Głowy do góry: oto wrocławska secesja

Magda Piekarska
14.05.2009 , aktualizacja: 14.05.2009 16:03
A A A Drukuj
O tym, jak w poszukiwaniu nagiej wrocławianki został ugodzony strzałą Amora w parku przy ul. Teatralnej, opowiada Leszek Szurkowski, fotograf, grafik, autor zdjęć do albumu poświęconego wrocławskiej secesji.
Leszek Szurkowski, fotograf, współautor albumu o wrocławskiej secesji
Fot. Archiwum Leszka Szurkowskiego
Leszek Szurkowski, fotograf, współautor albumu o wrocławskiej secesji
Magda Piekarska: Dlaczego Amor na okładce?

Leszek Szurkowski: Zasady marketingu mówią, że najlepiej dać na okładkę nagą dziewczynę. Szukałem odpowiedniej kandydatki, ale bez skutku. Okazało się, że we wrocławskiej secesji nie ma kobiecych aktów na wystarczająco dobrym poziomie. Barbara Banaś, która jest autorką tekstu do książki, wybawiła nas z opresji, pokazując pięknego Amora z parku przy ul. Teatralnej. To nie jest wprawdzie czysta secesja, ale on jako jedyny mógł zastąpić nagą wrocławiankę.

Ma Pan jakąś teorię na nasze braki w tej dziedzinie?

- Może winien jest niemiecki charakter, "porządność" miasta? Bo nawet te kobiece akty, które można zobaczyć na wrocławskich fasadach, prezentowane są z pewną taką nieśmiałością. Na Nowowiejskiej mamy przykład nagości: nie najwyższej próby, w dodatku ze wstydliwie odwróconą modelką. Może więc architekci mieli jakieś marzenia w tej dziedzinie, ale żony nie pozwoliły im ich spełnić? Dowodem na potwierdzenie tej tezy jest przepiękna kamienica przy ul. Prusa 5, gdzie w miejscu wieńczącego fasadę słońca miały się pierwotnie znajdować kobiece akty. Z nieustalonych przyczyn tego pomysłu nie zrealizowano.

Za to męskie akty można oglądać w pełnej okazałości.

- Tak - dowodem choćby wspomniany Amor albo szermierz z placu Uniwersyteckiego.

Skąd w ogóle wzięło się Pańskie zainteresowanie secesją?

- Zawsze interesowałem się przyrodą. No i kobietami. A w secesji jest zmysłowość, piękne linie, fale, rośliny, zwierzęta. Dostrzegam też w tym stylu wpływ fascynacji kulturą Japonii, która jest mi bliska. A poza tym znajduję w secesji ludzką twarz architektury, która zawsze bardziej mnie interesowała niż modernizm, beton, zimno i sztywne podziały.

A przygoda z secesją wrocławską?

- Zaczęła się od Poznania - jestem autorem koncepcji wizualnej i ilustracji do albumu poświęconego tamtejszej secesji. Tam zaczęła się w ogóle moja fascynacja tym stylem. Można powiedzieć, że popadłem w rodzaj choroby - wszędzie wypatrywałem jego śladów. Zadałem sobie pytanie, gdzie jeszcze w Polsce można znaleźć ciekawą secesję. Jest jej trochę w Krakowie, w Nowym Sączu, Łodzi, Sopocie czy Przemyślu. Ale najwięcej we Wrocławiu. Prace nad albumem ruszyły siedem lat temu. Chciałem, żeby powstała najpiękniejsza książka o wrocławskiej architekturze, co oznaczało, że jej wydanie będzie kosztowne. W efekcie dopiero teraz udało się doprowadzić do jej wydania. Bardzo pięknie, na najwyższym poziomie edytorskim.

Co się zmieniło przez tych siedem lat?

- Miasto się zmieniło - wiele kamienic zostało wyremontowanych, co wyeksponowało ich urodę. Taką niespodziankę sprawiła mi m.in. kamienica przy ul. Curie-Skłodowskiej, do której podchodziłem kilka razy. Próbowałem ją sfotografować, ale wciąż miałem problem z drzewami, które ją zasłaniały. Pojechałem tam kolejny raz jesienią ubiegłego roku i okazało się, że jest pięknie odnowiona. Do książki trafiły zdjęcia sprzed i po remoncie. Poza tym wydaje mi się też, że secesja wróciła do mody i znów budzi zainteresowanie.

Wiedział Pan, czego się po Wrocławiu spodziewać?

- Nie, i dlatego zacząłem szukać kogoś, kto zna się na tutejszej secesji. Tak trafiłem do profesora Pawła Banasia. To on przygotował dla mnie listę secesyjnych obiektów, jaką nie dysponował konserwator zabytków. Zacząłem chodzić po mieście i fotografować. Powstały zdjęcia 180 obiektów. Ostatecznie do książki trafiła połowa z nich. Musieliśmy wprowadzić selekcję. Szukałem ornamentów wyjątkowych, wysokiej jakości. Fotografowałem je z poziomu ulicy, z perspektywy, z jakiej może je zobaczyć przechodzień. Tylko kilka razy pozwoliłem sobie na odstępstwo od tej reguły. Niektóre kamienice bywały budowane na peryferiach, wśród pustej przestrzeni. Dawniej można było bez trudu ogarnąć całość wzrokiem, dostrzec wszystkie elementy. Dzisiaj, w wąskiej ulicy, cały wysiłek tej pięknej ornamentyki jest niewidoczny z poziomu chodnika. Żeby go dostrzec, trzeba wejść na wyższe piętro budynku naprzeciwko.

Czy wrocławska secesja zaskoczy kogoś, kto widział Barcelonę, Paryż czy Wiedeń?

- Jak najbardziej. Przede wszystkim jest ciekawsza jako temat albumu. W Barcelonie czy Strasburgu wszystkie secesyjne obiekty są w tak znakomitym stanie, że nie musimy niczego odkrywać. Wszystko jest piękne, wyczyszczone - jak widoki z pocztówki. Inaczej jest na przykład w Pradze, gdzie część kamienic stoi w mniej atrakcyjnych dzielnicach, tam, gdzie nikt tego się nie spodziewa. We Wrocławiu mnóstwo domów jest zniszczonych, zaniedbanych, przez co zdobiące je ornamenty umykają naszej uwadze. Z drugiej strony jednak możemy liczyć na miłe niespodzianki. Trzeba tylko unieść głowę i wpatrzyć się z uwagą w szary tynk. To jest jedna z zalet tej książki - pokazujemy rzeczy, które trudno dostrzec. Z zastrzeżeniem, że nie jest to dzieło kompletne. Basia Banaś wciąż odkrywa kolejne kamienice i ornamenty.

Co Pana we Wrocławiu zaskoczyło?

- Przede wszystkim ornamenty. Żeby sfotografować jakikolwiek obiekt, odwiedzałem go kilkakrotnie. I często dopiero przyglądając się zrobionym przez siebie zdjęciom na ekranie komputera, zauważałem rzeczy, które umykały mi w trakcie fotografowania. Tak było z jedną z płaskorzeźb na Hali Targowej. Oglądałem ten budynek wielokrotnie i bardzo późno odkryłem fantastyczną płaskorzeźbę po lewej stronie: dwie przekupki pod parasolem sprzedają warzywa. Wokół hali jest wizualny bałagan - przystanek tramwajowy, mnóstwo ludzi, samochody dostawcze. To sprawia, że szukając czegoś interesującego, patrzy się powyżej tego ornamentu, który znajduje się ok. trzech metrów nad chodnikiem. Ale największą niespodziankę sprawiły mi zakłady kąpielowe na ul. Teatralnej. Tam są fantastyczne rzeczy: niezadowolony Neptun, który trzyma rybę i ma taki grymas na twarzy, jakby ta była nieświeża, opowieści o syrenach, żabki, kraby. Wszystkie twarze są nasycone niesamowitą ekspresją. To jest rzadko spotykane, nawet w tych najlepszych przykładach secesji. Tyle że mało kto to dostrzega. Bo żeby ogarnąć to bogactwo, trzeba przejść na drugą stronę ulicy, stanąć przy parku i poświęcić pół godziny na przyglądanie się szczegółom.

Czy można ten album traktować jako przewodnik po secesyjnym Wrocławiu?

- Można, tym bardziej że w książce są mapy - jedna zbiorcza, dziewięć szczegółowych, odpowiadających dzielnicom. Na każdej zaznaczone są secesyjne obiekty. W księgarniach pojawi się też osobny plan miasta. Można będzie wyruszyć z nim na odkrywanie miasta. Nie będzie to trudne, bo większość najbardziej interesujących budowli znajduje się w odległości pieszego spaceru od centrum miasta. Bardziej wytrwałym można polecić wyprawę na Krzyki lub do Leśnicy. Warto byłoby zresztą w jakiś sposób oznaczyć secesyjne obiekty. W Strasburgu można nawet kupić przewodnik po mieście z podziałem na okresy architektoniczne. Jest w nim mapa miejsc, a na budynkach tabliczki z odpowiednimi symbolami.

Czy po lekturze albumu będziemy inaczej patrzeć na Wrocław?

- Wierzę, że tak. Podobnie stało się w Poznaniu. Nakład albumu o secesji rozszedł się tam całkowicie w ciągu dziewięciu miesięcy, mimo że nie było żadnej promocji. Przy okazji wiele osób odkryło, że warto chodzić po mieście z podniesioną głową, szukając piękna, które umykało nam do tej pory. Myślę, że we Wrocławiu będzie podobnie, a tutejsza secesja może stać się magnesem dla turystów. Można podziękować prezydentowi, że wyremontował chodniki. Nie potkniemy się przy okazji takich spacerów.



* Leszek Szurkowski, ur. w 1949 r. w Poznaniu. Fotograf, grafik, absolwent poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych i Wydziału Leśnego Akademii Rolniczej. Na początku lat 80. wyemigrował do Kanady, gdzie założył studio graficzne. Po powrocie do Polski wykładał na ASP w Poznaniu i w Wyższej Szkole Ekonomiczno-Humanistycznej w Łodzi, gdzie jest profesorem. Zajmuje się fotografią oraz projektowaniem książek i wydawnictw. Książka "Secesja. Jugendstil. Art Nouveau. Wrocław" autorstwa Leszka Szurkowskiego i Barbary Banaś ukazuje się nakładem wydawnictwa Co-Libros. Jest już dostępna w sprzedaży internetowej. Do księgarń trafi 1 lipca. Informacje o książce na stronie www.secesjawroclawska.pl.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy