnej urynie, kości umarłych, drzewo z grobów i wiele innych rzeczy wrzucają do ognia, aby jak one płoną w ogniu, tak ich mąż płonął miłością ku nim". Co przy tym znaczy drewniana sromota...
Czy pani "to" poznaje?
Prof. Piekalski sceptycznie podchodzi do magicznych interpretacji chichotliwych znalezisk. - Mój mistrz, prof. Józef Kaźmierczyk, mówił, że najlepsze są najprostsze wyjaśnienia. Może to był taki wesoły przedmiot? Do wprawiania towarzystwa w zakłopotanie, do kontestowania norm moralnych, wywoływania rumieńców u niewiast...
Sam profesor, uwielbiający żarty, też to praktykował. Gdy na wykopaliska na Ostrowie Tumskim przyjechała wicewojewoda Danuta Wielebińska, Kaźmierczyk wyciągnął drewnianego fallusa z kieszeni, podstawił władzy pod nos i zapytał: "Poznaje pani?" Wieść gminna niesie, że Danuta Wielebińska, czerwona nie była i znalezisko fachowo zidentyfikowała, dając dowód, że władza dobrze zna życie.
Zaniosłam, wyciągnęłam z pewną nieśmiałością z torebki, profesor parsknął śmiechem. Ale zaraz spoważniał. - Ja też takiego znalazłem. Na Ostrowie Tumskim, w 1978 roku. Byłem wtedy studentem II roku archeologii i uznałem, że mam szczęście. Ale tamten był drewniany.
Nasięźrzał zrywany nago
Jeśli jest jakiś moment, żeby wywołać skandal opowieścią o wstydliwych przyjemnościach Wrocławia, to właśnie nadszedł. Noc Świętojańska za nami, kto chciał zdobyć względy uroczej niewiasty lub przystojnego młodziana, miał okazję. Najkrótsza noc roku jest także tą najgorętszą, co od wieków gorszy niepomiernie moralistów. Wszystko można, tylko trzeba iść po paproć. Bynajmniej nie po kwiat, wystarczą liście nasięźrzała. Jeden warunek: nasięźrzał należy zrywać... nago. Naukowcy wprawdzie uprzedzają że istniała niegdyś zależność pomiędzy wyprawami po zioła, a zwiększaniem przyrostu naturalnego, ale to zawsze można było wytłumaczyć działaniem sił diabelskich.
Po tym wstępie można chyba ujawnić znalezisko. Proszę państwa, oto ON.
Co epoka to inna nazwa, ale żadna nie wygląda dobrze w druku - albo kojarzy się zbyt medycznie, albo zbyt wulgarnie. A ja zamierzam napisać o poważnym odkryciu, choć poważni archeolodzy zaśmiewają się nad nim. Bo czy wypada dać się sfotografować z takim znaleziskiem? Indiana Jones przywoził z wypraw posążki, puchary, Arkę Przymierza, ale takie "coś"?
Gadżet z prehistorycznego sex-shopu
- Nie ma się co gorszyć. Byłbym raczej zaniepokojony, gdybyśmy takich znalezisk z terenu Wrocławia nie mieli. Są stare jak ludzkość - mówi dr Tomasz Płonka, archeolog zajmujący się kulturą symboliczną, i pokazuje zdjęcie kamiennego, rozłupanego fallusa znalezionego przez archeologów w Hohle Fels, na terenie Badenii-Wirtembergii. - Wyobrażenia żeńskich narządów płciowych są jeszcze starsze. Znamy je z francuskich jaskiń nad Wezerą. A tu na płytce z łupka mamy symbol aktu płciowego. To znalezisko z Nadrenii, z Gönnersdorf, datowane na 12 tysięcy lat p.n.e.
Już tylko dla porządku pytam o cel tych przedstawień. Spodziewam się wykładu na temat kultu płodności, kultu wielkiej bogini - matki, praktyk magicznych a słyszę: nie wiemy.
Prof. Piekalski: - Najbezpieczniej uznać, że to przedmiot kultu. Tak często mówimy dziennikarzom. Brzmi naukowo i nikt nie obśmieje znaleziska. Ale to równie dobrze może być gadżet z prehistorycznego sex-shopu. Tak odległą przeszłość badamy tylko za pomocą źródeł kultury materialnej. Wejście w sferę symboli jest bardzo trudne. Oczywiście, możemy wykorzystać naszą wiedzę o starożytnych kultach płodności, sięgnąć do dorobku etnologii, antropologii i socjologii, ale to bardzo zawodna podstawa interpretacji najstarszych znalezisk.
Dr Tomasz Płonka: - Niektóre z tych figurek żeńskich i męskich narządów płciowych służyły jako identyfikatory płci i wieku. O, tu mam takie zawieszki zrobione z gagatu, górny paleolit, 12 tysięcy lat p.n.e. Bardzo elegancko wykonane, wyglądają jak biżuteria. Są w różnym stopniu uszkodzone lub niewykończone, dlatego zostały wyrzucone.
Walka o ogień miłości
A gdzie tu miłość? Miłosna magia? Walka o partnera?
- Na pewno była - uspokaja dr Płonka. - Proszę sobie wyobrazić świat zbieraczy i łowców. Na stu kilometrach kwadratowych żyje 1-2 osoby. Do najbliższego mężczyzny czy kobiety mogących nas zainteresować jest kilkadziesiąt kilometrów. Trzeba wykorzystać wszystkie sposoby, żeby zapewnić sobie partnera! Mamy na to pośrednie dowody. Otóż dużo wyobrażeń żeńskich i męskich narządów płciowych spotykamy w miejscach, gdzie zbierały się grupy łowców. Takie spotkanie miało miejsce nie częściej niż raz w roku, służyło wymianie informacji i zdobyciu partnerów - mówi dr Płonka.
Magią lub urokiem osobistym, dodaje. No dobrze, ale mieszkańcy średniowiecznego Wrocławia nie musieli walczyć z taką determinacją o towarzysza życia, a jednak wyprodukowali drewnianego, excuse le mot, fallusa, którego znalazł student Piekalski. - Naturalistyczny, XI wiek - mówi dziś profesor Piekalski.
- Dla mnie to też magia - upiera się archeolog dr Aleksander Limisiewicz. - Podobny fallus i też z XI wieku, został znaleziony w Łęczycy, razem z drewnianym kubkiem. Przeczytałem w jednym ze średniowiecznych tekstów z terenu Rusi, że pannie młodej podawano w czasie wesela napój miłosny "mieszany sromotą". To jest właśnie ta "sromota"... A jeśli ktoś nie wierzy w popularność magii miłosnej, niech przeczyta, co napisał brat Rudolf...
Brat Rudolf był XIII-wiecznym zakonnikiem z Rud Raciborskich i sporządził poradnik dla spowiedników. Zawiera on opisy różnych zabiegów magicznych, które uchodziły wówczas za grzeszne i o które należy pytać penitenta. Te miłosne też są. Rudolf ze zgrozą zanotował, że kobiety "pokrzywy zamoczone we własnej urynie, kości umarłych, drzewo z grobów i wiele innych rzeczy wrzucają do ognia, aby jak one płoną w ogniu, tak ich mąż płonął miłością ku nim". Co przy tym znaczy drewniana sromota...
Czy pani "to" poznaje?
Prof. Piekalski sceptycznie podchodzi do magicznych interpretacji chichotliwych znalezisk. - Mój mistrz, prof. Józef Kaźmierczyk, mówił, że najlepsze są najprostsze wyjaśnienia. Może to był taki wesoły przedmiot? Do wprawiania towarzystwa w zakłopotanie, do kontestowania norm moralnych, wywoływania rumieńców u niewiast...
Sam profesor, uwielbiający żarty, też to praktykował. Gdy na wykopaliska na Ostrowie Tumskim przyjechała wicewojewoda Danuta Wielebińska, Kaźmierczyk wyciągnął drewnianego fallusa z kieszeni, podstawił władzy pod nos i zapytał: "Poznaje pani?" Wieść gminna niesie, że Danuta Wielebińska, czerwona nie była i znalezisko fachowo zidentyfikowała, dając dowód, że władza dobrze zna życie.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 16 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Wszelkie mozliwe przypuszczenia oprocz tego najbar
money.pl
29.06.09, 11:58
dziej oczywistego: ze to byl namiastka wspolczesnego wibratora.I ze zapewne nie raz byl juz w cipce nagrzanej ,owczesnej kobietki.»
-
Re: Gadżet z historycznego sex-shopu
membrum_virile
31.07.09, 21:46
Zaraz odezwie się jakiś pedał, lamentując, szaty rozdzierając, że gadżet ten jest politycznie niepoprawny - wszak mieciutcy chłopcy nie używali sztucznych penisów, bo mieli własne.»
-
Gadżet z historycznego sex-shopu
delfin100
31.07.09, 22:09
"Bo czy wypada dać się sfotografować z takim znaleziskiem?"Eee tam... ważne czy pasuje.Niektórym jak widać z nim bardzo do twarzy.»
Najczęściej czytane24 htydzień



