Tak należy się promować
05.03.2009
, aktualizacja: 03.03.2009 15:33
- W marketingu obowiązuje stara zasada: wymyśl albo zgiń. Nie ma gmin bez szans na promocję, trzeba tylko mieć dobry pomysł i lidera, który to pociągnie - mówi Wojciech Fedyk, dyrektor Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej.
ZOBACZ TAKŻE
- Tajemnice to sposób na promocję Dolnego Śląska (11-03-09, 16:29)
- Dolny Śląsk z nowym wizerunkiem (03-03-09, 15:26)
Aneta Augustyn: Dolnośląskie gminy potrafią się pokazać?
Wojciech Fedyk, dyrektor Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej: Mamy kilka perełek. Lwówek słynący z agatów przed laty zaczynał od małej giełdy minerałów, a teraz ma największą imprezę mineralogiczną w Polsce. Dziś co roku w kolejce ustawia się półtorej setki wystawców, jest parada Walończyków, jarmark rozmaitości, stanowiska do cięcia i szlifowania kamieni ozdobnych, rajdy do pól agatowych, warsztaty dla zbieraczy minerałów. Na Lwóweckie Lato Agatowe do gminy, która liczy 10 tys. mieszkańców, przyjeżdża czterokrotnie więcej turystów. W tym roku lwówczanie reaktywują zabytkowy browar, od maja ma tam ruszyć zaniechana produkcja, a potem powstanie Muzeum Browarnictwa Dolnośląskiego.
Świetny patent znalazły Kowary: nawiązały do bardzo starej tradycji tzw. sani rogatych, o charakterystycznych płozach wywiniętych na kształt rogów. Kiedyś zwożono nimi drewno w Karkonoszach, a w XIX wieku stały się niezwykle popularne wśród gości, którzy przyjeżdżali tu z Berlina czy Breslau na kilkukilometrowe zjazdy.
Kowary reaktywowały ten zwyczaj i po raz kolejny 14 marca robią Międzynarodowy Zjazd Saniami Rogatymi, który stał się już znanym wydarzeniem. Kowary to także znakomity przykład na to, jak gmina może dogadać się z prywatnym partnerem. Działają wspólnie z będącymi w prywatnych rękach sztolniami oraz Jelenia Struga SPA RESORT: stworzyli stronę internetową, razem się promują, zawiązali stowarzyszenie, które pozwala im łatwiej pozyskać środki, za które zresztą kupili już kolejne sanie. Są konsekwentni.
Co ma zrobić gmina, która nie ma gór ani agatów?
- Obowiązuje stara zasada: wymyśl albo zgiń. Nie ma gmin bez szans. Weźmy Galindię na Mazurach: w zapadłej wsi człowiek stworzył średniowieczną osadę, do której walą turyści. Podobnie do ośrodka SPA Malinowy Zdrój w Solcu w Świętokrzyskiem. Chełmno na Kujawach mianowało się miastem zakochanych: zapraszają nowożeńców, produkują gadżety i ciastka w kształcie serc. Tylko dlatego, że mają w relikwiarzu fragment czaszki Świętego Walentego. Nasze Polkowice, turystyczna pustynia, postawiły na aquapark i to był strzał w dziesiątkę.
Ale nie trzeba nawet budować tak kosztownej infrastruktury. Barlinek rok temu ogłosił się europejską stolicą nordic walking: oznaczyli ścieżki, zrobili wypożyczalnie kijów. Słowem, pokazali tylko ludziom, gdzie i jak mają chodzić. Na każdym ugorze da się coś zrobić. Pomysł, liczy się pomysł.
I lider, który to pociągnie.
- Tak, brak skutecznych osób z zapałem i pomysłami to jedna z większych przeszkód w promowaniu się gmin. W Złotym Stoku Elżbieta Szumska od kilku lat przyciąga tłumy do swojej kopalni złota. Wymyśliła podziemne pływanie łódką, ścianę do wspinaczki, park linowy oraz od ubiegłego roku kolejkę, która wjeżdża do kopalni. Efekt? Co roku do kopalni przyjeżdża 160 tys. turystów, a dla porównania do Panoramy Racławickiej - 280 tys. Niewielka różnica, biorąc pod uwagę, że porównujemy małą miejscowość i jeden z najsłynniejszych zabytków największego miasta w regionie.
Z kolei Turystyczne Hrabstwo Sudetów padło, bo zabrakło tam skutecznego szefa.
Nie wszyscy mają takie szczęście jak Stowarzyszenie Gmin Ślężańskich, któremu przewodzi Elżbieta Pasławska. W ubiegłym roku dostała od nas nagrodę dla najbardziej aktywnego człowieka. To wulkan energii, lideruje gminom, które znakomicie się dogadują, potrafią się starać o pieniądze.
Nie musieliśmy ich do niczego namawiać, oni sami do nas przyszli, pokazując, że grają razem. Mają udane koncepcje: Ślężańskie Sacrum - szlak oparty na miejscach kultu pogańskiego i chrześcijańskiego, "Podróż w czasie" - samochodowy szlak archeologiczny, Szlak Dziedzictwa Technicznego - z wieżami ciśnień, młynem, zaporą, dawnym browarem, gorzelnią i gazownią, sieć sklepów sprzedających lokalne produkty, warsztaty prowadzone przez twórców ludowych, trasy do narciarstwa biegowego wokół Ślęży. Gminy ślężańskie są dziś bardziej aktywne i pomysłowe niż gmina Wrocław.
Czego brak Wrocławiowi?
- Gmina pokazuje się przez megawydarzenia: festiwale, np. Wratislavia Cantans czy sylwestra w Rynku. To za mało, brakuje nam rozbudowanego produktu turystycznego. Zwiedzanie miasta z przewodnikiem zajmuje turyście średnio pięć godzin. Co ma robić potem? Dlaczego nie ma oferty "Wrocław medyczny" dla gości zagranicznych, którzy chcieliby przyjechać tu np. na zabiegi chirurgii plastycznej? Nie ma szlaku krasnoludkowego, barokowego, noblistów, Odra nie jest należycie wykorzystana. Brakuje oferty zewnętrznej, a przecież mamy atrakcyjne miejsca satelickie: Masyw Ślęży czy malownicze Wzgórza Trzebnickie, gdzie powstało 200 km pięknych tras rowerowych. Ale turysta, który przyjedzie do Wrocławia, nie wie tego i nie dostaje propozycji takich wycieczek. Ba, nawet meleksy, które latem jeżdżą po mieście, nie są nasze - prowadzi je touroperator z Krakowa.
Z czym Dolny Śląsk jest kojarzony za granicą?
- Z operami pani Michnik, z Karkonoszami, które są marką popularną głównie na rynku niemieckim i holenderskim, z ziemią kłodzką, która ma dobre uzdrowiska i świetne trasy rowerowe. Także Bolesławiec ze swoim Świętem Ceramiki oraz Księstwo Świdnicko-Jaworskie z oboma kościołami Pokoju i Targami Chleba. Coraz bardziej znany staje się Dolny Śląsk podziemny - sztolnie, kopalnie, jaskinie - oraz industrialny z zabytkowymi fabrykami, browarami, mostami, muzeami techniki. Znakomitym produktem jest podjeleniogórska Dolina Pałaców i Ogrodów, która stara się nawet o wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nagrodziliśmy ich za najlepszy produkt turystyki kulturowej.
Czy warto, żeby nieduże gminy promowały się same?
- To raczej bez sensu. Jeden nie ma takiej siły przebicia jak grupa: ma mniej do zaoferowania niż zespół gmin, nie stać go na kampanię promocyjną, na wystawianie się na targach, na wydawnictwa, w których zresztą często roi się od marketingowych błędów. Ktoś z gminy pisze, że w X są ładne lasy i stuletni kościół. I co z tego? Setki innych miejscowości to mają. Trzeba pomyśleć o turyście: o jakiego nam chodzi, czego on oczekuje.
Staramy się pomagać gminom: robimy badania ruchu turystycznego, szkolimy z marketingu, dotujemy w połowie ich stoiska, m.in. na największej tego typu imprezie, targach ITB w Berlinie. Pomagamy wydawać foldery, które trafiają m.in. do 14 ośrodków informacyjnych Polskiej Organizacji Turystycznej na świecie, od Moskwy po Nowy Jork. W ubiegłym roku zaprosiliśmy na study toury 84 dziennikarzy z zagranicy, którzy pisali m.in. o naszych górach, kulinariach, sportach zimowych. Gmin nigdy nie byłoby stać na taką reklamę w zagranicznej prasie.
Najlepiej, gdy reklamuje się produkt, np. sporty ekstremalne, Szlak Cysterski albo określone terytorium.
Stąd 12 subregionów?
- Tak. Mamy coś wyjątkowego w Polsce: ponad 80 proc. dolnośląskich gmin skrzyknęło się, m.in. dzięki naszej inspiracji, żeby starać się o pieniądze na wspólnie budowane produkty turystyczne. W ten sposób od dwóch lat powstają na Dolnym Śląsku subregiony: Karkonosze i Góry Izerskie, Pogórze Kaczawskie, Masyw Ślęży, Wzgórza Trzebnickie i Dolina Baryczy, Dolina Odry Wschód oraz Zachód, Ziemia Wałbrzyska, Bory Dolnośląskie, Subregion Sowiogórski, Ziemia Kłodzka, Nysa z Kwisą i Bobrem, Przedgórze Sudeckie. Wszystkiego promować się tam nie da, bo kołdra finansowa zwykle jest za krótka, więc subregiony ustaliły, na co warto stawiać.
Mają dobre pomysły?
- Niektórzy bardzo interesujące. Subregion Nysa-Kwisa-Bóbr tworzy Krainę Domów Przysłupowych, wykorzystując oryginalną architekturę - 400 lat liczy tradycja stawiania na tych terenach domów budowanych z muru pruskiego, ale z charakterystycznymi przysłupami. Wymyślili Łużycką Kartę Turystyczną, która uprawnia do różnych rabatów w regionie, Zgorzeleckie Jakuby - festyn przypominający Jakuba Böhme, XVII-wiecznego szewca, mistyka i filozofa, który tu mieszkał, oraz Ogólnopolskie Imieniny Henryki, Henryka i Henrykowa w Henrykowie Lubańskim, na które będą zapraszać znane osoby o tym imieniu.
Pogórze Kaczawskie proponuje Szlak Wygasłych Wulkanów - przez wzgórza zbudowane z powulkanicznych porfirów i bazaltów - oraz Dymarki Kaczawskie nawiązujące do górniczych tradycji regionu (dymarki to piece do wytapiania metali z rud przy użyciu węgla drzewnego).
Bory Dolnośląskie kuszą swoją Wrzosową Krainą z domowymi specjałami: miodem wrzosowym, kiełbasą z dziczyzny, wiejskim chlebem oraz Szlakiem Ogrodowo-Kulturowym, który biegnie pod obu stronach Nysy Łużyckiej, zahaczając o parki i ogrody w Kliczkowie, Łomnicy, Mysłakowicach, Cottbus, Neschwitz, Kromlau. Wzgórza Trzebnickie i Dolina Baryczy stawiają oczywiście na stawy milickie, gdzie chcą stworzyć tradycyjną wioskę rybacką oraz reaktywować XIX-wieczną kolejkę wąskotorową.
Wojciech Fedyk, dyrektor Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej: Mamy kilka perełek. Lwówek słynący z agatów przed laty zaczynał od małej giełdy minerałów, a teraz ma największą imprezę mineralogiczną w Polsce. Dziś co roku w kolejce ustawia się półtorej setki wystawców, jest parada Walończyków, jarmark rozmaitości, stanowiska do cięcia i szlifowania kamieni ozdobnych, rajdy do pól agatowych, warsztaty dla zbieraczy minerałów. Na Lwóweckie Lato Agatowe do gminy, która liczy 10 tys. mieszkańców, przyjeżdża czterokrotnie więcej turystów. W tym roku lwówczanie reaktywują zabytkowy browar, od maja ma tam ruszyć zaniechana produkcja, a potem powstanie Muzeum Browarnictwa Dolnośląskiego.
Świetny patent znalazły Kowary: nawiązały do bardzo starej tradycji tzw. sani rogatych, o charakterystycznych płozach wywiniętych na kształt rogów. Kiedyś zwożono nimi drewno w Karkonoszach, a w XIX wieku stały się niezwykle popularne wśród gości, którzy przyjeżdżali tu z Berlina czy Breslau na kilkukilometrowe zjazdy.
Kowary reaktywowały ten zwyczaj i po raz kolejny 14 marca robią Międzynarodowy Zjazd Saniami Rogatymi, który stał się już znanym wydarzeniem. Kowary to także znakomity przykład na to, jak gmina może dogadać się z prywatnym partnerem. Działają wspólnie z będącymi w prywatnych rękach sztolniami oraz Jelenia Struga SPA RESORT: stworzyli stronę internetową, razem się promują, zawiązali stowarzyszenie, które pozwala im łatwiej pozyskać środki, za które zresztą kupili już kolejne sanie. Są konsekwentni.
Co ma zrobić gmina, która nie ma gór ani agatów?
- Obowiązuje stara zasada: wymyśl albo zgiń. Nie ma gmin bez szans. Weźmy Galindię na Mazurach: w zapadłej wsi człowiek stworzył średniowieczną osadę, do której walą turyści. Podobnie do ośrodka SPA Malinowy Zdrój w Solcu w Świętokrzyskiem. Chełmno na Kujawach mianowało się miastem zakochanych: zapraszają nowożeńców, produkują gadżety i ciastka w kształcie serc. Tylko dlatego, że mają w relikwiarzu fragment czaszki Świętego Walentego. Nasze Polkowice, turystyczna pustynia, postawiły na aquapark i to był strzał w dziesiątkę.
Ale nie trzeba nawet budować tak kosztownej infrastruktury. Barlinek rok temu ogłosił się europejską stolicą nordic walking: oznaczyli ścieżki, zrobili wypożyczalnie kijów. Słowem, pokazali tylko ludziom, gdzie i jak mają chodzić. Na każdym ugorze da się coś zrobić. Pomysł, liczy się pomysł.
I lider, który to pociągnie.
- Tak, brak skutecznych osób z zapałem i pomysłami to jedna z większych przeszkód w promowaniu się gmin. W Złotym Stoku Elżbieta Szumska od kilku lat przyciąga tłumy do swojej kopalni złota. Wymyśliła podziemne pływanie łódką, ścianę do wspinaczki, park linowy oraz od ubiegłego roku kolejkę, która wjeżdża do kopalni. Efekt? Co roku do kopalni przyjeżdża 160 tys. turystów, a dla porównania do Panoramy Racławickiej - 280 tys. Niewielka różnica, biorąc pod uwagę, że porównujemy małą miejscowość i jeden z najsłynniejszych zabytków największego miasta w regionie.
Z kolei Turystyczne Hrabstwo Sudetów padło, bo zabrakło tam skutecznego szefa.
Nie wszyscy mają takie szczęście jak Stowarzyszenie Gmin Ślężańskich, któremu przewodzi Elżbieta Pasławska. W ubiegłym roku dostała od nas nagrodę dla najbardziej aktywnego człowieka. To wulkan energii, lideruje gminom, które znakomicie się dogadują, potrafią się starać o pieniądze.
Nie musieliśmy ich do niczego namawiać, oni sami do nas przyszli, pokazując, że grają razem. Mają udane koncepcje: Ślężańskie Sacrum - szlak oparty na miejscach kultu pogańskiego i chrześcijańskiego, "Podróż w czasie" - samochodowy szlak archeologiczny, Szlak Dziedzictwa Technicznego - z wieżami ciśnień, młynem, zaporą, dawnym browarem, gorzelnią i gazownią, sieć sklepów sprzedających lokalne produkty, warsztaty prowadzone przez twórców ludowych, trasy do narciarstwa biegowego wokół Ślęży. Gminy ślężańskie są dziś bardziej aktywne i pomysłowe niż gmina Wrocław.
Czego brak Wrocławiowi?
- Gmina pokazuje się przez megawydarzenia: festiwale, np. Wratislavia Cantans czy sylwestra w Rynku. To za mało, brakuje nam rozbudowanego produktu turystycznego. Zwiedzanie miasta z przewodnikiem zajmuje turyście średnio pięć godzin. Co ma robić potem? Dlaczego nie ma oferty "Wrocław medyczny" dla gości zagranicznych, którzy chcieliby przyjechać tu np. na zabiegi chirurgii plastycznej? Nie ma szlaku krasnoludkowego, barokowego, noblistów, Odra nie jest należycie wykorzystana. Brakuje oferty zewnętrznej, a przecież mamy atrakcyjne miejsca satelickie: Masyw Ślęży czy malownicze Wzgórza Trzebnickie, gdzie powstało 200 km pięknych tras rowerowych. Ale turysta, który przyjedzie do Wrocławia, nie wie tego i nie dostaje propozycji takich wycieczek. Ba, nawet meleksy, które latem jeżdżą po mieście, nie są nasze - prowadzi je touroperator z Krakowa.
Z czym Dolny Śląsk jest kojarzony za granicą?
- Z operami pani Michnik, z Karkonoszami, które są marką popularną głównie na rynku niemieckim i holenderskim, z ziemią kłodzką, która ma dobre uzdrowiska i świetne trasy rowerowe. Także Bolesławiec ze swoim Świętem Ceramiki oraz Księstwo Świdnicko-Jaworskie z oboma kościołami Pokoju i Targami Chleba. Coraz bardziej znany staje się Dolny Śląsk podziemny - sztolnie, kopalnie, jaskinie - oraz industrialny z zabytkowymi fabrykami, browarami, mostami, muzeami techniki. Znakomitym produktem jest podjeleniogórska Dolina Pałaców i Ogrodów, która stara się nawet o wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nagrodziliśmy ich za najlepszy produkt turystyki kulturowej.
Czy warto, żeby nieduże gminy promowały się same?
- To raczej bez sensu. Jeden nie ma takiej siły przebicia jak grupa: ma mniej do zaoferowania niż zespół gmin, nie stać go na kampanię promocyjną, na wystawianie się na targach, na wydawnictwa, w których zresztą często roi się od marketingowych błędów. Ktoś z gminy pisze, że w X są ładne lasy i stuletni kościół. I co z tego? Setki innych miejscowości to mają. Trzeba pomyśleć o turyście: o jakiego nam chodzi, czego on oczekuje.
Staramy się pomagać gminom: robimy badania ruchu turystycznego, szkolimy z marketingu, dotujemy w połowie ich stoiska, m.in. na największej tego typu imprezie, targach ITB w Berlinie. Pomagamy wydawać foldery, które trafiają m.in. do 14 ośrodków informacyjnych Polskiej Organizacji Turystycznej na świecie, od Moskwy po Nowy Jork. W ubiegłym roku zaprosiliśmy na study toury 84 dziennikarzy z zagranicy, którzy pisali m.in. o naszych górach, kulinariach, sportach zimowych. Gmin nigdy nie byłoby stać na taką reklamę w zagranicznej prasie.
Najlepiej, gdy reklamuje się produkt, np. sporty ekstremalne, Szlak Cysterski albo określone terytorium.
Stąd 12 subregionów?
- Tak. Mamy coś wyjątkowego w Polsce: ponad 80 proc. dolnośląskich gmin skrzyknęło się, m.in. dzięki naszej inspiracji, żeby starać się o pieniądze na wspólnie budowane produkty turystyczne. W ten sposób od dwóch lat powstają na Dolnym Śląsku subregiony: Karkonosze i Góry Izerskie, Pogórze Kaczawskie, Masyw Ślęży, Wzgórza Trzebnickie i Dolina Baryczy, Dolina Odry Wschód oraz Zachód, Ziemia Wałbrzyska, Bory Dolnośląskie, Subregion Sowiogórski, Ziemia Kłodzka, Nysa z Kwisą i Bobrem, Przedgórze Sudeckie. Wszystkiego promować się tam nie da, bo kołdra finansowa zwykle jest za krótka, więc subregiony ustaliły, na co warto stawiać.
Mają dobre pomysły?
- Niektórzy bardzo interesujące. Subregion Nysa-Kwisa-Bóbr tworzy Krainę Domów Przysłupowych, wykorzystując oryginalną architekturę - 400 lat liczy tradycja stawiania na tych terenach domów budowanych z muru pruskiego, ale z charakterystycznymi przysłupami. Wymyślili Łużycką Kartę Turystyczną, która uprawnia do różnych rabatów w regionie, Zgorzeleckie Jakuby - festyn przypominający Jakuba Böhme, XVII-wiecznego szewca, mistyka i filozofa, który tu mieszkał, oraz Ogólnopolskie Imieniny Henryki, Henryka i Henrykowa w Henrykowie Lubańskim, na które będą zapraszać znane osoby o tym imieniu.
Pogórze Kaczawskie proponuje Szlak Wygasłych Wulkanów - przez wzgórza zbudowane z powulkanicznych porfirów i bazaltów - oraz Dymarki Kaczawskie nawiązujące do górniczych tradycji regionu (dymarki to piece do wytapiania metali z rud przy użyciu węgla drzewnego).
Bory Dolnośląskie kuszą swoją Wrzosową Krainą z domowymi specjałami: miodem wrzosowym, kiełbasą z dziczyzny, wiejskim chlebem oraz Szlakiem Ogrodowo-Kulturowym, który biegnie pod obu stronach Nysy Łużyckiej, zahaczając o parki i ogrody w Kliczkowie, Łomnicy, Mysłakowicach, Cottbus, Neschwitz, Kromlau. Wzgórza Trzebnickie i Dolina Baryczy stawiają oczywiście na stawy milickie, gdzie chcą stworzyć tradycyjną wioskę rybacką oraz reaktywować XIX-wieczną kolejkę wąskotorową.
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



