Kiedyś byłam zakochana we Wrocławiu

Rozżalona wrocławianka
03.03.2009 , aktualizacja: 03.03.2009 13:32
A A A Drukuj
GODNIE RODZIĆ WE WROCŁAWIU - LIST. Kiedy dziesięć lat temu prowadziłam szkolenia w Warszawie, jedna z kursantek zapytała mnie, czy to prawda, że wrocławianie są zakochani w swoim mieście. Wtedy z dumą odpowiedziałam, że prawda. Dziś milczałabym.

ZOBACZ TAKŻE
Dlaczego? Co się zmieniło w naszym niegdyś pięknym mieście, w mieście, które zabiega o Expo, EIT, później EIT Plus, Euro 2012, a jego prezydent pretenduje do stanowiska głowy państwa?

Jednym z powodów jest to, że wrocławska ginekologia i położnictwo to zaścianek, nawet tylko w skali naszego kraju Z dwóch powodów: kiepskich kwalifikacji lekarzy i kiepskiego zaplecza szpitalnego. Nie ma drugiej takiej dziury w Polsce! To, przez co ciężarne wrocławianki muszą przechodzić, to koszmar!

Pierwsze dziecko pochodzące z wzorcowej ciąży urodziłam w 2002 roku, pierwsze poronienie miałam w 2005 r., drugie w 2007 r.

W 2005 r. trafiłam w niedzielne przedpołudnie do izby przyjęć. Ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego odesłał mnie do domu, twierdząc, że wszystko jest w porządku. Po kilku godzinach wróciliśmy z mężem do tej samej izby i ten sam ordynator odwracając ode mnie głowę w kierunku położnej, zlecił jej zapisanie w karcie "pani ewidentnie roni". W taki oto sposób dowiedziałam się o mojej tragedii. Nie podjęto nawet żadnej próby ratowania mojego nienarodzonego dziecka. Do tego poronieniu nie podano mi immunoglobuliny (mam konflikt serologiczny).

Wróciłam do lekarza prowadzącego, który próbował mnie pocieszyć, mówiąc że "natura reguluje to najlepiej". Też mi pocieszenie

W 2007 roku postanowiłam w obliczu poronienia nie przechodzić ponownie traumy wrocławskich szpitali. Zostałam w domu. Moi najbliżsi drżeli o moje życie, ale jakoś to przeżyłam.

Byłam kompletnie załamana. Resztkami sił usiadłam do znienawidzonego przez środowisko lekarskie internetu i pogrzebałam w forach. To tam wyczytałam, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce, bo we Wrocławiu dobrych lekarzy nie ma. Postanowiłam wybrać z forów nazwiska najczęściej zachwalanych lekarzy i złożyłam im wizyty (odwiedziłam około 10).

Do ostatniego weszłam z serią idiotycznych pytań. Pan doktor o mało nie spadł z krzesła jak je usłyszał, ale odpowiedział na wszystkie.

Dziś znów jestem w ciąży, pan doktor przebadał mnie kompleksowo i jest chyba jedynym bądź jednym z nielicznych lekarzy we Wrocławiu, którzy potrafią prowadzić "trudne" ciąże.

Dzięki akcji podjętej przez "Gazetę" widzę, że i sprawę porodu będę musiała wziąć w swoje ręce. Nie chcę, płacąc rocznie na publiczną służbę zdrowia rocznie ok. 25 tys. zł (chorobowe + zdrowotne), ryzykować, czy będzie dla mnie miejsce, czy trafię na specjalistę, czy znowu na chamskiego konowała.

Małe ośrodki oddalone do 100 km od Wrocławia świetnie sobie radzą z organizacją położnictwa, a Wrocław nie potrafi. Tylko dlaczego muszę podróżować i tym samym ryzykować życiem lub zdrowiem swoim i nienarodzonego dziecka, o które toczymy tak nierówną walkę?

A skoro już pomyśleliśmy o szpitalu poza Wrocławiem, to pomyśleliśmy też, czy aby na pewno nie powinniśmy opuścić na stałe tego "pięknego" miasta.

Tylko tutaj urzędnicy odpowiedzialni za służbę zdrowia uważają, że wszystko jest w porządku, a jako "kiełbasę wyborczą" sprzedają nam pomysł, żeby zmienić profil medyczny nowego, niewybudowanego jeszcze szpitala na Złotnikach.

A nie można szybciej wykończyć oddziału ginekologiczno-położniczego w ASK przy ul. Borowskiej? Komu chcecie mydlić oczy? Problem jest tu i teraz, a jako mieszkanka Wrocławia żądam natychmiastowych działań.

Wiem, że szpitale nie są w gestii prezydenta Wrocławia, ale oczekuję od gospodarza miasta, by pilnie wezwał do siebie przedstawicieli marszałka i Akademii Medycznej na spotkanie, podczas którego wspólnie ustalą sposób rozwiązania problemu wrocławskich porodówek i niewystarczającej opieki nad kobietami w ciąży.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Kiedyś byłam zakochana we Wrocławiu oliveira 03.03.09, 14:54

    A może by tak Gazeta zainteresowała tymi publikacjami prokuraturę? W końcujest to narażanie zdrowia i życia czy to poprzez celowe działanie, czy przezzaniedbania...No i dlaczego nie ma tutaj»