Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci
06.06.2009
, aktualizacja: 06.06.2009 22:18
- Podczas wykładu mówię wolniej, bo wiem, że większość studentów ma problemy z przyswojeniem podstawowych informacji. Poziom wiedzy osób, które przychodzą na studia, jest żałośnie niski - alarmuje prof. Mikołaj Rudolf z Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego
ZOBACZ TAKŻE
- Dla kogo studia, dla kogo akademia? (12-06-09, 21:49)
- Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci - odpowiedź samorządu (07-06-09, 17:52)
- Tak, studenci są głąbami i zawsze nimi będą (09-06-09, 11:57)
- Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państwo stać (19-10-09, 06:00)
- Dobra uczelnia to bogata uczelnia (16-08-09, 23:02)
- Dlaczego maturzyści nie chcą być inżynierami (09-08-09, 20:00)
- Dostrzegam wyłącznie pozytywy edukacji na wyższym poziomie (01-07-09, 17:37)
- Przywróćmy egzaminy na studia (09-06-09, 13:03)
- Brakuje selekcji przy przyjmowaniu na studia (09-06-09, 12:46)
- Dlaczego nikt nie zmienia złego systemu edukacji? (09-06-09, 12:25)
- Kiedy będzie kolegium i czy można je przełożyć (09-06-09, 12:02)
- Szkoła buja w obłokach (09-04-09, 17:00)
- Myślenia trzeba uczyć już przedszkolaka (11-06-09, 20:20)
- Nauczyciele biernie patrzą, jak kona szkoła (15-06-09, 13:33)
- System przyjazny studentowi (10-06-09, 11:22)
- Wiedzy nie zdobywa się w nieogrzanym laboratorium (10-06-09, 09:22)
- Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wykładowców (10-06-09, 09:06)
- W każdym systemie można być głąbem (10-06-09, 08:59)
- Wykształcenie nieuchronnie jest elitarne (09-06-09, 12:35)
- Z każdym rokiem ze studentami jest coraz gorzej (08-06-09, 10:17)
- Mizerii na studiach winne jest gimnazjum (07-06-09, 16:21)
- Student: Matura nie jest dla wszystkich (07-06-09, 16:09)
SERWISY
- Postęp degradacji intelektualnej wśród młodzieży przybiera już zatrważające rozmiary. Jeśli go nie powstrzymamy, uniwersytetom grozi zapaść - mówi prof. Mikołaj Rudolf. - Nie chcę, aby tę opinię przyjęto za przejaw postawy "za moich czasów było lepiej". Mam dowody żałosnego poziomu wykształcenia ludzi, którzy dzisiaj dostają zaświadczenia o uzyskaniu matury.
Profesor, wieloletni wykładowca Wydziału Chemii, jednym tchem wylicza zarzuty wobec studentów. Błędy ortograficzne w pracach zaliczeniowych to standard. Studenci coraz częściej stosują zapis fonetyczny zdań, co znaczy, że w ogóle nie czytają. Studenci chemii mają problemy z przeliczaniem jednostek miary i wagi, niektórzy nigdy samodzielnie nie obsługiwali żadnych urządzeń laboratoryjnych, nie przeprowadzali najprostszych doświadczeń. Na pytanie, kto potrafi zmontować prosty obwód elektryczny, zgłosiło się kilka osób z kilkudziesięciu obecnych na wykładzie. Student III roku chemii nie potrafił powiedzieć, na jakiej zasadzie świeci żarówka.
Prof. Rudolf: - Większość z 20-latków ma fałszywe przekonanie o jakości swojej wiedzy. Dla nich wiedza równa się umiejętności znalezienia informacji w internecie. Wstukują hasło w Google'u i wydaje im się, że już coś wiedzą.
Efekty widać podczas sesji egzaminacyjnych. Jeszcze kilka lat temu studia na Wydziale Chemii kończyło 50-70 osób. To tyle, ile teraz zostaje po pierwszym roku studiów. Na pierwszy rok przyjmuje się ok. 150 osób.
- Ponoć na Politechnice Łódzkiej rozwiązano cały rocznik, bo kontynuowanie studiów mijało się z celem - mówi wrocławski naukowiec. I podkreśla, że nie jest osamotniony w swojej opinii na temat poziomu intelektualnego maturzystów. Przywołuje tekst prof. Jana Hartmana, filozofa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikowany w kwietniu w "Gazecie". - Profesor Hartman przeprowadził totalną krytykę jakości nauczania i poziomu wiedzy ludzi, którzy idą na studia, bo przecież zdali maturę. To powinno wywołać ogólnonarodową dyskusję, wielki odzew środowiska akademickiego. I co? I nic. Dlaczego? Najważniejszy powód to pieniądze i obawa na uczelniach o utratę dochodów - mówi chemik.
W polskim systemie szkolnictwa wyższego uczelnie dostają dotacje na kształcenie każdego studenta. Dzisiaj uczelnie muszą się bić o nowych studentów, bo idzie niż demograficzny. A za studentem idą pieniądze. Mniej studentów to mniej pieniędzy na dydaktykę. Rektora zastanowi malejąca liczba studentów i zacznie szukać oszczędności. Dlatego profesorowie przepuszczają coraz słabszych studentów. Potem muszą sobie radzić z wyrzutami sumienia. W jednym z instytutów na Uniwersytecie Wrocławskim wykładowca, który za bardzo dociskał na egzaminach, został zapytany wprost, czy chce nadal pracować w tym instytucie.
Prof. Mikołaj Rudolf wskazuje winnych zapaści intelektualnej wśród młodzieży. To kolejni ministrowie edukacji wprowadzający reformy w szkolnictwie, co kończy się zwykle wielomiesięcznym chaosem.
- Dlatego program jest przeładowany niepotrzebnymi wiadomościami. Nie wszyscy mają potencjał i ambicje uczniów wrocławskiej "czternastki". W efekcie większość licealistów żongluje hasłami, lecz nie ma o nich elementarnej wiedzy - mówi prof. Rudolf. - Maturzyści znają pojęcie kodu DNA, za to 80 proc. z nich nie potrafi rozróżnić kłosów czterech najbardziej popularnych zbóż ani nie wie, jak powstaje cukier.
Co zrobić, aby powstrzymać obniżanie poziomu wykształcenia?
Prof. Rudolf: - Odchudzić programy nauczania, to podstawa. Matematyka na maturze pojawi się już w przyszłym roku, to słuszne posunięcie. Należy wyeliminować testy na egzaminach w szkołach średnich i na studiach. Oraz zastanowić się nad wprowadzeniem rozmów kwalifikacyjnych na studia. Ale nie oszukujmy się - na poprawę jakości kształcenia trzeba poczekać co najmniej jedno pokolenie.
**Czy dzisiejsi studenci są naprawdę takimi głąbami? Jeśli tak, to kto zawinił i jak to naprawić?
Czekamy na Wasze listy
Profesor Hartman o studentach
Wykładowcy szkół wyższych wiedzą doskonale, że większość studentów nie ma żadnej, najskromniejszej nawet wiedzy na żaden temat, a część nie umie czytać (duka bez zrozumienia) ani pisać. Oprócz półanalfabetów mamy jednak wśród studentów analfabetów prawdziwych. Jest ich nie mniej niż 10 proc. (...).
Większość młodych posiadaczy polskiej matury, a w tym większość nowych studentów, kompletnie nic nie umie, a co gorsza - nauczona jest w szkole oszukiwania i ściągania (...). Niedawno, sprawdzając prace egzaminacyjne z historii filozofii, miałem okazję przeczytać kilkanaście razy zdanie: "Heraklit żywił się trawom i innymi roślinnościami". Niechby zdanie to wykuto na portyku Ministerstwa Edukacji w alei Szucha. Żeby wreszcie zeszło na ziemię i przestało produkować fantastyczne programy nauczania i bajeczki o "wszechstronnym rozwoju osobowości", "samodzielności myślenia", "nowoczesnym społeczeństwie informatycznym".
** Jan Hartman, profesor filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, fragmenty artykułu "Szkoła buja w obłokach", "Gazeta Wyborcza", 9 kwietnia 2009 r.
Profesor, wieloletni wykładowca Wydziału Chemii, jednym tchem wylicza zarzuty wobec studentów. Błędy ortograficzne w pracach zaliczeniowych to standard. Studenci coraz częściej stosują zapis fonetyczny zdań, co znaczy, że w ogóle nie czytają. Studenci chemii mają problemy z przeliczaniem jednostek miary i wagi, niektórzy nigdy samodzielnie nie obsługiwali żadnych urządzeń laboratoryjnych, nie przeprowadzali najprostszych doświadczeń. Na pytanie, kto potrafi zmontować prosty obwód elektryczny, zgłosiło się kilka osób z kilkudziesięciu obecnych na wykładzie. Student III roku chemii nie potrafił powiedzieć, na jakiej zasadzie świeci żarówka.
Prof. Rudolf: - Większość z 20-latków ma fałszywe przekonanie o jakości swojej wiedzy. Dla nich wiedza równa się umiejętności znalezienia informacji w internecie. Wstukują hasło w Google'u i wydaje im się, że już coś wiedzą.
Efekty widać podczas sesji egzaminacyjnych. Jeszcze kilka lat temu studia na Wydziale Chemii kończyło 50-70 osób. To tyle, ile teraz zostaje po pierwszym roku studiów. Na pierwszy rok przyjmuje się ok. 150 osób.
- Ponoć na Politechnice Łódzkiej rozwiązano cały rocznik, bo kontynuowanie studiów mijało się z celem - mówi wrocławski naukowiec. I podkreśla, że nie jest osamotniony w swojej opinii na temat poziomu intelektualnego maturzystów. Przywołuje tekst prof. Jana Hartmana, filozofa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikowany w kwietniu w "Gazecie". - Profesor Hartman przeprowadził totalną krytykę jakości nauczania i poziomu wiedzy ludzi, którzy idą na studia, bo przecież zdali maturę. To powinno wywołać ogólnonarodową dyskusję, wielki odzew środowiska akademickiego. I co? I nic. Dlaczego? Najważniejszy powód to pieniądze i obawa na uczelniach o utratę dochodów - mówi chemik.
W polskim systemie szkolnictwa wyższego uczelnie dostają dotacje na kształcenie każdego studenta. Dzisiaj uczelnie muszą się bić o nowych studentów, bo idzie niż demograficzny. A za studentem idą pieniądze. Mniej studentów to mniej pieniędzy na dydaktykę. Rektora zastanowi malejąca liczba studentów i zacznie szukać oszczędności. Dlatego profesorowie przepuszczają coraz słabszych studentów. Potem muszą sobie radzić z wyrzutami sumienia. W jednym z instytutów na Uniwersytecie Wrocławskim wykładowca, który za bardzo dociskał na egzaminach, został zapytany wprost, czy chce nadal pracować w tym instytucie.
Prof. Mikołaj Rudolf wskazuje winnych zapaści intelektualnej wśród młodzieży. To kolejni ministrowie edukacji wprowadzający reformy w szkolnictwie, co kończy się zwykle wielomiesięcznym chaosem.
- Dlatego program jest przeładowany niepotrzebnymi wiadomościami. Nie wszyscy mają potencjał i ambicje uczniów wrocławskiej "czternastki". W efekcie większość licealistów żongluje hasłami, lecz nie ma o nich elementarnej wiedzy - mówi prof. Rudolf. - Maturzyści znają pojęcie kodu DNA, za to 80 proc. z nich nie potrafi rozróżnić kłosów czterech najbardziej popularnych zbóż ani nie wie, jak powstaje cukier.
Co zrobić, aby powstrzymać obniżanie poziomu wykształcenia?
Prof. Rudolf: - Odchudzić programy nauczania, to podstawa. Matematyka na maturze pojawi się już w przyszłym roku, to słuszne posunięcie. Należy wyeliminować testy na egzaminach w szkołach średnich i na studiach. Oraz zastanowić się nad wprowadzeniem rozmów kwalifikacyjnych na studia. Ale nie oszukujmy się - na poprawę jakości kształcenia trzeba poczekać co najmniej jedno pokolenie.
**Czy dzisiejsi studenci są naprawdę takimi głąbami? Jeśli tak, to kto zawinił i jak to naprawić?
Czekamy na Wasze listy
Profesor Hartman o studentach
Wykładowcy szkół wyższych wiedzą doskonale, że większość studentów nie ma żadnej, najskromniejszej nawet wiedzy na żaden temat, a część nie umie czytać (duka bez zrozumienia) ani pisać. Oprócz półanalfabetów mamy jednak wśród studentów analfabetów prawdziwych. Jest ich nie mniej niż 10 proc. (...).
Większość młodych posiadaczy polskiej matury, a w tym większość nowych studentów, kompletnie nic nie umie, a co gorsza - nauczona jest w szkole oszukiwania i ściągania (...). Niedawno, sprawdzając prace egzaminacyjne z historii filozofii, miałem okazję przeczytać kilkanaście razy zdanie: "Heraklit żywił się trawom i innymi roślinnościami". Niechby zdanie to wykuto na portyku Ministerstwa Edukacji w alei Szucha. Żeby wreszcie zeszło na ziemię i przestało produkować fantastyczne programy nauczania i bajeczki o "wszechstronnym rozwoju osobowości", "samodzielności myślenia", "nowoczesnym społeczeństwie informatycznym".
** Jan Hartman, profesor filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, fragmenty artykułu "Szkoła buja w obłokach", "Gazeta Wyborcza", 9 kwietnia 2009 r.
Najnowsze wiadomości
-
Przez chwilę było gorąco - niewielki pożar na PKP ugaszony
-
W niedzielę w Parku Tołpy festyn z okazji Dnia Matki
-
Na Uniwersytecie Przyrodniczym wykład prof. Miodka
-
Sprawdź, gdzie nie będzie dziś wody we Wrocławiu
-
Policyjna doba w liczbach. Ponad 40 pijanych kierowców
-
Poranne korki we Wrocławiu. Lepiej omijać te ulice
-
Braniborska znów jest otwarta dla zmotoryzowanych
- 378 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci
austin00
06.06.09, 10:23
"Podczas wykładu mówię wolniej..." wystarczy kupic dobre okulary a niezwalniac tempo bo sie nie dowidzi tych rusałek w pierwszych lawkach... niejest tajemnica ze na tym waszym wydziale 90 »
-
Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci
fiedor88
08.06.09, 17:48
To prawda. Ja sam, kiedy szedłem na studia, okazałem się osobą słabo znającą matematykę, a przecież lubię ją i w liceum miałem z niej dobre oceny - 4, 5. Na szczęście dało się to nadrobić. »
-
Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci
magiza
08.06.09, 20:32
Wiem dlaczego żarówka świeci, nie robię błędów, ale i tak nie mam pracy ... »
Najczęściej czytane24 htydzień




