Nowa fontanna jest jak wisienka przed tortem

Magda Piekarska.
12.06.2009 , aktualizacja: 12.06.2009 18:39
A A A Drukuj
Ponad 100 tys. osób obejrzało już fontannę na wrocławskiej Pergoli. Wodotrysk okazał się marketingowym sukcesem, czemu nie zaszkodziły nawet petardy strzelające w tłum podczas premierowego pokazu
Multimedialna fontanna na wrocławskiej Pergoli
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Multimedialna fontanna na wrocławskiej Pergoli
Miałam niedawno okazję podziwiać słynną Font Magica w Barcelonie, a całkiem na świeżo - wrocławską fontannę na Pergoli. Obie są piękne. Tyle że pierwsza z nich błyszczy na równie imponującym tle, druga świeci w egipskich ciemnościach.

Barcelona, czyli żwawa emerytka

Fontanna w Barcelonie wciąż robi wrażenie, choć w tym roku obchodzi swoje 80. urodziny. Przyznam, że nie spodziewałam się cudów - bo czym może zachwycić fontanna po kilkudniowym maratonie z architekturą i sztuką stolicy Katalonii? Woda, światła, do bólu przewidywalna, nieśmiertelna składanka klasyki i elektroniki z Wagnerem, Jarrem, Vangelisem i Beethovenem w rolach głównych. A jednak Font Magica robi wrażenie - stojąc blisko, ma się wrażenie ogromu wodnej ściany, a patrząc na nią z góry, spod Palau Nacional, widać dokładnie nie tylko sam spektakl, ale także rzęsiście oświetloną panoramę całej Barcelony, od Plaza d'Espanya aż po wieżę telewizyjną na wzgórzu Tibidabo. Oczywiście największa euforia ogarnia publiczność, kiedy strumienie wody zaczynają tańczyć w rytm "Barcelony" w wykonaniu Freddiego Mercury'ego i Montserrat Caballe. Prawda, że to kicz, za to jaki piękny!

Font Magica przeżyła dwie premiery. Prawdziwą w 1929 r., kiedy olśniła tłumy zwiedzających wystawę światową. Potem zaniedbana, nieczynna przez wiele lat straszyła turystów. Blask przywróciły jej dopiero przygotowania do olimpiady w 1992 r. Ten drugi start również okazał się sukcesem, który właściwie trwa do dziś - fontanna stała się jedną z największych turystycznych atrakcji Barcelony.

W obu tych przypadkach była wisienką na torcie - z okazji przygotowań do wystawy i igrzysk całe miasto przeszło solidny lifting, a niektóre części Barcelony zmieniły kompletnie swoją funkcję i wizerunek. Przed wystawą światową zagospodarowano wzgórze Montjuic, a oprócz fontanny powstało na tę okazję m.in. 15 pałaców, stadion, basen i Poble Espanyol, czyli minimiasteczko, w którym znajdziemy przegląd stylów hiszpańskiej architektury. Z okazji olimpiady rozbudowano sieć metra, powstały nowe parki, plaże, wybudowano nową dzielnicę portową i muzea, stworzono sieć ścieżek rowerowych, odrestaurowano mnóstwo zabytków. I Font Magica - na deser.

We Wrocławiu deser na przystawkę

U nas obiad, zaplanowany zresztą na 2012 r., zaczyna się od deseru zaserwowanego z trzyletnim wyprzedzeniem. Bo nasza strategia jest odwrotna do barcelońskiej - mamy wisienkę, podczas gdy wszyscy czekają na tort. Powstaje obwodnica, szybki tramwaj jest dopiero w planach, stadion na etapie kamienia węgielnego, Forum Musicum to na razie dziura w ziemi, dworzec główny czeka na lifting, a lotnisko na rozbudowę. Może jednak to także jest jakaś metoda, czego dowodem są tłumy oblegające co wieczór Pergolę. Zanim doczekają się piłkarskich igrzysk, mają przynajmniej fajerwerki.

Za 10 mln zł, które Wrocław wydał na fontannę, miasto kupiło imponujące multimedialne show. Pokaz, na który w Barcelonie składają się wyłącznie światło, woda i dźwięk, we Wrocławiu został uzupełniony o laserowe animacje, dzięki czemu na tle strumieni wody rysują się przed publicznością tygrysie głowy, tańczące baletnice i fruwające gołębie. Na samą fontannę narzekać zatem nie wypada - jest naprawdę pierwsza klasa. A tych, którzy utyskują na "mało energetyczny" repertuar utworów, uspokajamy - będzie się stopniowo zmieniał i niewykluczone, że znajdą się w nim także wrocławskie akcenty. Woda tańcząca do "Jezu, jak się cieszę" Janerki? Czemu nie.

- Nie spodziewaliśmy się, że aż tylu ludzi przyjdzie zobaczyć fontannę - tłumaczył Paweł Czuma, dyrektor biura prasowego Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, pytany w ubiegłym tygodniu o wypadek z fajerwerkami.

Ten brak umiejętności przewidywania zastanawia - skoro największa fontanna w Polsce stanęła na wrocławskiej Pergoli właśnie po to, żeby ściągać tłumy, dlaczego miałoby zabraknąć widzów? A skutkiem tego jest nie tylko wpadka z fajerwerkami, którą można złożyć na karb przypadku. Gorzej, że w tłumie, który szturmuje w weekendowe wieczory Pergolę i po pokazie próbuje wydostać się do domów, łatwo o wypadek nawet bez udziału petard. Z prostej przyczyny - w najbliższym sąsiedztwie fontanny poza nią samą nie świeci nic i wybierając się tam bez latarki, łatwo skręcić nogę w jakiejś dziurze lub potknąć się na ciemnych schodach.

I dopiero za dnia można się przekonać, że egipskie ciemności miały przykryć to, czym dzisiaj jeszcze trudno się chwalić: Halę Stulecia owiniętą billboardami, czekający na remont Pawilon Czterech Kopuł. Piękne bryły, z których dzienne światło bezlitośnie wydobywa wszystkie zniszczenia.

Nie da się ukryć - samo położenie Pergoli nawet w przyszłości wyklucza tak olśniewające tło dla wrocławskiej fontanny, jakie ma jej starsza siostra w Barcelonie, mieście położonym na wzgórzach. Jednak nawet dziś pomogłaby jej stonowana iluminacja otaczających ją budynków. Przy okazji poprawy estetyki zwiększyłoby się też bezpieczeństwo.

Kolejna sprawa to dojazd w okolice Hali Stulecia. Komunikacją publiczną z drugiego końca miasta jedzie się tam grubo ponad godzinę. Trudno się zatem dziwić tym wrocławianom, którzy zamiast tramwaju wybrali własny transport. Ale w pobliżu Pergoli i zoo nie ma parkingu z prawdziwego zdarzenia. Nie trzeba było fontanny, żeby w każdy weekend cała ul. Parkowa, Mickiewicza i okolice były zastawione autami. Po jej powstaniu jeszcze więcej kierowców parkowało na trawnikach, wjeżdżało do parku. A na sam wyjazd z tych okolic trzeba było czekać godzinę. Skutek był też taki, że piesi, którzy próbowali iść tą trasą, musieli w ciemnościach przedzierać się przez krzaki - pobocze, chodniki i trawniki były zajęte przez samochody.

Darmowe igrzyska

Powodzenie, jakim cieszy się fontanna, pokazuje, jak bardzo wrocławianie i odwiedzający miasto turyści spragnieni są igrzysk. Bo wodotrysk na Pergoli, jeśli chodzi o liczbę widzów, przegrywa tylko z sylwestrami w Rynku. W obu przypadkach nie bez znaczenia jest fakt, że ani za przyjemność ujrzenia Dody na żywo, ani za widok wody tryskającej na kilkadziesiąt metrów w górę w rytm "Carmina Burana" nikt nie każe nam płacić.

Każda inna forma rozrywki w mieście słono kosztuje. Czteroosobowa rodzina na wspólny seans w kinie wyda ok. 80 zł, na wycieczkę do zoo 30 zł, na wieczór w operze ponad 100 zł, a na oglądanie Panoramy Racławickiej 60 zł. Dlatego jeśli chodzi o darmowe atrakcje - fontanna długo nie będzie miała konkurencji.

I tak pozostanie, jeśli tylko władze miasta powstrzymają się przed realizacją pomysłu wprowadzenia opłat za wstęp na Pergolę i do części wrocławskich parków, które powinny pozostać przestrzenią publiczną, gdzie wszyscy będziemy mieli nieograniczony dostęp. Bo każda, nawet najniższa opłata części z nas ten dostęp ograniczy. Możemy racjonować sobie kino, teatr czy wizyty w zoo. Ale spacery po parku, zabawę z dzieckiem w piaskownicy albo widok tryskającej wody na Pergoli? Nie może być tak, że udział we wszystkich miejskich atrakcjach będzie dla wybranych - tych, którym pozwoli na to zawartość portfela. Na szczęście - jak mówi Paweł Czuma - ani w przypadku Pergoli, ani dla parku otaczającego Teatr Lalek nie zapadły jeszcze żadne konkretne decyzje. Jeśli chodzi o fontannę, miasto dopuszcza możliwość organizowania komercyjnych pokazów, jednak ogrodzenie terenu i pobieranie opłat za wstęp nie wchodzi w grę.

Dzięki fontannie Wrocław zyskał kolejną, po Rynku, ogrodzie zoologicznym i Panoramie Racławickiej, atrakcję turystyczną. Okazała się strzałem w dziesiątkę, pozwalającym zrealizować cel, o który władze miasta walczą od dawna - stworzyć w okolicach Hali Stulecia alternatywne dla Rynku centrum, skupiające mieszkańców i turystów. Żeby ich jednak zatrzymać w tym miejscu na dłużej, nie wystarczą muzyka, światła i wodne fajerwerki. Trzeba jak najszybciej zadbać o całą otaczającą Pergolę infrastrukturę. Na nią trzeba będzie poczekać - obok hali ma powstać nowoczesne centrum kongresowe z restauracjami i kawiarniami, w pobliżu pojawi się też więcej punktów gastronomicznych, a zimą fontanna ma zamieniać się w olbrzymie lodowisko. Wtedy imponująca wisienka doczeka się przynajmniej jednego piętra tortu.









Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 107 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Nowa fontanna jest jak wisienka przed tortem karpik.pl 12.06.09, 19:15

    mam nadzieję, że na tą infrastrukturę nie przyjdzie nam długo czekać. Jak dotej pory zawsze musiałem znajomym tłumaczyć, dlaczego w okolicy Hali Stulecianie ma ani restauracji,ani sklepu a »

  • Artykuł sponsorowany? pracownikxyz 12.06.09, 23:23

    Ogólnie komunikacja nadal będzie stała w korkach bez klimatyzacji, podróżowaćbędziemy w towarzystwie śmierdzieli lub agresywnej młodzieży, ale cieszmy siębo światełka migają i muzyka gra, la»

  • Nowa fontanna jest jak wisienka przed tortem almos111 13.06.09, 16:21

    Gazeta, moim zdaniem, odrobinę przesadziła. Miarą sukcesu tego przedsięwzięciabyło, moim zdaniem, to, że gdziekolwiek się znalazłem - w sklepie warzywnym,tramwaju etc. - ludzie mówili »