Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci

Tomasz Wysocki
06.06.2009 , aktualizacja: 06.06.2009 22:18
A A A Drukuj
- Podczas wykładu mówię wolniej, bo wiem, że większość studentów ma problemy z przyswojeniem podstawowych informacji. Poziom wiedzy osób, które przychodzą na studia, jest żałośnie niski - alarmuje prof. Mikołaj Rudolf z Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego
Prof. Mikołaj Rudolf ubolewa nad mizernym stanem wiedzy kandydatów na studia i studentów
Fot. Maciej Świerczyński/AG
Prof. Mikołaj Rudolf ubolewa nad mizernym stanem wiedzy kandydatów na studia i studentów
SERWISY
- Postęp degradacji intelektualnej wśród młodzieży przybiera już zatrważające rozmiary. Jeśli go nie powstrzymamy, uniwersytetom grozi zapaść - mówi prof. Mikołaj Rudolf. - Nie chcę, aby tę opinię przyjęto za przejaw postawy "za moich czasów było lepiej". Mam dowody żałosnego poziomu wykształcenia ludzi, którzy dzisiaj dostają zaświadczenia o uzyskaniu matury.

Profesor, wieloletni wykładowca Wydziału Chemii, jednym tchem wylicza zarzuty wobec studentów. Błędy ortograficzne w pracach zaliczeniowych to standard. Studenci coraz częściej stosują zapis fonetyczny zdań, co znaczy, że w ogóle nie czytają. Studenci chemii mają problemy z przeliczaniem jednostek miary i wagi, niektórzy nigdy samodzielnie nie obsługiwali żadnych urządzeń laboratoryjnych, nie przeprowadzali najprostszych doświadczeń. Na pytanie, kto potrafi zmontować prosty obwód elektryczny, zgłosiło się kilka osób z kilkudziesięciu obecnych na wykładzie. Student III roku chemii nie potrafił powiedzieć, na jakiej zasadzie świeci żarówka.

Prof. Rudolf: - Większość z 20-latków ma fałszywe przekonanie o jakości swojej wiedzy. Dla nich wiedza równa się umiejętności znalezienia informacji w internecie. Wstukują hasło w Google'u i wydaje im się, że już coś wiedzą.

Efekty widać podczas sesji egzaminacyjnych. Jeszcze kilka lat temu studia na Wydziale Chemii kończyło 50-70 osób. To tyle, ile teraz zostaje po pierwszym roku studiów. Na pierwszy rok przyjmuje się ok. 150 osób.

- Ponoć na Politechnice Łódzkiej rozwiązano cały rocznik, bo kontynuowanie studiów mijało się z celem - mówi wrocławski naukowiec. I podkreśla, że nie jest osamotniony w swojej opinii na temat poziomu intelektualnego maturzystów. Przywołuje tekst prof. Jana Hartmana, filozofa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikowany w kwietniu w "Gazecie". - Profesor Hartman przeprowadził totalną krytykę jakości nauczania i poziomu wiedzy ludzi, którzy idą na studia, bo przecież zdali maturę. To powinno wywołać ogólnonarodową dyskusję, wielki odzew środowiska akademickiego. I co? I nic. Dlaczego? Najważniejszy powód to pieniądze i obawa na uczelniach o utratę dochodów - mówi chemik.

W polskim systemie szkolnictwa wyższego uczelnie dostają dotacje na kształcenie każdego studenta. Dzisiaj uczelnie muszą się bić o nowych studentów, bo idzie niż demograficzny. A za studentem idą pieniądze. Mniej studentów to mniej pieniędzy na dydaktykę. Rektora zastanowi malejąca liczba studentów i zacznie szukać oszczędności. Dlatego profesorowie przepuszczają coraz słabszych studentów. Potem muszą sobie radzić z wyrzutami sumienia. W jednym z instytutów na Uniwersytecie Wrocławskim wykładowca, który za bardzo dociskał na egzaminach, został zapytany wprost, czy chce nadal pracować w tym instytucie.

Prof. Mikołaj Rudolf wskazuje winnych zapaści intelektualnej wśród młodzieży. To kolejni ministrowie edukacji wprowadzający reformy w szkolnictwie, co kończy się zwykle wielomiesięcznym chaosem.

- Dlatego program jest przeładowany niepotrzebnymi wiadomościami. Nie wszyscy mają potencjał i ambicje uczniów wrocławskiej "czternastki". W efekcie większość licealistów żongluje hasłami, lecz nie ma o nich elementarnej wiedzy - mówi prof. Rudolf. - Maturzyści znają pojęcie kodu DNA, za to 80 proc. z nich nie potrafi rozróżnić kłosów czterech najbardziej popularnych zbóż ani nie wie, jak powstaje cukier.

Co zrobić, aby powstrzymać obniżanie poziomu wykształcenia?

Prof. Rudolf: - Odchudzić programy nauczania, to podstawa. Matematyka na maturze pojawi się już w przyszłym roku, to słuszne posunięcie. Należy wyeliminować testy na egzaminach w szkołach średnich i na studiach. Oraz zastanowić się nad wprowadzeniem rozmów kwalifikacyjnych na studia. Ale nie oszukujmy się - na poprawę jakości kształcenia trzeba poczekać co najmniej jedno pokolenie.

**Czy dzisiejsi studenci są naprawdę takimi głąbami? Jeśli tak, to kto zawinił i jak to naprawić?

Czekamy na Wasze listy

Profesor Hartman o studentach

Wykładowcy szkół wyższych wiedzą doskonale, że większość studentów nie ma żadnej, najskromniejszej nawet wiedzy na żaden temat, a część nie umie czytać (duka bez zrozumienia) ani pisać. Oprócz półanalfabetów mamy jednak wśród studentów analfabetów prawdziwych. Jest ich nie mniej niż 10 proc. (...).

Większość młodych posiadaczy polskiej matury, a w tym większość nowych studentów, kompletnie nic nie umie, a co gorsza - nauczona jest w szkole oszukiwania i ściągania (...). Niedawno, sprawdzając prace egzaminacyjne z historii filozofii, miałem okazję przeczytać kilkanaście razy zdanie: "Heraklit żywił się trawom i innymi roślinnościami". Niechby zdanie to wykuto na portyku Ministerstwa Edukacji w alei Szucha. Żeby wreszcie zeszło na ziemię i przestało produkować fantastyczne programy nauczania i bajeczki o "wszechstronnym rozwoju osobowości", "samodzielności myślenia", "nowoczesnym społeczeństwie informatycznym".

** Jan Hartman, profesor filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, fragmenty artykułu "Szkoła buja w obłokach", "Gazeta Wyborcza", 9 kwietnia 2009 r.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 378 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci austin00 06.06.09, 10:23

    "Podczas wykładu mówię wolniej..." wystarczy kupic dobre okulary a niezwalniac tempo bo sie nie dowidzi tych rusałek w pierwszych lawkach... niejest tajemnica ze na tym waszym wydziale 90 »

  • Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci fiedor88 08.06.09, 17:48

    To prawda. Ja sam, kiedy szedłem na studia, okazałem się osobą słabo znającą matematykę, a przecież lubię ją i w liceum miałem z niej dobre oceny - 4, 5. Na szczęście dało się to nadrobić. »

  • Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci magiza 08.06.09, 20:32

    Wiem dlaczego żarówka świeci, nie robię błędów, ale i tak nie mam pracy ... »