Myślenia trzeba uczyć już przedszkolaka

Rozmawiał Tomasz Wysocki
11.06.2009 , aktualizacja: 11.06.2009 21:29
A A A Drukuj
- Jest mnóstwo nauczycieli, którzy angażują się, zostają po lekcjach, ale to zawracanie Wisły kijem. Zmieniła się mentalność młodych ludzi. Co jest ich celem? Zdanie matury i dostanie się na wybrane studia - mówi Małgorzata Smolik-Wyczałkowska, pedagog z XII LO, jednego z najlepszych wrocławskich ogólniaków
- Małe dzieci uczą się podczas zabawy. I nie da się tego nadrobić w późniejszym wieku - mówi Małgorzata Smolik-Wyczałkowska
Fot. Krzysztof Gutkowski / AG
- Małe dzieci uczą się podczas zabawy. I nie da się tego nadrobić w późniejszym wieku - mówi Małgorzata Smolik-Wyczałkowska
Od tygodnia prowadzimy dyskusję na temat poziomu wiedzy studentów. Rozpoczęła ją wypowiedź prof. Mikołaja Rudolfa z Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego, który stwierdził, że na studia przychodzą niedouczeni kandydaci, a poziom intelektualny maturzystów dramatycznie spada. Wypowiedź naukowca jest ciągle żywo komentowana.



Rozmowa z Małgorzatą Smolik-Wyczałkowską*

Tomasz Wysocki: Profesorowie akademiccy zarzucają szkołom średnim, że wypuszczają niedouczonych maturzystów, którzy nie potrafią czytać i mają kłopoty z liczeniem.

Małgorzata Smolik-Wyczałkowska, pedagog szkolny w XII LO we Wrocławiu : Nie chcę, żeby to wyszło na odbijanie piłeczki, ale szkoły pracują z taką młodzieżą, jaka do nich przychodzi. Ja sama mam szczęście, w naszej szkole pracujemy z najzdolniejszymi. Wiem jednak, że przeciętny poziom jest zdecydowanie niższy niż jeszcze kilka lat temu.

Myślę, że wszystko zaczyna się na długo, nim dziecko pójdzie do szkoły. Szkoła jest taka jak społeczeństwo. Jeżeli jeszcze przed pójściem do szkoły dziecko nie nauczy się myśleć, to szkoła go tego nie nauczy. Nie chcę obwiniać rodziców, bo to nie ich wina, że społeczeństwo głupieje. To proces społeczny. Postęp cywilizacyjny decyduje o tym, że coraz mniej czytamy, coraz słabiej posługujemy się językiem, zwłaszcza na piśmie, coraz mniej ze sobą rozmawiamy i coraz mniej rozumiemy. W ciągu ostatnich 30 lat środowisko tak się zmieniło, że nasze dzieci i młodzież inaczej się rozwijają. Dawniej małe dziecko w domu bawiło się zabawkami albo całe dnie spędzało w piaskownicy z innymi dziećmi. Teraz matka sadza je przed telewizorem i puszcza bajkę. Zdarza się, że przedszkolaki mają własne komputery. Od patrzenia na płaski ekran mózg się nie rozwija. Musi mieć bodźce, dziecko musi się bawić w piachu, w kałuży, musi mieć kontakt z innymi dziećmi.

Mamy się pogodzić z tym procesem?

- Może wystarczy wyłączyć prąd. I co będzie? Dzieciaki zostaną bez komputerów i telefonów, będą musiały sobie poradzić inaczej. Bardziej serio - dobrze, jeśli pod każdym blokiem będą place zabaw. Na razie się je likwiduje. Wracam do okresu przedszkolnego, bo uważam, że tu się zaczyna problem. Człowiek uczy się przez zabawę. Żadna, najlepsza nawet szkoła tego nie nadrobi. Nawet jeśli są dobrzy nauczyciele i zdolne dzieci, to nie jesteśmy w stanie przebić się przez bariery, które powstały w tamtym okresie. Teraz dzieci od małego się edukuje, zamiast dać im się wybawić.

Szkoła nie ma na to żadnego wpływu?

- W tej szkole staramy się zmieniać tyle, ile można. Reforma zlikwidowała w szkole ogólnokształcącej wszystkie przedmioty artystyczne. Program jest nastawiony na rozwój intelektualny, sfera emocjonalna nie jest już brana pod uwagę. Kiedyś była muzyka, plastyka, teraz jest wiedza o kulturze. W naszej szkole staramy się to jakoś uzupełniać - nauczyciele prowadzą tzw. bloki edukacyjne - 10 godzin zajęć monograficznych daleko wykraczających poza program nauczania, także zajęcia artystyczne. Ale to 10 godzin na ucznia na trzy lata.

Jest mnóstwo nauczycieli, którzy próbują, angażują się, zostają po lekcjach, prowadzą autorskie zajęcia, ale to zawracanie Wisły kijem. Zmieniła się mentalność młodych ludzi. Nawet jeśli dostajemy najzdolniejszych uczniów, to oni dzisiaj nastawieni są na wykonanie zadania, osiągnięcie celu. Co jest celem? Jak najlepsze zdanie matury i dostanie się na wybrane studia. Zatem celem szkoły staje się przygotowanie ich właśnie do tego egzaminu. Dawniej człowiek uczył się, studiował, żeby zmądrzeć, czegoś się dowiedzieć o świecie, a nie po to, żeby wykonać jakieś zadanie. Coraz mniej jest uczniów, którzy chcą zrozumieć świat. Kolega biolog prowadził zajęcia o sinicach z uczniami, którzy wybrali biologię jako przedmiot fakultatywny. Chciał opowiedzieć anegdotę z historii o związku cesarskich Chin i sinic. Usłyszał: "Nas historia nie interesuje, to jest fakultet biologiczny". Bywa, że dygresja podczas zajęć wytrąca uczniów z równowagi. Czy to jest wina szkoły?

Prof. Rudolf sugeruje, że sytuację na uczelniach mogłyby zmienić egzaminy wstępne.

- To nie ma żadnego znaczenia. Przecież jest mnóstwo uczelni prywatnych, które z otwartymi rękami przyjmują wszystkich, którzy zapłacą. Znowu nie chcę odbijać piłeczki, ale wróćmy na uczelnię, bo jest inny problem, który tylko tam można rozwiązać. Otóż nikt, kto przychodzi pracować w szkole, nie był fachowo przygotowywany do pracy z grupą. Człowiek wchodzi do klasy i staje przed 30 osobami, które najczęściej wcale nie chcą się uczyć. Jaki gimnazjalista idzie do szkoły, bo chce się uczyć? Nauczyciel musi sobie z nimi poradzić, musi ich zdyscyplinować, zainteresować, przekonać, że warto. Skąd ma wiedzieć, jak to się robi? Kto nas, nauczycieli, tego uczy? Nikt. Oczywiście, są także wśród nauczycieli ludzie z talentem, z charyzmą, którzy sami jako uczniowie trafili na nauczycieli mistrzów. Ale pozostali?

** Czy studenci są nieukami? Jeśli tak, to jak to zmienić? Czekamy na opinie

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Myślenia trzeba uczyć już przedszkolaka takale 12.06.09, 11:10

    Brawo, pani pedagog. To co Pani jeszcze robi w szkole, skoro nic się nie dazrobić z dzieckiem, które jako przedszkolak nie bawiło się w piaskownicy?»