Hana idzie na wojnę o Halę
12.03.2009
, aktualizacja: 13.03.2009 09:15
Dziewczyna z Karkonoszy. Feministka. Wykształcona na prestiżowym, lewicującym amerykańskim uniwersytecie. Znajomi mówią: - Pełna temperamentu i piekielnie uparta. Czeszka, która walczy z polskim rządem przed Komisją Europejską. Kim jest i skąd się wzięła we Wrocławiu Hana Cervinková?

Fot. Łukasz Giza/AG
Czeszka poszła na wojnę z polskim rządem o Halę Stulecia, którą wybudowali Prusacy, żeby upamiętnić zwycięstwo nad Francuzami

Fot. Łukasz Giza/AG
- To prawda, że zawsze jest uśmiechnięta i sprawia wrażenie osoby pogodnej. Ale ten uśmiech bywa taki amerykański, wystudiowany - mówi o Hanie Cervinkovej były współpracownik
ZOBACZ TAKŻE
- Szansa na kompromis w sprawie Hali Stulecia (25-09-09, 07:00)
- Jest szansa na dotację z UE dla Hali Stulecia (15-03-09, 17:02)
- PO pyta Dutkiewicza, czy ma pieniądze na Halę (17-02-09, 18:17)
- Kto robi zamieszanie wokół Hali Stulecia (14-02-09, 07:00)
- Poseł Szymański wspiera miasto w sprawie Hali (11-02-09, 20:45)
- Dla Kaczyńskiego Hala (Ludowa) to żaden zabytek (26-01-09, 15:03)
- Rząd zabrał unijne pieniądze Hali Stulecia (01-08-08, 22:08)
Siedziba zarządu Hali Stulecia. Gabinet na pierwszym piętrze z widokiem na remontowaną Pergolę. Za oknami płaski dach. Hana Cervinková czeka na sekretarza generalnego UEFA Dawida Taylora, który przyjeżdża do Wrocławia sprawdzić stan przygotowań miasta do Euro 2012.
Wcześniej spotyka się ze mną.
- Zapraszam na dach - mówi. - Stąd lepiej widać. Opowiem, jak to wszystko będzie wkrótce wyglądać.
Pani prezes podciąga spódnicę eleganckiej garsonki, podstawia sobie krzesło i po parapecie wychodzi na dach.
Hana nie odpuszcza
Hala Stulecia to oczko w głowie prezes Cervinkovej. O pieniądze na remont zabytku wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO pozwała polskie Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przed Komisję Europejską.
- Nie odpuszczę. Muszę tu coś po sobie zostawić - mówi już na dachu.
Przekonuje, że resort rozwoju niesprawiedliwie zepchnął projekt remontu hali z listy podstawowej na rezerwową. Unijna dotacja ciągle nie jest pewna. Cervinková wysłała w tej sprawie skargę.
Sprawa ma wymiar polityczny. We Wrocławiu mówi się, że Platforma Obywatelska, blokując dotację na halę, chciała ukarać Rafała Dutkiewicza za polityczne ambicje.
Cervinková mówi, że nie chce mieć z polityką nic wspólnego. Ale ma, bo swoim działaniem poważnie naraziła się Platformie. Szef PO na Dolnym Śląsku, komentując poczynania pani prezes, powiedział, że to nie Platforma karze, ale Bóg, który czasem odbiera rozum. Było jasne, że chodziło mu o skargę wysłaną do Komisji Europejskiej.
Przez kilka tygodni plotkowano, że marszałek województwa, jeden z udziałowców hali, złoży wniosek o odwołanie pani prezes ze stanowiska. Cervinková twierdzi, że skargę napisała, bo ministerstwo traktuje halę niesprawiedliwie, więc miała taki obowiązek.
We Wrocławiu lubią Czechów
Znajomi mówią o Hanie: - Kipi pomysłami, jest energiczna i przebojowa.
Prof. Robert Kwaśnica, rektor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, w której wykłada Cervinková: - Ujmuje ludzi bezpośredniością i otwartością.
Podczas rozmowy na dachu Hana Cervinková mówi coraz głośniej i coraz mocniej gestykuluje. Co kilka zdań pyta, czy jej polski jest zrozumiały. - Nigdy nie uczestniczyłam w kursie języka polskiego. Ale wszystko rozumiem i chyba mówię coraz lepiej. Wiem, że mój czeski akcent was bawi - śmieje się.
Gdy zaczęła pracę we Wrocławiu, wstydziła się mówić po polsku. Nawet przed mężem - gdy musiała porozmawiać przez telefon, wychodziła na balkon. Teraz szlifuje pisanie, choć z prezydentem Wrocławia urzędową korespondencję woli prowadzić po angielsku.
We Wrocławiu zrobiła szybką karierę. - Wiem, że nie wszystkim to się podoba. Ale tylko raz osobiście usłyszałam, że jak na Czeszkę to za dobrze mi się w Polsce powodzi. Było mi przykro. Ale we Wrocławiu czuję się świetnie. Tu się Czechów lubi.
Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia: - Hana jest naszym małym dowodem na to, że jesteśmy europejskim miastem.
Cervinková: - Gdyby było inaczej, nie dostałabym takiej szansy. Obdarzono mnie ogromnym zaufaniem. Wrocław to bardzo specyficzne miasto. Ma wielokulturową historię. Tu każdy skądś przyjechał. Ja jestem z Czech.
Wcześniej spotyka się ze mną.
- Zapraszam na dach - mówi. - Stąd lepiej widać. Opowiem, jak to wszystko będzie wkrótce wyglądać.
Pani prezes podciąga spódnicę eleganckiej garsonki, podstawia sobie krzesło i po parapecie wychodzi na dach.
Hana nie odpuszcza
Hala Stulecia to oczko w głowie prezes Cervinkovej. O pieniądze na remont zabytku wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO pozwała polskie Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przed Komisję Europejską.
- Nie odpuszczę. Muszę tu coś po sobie zostawić - mówi już na dachu.
Przekonuje, że resort rozwoju niesprawiedliwie zepchnął projekt remontu hali z listy podstawowej na rezerwową. Unijna dotacja ciągle nie jest pewna. Cervinková wysłała w tej sprawie skargę.
Sprawa ma wymiar polityczny. We Wrocławiu mówi się, że Platforma Obywatelska, blokując dotację na halę, chciała ukarać Rafała Dutkiewicza za polityczne ambicje.
Cervinková mówi, że nie chce mieć z polityką nic wspólnego. Ale ma, bo swoim działaniem poważnie naraziła się Platformie. Szef PO na Dolnym Śląsku, komentując poczynania pani prezes, powiedział, że to nie Platforma karze, ale Bóg, który czasem odbiera rozum. Było jasne, że chodziło mu o skargę wysłaną do Komisji Europejskiej.
Przez kilka tygodni plotkowano, że marszałek województwa, jeden z udziałowców hali, złoży wniosek o odwołanie pani prezes ze stanowiska. Cervinková twierdzi, że skargę napisała, bo ministerstwo traktuje halę niesprawiedliwie, więc miała taki obowiązek.
We Wrocławiu lubią Czechów
Znajomi mówią o Hanie: - Kipi pomysłami, jest energiczna i przebojowa.
Prof. Robert Kwaśnica, rektor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, w której wykłada Cervinková: - Ujmuje ludzi bezpośredniością i otwartością.
Podczas rozmowy na dachu Hana Cervinková mówi coraz głośniej i coraz mocniej gestykuluje. Co kilka zdań pyta, czy jej polski jest zrozumiały. - Nigdy nie uczestniczyłam w kursie języka polskiego. Ale wszystko rozumiem i chyba mówię coraz lepiej. Wiem, że mój czeski akcent was bawi - śmieje się.
Gdy zaczęła pracę we Wrocławiu, wstydziła się mówić po polsku. Nawet przed mężem - gdy musiała porozmawiać przez telefon, wychodziła na balkon. Teraz szlifuje pisanie, choć z prezydentem Wrocławia urzędową korespondencję woli prowadzić po angielsku.
We Wrocławiu zrobiła szybką karierę. - Wiem, że nie wszystkim to się podoba. Ale tylko raz osobiście usłyszałam, że jak na Czeszkę to za dobrze mi się w Polsce powodzi. Było mi przykro. Ale we Wrocławiu czuję się świetnie. Tu się Czechów lubi.
Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia: - Hana jest naszym małym dowodem na to, że jesteśmy europejskim miastem.
Cervinková: - Gdyby było inaczej, nie dostałabym takiej szansy. Obdarzono mnie ogromnym zaufaniem. Wrocław to bardzo specyficzne miasto. Ma wielokulturową historię. Tu każdy skądś przyjechał. Ja jestem z Czech.
Pani na hali
Prezesem przedsiębiorstwa "Hala Ludowa" - tak ciągle brzmi jego oficjalna nazwa - została w 2006 roku. Państwowe przedsiębiorstwo przechodziło właśnie we władanie samorządów. W hali najwięcej do powiedzenia miał marszałek województwa, Paweł Wróblewski z PiS. Powołał prezesa rekomendowanego przez partię, ale ten zrezygnował po zaledwie kilku tygodniach.
Wróblewski: - Byłem zły na tę sytuację. Wtedy prezydent Dutkiewicz powiedział, że ma kandydatkę. Zgodziłem się na Hanę Cervinkovą, choć, szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, czy ona sobie poradzi. Hala to wciąż było przedsiębiorstwo z innej epoki.
Prezes Cervinkovą zdziwiło to, że w dziale marketingu zatrudniony jest elektryk. Zaczęła robić porządki. Kilka osób zwolniła z pracy, nowych przyjmowała. Naraziła się części pracowników, kilka spraw miało finał w sądzie.
Jeden z byłych współpracowników z Hali Stulecia: - Ona nie znosi sprzeciwu. Jak coś idzie nie po jej myśli, denerwuje się. Bywało, że wybuchała. Czasami po takich sytuacjach zapadała długa cisza, bo nikt nie miał odwagi się odezwać.
- Dla mnie nie do przyjęcia było tłumaczenie, że czegoś nie da się zrobić. W Ameryce nauczyłam się pracy w innym stylu. Stawiamy sobie wyzwanie i je realizujemy. A w Polsce często albo się czegoś nie da, albo od początku zaczynają się spory o to, kto ma jakie zasługi. Ale to się zmienia - mówi Cervinková.
Dziewczyna z Karkonoszy
Urodziła się 36 lat temu w niewielkiej miejscowości Vrhlabi w czeskich Karkonoszach. Rodzice osiedli tam w 1968 roku, gdy wojska Układu Warszawskiego wkroczyły do Czechosłowacji.
- Mieszkali w Ołomuńcu. Mama była lekarzem w szpitalu. Rodzice nie chcieli patrzeć na czołgi i żołnierzy. Bardzo to przeżywali. Stąd ta ucieczka w góry - opowiada Cervinková. Ojciec Hany, Jan Cervinka, to legenda czeskiego alpinizmu. Dlatego Cervinková do dziś niemal w każdy weekend wraca w Karkonosze pojeździć na nartach. W młodości była mistrzynią Czechosłowacji w narciarstwie.
Kończy szkołę wraz z upadkiem komunizmu, zaczyna studiować w Pradze anglistykę i historię. Nie jest zadowolona, wymarzyła sobie antropologię kulturową, ale na Uniwersytecie Karola nie było takiego kierunku. W tym czasie w byłych krajach komunistycznych zaczynają pojawiać się firmy z Zachodu. Cervinková zna dobrze angielski, więc szybko znajduje pracę w amerykańskim koncernie, który przebudowuje czeskie fabryki na bardziej ekologiczne.
- Zaczynałam w recepcji i jako sekretarka. Z czasem dostawałam poważniejsze zlecenia, przede wszystkim tłumaczenia - wspomina.
Firma proponuje jej wyjazd do Ameryki w roli tłumacza dokumentacji technicznych.
Te studia mnie odmieniły
Od połowy lat dziewięćdziesiątych jest w Ameryce. W koncernie dobrze zarabia i rozpoczyna studia na Temple University w Filadelfii. Ale wciąż myśli o antropologii. Tak trafia do słynnej nowojorskiej New School for Social Research. Uczelnia powstała na początku XX wieku. Wykładali w niej uczeni, którzy uciekali z Europy przed nazizmem, m.in. Hannah Arendt i Erich Fromm. Dziś szkoła ma opinię kuźni kadr lewicujących elit intelektualnych, jednej z najlepszych na świecie uczelni socjologicznych. Hana Cervinková przez cztery lata jest asystentką Polki - prof. Elżbiety Matyni.
Prof. Matynia: - Poznałam Hanę, gdy starała się o przyjęcie na studia doktoranckie. Czytając jej aplikację, byłam pod sporym wrażeniem jej osiągnięć naukowych.
Cervinková tłumaczyła na czeski prace Clifforda Geertza, twórcy antropologii symbolicznej.
Prof. Matynia: - Rozmawiałam o tym z dyrektorką czeskiego wydawnictwa. Powiedziała mi, że nietłumaczone wcześniej prace Geertza przyczyniły się w dużym stopniu do rozwoju badań nad kulturą w Czechach i na Słowacji.
Cervinková o Elżbiecie Matyni i New School: - Ona i te studia odmieniły moje spojrzenie na świat. Nauczyłam się jej sposobu myślenia. Jestem naukowcem, który chce wpływać na rzeczywistość i zmieniać świat.
Nie byłam i nie będę w partii
W Nowym Jorku Hana Cervinková wspiera prof. Matynię w prowadzeniu Międzynarodowego Centrum Studiów nad Demokracją. Opiekuje się studentami, którym pomaga zadomowić się w mieście, organizuje wykłady i warsztaty dla naukowców z całego świata. Kończy doktorat.
Wymyśliła sobie, że sprawdzi, jak po upadku komunizmu zmieniła się czeska armia. Pojechała do bazy wojskowej, bo "antropolog musi żyć z kulturą, którą bada". Przez miesiąc nikt nie chciał z nią rozmawiać. Nie poddała się. Gdy kończyła, miała za sobą sto szczegółowych ankiet z oficerami. O zmianach w czeskim wojsku napisała doktorat.
Prezesem przedsiębiorstwa "Hala Ludowa" - tak ciągle brzmi jego oficjalna nazwa - została w 2006 roku. Państwowe przedsiębiorstwo przechodziło właśnie we władanie samorządów. W hali najwięcej do powiedzenia miał marszałek województwa, Paweł Wróblewski z PiS. Powołał prezesa rekomendowanego przez partię, ale ten zrezygnował po zaledwie kilku tygodniach.
Wróblewski: - Byłem zły na tę sytuację. Wtedy prezydent Dutkiewicz powiedział, że ma kandydatkę. Zgodziłem się na Hanę Cervinkovą, choć, szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, czy ona sobie poradzi. Hala to wciąż było przedsiębiorstwo z innej epoki.
Prezes Cervinkovą zdziwiło to, że w dziale marketingu zatrudniony jest elektryk. Zaczęła robić porządki. Kilka osób zwolniła z pracy, nowych przyjmowała. Naraziła się części pracowników, kilka spraw miało finał w sądzie.
Jeden z byłych współpracowników z Hali Stulecia: - Ona nie znosi sprzeciwu. Jak coś idzie nie po jej myśli, denerwuje się. Bywało, że wybuchała. Czasami po takich sytuacjach zapadała długa cisza, bo nikt nie miał odwagi się odezwać.
- Dla mnie nie do przyjęcia było tłumaczenie, że czegoś nie da się zrobić. W Ameryce nauczyłam się pracy w innym stylu. Stawiamy sobie wyzwanie i je realizujemy. A w Polsce często albo się czegoś nie da, albo od początku zaczynają się spory o to, kto ma jakie zasługi. Ale to się zmienia - mówi Cervinková.
Dziewczyna z Karkonoszy
Urodziła się 36 lat temu w niewielkiej miejscowości Vrhlabi w czeskich Karkonoszach. Rodzice osiedli tam w 1968 roku, gdy wojska Układu Warszawskiego wkroczyły do Czechosłowacji.
- Mieszkali w Ołomuńcu. Mama była lekarzem w szpitalu. Rodzice nie chcieli patrzeć na czołgi i żołnierzy. Bardzo to przeżywali. Stąd ta ucieczka w góry - opowiada Cervinková. Ojciec Hany, Jan Cervinka, to legenda czeskiego alpinizmu. Dlatego Cervinková do dziś niemal w każdy weekend wraca w Karkonosze pojeździć na nartach. W młodości była mistrzynią Czechosłowacji w narciarstwie.
Kończy szkołę wraz z upadkiem komunizmu, zaczyna studiować w Pradze anglistykę i historię. Nie jest zadowolona, wymarzyła sobie antropologię kulturową, ale na Uniwersytecie Karola nie było takiego kierunku. W tym czasie w byłych krajach komunistycznych zaczynają pojawiać się firmy z Zachodu. Cervinková zna dobrze angielski, więc szybko znajduje pracę w amerykańskim koncernie, który przebudowuje czeskie fabryki na bardziej ekologiczne.
- Zaczynałam w recepcji i jako sekretarka. Z czasem dostawałam poważniejsze zlecenia, przede wszystkim tłumaczenia - wspomina.
Firma proponuje jej wyjazd do Ameryki w roli tłumacza dokumentacji technicznych.
Te studia mnie odmieniły
Od połowy lat dziewięćdziesiątych jest w Ameryce. W koncernie dobrze zarabia i rozpoczyna studia na Temple University w Filadelfii. Ale wciąż myśli o antropologii. Tak trafia do słynnej nowojorskiej New School for Social Research. Uczelnia powstała na początku XX wieku. Wykładali w niej uczeni, którzy uciekali z Europy przed nazizmem, m.in. Hannah Arendt i Erich Fromm. Dziś szkoła ma opinię kuźni kadr lewicujących elit intelektualnych, jednej z najlepszych na świecie uczelni socjologicznych. Hana Cervinková przez cztery lata jest asystentką Polki - prof. Elżbiety Matyni.
Prof. Matynia: - Poznałam Hanę, gdy starała się o przyjęcie na studia doktoranckie. Czytając jej aplikację, byłam pod sporym wrażeniem jej osiągnięć naukowych.
Cervinková tłumaczyła na czeski prace Clifforda Geertza, twórcy antropologii symbolicznej.
Prof. Matynia: - Rozmawiałam o tym z dyrektorką czeskiego wydawnictwa. Powiedziała mi, że nietłumaczone wcześniej prace Geertza przyczyniły się w dużym stopniu do rozwoju badań nad kulturą w Czechach i na Słowacji.
Cervinková o Elżbiecie Matyni i New School: - Ona i te studia odmieniły moje spojrzenie na świat. Nauczyłam się jej sposobu myślenia. Jestem naukowcem, który chce wpływać na rzeczywistość i zmieniać świat.
Nie byłam i nie będę w partii
W Nowym Jorku Hana Cervinková wspiera prof. Matynię w prowadzeniu Międzynarodowego Centrum Studiów nad Demokracją. Opiekuje się studentami, którym pomaga zadomowić się w mieście, organizuje wykłady i warsztaty dla naukowców z całego świata. Kończy doktorat.
Wymyśliła sobie, że sprawdzi, jak po upadku komunizmu zmieniła się czeska armia. Pojechała do bazy wojskowej, bo "antropolog musi żyć z kulturą, którą bada". Przez miesiąc nikt nie chciał z nią rozmawiać. Nie poddała się. Gdy kończyła, miała za sobą sto szczegółowych ankiet z oficerami. O zmianach w czeskim wojsku napisała doktorat.
W Nowym Jorku kształtują się także poglądy Hany. - Można powiedzieć o mnie, że jestem demokratką i zwolenniczką społeczeństwa otwartego. Zależy mi na sprawiedliwości społecznej. Bardzo ważna jest dla mnie emancypacja kobiet - uważam się za feministkę. Jestem też za równouprawnieniem mniejszości kulturowych, również seksualnych, i za obroną praw osób niepełnosprawnych.
"Gazeta": - To znaczy, że należy Pani do lewicy?
Cervinková: - Nie chcę się tak określać. A już absolutnie nie mam nic wspólnego z bieżącą polityką. Nie byłam i nie będę w żadnej partii.
Nowy Jork - Kraków - Wrocław
W lipcu 2000 roku jedzie do Krakowa na szkołę letnią "Demokracja i Różnorodność". Dziesięć lat wcześniej wymyśliła ją prof. Matynia - doktoranci New School i innych amerykańskich uczelni spotykają się w podkrakowskich Przegorzałach z kolegami z Europy. Jedynym z uczestników szkoły jest Lotar Rasiński, filozof, pracownik naukowy Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. Poznają się z Haną. - To było dokładnie 11 lipca - uśmiecha się Cervinková. Kończy amerykański doktorat i przyjeżdża do Wrocławia. Trzy lata po spotkaniu Hana i Lotar biorą ślub.
Prof. Matynia: - Prawdę mówiąc, nie przypuszczałam, że Hana, która spędziła w Stanach tyle lat i posiadała wymarzoną przez wielu zieloną kartę, zaryzykuje powrót do Europy Środkowej. Z jej doktoratem mogła dostać pracę na wielu amerykańskich uczelniach. W dodatku nie wróciła do Czech, tylko do Polski.
Cervinková: - Miałam propozycję tworzenia katedry antropologii kulturowej na uniwersytecie w Brnie. Ale postanowiliśmy z Lotarem, że zamieszkamy we Wrocławiu. Ważne też było dla mnie to, że stąd mam blisko do rodziców.
Hana tłumaczy, że zdawała sobie sprawę z tego, że po powrocie do Europy zieloną kartę straci. - To była bardzo trudna decyzja. Żegnałam się z innym światem.
Hana robi instytut
Po przyjeździe do Wrocławia jest bez pracy. Ale szybko dociera do prof. Roberta Kwaśnicy. Proponuje utworzenie instytutu zajmującego się antropologią kulturową. Dochodzą do porozumienia: w ramach DSW powstaje Międzynarodowy Instytut Studiów nad Kulturą i Edukacją. Cervinková zostaje szefem przedsięwzięcia. Prof. Kwaśnica: - Miała pomysł, miała motywację i wiedziała, jak go realizować.
Udaje jej się namówić lektorów języka angielskiego z New School, by latem przyjeżdżali uczyć do Wrocławia. Prof. Kwaśnica: - Zrobiła to dzięki swoim kontaktom. Wcześniej przez wiele lat lektorzy jeździli tylko do Paryża i Pragi.
Do DSW przyjeżdżają studenci z Nowego Jorku, Tennessee i Syracuse. Spotykają się i dyskutują z mieszkańcami Wrocławia. W ten sposób poznają historię i uczą się o demokratycznych przemianach w Europie Środkowej.
Prof. Kwaśnica: - Hana reprezentuje ten nurt w naukach społecznych, w którym naukowiec nie pracuje dla swoich kolegów. To model zdecydowanie bardziej otwarty na społeczeństwo.
Cervinková sprowadza do Wrocławia m.in. prof. Zygmunta Baumana, prof. Jana Tomasza Grossa, amerykańską filozof prof. Marthę Nussbaum i politolog prof. Irę Katznelson, współorganizuje spotkanie prof. Benjamina Barbera. Przyjeżdża także Elżbieta Matynia.
Sanitariaty i hotele
W 2004 roku władze Wrocławia szukają szefa tzw. Convention Bureau, instytucji zajmującej się organizacją kongresów i spotkań biznesowych. Kandydata znalazł Andrzej Łoś, ówczesny szef rady fundacji biura.
- Zwróciłem na nią uwagę na jednym ze spotkań senatu DSW. Zaimponowała mi zdecydowaniem. Potem dowiedziałem się o jej amerykańskich studiach i o tym, że sama stworzyła nowy wydział. To był ktoś, kogo szukaliśmy: osoba z międzynarodowym obyciem i zdolnościami organizacyjnymi - opowiada Łoś.
Dodaje, że prywatnie urzekło go to, że ojciec Hany jest alpinistą. - To moja pasja. Ten fakt nie miał znaczenia przy wyborze Hany, ale łatwiej nam było znaleźć wspólny język.
Jako prezes Convention Bureau Cervinková organizuje Międzynarodowe Forum Biznesu Futurallia. Odnosi sukces. We wrocławskiej Hali Stulecia spotyka się 1500 szefów małych i średnich firm z 38 krajów świata. To były największe Futurallia w historii tej imprezy.
Hana: - Organizacja tej imprezy to była dla mnie szkoła życia. Skala tego spotkania była niespotykana, a problemów jeszcze więcej. Począwszy od zapewnienia gościom przyzwoitych sanitariatów, po hotele.
"Gazeta": - To znaczy, że należy Pani do lewicy?
Cervinková: - Nie chcę się tak określać. A już absolutnie nie mam nic wspólnego z bieżącą polityką. Nie byłam i nie będę w żadnej partii.
Nowy Jork - Kraków - Wrocław
W lipcu 2000 roku jedzie do Krakowa na szkołę letnią "Demokracja i Różnorodność". Dziesięć lat wcześniej wymyśliła ją prof. Matynia - doktoranci New School i innych amerykańskich uczelni spotykają się w podkrakowskich Przegorzałach z kolegami z Europy. Jedynym z uczestników szkoły jest Lotar Rasiński, filozof, pracownik naukowy Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. Poznają się z Haną. - To było dokładnie 11 lipca - uśmiecha się Cervinková. Kończy amerykański doktorat i przyjeżdża do Wrocławia. Trzy lata po spotkaniu Hana i Lotar biorą ślub.
Prof. Matynia: - Prawdę mówiąc, nie przypuszczałam, że Hana, która spędziła w Stanach tyle lat i posiadała wymarzoną przez wielu zieloną kartę, zaryzykuje powrót do Europy Środkowej. Z jej doktoratem mogła dostać pracę na wielu amerykańskich uczelniach. W dodatku nie wróciła do Czech, tylko do Polski.
Cervinková: - Miałam propozycję tworzenia katedry antropologii kulturowej na uniwersytecie w Brnie. Ale postanowiliśmy z Lotarem, że zamieszkamy we Wrocławiu. Ważne też było dla mnie to, że stąd mam blisko do rodziców.
Hana tłumaczy, że zdawała sobie sprawę z tego, że po powrocie do Europy zieloną kartę straci. - To była bardzo trudna decyzja. Żegnałam się z innym światem.
Hana robi instytut
Po przyjeździe do Wrocławia jest bez pracy. Ale szybko dociera do prof. Roberta Kwaśnicy. Proponuje utworzenie instytutu zajmującego się antropologią kulturową. Dochodzą do porozumienia: w ramach DSW powstaje Międzynarodowy Instytut Studiów nad Kulturą i Edukacją. Cervinková zostaje szefem przedsięwzięcia. Prof. Kwaśnica: - Miała pomysł, miała motywację i wiedziała, jak go realizować.
Udaje jej się namówić lektorów języka angielskiego z New School, by latem przyjeżdżali uczyć do Wrocławia. Prof. Kwaśnica: - Zrobiła to dzięki swoim kontaktom. Wcześniej przez wiele lat lektorzy jeździli tylko do Paryża i Pragi.
Do DSW przyjeżdżają studenci z Nowego Jorku, Tennessee i Syracuse. Spotykają się i dyskutują z mieszkańcami Wrocławia. W ten sposób poznają historię i uczą się o demokratycznych przemianach w Europie Środkowej.
Prof. Kwaśnica: - Hana reprezentuje ten nurt w naukach społecznych, w którym naukowiec nie pracuje dla swoich kolegów. To model zdecydowanie bardziej otwarty na społeczeństwo.
Cervinková sprowadza do Wrocławia m.in. prof. Zygmunta Baumana, prof. Jana Tomasza Grossa, amerykańską filozof prof. Marthę Nussbaum i politolog prof. Irę Katznelson, współorganizuje spotkanie prof. Benjamina Barbera. Przyjeżdża także Elżbieta Matynia.
Sanitariaty i hotele
W 2004 roku władze Wrocławia szukają szefa tzw. Convention Bureau, instytucji zajmującej się organizacją kongresów i spotkań biznesowych. Kandydata znalazł Andrzej Łoś, ówczesny szef rady fundacji biura.
- Zwróciłem na nią uwagę na jednym ze spotkań senatu DSW. Zaimponowała mi zdecydowaniem. Potem dowiedziałem się o jej amerykańskich studiach i o tym, że sama stworzyła nowy wydział. To był ktoś, kogo szukaliśmy: osoba z międzynarodowym obyciem i zdolnościami organizacyjnymi - opowiada Łoś.
Dodaje, że prywatnie urzekło go to, że ojciec Hany jest alpinistą. - To moja pasja. Ten fakt nie miał znaczenia przy wyborze Hany, ale łatwiej nam było znaleźć wspólny język.
Jako prezes Convention Bureau Cervinková organizuje Międzynarodowe Forum Biznesu Futurallia. Odnosi sukces. We wrocławskiej Hali Stulecia spotyka się 1500 szefów małych i średnich firm z 38 krajów świata. To były największe Futurallia w historii tej imprezy.
Hana: - Organizacja tej imprezy to była dla mnie szkoła życia. Skala tego spotkania była niespotykana, a problemów jeszcze więcej. Począwszy od zapewnienia gościom przyzwoitych sanitariatów, po hotele.
Dzięki Futuralliom związała się z Halą Stulecia.
Hala w rękach Czeszki
Cervinková rządzi halą twardą ręką. Tak przynajmniej twierdzą byli pracownicy. Nie wszystkim to się podoba.
- Jej pewność siebie ocierała się o arogancję - mówi jeden z byłych członków rady nadzorczej hali. Ci, którzy odeszli z hali sami lub musieli odejść, mają do Cervinkovej żal. Anonimowo opowiadają: - Została szefową i z miejsca w czambuł krytykowała wszystko co, robili jej poprzednicy. To, co stare, było złe. Nie podobała jej się struktura firmy, kwestionowała wcześniejsze plany.
I jeszcze: - To prawda, że zawsze jest uśmiechnięta i sprawia wrażenie osoby pogodnej. Ale ten uśmiech bywa taki amerykański, wystudiowany.
Byłych pracowników kłuły w oczy także świetne relacje Hany Cervinkovej z prezydentem Dutkiewiczem, którego podobno zaczarowała i potrafi przekonać do swoich pomysłów.
Nie potrafiła za to przekonać minister rozwoju regionalnego Elżbiety Bieńkowskiej. Pani minister trzy tygodnie temu napominała Cervinkovą, by zamiast słać skargi do Komisji Europejskiej, podpisała z resortem preumowę dotyczącą finansowania remontu. Przekonywała, że wtedy, mimo że hala jest na liście rezerwowej, pieniądze dostanie.
Hana Cervinková odmawia i domaga się przywrócenia hali na listę kluczową. Twierdzi, że tylko wtedy będzie miała gwarancję, że dostanie na halę pieniądze.
Agnieszka Zembrzuska, koleżanka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej: - Taka jest. Wyznacza sobie cel i naprawdę nie odpuszcza.
Nie poddam się
Na dachu Hali Stulecia Hana Cervinková opowiada o przyszłości. - Mam już pieniądze na budowę centrum kongresowo-biznesowego przy Pergoli. Zaczynamy pod koniec marca. To będzie wielka rzecz. Takiego miejsca jeszcze we Wrocławiu nie ma. Jednocześnie zaczynamy remont elewacji, okien i dachów głównego gmachu hali.
O kolejne pieniądze na Halę Stulecia prezes Cervinková walczy przed Komisją Europejską.
"Gazeta": - Co będzie, jak Pani przegra?
Cervinková: - Nie poddam się. Będę próbowała znaleźć te pieniądze.
Hala w rękach Czeszki
Cervinková rządzi halą twardą ręką. Tak przynajmniej twierdzą byli pracownicy. Nie wszystkim to się podoba.
- Jej pewność siebie ocierała się o arogancję - mówi jeden z byłych członków rady nadzorczej hali. Ci, którzy odeszli z hali sami lub musieli odejść, mają do Cervinkovej żal. Anonimowo opowiadają: - Została szefową i z miejsca w czambuł krytykowała wszystko co, robili jej poprzednicy. To, co stare, było złe. Nie podobała jej się struktura firmy, kwestionowała wcześniejsze plany.
I jeszcze: - To prawda, że zawsze jest uśmiechnięta i sprawia wrażenie osoby pogodnej. Ale ten uśmiech bywa taki amerykański, wystudiowany.
Byłych pracowników kłuły w oczy także świetne relacje Hany Cervinkovej z prezydentem Dutkiewiczem, którego podobno zaczarowała i potrafi przekonać do swoich pomysłów.
Nie potrafiła za to przekonać minister rozwoju regionalnego Elżbiety Bieńkowskiej. Pani minister trzy tygodnie temu napominała Cervinkovą, by zamiast słać skargi do Komisji Europejskiej, podpisała z resortem preumowę dotyczącą finansowania remontu. Przekonywała, że wtedy, mimo że hala jest na liście rezerwowej, pieniądze dostanie.
Hana Cervinková odmawia i domaga się przywrócenia hali na listę kluczową. Twierdzi, że tylko wtedy będzie miała gwarancję, że dostanie na halę pieniądze.
Agnieszka Zembrzuska, koleżanka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej: - Taka jest. Wyznacza sobie cel i naprawdę nie odpuszcza.
Nie poddam się
Na dachu Hali Stulecia Hana Cervinková opowiada o przyszłości. - Mam już pieniądze na budowę centrum kongresowo-biznesowego przy Pergoli. Zaczynamy pod koniec marca. To będzie wielka rzecz. Takiego miejsca jeszcze we Wrocławiu nie ma. Jednocześnie zaczynamy remont elewacji, okien i dachów głównego gmachu hali.
O kolejne pieniądze na Halę Stulecia prezes Cervinková walczy przed Komisją Europejską.
"Gazeta": - Co będzie, jak Pani przegra?
Cervinková: - Nie poddam się. Będę próbowała znaleźć te pieniądze.
Najnowsze wiadomości
-
Pogoda na Dolnym Śląsku: Tyle słońca w każdym mieście
-
Korki na ul. Braniborskiej po nocnej awarii wodociągu
-
Na drodze koło Ząbkowic Śląskich zginął mężczyzna
-
Narodowe murem za artystami, strajkuje w czwartek
-
Za dziesięć dni będzie gotowy deptak na Kuźniczej [FOTO]
-
Zarabiajmy we Wrocławiu na tym, czego inni nie mają
-
Pękła magistrala. Problemy z wodą w całym mieście
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Hana idzie na wojnę o Halę
marqin
08.04.09, 12:19
No i OK! Brawo Hana!Hala potrzebuje zdecydowanego zarządzania, gdyby więcej było takich osób w mieście (zwłaszcza w urzędzie miejskim) to Wrocław wyglądałby inaczej. I nie byłoby co chwile »
Najczęściej czytane24 htydzień


