Uratujmy neon "Dobry wieczór we Wrocławiu"

Agata Saraczyńska
22.06.2009 , aktualizacja: 22.06.2009 19:35
A A A Drukuj
Fot. Łukasz Giza/AG "Dobry wieczór we Wrocławiu" to najbardziej znany neon w mieście
Neon, który witał wychodzących z Dworca Głównego, od lat nie świeci. Nie chce uratować grupa wrocławian, którzy założyli Stowarzyszenie 'Dobry wieczór we Wrocławiu'
Dr hab. Agnieszka Zabłocka-Kos
Dr hab. Agnieszka Zabłocka-Kos
Rozmowa z dr hab. Agnieszką Zabłocką-Kos, historykiem sztuki z Uniwersytetu Wrocławskiego



Agata Saraczyńska: Wrocławskie neony z końca lat 50. i z lat 60. nie są wpisane do rejestru zabytków. Czy rzeczywiście nie są to dzieła sztuki o ważnym historycznym znaczeniu?

Agnieszka Zabłocka-Kos: Wiele z nich jest cennych i powinny być prawnie chronione. Trzeba pamiętać, że stanowią część architektury, tkanki miasta. Zgodnie z ideą modernistycznej architektury w latach 50. i 60. obiekty projektowano całościowo, planując dekorację najbardziej eksponowanych miejsc, zakładając właśnie istnienie neonów. Są one równie warte zachowania, jak mozaiki czy dekoracje ceramiczne oraz rzeźby z tego czasu, które dziś są albo w opłakanym stanie, albo - co najwyżej - możemy je powspominać.

Niestety, jest ich już bardzo niewiele...

- To skutek małej świadomości estetycznej. Często uznawano je za przeżytek. Spotkał je taki sam los jak wiele innych przykładów powojennej myśli plastycznej.

Czy istnieje jakiś spis, inwentaryzacja neonów istniejących we Wrocławiu dziś bądź niegdyś? Konserwator zabytków go nie ma, a czy sporządzili go wrocławscy historycy sztuki?

- Z tego co wiem, to nikt jeszcze nie prowadził badań nad wrocławską sztuką neonową. Opisana jest fascynacja neonami i rolą dekoracyjną światła elektrycznego w ogóle, zarówno z początków XX wieku, jak i z lat 20. Wtedy neony stały się ważnym elementem reklamy, informacją świetlną, ale również ozdobą ścian budowli, która zastąpiła tradycyjne gzymsy, fryzy, kolumny czy naczółki.

Zajmujecie się jedynie tak odległą historią? A lata 50. i 60.? Przecież wracają teraz do łask, stały się wręcz bardzo modne.

- Nie można nam zarzucić braku zainteresowania tym okresem. Razem z Agatą Gabiś z Instytutu Historii Sztuki Uwr i Michałem Dudą z Muzeum Architektury pracujemy nad stworzeniem listy dóbr kultury współczesnej, czyli właśnie dzieł z tego czasu, które powinny zostać uznane za zabytkowe i chronione.

A co z naszymi neonami? Czy znalazły się na tej liście?

- Oczywiście "Dobry wieczór we Wrocławiu" na niej jest, i to na honorowym miejscu. Pozostałe - czy to lew z zoo czy PZU z pl. Kościuszki - także. Nie wolno zapominać, jak ważną rolę odgrywały te świecące dzieła sztuki w odczarowywaniu szarzyzny ówczesnych miast. Były ruchomymi animowanymi obrazami o oryginalnym rysunku i ciekawym liternictwie, często dającymi iluzję przestrzeni, a nawet wręcz przestrzennymi. Nie były również jedynie reklamą. Czasem pełniły funkcje propagandowe, czasem agitowały, jednak najczęściej przekonywały do słuszności działań - tak było z przestrzeganiem przed groźbą pożaru od jednej zapałki czy też zachęcaniem do ubezpieczania swoich dóbr - zachęcały grosiki wylatujące z uniesionej trąby słonia.

Te neony zobaczyć już można jedynie na stronach internetowych, które założyli ich pasjonaci. Przecież jest to gotowy materiał na pracę magisterską czy nawet doktorat.

- Na razie nikt nie zgłosił tego tematu, mogę jednak obiecać, że w przyszłym roku akademickim zajmę się z moimi studentami wrocławskimi neonami. Byłaby wielka szkoda, gdybyśmy je całkiem stracili. Przecież te umowne przedstawienia, stylizowane uproszczenia kształtów, żartobliwe formy, tak charakterystyczne dla sztuki lat 60., w neonach były bardziej nawet widoczne niż w grafice czy rysunku na papierze. Poza tym neony po prostu było widać, była to najlepsza szansa prezentacji talentu artysty. Miały największą widownię i najbardziej prestiżową galerię - żywe miasto.

A jak Pani ocenia klasę artystyczną naszego najbardziej znanego neonu -"Dobry wieczór we Wrocławiu"?

- To przede wszystkim bardzo dobry pomysł, by z takim wdziękiem witać przyjeżdżających do miasta. Poza tym ludzik z kwiatem i kapeluszem jest wyrazisty, filuterny, po prostu dobrze narysowany. Stał się wrocławską ikoną i myślę, że dla wielu powojennych pokoleń jest nawet bardziej wrocławski niż ratusz czy katedra. Powiem, że to wręcz idealny przykład znaku, który mógłby służyć promocji miasta. Swoim tekstem wprost mówi o Wrocławiu. Uśmiechający się ludzik jest do wszystkich przyjaźnie nastawiony. A jeśli chcemy uchodzić za miasto spotkań, to lepszej dewizy niż "Dobry wieczór we Wrocławiu" nie znajdziemy. Z przyjemnością zgłaszam, że przystępuję do Stowarzyszenia "Dobry wieczór we Wrocławiu". Też chcę, by neon został uratowany.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 18 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów