Ranny w wypadku śmigłowca wraca do domu

Marzena Żuchowicz
17.03.2009 , aktualizacja: 17.03.2009 16:12
A A A Drukuj
Andrzej Nabzdyk, lekarz ranny w katastrofie śmigłowca pogotowia ratunkowego, we wtorek po południu opuścił wrocławski szpital wojskowy.
Dr Andrzej Nabzdyk w wypadku stracił nogę
Fot. Maciej Świerczyński/AG
Dr Andrzej Nabzdyk w wypadku stracił nogę
41-letniego Andrzeja Nabzdyka czeka jeszcze długa rehabilitacja po amputacji uszkodzonej w wypadku nogi. Lekarz codziennie będzie dowożony na zabiegi do jednego z wrocławskich ośrodków. Według specjalistów z wrocławskiego szpitala wojskowego konieczne jest przede wszystkim wzmocnienie zdrowej nogi.

- Moim podstawowym celem jest teraz odrobić lekcje z "fizyki" - mówił podczas krótkiego spotkania z dziennikarzami tuż przed opuszczeniem szpitala. Dziękował też wszystkim, którzy wspierają go w powrocie do zdrowia.

Dzięki intensywnym ćwiczeniom być może już za miesiąc, najdalej dwa Nabzdyk będzie mógł założyć protezę. Sfinansowanie najlepszej z dostępnych protez obiecało Ministerstwo Zdrowia.

- Taką samą ma mój kolega kardiolog Tomasz Grzebieniak. Nawet po nim nie widać, że chodzi w protezie - cieszy się Nabzdyk, który podczas pobytu w szpitalu próbował już chodzenia o kulach. - Starałem się być jak najmniej uciążliwym pacjentem. Choć do pewnego momentu oczywiście nie miałem nic do powiedzenia - mówił.

Płk Grzegorz Stoinski, komendant wojskowego szpitala we Wrocławiu: - Na początku nasi lekarze musieli podejmować bardzo trudne decyzje, żeby ratować życie kolegi. Ale efekty są dużo lepsze, niż przypuszczaliśmy.

Doktor Nabzdyk już teraz myśli o powrocie do pracy. Na początku biurowej. Nie wyklucza też dalszego latania.

- Myśl o powrocie do pracy w pogotowiu ratunkowym podtrzymywała mnie na duchu w momentach zwątpienia. Ale jeśli chodzi o powrót do latania, to żona może mieć tutaj coś do powiedzenia - śmiał się.

W domu oprócz żony na lekarza czekało dwóch nastoletnich synów. - Chcę znowu poczuć się jak ojciec i mąż. Najpierw będę musiał oswoić rodzinę z moją obecnością w domu - mówił Nabzdyk.

Odpowiadając na pytanie, czy czuje się już zdrowy, żartował: - Zdrowy to ja byłem od początku do końca. Poza tym, że miałem uszkodzoną nogę i mocno krwawiłem

Lekarz prawie nie pamięta samego wypadku. - Pamiętam tylko pojedyncze obrazy, jakby to były jakieś bajki. O tym, że rzeczywiście tak mogło być, opowiadają mi teraz koledzy. Krąży już anegdota o tym, jak na widok kolegi Wojciecha Kopackiego, lekarza z Wojewódzkiej Komendy Straży Pożarnej, powiedziałem: - Wojtek, zawsze ci było dobrze w tym czarnym mundurze.





** Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wysłany z Wrocławia na pomoc ofierze karambolu na autostradzie A4 rozbił się rano17 lutego w okolicy Jarostowa w powiecie jaworskim. Zginęli pilot Janusz Cygański i ratownik medyczny Czesław Buśko. Andrzej Nabzdyk jako jedyny ocalał z katastrofy i wezwał pomoc. Dopiero po półtorej godzinie udało się ratownikom dotrzeć na miejsce katastrofy. Z ustaleń Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych wynika, że przyczyną wypadku mogło być nagłe załamanie pogody i gęsta mgła. Śmigłowiec zderzył się z ziemią podczas manewru zawracania. Komisja stwierdziła też, że radiowysokościomierz RW3 nie był włączony i pilot nim się nie posługiwał.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów