Bo we Wrocławiu poród musi boleć i już

Marzena Kasperska
04.03.2009 , aktualizacja: 09.03.2009 13:46
A A A Drukuj
Wrocławianko, boisz się bólu i marzysz o znieczuleniu przy porodzie? Masz pecha, bo żadna porodówka w mieście nie oferuje takich ekstrawagancji.
Porodówka
Fot. Łukasz Giza/AG
Porodówka

W żadnej wrocławskiej porodówce kobieta nie dostanie znieczulenia, bo jak tłumaczą w szpitalach, brakuje anestezjologów. To, co jest standardem w innych polskich miastach i połowie Europy, we Wrocławiu uchodzi za nieosiągalny luksus.

Jak zatem radzą sobie najbardziej zdeterminowane wrocławianki? W zaciszu prywatnych gabinetów umawiają się na cesarskie cięcie i przychodzą do szpitala wtedy, gdy dyżur ma zaprzyjaźniony lekarz. Na czarnym rynku stawki za taki zabieg sięgają 3,5 tys. zł. - Wybrałam cesarkę, bo łatwiej ją załatwić niż znieczulenie - mówi Magda. - Wolałabym jednak zapłacić oficjalna stawkę za znieczulenie i urodzić siłami natury.

Narodowy Fundusz Zdrowia refunduje jedynie znieczulenia wykonywane ze wskazań medycznych. Kobiety za 800-1000 zł załatwiają więc sobie odpowiednie zaświadczenie od psychiatry lub neurologa.

Ale 80 km od Wrocławia problem nie istnieje. Prof. Sławomir Suchocki, dyrektor medyczny szpitala ginekologiczno-położniczego w Wałbrzychu, zadbał o to, żeby szpital zatrudnił odpowiednią liczbę anestezjologów. - Naszym obowiązkiem jest zrobić wszystko, żeby cierpienie podczas porodu nie było tak dokuczliwe - mówi profesor. - Łatwy dostęp do znieczulenia na pewno ogranicza liczbę cesarskich cięć.

Znieczulenie? Nierealne

- To jakaś masakra - piekli się Marta, studentka z Wrocławia. Za trzy miesiące będzie rodzić swoje pierwsze dziecko i panicznie boi się bólu. - Szukam szpitala, w którym mogłabym poprosić o znieczulenie, ale wszędzie słyszę, że to nierealne - narzeka. Marta jest gotowa zapłacić za komfort rodzenia bez bólu, jednak wrocławskie szpitale odmawiają. - To kolejny powód, żeby wybrać porodówkę w innym mieście - mówi studentka.

Znieczulenie zewnątrzoponowe dla rodzących to standard w zachodniej Europie. - Kiedy kobieta wchodzi do francuskiego szpitala, lekarze pytają, czy ma coś przeciwko znieczuleniu, a nie czy by je ewentualnie chciała. Tam ta kwestia jest zupełnie inaczej stawiana niż w Polsce - mówi Wiesława Mańko, prezes lubińskiego Centrum Zdrowia Kobiet "Femina" i jednocześnie lekarz anestezjolog. - Dlaczego w Polsce w XXI wieku nie można skorzystać z czegoś, co w innych krajach europejskich jest standardem? - pyta.

Do czerwca ubiegłego roku Narodowy Fundusz Zdrowia płacił około 350 zł za znieczulenie zewnątrzoponowe, ale po zmianie zasad, od lipca, już do nich nie dopłaca. Wyjątkiem są znieczulenia wykonywane ze wskazań medycznych. Jesienią, po interwencji lekarzy ginekologów, sprawą zainteresowała się minister zdrowia Ewa Kopacz. Uznała jednak, że budżetu państwa nie stać na to, żeby zapewnić rodzącym Polkom darmowe znieczulenie.

Kiedyś byliśmy prekursorami

We Wrocławiu żadna z porodówek, nawet za dodatkową opłatą, nie gwarantuje komfortu rodzenia bez bólu. - Wiele lat temu nasza klinika była prekursorem znieczuleń - mówi prof. Marian Gryboś, kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa AM przy ul. Chałubińskiego. - Teraz ich nie robimy, bo nie mamy anestezjologów. Szkoda, bo świat idzie do przodu i kobiety nie muszą już cierpieć - zauważa.

Na brak anestezjologów narzekają również ordynatorzy pozostałych wrocławskich oddziałów położniczych. - Znieczulać może wyłącznie specjalista - wyjaśnia dr Janusz Malinowski z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego. - Ale to nie koniec, bo anestezjolog musi monitorować kobietę do końca porodu. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, jak długi będzie poród - czy potrwa godzinę czy może pięć. A co zrobić, gdy w międzyczasie lekarz będzie potrzebny do ratowania życia lub pilnej operacji chirurgicznej na innym oddziale? - pyta ordynator.

Żeby skorzystać ze znieczulenia, zdeterminowane wrocławianki przynoszą do szpitali skierowania od lekarza. Na forach internetowych radzą, żeby załatwiać sobie zaświadczenie od psychiatry lub neurologa. - wtedy warunek "wskazań medycznych" zostanie spełniony.

Wiesława Mańko mówi, że odbieranie kobietom prawa do znieczulenia to skandal. - Dlaczego państwo refunduje mężczyznom np. viagrę, a z drugiej strony tak nieludzko traktuje cierpiące kobiety?

A w Wałbrzychu jakoś mogą

Na Dolnym Śląsku jest placówka, która nie chce oszczędzać na rodzących. W Specjalistycznym Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym im. E. Biernackiego w Wałbrzychu kobiety mogą poprosić o znieczulenie. Wystarczy, że zdecydują się na nie odpowiednio wcześnie, wezmą udział w trzech zajęciach szkoły rodzenia (koszt około 30 zł) i zostaną zakwalifikowane do zabiegu przez anestezjologa, a bez strachu mogą zgłosić się na blok porodowy. - Kobiety mają prawo oczekiwać, że zrobimy wszystko, żeby ich cierpienie nie było tak dokuczliwe. Tracimy na tym finansowo, ale co mamy zrobić? To suwerenna decyzja, do której jako dyrektor medyczny szpitala mam prawo - mówi prof. Sławomir Suchocki.

Stosowane obecnie leki do znieczuleń bardzo różnią się od tych sprzed lat. Są bezpieczniejsze, nie wydłużają czasu porodu, a nawet go trochę skracają. Kobieta może swobodnie się ruszać, także chodzić.

W wałbrzyskim szpitalu z tej formy uśmierzenia bólu korzysta około 8 procent rodzących. - We Francji lub Szwecji nawet 70-80 - mówi prof. Suchocki i zwraca uwagę na społeczny wymiar uwalniania kobiet od cierpień: - Narzekamy, że wskaźnik dzietności w Polsce jest niski, że społeczeństwo się starzeje, że nie będzie miał kto pracować na nasze emerytury. A jednocześnie tak mało robimy, żeby zachęcić kobiety do rodzenia.

Komentuje Marzena Kasperska: Dlaczego wrocławianki mają gorzej?

W Warszawie większość szpitali oferuje rodzącym znieczulenie. Są oficjalne cenniki i nikt nie zmusza kobiet do wciskania lekarzowi pieniędzy pod stołem lub wymyślania fikcyjnej choroby, dzięki której psychiatra lub neurolog wystawi skierowanie. Średni koszt znieczulenia to 500-600 zł. Dostęp do niego natychmiast poprawia opinię o szpitalu, a kobiety, które boją się bólu, chętniej idą tam rodzić.

Ale Warszawa to Warszawa. Żeby zorientować się, jak jest w innych regionach Polski zadzwoniłam do trzech przypadkowych szpitali publicznych w Opolu, Katowicach i Krakowie. Wszędzie usłyszałam, że nie ma przeszkód - wystarczy komplet podstawowych badań i kwalifikacja anestezjologa. W Katowicach zapewniali mnie nawet, że znieczulenie będzie bezpłatne.

Nie rozumiem, dlaczego wrocławianki są gorzej traktowane niż kobiety z Wałbrzycha, Opola lub Katowic. Czy ktoś może mi to wyjaśnić?

Napisz do mnie

Wypełnij ankietę

Czytaj też serwis eDziecko.pl i MiastoDzieci.pl

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 135 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos