Aleksandrowicz. Nasz człowiek w Japonii
12.05.2009
, aktualizacja: 12.05.2009 20:47
Te zdjęcia blisko 70 lat leżały zapomniane w walizce. Kiedy odnaleziono je przypadkowo, przyniosły nieżyjącemu już fotografowi sławę, a nam pokazały fascynujący świat przedwojennej Japonii
Ze'ev Wilhelm Aleksandrowicz: Żyd, Polak, krakowianin. Pierwszy aparat fotograficzny Wilek - jak nazywali go bliscy - dostał w dzieciństwie od ciotki. Większość zdjęć wykonał dwoma aparatami Leica. Zawsze podkreślał amatorski charakter swojej pasji. Dlaczego zrezygnował z niej po ślubie w 1936? Nie wiadomo. Nie wiemy także, dlaczego wielu zdjęć nigdy nie wywołał, a wszystkie rolki filmowe zamknął w blaszanych puszkach w walizce, zamiast przekazać je czwórce dzieci. Podobno jego rodzice, bogaci właściciele sklepów z papierem, odwodzili go od fotografii - zajęcia niegodnego szacunku.
Choć Aleksandrowicz publikował niewiele i nigdy nie utrzymywał się z fotografii, pozostawił w negatywach 15 tys. kadrów. To zapis młodzieńczych podróży do Palestyny, Egiptu, Stanów Zjednoczonych, na Daleki Wschód. Dokumentował też codzienność Żydów w rodzinnym mieście. Fotografie odkryte przez wnuka Aleksandrowicza 11 lat po śmierci autora pierwszy raz zostały zaprezentowane w 2007 r. w Krakowie na wystawie "Świat przed katastrofą. Żydzi krakowscy w dwudziestoleciu".
Podczas podróży do Japonii w 1934 r. Aleksandrowicz zrobił blisko 3 tys. zdjęć. Pół wieku później wspominał: "Czułem się, jakbym wylądował na Marsie. (...) Japonia to było coś nadzwyczajnego". Te fotografie to nie pocztówkowe kadry z egzotycznej przyrody i orientalnej architektury. W obiektywie znaleźli się przede wszystkim ludzie. Robotnicy przy pracy, kobiety z dziećmi w chustach na plecach, studenci w stołówce, przechodnie. Widz ma wrażenie, że portretowani ludzie patrzą w aparat z zaciekawieniem i sympatią, choć wiele zdjęć pokazuje ciężką pracę - naprawę zniszczeń po wichurze, handlarzy ciągnących przeładowane wózki, biedę japońskich wsi lat 30.
Nie brak ujęć przyjemniejszych stron życia. Na fotografiach nocnych miejskich rozrywek obserwujemy obyczaje zmieniające się po wyjściu kraju z międzynarodowej izolacji: młodzi Japończycy „przy kieliszku” są ubrani w zachodnie stroje, tymczasem starsi mężczyźni poprzestają na noszeniu kapeluszy do kimon i zakładaniu chodaków geta po europejsku - na bose stopy. Kobiecy strój pozostaje tradycyjny, a bogatsze Japonki upinają kunsztownie włosy. W teatrze kabuki Minami-za w Kioto Aleksandrowicz fotografuje zarówno aktorów w maskach, jak i odświętnie ubraną widownię - trudno ocenić, kto wygląda bardziej egzotycznie. Historyczną wartość mają kadry pokazujące zapomniane zwyczaje - o popularnej niegdyś grze hanetsuki przypominają sfotografowane rakietki hagoita, drewniane lalki do przebierania wypełniają jedno z licznych „sklepowych” ujęć.
Wystawę "Nasz człowiek w Japonii. Fotografie Ze'eva Aleksandrowicza z podróży do Japonii w 1934" można oglądać do niedzieli w patio wrocławskiego Ratusza, w godz. od 10 do 17, a w niedziele do 18
Choć Aleksandrowicz publikował niewiele i nigdy nie utrzymywał się z fotografii, pozostawił w negatywach 15 tys. kadrów. To zapis młodzieńczych podróży do Palestyny, Egiptu, Stanów Zjednoczonych, na Daleki Wschód. Dokumentował też codzienność Żydów w rodzinnym mieście. Fotografie odkryte przez wnuka Aleksandrowicza 11 lat po śmierci autora pierwszy raz zostały zaprezentowane w 2007 r. w Krakowie na wystawie "Świat przed katastrofą. Żydzi krakowscy w dwudziestoleciu".
Podczas podróży do Japonii w 1934 r. Aleksandrowicz zrobił blisko 3 tys. zdjęć. Pół wieku później wspominał: "Czułem się, jakbym wylądował na Marsie. (...) Japonia to było coś nadzwyczajnego". Te fotografie to nie pocztówkowe kadry z egzotycznej przyrody i orientalnej architektury. W obiektywie znaleźli się przede wszystkim ludzie. Robotnicy przy pracy, kobiety z dziećmi w chustach na plecach, studenci w stołówce, przechodnie. Widz ma wrażenie, że portretowani ludzie patrzą w aparat z zaciekawieniem i sympatią, choć wiele zdjęć pokazuje ciężką pracę - naprawę zniszczeń po wichurze, handlarzy ciągnących przeładowane wózki, biedę japońskich wsi lat 30.
Nie brak ujęć przyjemniejszych stron życia. Na fotografiach nocnych miejskich rozrywek obserwujemy obyczaje zmieniające się po wyjściu kraju z międzynarodowej izolacji: młodzi Japończycy „przy kieliszku” są ubrani w zachodnie stroje, tymczasem starsi mężczyźni poprzestają na noszeniu kapeluszy do kimon i zakładaniu chodaków geta po europejsku - na bose stopy. Kobiecy strój pozostaje tradycyjny, a bogatsze Japonki upinają kunsztownie włosy. W teatrze kabuki Minami-za w Kioto Aleksandrowicz fotografuje zarówno aktorów w maskach, jak i odświętnie ubraną widownię - trudno ocenić, kto wygląda bardziej egzotycznie. Historyczną wartość mają kadry pokazujące zapomniane zwyczaje - o popularnej niegdyś grze hanetsuki przypominają sfotografowane rakietki hagoita, drewniane lalki do przebierania wypełniają jedno z licznych „sklepowych” ujęć.
Wystawę "Nasz człowiek w Japonii. Fotografie Ze'eva Aleksandrowicza z podróży do Japonii w 1934" można oglądać do niedzieli w patio wrocławskiego Ratusza, w godz. od 10 do 17, a w niedziele do 18
Najnowsze wiadomości
-
Zachowaj ostrożność na drodze. W nocy będzie gołoledź
-
Wrocław upamiętnił tablicą piosenkarkę Annę German
-
Wrocławianin w półfinale konkursu na naukowego idola
-
Będzie ślisko na drogach i chodnikach Dolnego Śląska
-
Zoo zimą, zobacz, jak radzą sobie zwierzaki [FOTO]
-
Konserwacja dzieła sztuki na oczach widzów w muzeum
-
Uczniowie rapują Miłosza. Posłuchaj Miłosznych singli
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień





