Chciałam spać, a kazali mi się zajmować dzieckiem
02.03.2009
, aktualizacja: 02.03.2009 13:29
GODNIE RODZIĆ WE WROCŁAWIU - LIST. Do napisania listu skłoniło mnie zdjęcie zamieszczone w artykule "Wielka ucieczka mam". Co na nim widzę? Rozmamłaną matkę z noworodkiem przy piersi, obcego mężczyznę i drugą położnicę w jednym ponurym pomieszczeniu, teoretycznie dwuosobowym.
W praktyce jest to sala czteroosobowa (matki +dzieci), w porywach do sześciu, jeśli akurat przyjdą tatusiowie. Czy to jest ten komfort bez luksusów ? To są te wymarzone warunki do odbycia porodu i połogu?
Swoje drugie dziecko urodziłam w grudniu w szpitalu na Dyrekcyjnej, gdzie leżałam w sali pięcioosobowej (teoretycznie), praktycznie 10-osobowej (noworodki 24h na dobę) a często co najmniej 15-osobowej, jak w niedzielę po południu.
Z niesmakiem wspominam ten smród, zaduch i nieustanny hałas, jaki tam panował, skrępowanie, jakiego doznawałam, będąc zmuszona karmić piersią w tym tłoku.
Nie rozumiem, dlaczego kobiety nie mają prawa do pełnego wypoczynku po ciężkim wysiłku, jakim jest poród, i są praktycznie zmuszane do 24-godzinnej opieki nad noworodkiem. I jeszcze się im wmawia , że tak jest dobrze i że tego właśnie chcą.
Ja nie chciałam i poprosiłam o zabranie dziecka na noc - odmówiono mi. Ponadto musiałam znosić płacz innych noworodków przez całą noc i zapalone światło, bo przecież każdy po coś co chwilę wstawał i nie wolno było wyłączyć światła, bo trzeba się zajmować dziećmi i obserwować, czy np. nie sinieją.
To kiedy wolno spać? Kiedyś noworodkiem zajmowały się pielęgniarki, przynosiły dziecko do karmienia i można było odpocząć. Nie było żadnych odwiedzin, hałasów, natomiast teraz, w dobie "rodzenia po ludzku", muszę zajmować się cały czas sama swoim dzieckiem, znosić płacz innych dzieci i obecność całych tabunów rodzin i znajomych innych pacjentek.
Komu służy akcja "Rodzić po ludzku", która przybrała karykaturalny wymiar w polskich warunkach? Na pewno nie pacjentkom i ich dzieciom, bo są ona narażone na hałas, bakterie przynoszone z zewnątrz , a nawet uprowadzenie, jak w Krakowie, bo przecież szpital musi być otwarty dla pacjentów i ich rodzin przez całą dobę, co oznacza, że każdy może wchodzić i robić co mu się podoba, a i tak nikt z personelu nie będzie reagował.
Moim zdaniem akcja służy tylko i wyłącznie średniemu personelowi medycznemu, bo ten czuje się zwolniony z obowiązku zajmowania się pacjentami, ale jest to myślenie krótkowzroczne, bo niedługo może się okazać, że w ogóle zespół pielęgniarek czy położnych na oddziałach noworodkowych nie będzie potrzebny - przecież mamusia z radością sama wszystko zrobi (dodałabym jeszcze obowiązek gotowania i sprzątania, żeby szczęśliwa mamusia nie wyszła z wprawy).
Zresztą pielęgniarek jest już coraz mniej, daje to olbrzymie oszczędności w finansowaniu służby zdrowia. Wniosek jest jeden: system rooming-in i tzw. rodzenie po ludzku służy głównie NFZ.
Czy naprawdę pomalowanie ścian na pastelowe kolory zmieni tę godną pożałowania kondycję polskiego położnictwa? Ja tak nie uważam, chcę natomiast mieć najlepszych lekarzy, położne, znieczulenie porodu, ciszę i spokój (to wszystko kosztuje!). Dzieckiem zajmę się, jak wrócę ze szpitala do domu, gdzie pomogą mi moja mama i mąż. Myślę, że z "rodzeniem po ludzku" w Polsce jest trochę jak z PRL-owskim wyrobem czekoladopodobnym: chcieliśmy pysznej czekolady jak na Zachodzie, a dostaliśmy ordynarny ersatz, po którym ma się mdłości i biegunkę.
Swoje drugie dziecko urodziłam w grudniu w szpitalu na Dyrekcyjnej, gdzie leżałam w sali pięcioosobowej (teoretycznie), praktycznie 10-osobowej (noworodki 24h na dobę) a często co najmniej 15-osobowej, jak w niedzielę po południu.
Z niesmakiem wspominam ten smród, zaduch i nieustanny hałas, jaki tam panował, skrępowanie, jakiego doznawałam, będąc zmuszona karmić piersią w tym tłoku.
Nie rozumiem, dlaczego kobiety nie mają prawa do pełnego wypoczynku po ciężkim wysiłku, jakim jest poród, i są praktycznie zmuszane do 24-godzinnej opieki nad noworodkiem. I jeszcze się im wmawia , że tak jest dobrze i że tego właśnie chcą.
Ja nie chciałam i poprosiłam o zabranie dziecka na noc - odmówiono mi. Ponadto musiałam znosić płacz innych noworodków przez całą noc i zapalone światło, bo przecież każdy po coś co chwilę wstawał i nie wolno było wyłączyć światła, bo trzeba się zajmować dziećmi i obserwować, czy np. nie sinieją.
To kiedy wolno spać? Kiedyś noworodkiem zajmowały się pielęgniarki, przynosiły dziecko do karmienia i można było odpocząć. Nie było żadnych odwiedzin, hałasów, natomiast teraz, w dobie "rodzenia po ludzku", muszę zajmować się cały czas sama swoim dzieckiem, znosić płacz innych dzieci i obecność całych tabunów rodzin i znajomych innych pacjentek.
Komu służy akcja "Rodzić po ludzku", która przybrała karykaturalny wymiar w polskich warunkach? Na pewno nie pacjentkom i ich dzieciom, bo są ona narażone na hałas, bakterie przynoszone z zewnątrz , a nawet uprowadzenie, jak w Krakowie, bo przecież szpital musi być otwarty dla pacjentów i ich rodzin przez całą dobę, co oznacza, że każdy może wchodzić i robić co mu się podoba, a i tak nikt z personelu nie będzie reagował.
Moim zdaniem akcja służy tylko i wyłącznie średniemu personelowi medycznemu, bo ten czuje się zwolniony z obowiązku zajmowania się pacjentami, ale jest to myślenie krótkowzroczne, bo niedługo może się okazać, że w ogóle zespół pielęgniarek czy położnych na oddziałach noworodkowych nie będzie potrzebny - przecież mamusia z radością sama wszystko zrobi (dodałabym jeszcze obowiązek gotowania i sprzątania, żeby szczęśliwa mamusia nie wyszła z wprawy).
Zresztą pielęgniarek jest już coraz mniej, daje to olbrzymie oszczędności w finansowaniu służby zdrowia. Wniosek jest jeden: system rooming-in i tzw. rodzenie po ludzku służy głównie NFZ.
Czy naprawdę pomalowanie ścian na pastelowe kolory zmieni tę godną pożałowania kondycję polskiego położnictwa? Ja tak nie uważam, chcę natomiast mieć najlepszych lekarzy, położne, znieczulenie porodu, ciszę i spokój (to wszystko kosztuje!). Dzieckiem zajmę się, jak wrócę ze szpitala do domu, gdzie pomogą mi moja mama i mąż. Myślę, że z "rodzeniem po ludzku" w Polsce jest trochę jak z PRL-owskim wyrobem czekoladopodobnym: chcieliśmy pysznej czekolady jak na Zachodzie, a dostaliśmy ordynarny ersatz, po którym ma się mdłości i biegunkę.
Najnowsze wiadomości
-
Na Uniwersytecie Przyrodniczym wykład prof. Miodka
-
Sprawdź, gdzie nie będzie dziś wody we Wrocławiu
-
Policyjna doba w liczbach. Ponad 40 pijanych kierowców
-
Poranne korki we Wrocławiu. Lepiej omijać te ulice
-
Braniborska znów jest otwarta dla zmotoryzowanych
-
Sprawdź, gdzie nie będzie dziś prądu we Wrocławiu
-
Uwaga kierowcy: na Milenijnym wyłączą sygnalizację
- 162 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Chciałam spać, a kazali mi się zajmować dzieckiem
2jacenty
02.03.09, 13:48
Kobieto, czy ty naprawdę dojrzałaś do macierzyństwa? "Chciało mi się spać, akazali zajmować mi się dzieckiem" - jeśli jest takie Twoje podejście dosprawy, to....powinno się odebrać Ci prawa »
-
Chciałam spać, a kazali mi się zajmować dzieckiem
matka-hanka
03.03.09, 12:40
Ja nie twierdzę, że poród to pestka (bywają fatalne porody naturalne i fatalnecesarki z powikłaniami)ale czytając niektóre z wypowiedzi mam wrażenie, że poródto tajfun zmiatający z ziemi. »
-
Chciałam spać, a kazali mi się zajmować dzieckiem
kasiak12
09.03.09, 11:47
Zgadzam się z tym artykułem w 100%. Otwarcie szpitali na odwiedzająch matki po porodzie jest dużym błędem. Niestety ludzie nie mają w sobie na tyle kultury osobistej aby wyjść, odwrócić się »
Najczęściej czytane24 htydzień




