Przegląd Piosenki Aktorskiej: kurs obrany
29.03.2009
, aktualizacja: 29.03.2009 19:42
30., jubileuszowa edycja PPA za nami. Wrocławska impreza, mimo finansowych kłopotów, okazała się festiwalem pełnym ciekawych, ważnych wydarzeń. Bez pompy i wielkich nazwisk, za to z charakterem
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Przegląd Piosenki Aktorskiej stoi na rozdrożu (20-03-09, 05:00)
- Pamiętajcie o hawajach (19-03-09, 18:05)
RAPORTY
SERWISY
Kryzys ekonomiczny okazał się błogosławieństwem dla festiwalu: okazało się, że nie trzeba angażować wielkich nazwisk, by stworzyć imprezę pełną wydarzeń, na których po prostu warto być.
PPA dziś, po 30 latach istnienia, to trzy nurty: pierwszy, "gwiazdorski", obejmujący pełne spektrum stylistyczne; drugi - to mniej lub bardziej znana młodzież (włączając w to uczestników konkursu); i nurt trzeci, czyli wszystko to, co dzieje się w ramach konkursu off, a także podczas nocnych koncertów w klubie festiwalowym.
W tej różnorodności tkwi siła wrocławskiej imprezy. Obok perwersyjnych londyńczyków z tria Tiger Lillies była awangardowa wokalistka Iva Bittowa, z towarzyszącym jej jeszcze bardziej awangardowym nowojorskim składem Bang On A Can. Irlandka Camille O'Sullivan, objawienie festiwalu teatralnego w Edynburgu, hołduje tradycji spod znaku Nicka Cave'a i Jacques'a Brela - ale interpretuje ją po swojemu. Jak miał się jej koncert do występu hiphopowego eksperymentatora L.U.C.a? Nijak. I właśnie ta estetyczna wielobiegunowość, zestawienie obok siebie klasyków aktorskiego śpiewania w osobach Edyty Geppert i Katarzyny Groniec z nieokiełznaną Marią Peszek, konfrontowanie ludycznego widowiska z piosenkami Nino Roty z finałem, w którym aktorzy nie śpiewają, ale wyłącznie słuchają piosenek - to właśnie ma sens, to właśnie ma przyszłość.
Od kilku sezonów PPA stał się miejscem, gdzie stylistyczny miszmasz nikogo nie dziwi i nie oburza. Tu można pokazać projekty, które wymykają się klasyfikacjom i charakterom innych festiwali. Tego właśnie oczekuje publiczność: nieustannego zadziwienia. Godzimy się na to, że czasem będzie dziwnie - ale niech będzie "jakoś".
Mam tylko zastrzeżenia co do konkursowej części festiwalu. W nurcie off po raz kolejny dominowali artyści, którym brakowało i inwencji, i doświadczenia. Niezależność niezależnością, ale jakiś warsztat wykonawczy trzeba mieć, kiedy chce się prezentować publicznie. I konkurs główny, w czasie którego ze sceny wiało nudą. Jury wybrało po prostu najlepiej śpiewającą z grona podobnych do siebie solistek i solistów. Nie wierzę, że laureatka pierwszej nagrody znajdzie swój własny ton, jak niegdyś Edyta Geppert, Katarzyna Groniec, Iwona Loranc czy Janusz Radek. Laureaci z poprzednich lat - Wacław Miklaszewski i Mikołaj Woubishet - choć dziś o nich cicho, byli przynajmniej charakterystyczni. Z występu Justyny Wasilewskiej w pamięci pozostaną tylko kluczyki od samochodu, które trzymała w ręku, śpiewając już jako zwyciężczyni konkursu.
PPA dziś, po 30 latach istnienia, to trzy nurty: pierwszy, "gwiazdorski", obejmujący pełne spektrum stylistyczne; drugi - to mniej lub bardziej znana młodzież (włączając w to uczestników konkursu); i nurt trzeci, czyli wszystko to, co dzieje się w ramach konkursu off, a także podczas nocnych koncertów w klubie festiwalowym.
W tej różnorodności tkwi siła wrocławskiej imprezy. Obok perwersyjnych londyńczyków z tria Tiger Lillies była awangardowa wokalistka Iva Bittowa, z towarzyszącym jej jeszcze bardziej awangardowym nowojorskim składem Bang On A Can. Irlandka Camille O'Sullivan, objawienie festiwalu teatralnego w Edynburgu, hołduje tradycji spod znaku Nicka Cave'a i Jacques'a Brela - ale interpretuje ją po swojemu. Jak miał się jej koncert do występu hiphopowego eksperymentatora L.U.C.a? Nijak. I właśnie ta estetyczna wielobiegunowość, zestawienie obok siebie klasyków aktorskiego śpiewania w osobach Edyty Geppert i Katarzyny Groniec z nieokiełznaną Marią Peszek, konfrontowanie ludycznego widowiska z piosenkami Nino Roty z finałem, w którym aktorzy nie śpiewają, ale wyłącznie słuchają piosenek - to właśnie ma sens, to właśnie ma przyszłość.
Od kilku sezonów PPA stał się miejscem, gdzie stylistyczny miszmasz nikogo nie dziwi i nie oburza. Tu można pokazać projekty, które wymykają się klasyfikacjom i charakterom innych festiwali. Tego właśnie oczekuje publiczność: nieustannego zadziwienia. Godzimy się na to, że czasem będzie dziwnie - ale niech będzie "jakoś".
Mam tylko zastrzeżenia co do konkursowej części festiwalu. W nurcie off po raz kolejny dominowali artyści, którym brakowało i inwencji, i doświadczenia. Niezależność niezależnością, ale jakiś warsztat wykonawczy trzeba mieć, kiedy chce się prezentować publicznie. I konkurs główny, w czasie którego ze sceny wiało nudą. Jury wybrało po prostu najlepiej śpiewającą z grona podobnych do siebie solistek i solistów. Nie wierzę, że laureatka pierwszej nagrody znajdzie swój własny ton, jak niegdyś Edyta Geppert, Katarzyna Groniec, Iwona Loranc czy Janusz Radek. Laureaci z poprzednich lat - Wacław Miklaszewski i Mikołaj Woubishet - choć dziś o nich cicho, byli przynajmniej charakterystyczni. Z występu Justyny Wasilewskiej w pamięci pozostaną tylko kluczyki od samochodu, które trzymała w ręku, śpiewając już jako zwyciężczyni konkursu.
Najnowsze wiadomości
-
Przez chwilę było gorąco - niewielki pożar na PKP ugaszony
-
W niedzielę w Parku Tołpy festyn z okazji Dnia Matki
-
Na Uniwersytecie Przyrodniczym wykład prof. Miodka
-
Sprawdź, gdzie nie będzie dziś wody we Wrocławiu
-
Policyjna doba w liczbach. Ponad 40 pijanych kierowców
-
Poranne korki we Wrocławiu. Lepiej omijać te ulice
-
Braniborska znów jest otwarta dla zmotoryzowanych
- 8 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Przegląd Piosenki Aktorskiej: kurs obrany
zegareek
29.03.09, 23:19
jak komuś w pamięci po występie Wasilewskiej pozostaną tylko kluczyki toświadczy to o tym, że jest głuchy - może trzeba zmienić zawód ?»
Najczęściej czytane24 htydzień




odtwórz