Łapówki w białych rękawiczkach

Ola
04.03.2009 , aktualizacja: 04.03.2009 14:52
A A A Drukuj
GODNIE RODZIĆ WE WROCŁAWIU - LIST. Właśnie przeczytałam artykuł: "Ile płacimy za rodzenie". Jestem pod wrażeniem i chylę czoła przed dziennikarką, która miała odwagę poruszyć ten powszechnie znany temat.

W pełni się zgadzam z treścią artykułu: tak właśnie się dzieje w publicznej - ponoć - służbie zdrowia. Publicznej tylko z nazwy, ponieważ dostanie się do lekarza, który ma kontrakt z NFZ, graniczy z cudem. Terminy są tak odległe, że jeśli ktoś jest np. po 35. roku życia, a potrzebuje skierowania na przysługujące mu badania genetyczne, ma problem. Zaraz po zajściu w ciążę trzeba wiedzieć wszystko, co nas czeka i samemu planować.

Ja mam niestety również takie przykre doświadczenia. O ciąży dowiedziałam się na prywatnej wizycie (60 + 80 zł za usg). Ponieważ przed gabinetem wisiała tabliczka, że bardzo miła pani doktor przyjmuje też w ramach NFZ, zapytałam ją, czy mogę przyjść na następną bezpłatną wizytę. I tu bum, pani nie była już tak miła, stwierdziła dość chłodno, że na pewno nie uda mi się zarejestrować, itp.

I rzeczywiście - po odstaniu godziny w kolejce do rejestracji dowiedziałam się, że pierwszy wolny termin przypada za dwa miesiące.

Zmieniłam lekarza. Po konsultacji z koleżankami i przede wszystkim po wnikliwej analizie opinii w internecie znalazłam trzech lekarzy, którzy spełniali moje oczekiwania. Przede wszystkim unikałam "oficjalnych łapówkarzy", czyli takich lekarzy, którzy poza praktyką przyjmują w szpitalu, na szpitalnym sprzęcie i oczywiście za wszystko pobierają kasę. A takich niestety jest bardzo dużo.

Znalazłam jednak kilku uczciwych i porządnych lekarzy, którzy za wizytę w szpitalu i np. usg nie pobierają dodatkowych pieniędzy. Zdecydowałam się na jednego z nich i mogę potwierdzić pozytywną opinię forumowiczek o nim.

Ale wydaje mi się, że prawdziwy problem w naszej służbie zdrowia to położne. O tym się niewiele mówi, bo wszyscy przyzwyczaili się do płacenia lekarzom i stało się to normą. Tymczasem niemal wszystkie moje koleżanki zapłaciły położnym za poród i "pomoc" po. Czyli wszyscy płacimy (ja też) za coś, co należy do ich obowiązków. Ale presja wśród znajomych i panika jest tak duża, że ze strachu, że w czasie porodu zostanę sama, bez pomocy, zapłaciłam. Jedna moja koleżanka się zbuntowała, ponieważ za wizyty i badania podczas ciąży zapłaciła prawie 2000 zł. Potem jednak żałowała swojej decyzji, bo tak naprawdę rola położnej ograniczyła się do "wciśnięcia" jej dziecka i wyjścia z sali.

Już podczas zwiedzania szpitala i sali porodowej dowiedziałam się, że taka pomoc kosztuje 1000 zł, ale będę nią zachwycona. Uciekłam stamtąd jak najszybciej. W innym szpitalu, na Kamieńskiego, płaci się 600 zł na fundację. Przecież to skandal, to "łapówka" w białych rękawiczkach.

Takie są moje przeżycia i doświadczenia z bezpłatną służbą zdrowia. Myślę, że większość kobiet, które na to stać, dla świętego spokoju płaci, ale ktoś powinien wreszcie zrobić z tym porządek.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Łapówki w białych rękawiczkach xvart 05.03.09, 10:08

    a mnie się podoba, że na Kamieńskiego można sprawę załatwić legalnie. Bo nie oszukujmy się, będzie trzeba zapłacić i tak. W przypadku Kamieńskiego masz przynajmniej gwarancję, że nie przyjdą»