Nie jestem tylko jednym wielkim kroczem

Magdalena
04.03.2009 , aktualizacja: 04.03.2009 12:02
A A A Drukuj
GODNIE RODZIĆ WE WROCŁAWIU - LIST. Bardzo się cieszę, że został w końcu podjęty temat porodów w naszym mieście. Może uda się zmienić choć trochę rzeczywistość związaną z tym ponoć pięknym wydarzeniem w życiu.

Ja rodziłam w styczniu 2008 r. w szpitalu przy ul. Dyrekcyjnej. Szpital, wiadomo, XIX-wieczny lazaret. Warunki dla personelu i dla położnic bardzo trudne. W normalnym świecie, na zachód od nas, chyba nie do wyobrażenia. Zresztą powiem szczerze, rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania...w sensie negatywnym.

To, co mnie najbardziej uderzyło podczas pobytu na oddziale (a leżałam ponad miesiąc), to w skrócie:

1. Ogromna różnica w traktowaniu dziewczyn , które chodziły prywatnie do lekarzy z tego szpitala w porównaniu z tymi bez "protekcji" - to dało się odczuć na każdym kroku.

2. Nagminne pobieranie opłat do kieszeni za wykonywanie badań na sprzęcie szpitalnym.

3. Niska kultura i etyka lekarzy i niektórych położnych objawiająca się nieinformowaniem kobiet na temat stanu zdrowia i wykonywanych procedur medycznych. Tak jakbym nie miała prawa wiedzieć, co się ze mną robi w danym momencie. Ekstremum przeżyłam podczas porodu, podczas lekarz na ucho informował tylko położną. To już są nie czasy, kiedy lekarz mógł sobie pozwolić na traktowanie pacjenta jak kawał mięsa. Chciałam wiedzieć i czuć się jak człowiek, a nie jak inkubator i, za przeproszeniem, jedno wielkie krocze. Zwłaszcza że rzecz się dzieje wokół tegoż krocza... Sprawa jest więc przynajmniej dla mnie, jako jego właścicielki, dość istotna.

Ten sam brak informacji w stosunku do stanu zdrowia dziecka po porodzie.

4. Lekko żenujący zwyczaj zwracania się do wszystkich kobiet po porodzie per "mama". Naprawdę można byłoby zrezygnować z tej familiarności.

5. Feudalizm szpitali klinicznych - pan ordynator, konsultant i jego dwór. Do tego wyraźne niedowartościowanie położnych, które mają najtrudniejszą i najbardziej odpowiedzialną pracę, a traktowane są często prawie jak salowe.

6. Brak intymności i szacunku dla pacjenta. Jakoś mogę zrozumieć ciasnotę i prymitywne warunki oraz formułę szpitala klinicznego jako placówki edukacyjnej, ale otwarte drzwi na porodówce podczas akcji porodowej? Tłumy studentów przewalające się w dzień powszedni? Myślę, że można to jakoś inaczej zorganizować, znowu wracamy do traktowania kobiet jak przypadki.

7. Mam wrażenie, że efekty akcji "Rodzić po ludzku" były bardzo doraźne, wszystko odbywa się po staremu, czyli właśnie bardzo medycznie. Miałam inne oczekiwania, nie chodzi mi tu o żadne luksusy czy brak bólu. Bardziej bolało mnie to, że byłam totalnie sama, bałam się i nikt mi nie pomógł. Zresztą to też miało wpływ na cały poród i na dziecko. Nie mogłam urodzić, byłam zablokowana - z samotności i strachu. Nikt mi nie powiedział, co się ze mną dzieję, dlaczego podawane mi są różne środki. Nie czułam się jak człowiek. Ten poród śnił mi się po nocach jak koszmar. Do dziś mam ogromny żal do lekarza odbierającego. Za to trafiłam na cudowną położną, która dała mi siłę, bym samodzielnie urodziła dziecko - dzięki niej obyło się bez kleszczy.

Uważam, że niektórzy ginekolodzy żerują na słabo zorganizowanym systemie zdrowia w Polsce i na strachu kobiet czy też na ich potrzebie zapewnienia sobie jak najbardziej komfortowych warunków porodu, i to żerują okrutnie. To być może dla niektórych z nich krzywdzące, ale właśnie takie mam doświadczenie z pobytu w szpitalu i wizyt u lekarzy.

W wielu kwestiach panuje podwójna moralność, np. jeśli chodzi o cesarki na życzenie, znieczulenia, etc. Uważam, że znieczulenia powinny być dostępne na życzenie, za opłatą. Czemu w XXI wieku musimy słyszeć teksty w stylu: "boli, bo ma boleć"? Czy żyjemy aż w tak prymitywnym kraju? Kobieta ma cierpieć za co? za grzech pierworodny? To upokarzające.

Lekarze nie chcą porodów w domach, dla mnie cudna sprawa, jeśli jest to poród fizjologiczny. Nie chcą, bo to nie oni będą dostawać kasę...

Moim zdaniem trzeba by zmienić standardy NFZ i inaczej kształcić lekarzy. Akcje w stylu łapanek lekarzy robiących cesarki na życzenie spowodują jedynie zwiększenie cen za ich wykonanie (podobnie jest przecież z zakazem aborcji).

Krótko mówiąc, poród we Wrocławiu w moim osobistym odczuciu to upokarzające przeżycie i nie chciałabym go doznać jeszcze raz. Przysięgłam sobie, że jeśli już zdecyduję się na drugie dziecko, to NA PEWNO nie urodzę go w tym mieście.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos