Poradziłam sobie bez lekarzy

Dominika Roj
02.03.2009 , aktualizacja: 02.03.2009 11:15
A A A Drukuj
GODNIE RODZIĆ WE WROCŁAWIU - LIST. Na samym początku ciąży moja ginekolog uprzedziła mnie, że de facto nie da się we Wrocławiu zaklepać porodu.

Prowadzenie ciąży przez lekarzy z klinik oraz opłacenie położnej nic nie da, jeśli poród nastąpi w momencie, kiedy położnej czy lekarza nie będzie w pracy czy na nocnym dyżurze. Nawet opłacenie sali do porodów rodzinnych na niewiele się zda, jeśli w szpitalu będzie natłok rodzących. Poleciła mi natomiast szpital na Brochowie jako ten, w którym zazwyczaj najłatwiej znaleźć miejsce.

Dlatego opłaciłam salę do porodu rodzinnego, ale nie liczyłam na zbyt wiele. Nie wydawałam też kilkuset złotych na wizytę u jednego czy drugiego profesora z klinik.

Pojechałam do szpitala, kiedy czułam, że poród się zbliża. Porodówka była wtedy pusta, ale kiedy w szpitalu po nocy odeszły mi wody, nagle okazało się, że wszystkie salki do porodów rodzinnych są zajęte. Mało tego - cały personel brochowskiej porodówki był pochłonięty trudniejszymi porodami lub cesarkami.

Ja rodziłam sobie sama w toalecie wspólnej dla dwóch salek. Myślałam, że padnę z bólu, chciałam zapłacić za znieczulenie, ale anestezjolodzy byli przydzieleni do innych zabiegów.

Ale dzięki temu, że pozostawiono mnie samą sobie, nie dostałam oksytocyny i nikt nie zmuszał mnie do leżenia plackiem pod ktg. Kiedy położna mnie w końcu dopadła, urodziłam dziecko w ciągu 25 minut. Cały poród trwał około czterech godzin.

Z całej tematyki porodowej perspektywa anonimowego rodzenia, kiedy nie wiadomo, czy można liczyć na pomoc specjalistów, jest chyba dla ciężarnej najbardziej przerażająca. Ale brak nadzoru i ingerencji ze strony lekarzy ma też swoje plusy.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów