Na porody nie ma pieniędzy, na refundację viagry - są

Karolina
15.03.2009 , aktualizacja: 15.03.2009 17:10
A A A Drukuj
GODNIE RODZIĆ WE WROCŁAWIU - LIST. Prawie 11 miesięcy temu urodziłam synka w szpitalu na Kamieńskiego. Pierwsze, co powiedziałam po jego narodzinach, to "jeśli będzie następne dziecko - to tylko z cesarką".

I to nie dlatego, że bolało jak cholera (bo oczywiście znieczulenia, nawet opłacanego prywatnie, nie można było dostać). Także nie dlatego, że rodziłam 18 godzin (bo to się przecież zdarza).

Ale dlatego, że końcówka porodu była dla mnie traumatyczna - straciłam świadomość, a moje dziecko było wypychane.

Miałam swoją położną, do której dołączyły położne pełniące dyżur - wszystkie starały się mi pomóc (za co do dziś jestem im wdzięczna), ale w krytycznym momencie, kiedy włączyła się tłocznia, mój synek nie mógł się wydostać. Prawdopodobnie dlatego, że miał bardzo dużą główkę. Położna wezwała lekarkę, która zlekceważyła to, co do niej mówiła położna i zostawiła mnie na następne kilkadziesiąt minut. A ja od momentu, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie sama urodzić dziecka, umierałam ze strachu. Nie o siebie, ale o małego.

Drugiego przyjścia lekarki już nie pamiętam. Od męża, który był ze mną, wiem, że mały był wypychany. Ja zaczęłam odzyskiwać świadomość dopiero po chwili.

Teraz wspominając to, co się działo, nie pamiętam bólu, za to pamiętam paraliżujący strach i przerażenie, kiedy pani doktor mimo nacisków położnej (że tu już nie ma co czekać - trzeba podejmować decyzję, bo matka opada z sił, a dziecko się nie wydostaje) po prostu sobie poszła. Myślimy o następnym dziecku, nie boję się bólu (bardziej chyba przerażają mnie komplikacje po cesarce), ale wolę ryzykować zdrowiem swoim niż dziecka. Wiem od znajomych, że bardzo często takie przypadki, a nie sam strach przed bólem sprawiają, iż kobiety wolą rodzić dzieci przy pomocy cesarskiego cięcia.

Dobrze, że przy okazji tej akcji ktoś zwrócił uwagę także na warunki sanitarne i bytowe w szpitalach. Czułam się okropnie, gdy w okresie, kiedy kobieta powinna zachowywać szczególny rygor sanitarny, miałam problem z dostaniem się do toalety z prysznicem (po prostu było za dużo pacjentek). Przepełnienie w salach sprawiało, iż wszyscy siedzieli sobie niemalże na głowach - coś takiego jak prywatność i intymność nie istniała (mimo dobrej woli wszystkich odwiedzających). Moja koleżanka rodziła dziecko w szpitalu w Warszawie (cesarskie cięcie) i mimo że to też nie były warunki idealne, była zszokowana tym, co się dzieje we Wrocławiu.

Inna moja koleżanka po pierwszym porodzie i pobycie we wrocławskim szpitalu nie chce mieć więcej dzieci.

Śmieszy mnie postawa wrocławskich decydentów, którzy "nagle" zorientowali się, że istnieje problem. Rozumiem, że w ich otoczeniu nie było do tej pory kobiet rodzących (co jest trochę dziwne, bo podobno mamy baby boom). To, o czym wszyscy mówią od co najmniej dwóch lat, spadło jak grom z jasnego nieba na osoby odpowiedzialne.

A co by było, gdyby "Gazeta" nie zajęła się tym problemem? Ano nic by nie było - problemu by nie było. Kobiety rodziłyby tak jak teraz - w niezbyt ludzkich warunkach.

Chyba nie bez znaczenia jest fakt, iż osoby odpowiedzialne to głównie mężczyźni - jak o tym pomyślę, to przypomina mi się cytat z serialu "Murphy Brown": "Gdyby mężczyźni mogli rodzić dzieci, urlop macierzyński byłby zagwarantowany w konstytucji".

No cóż, my w Polsce nie mamy zagwarantowanych ludzkich warunków przy i po porodzie, ale za to panowie mają zagwarantowaną refundację viagry.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Na porody nie ma pieniędzy, na refundację viagr... jozi1978 16.03.09, 09:29

    Taaa... to jest prorodzinna Polska właśnie :/ Seksualne przyjemności 40 i50-latków są refundowane a środki antykoncepcyjne i znieczulenie do porodunie. Dziękuję naszym decydentom za takie »