Wrocławianie, odważmy się! Schudnąć może każdy

Agata Saraczyńska, BMI 27
27.02.2009 , aktualizacja: 27.02.2009 12:41
A A A Drukuj
Lepiej lżej chodzić, niż ciężko wzdychać - zapraszam do wspólnego zrzucania zbędnych kilogramów z "Gazetą Wyborczą". Zamiast umartwiania się proponuję zmianę trybu życia i sposobu odżywiania. Zaczynam od siebie, udało mi się też znaleźć odważnego kompana - Roberta Skolmowskiego. Razem ważymy 225 kilogramów!

Fot. Maciej Świerczyński/AG
Do niedawna byłam osobą szczupłą, nawet po urodzeniu syna bez problemu wróciłam do wagi 50 kilogramów. Teraz jest mnie o połowę więcej, chociaż od wiosny do zimy codziennie jeżdżę do pracy rowerem, a gdy spada śnieg, biegam na nartach. Ale przyznaję, zapuściłam się.

Na początku nawet nie zauważałam niebezpieczeństwa, choć tradycyjnie wszystko zaczęło się od rzucenia palenia. Do tego doszedł siedzący tryb pracy i złe nawyki żywieniowe. Tyję, choć jem niewiele. Cały dzień spędzam o "suchym pysku", ale gdy wracam z pracy, pochłaniam obiadokolację i natychmiast zasypiam.

Nic mi po tym, że od lat nie jem słodyczy, unikam tłustych dań. Prawdziwym dramatem dla mojej sylwetki był poważny wypadek zakończony unieruchomieniem w gorsecie, a do tego astma leczona sterydami. Zupełnie straciłam kontrolę nad swoim ciałem. Cóż z tego, że mam umięśnione, silne nogi i smukłe ręce, skoro wyglądam jak ludzik Michelina. Dość tego!

A żeby nie zostać w wysiłku odchudzania samotna, będę odchudzać się z "Gazetą", która namawia; "Polacy! Odwagi".

Nikt nie mówi, że zrzucanie nadmiaru kilogramów będzie łatwe. Nie musi być jednak torturą i nie kosztuje fortuny. Żadnych cudownych mikstur i magicznych zabiegów. Wierzę, że wystarczy silna motywacja, pomoc specjalistów: dietetyka i trenera oraz codzienna samodyscyplina.

Wsparcie w wysiłkach udało mi się znaleźć w silnym mężczyźnie - namówiłam do wspólnego odchudzania znanego reżysera Roberta Skolmowskiego, dyrektora Wrocławskiego Teatru Lalek. Wyglądam przy nim jak piórko, jem jak wróbelek. Ale też nie mam złudzeń: na pewno będzie chudł szybciej niż ja.

Zaczęło się od problemu z ważeniem. Najpierw zepsuła się pod nim waga najnowszej generacji, na innej skala była za mała - kończyła się przy 140 kg. Dopiero waga towarowa pokazała równe 150 kg. - Chcę dojść do setki - zadeklarował.

Na starcie w niego uwierzyłam i zainwestowałam: z telewizyjną dziennikarką Wandą Ziembicką założyłam się o butelkę czerwonego burgunda dobrego rocznika, że na pewno zrzuci 30 kilo.

Od razu zarejestrowaliśmy się w portalu Vitalia.pl, z którego dostaliśmy diety skrojone na miarę. Nie przypadły nam do gustu, ale nie zniechęciły do końca.

Zrobiliśmy badania krwi, zmierzyliśmy nasze BMI (Body Mass Index - wskaźnik masy ciała). Nie pozostawił złudzeń. Oboje ważymy za dużo. Moje BMI 27 oznacza nadwagę. Jego - powyżej 40 - otyłość. Zaczynamy zdrowo jeść, a od poniedziałku ćwiczyć we wrocławskim Gymnasionie.

Dopinguje nas to, że nie jesteśmy sami. We wszystkich oddziałach „Gazety" znaleźli się śmiałkowie, którzy nie wstydzą się przyznać światu, że jest ich tu i ówdzie za dużo. Stworzyliśmy drużyny grubasów, które będą się odchudzać razem. Dla potrzeb akcji założyliśmy portal www.odwazsie.pl

Dołączcie do nas. Podpowiemy wam, co i jak jeść. Czym zapełnić lodówkę. Jak i co ćwiczyć, by ciało stało się jędrne i mocne.

Co trzeci Polak ma nadwagę. Wierzę, że naszym śladem pójdą kolejni śmiałkowie, którzy odważą się z tą słabością walczyć i wygrywać. Trudno być zdrowym, nosząc nadmiar kilogramów. Odważmy się wybrać zdrowie, znajdźmy odwagę, by schudnąć.

O naszych osiągnięciach i wpadkach informować będziemy na bieżąco na blogu odchudzamywroclaw.blox.pl

** Partnerami akcji jest Vitalia.pl i Gymnasion

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów