Bitwa o bitwę, czyli jak wygrać po trupach
12.02.2009
, aktualizacja: 12.02.2009 16:52
Dziewięćset lat mija od bitwy na Psim Polu*, więc rośnie pokusa, żeby spożyć owoce triumfu. Radzie osiedla marzy się pomnik zwycięskiego wodza. Może być w otoczeniu trzech psów. Wojowie Bolesława Krzywoustego już czekają na wymarsz, żeby ponownie męstwo w boju okazać. I nic to, że bitwy nie było
ZOBACZ TAKŻE
- Czy wrocławskie Psie Pole to jest miejsce mityczne? (13-12-09, 17:20)
- Wrocławscy radni mają już dość pomnikowego terroru (19-10-09, 09:00)
Była za to bitwa o bitwę. Bo Niemcy nie chcieli się pogodzić, że ich rycerze na pobojowisku zostali i zarzucili Polakom szczucie psów na przyjaźń między narodami, a Polacy stanęli murem w obronie największej chwały oręża. Dali się jednak pognębić.
- Na początku lat 80. wyszedł "Atlas historyczny" z ilustracjami Szymona Kobylińskiego. Sensacja na rynku wydawniczym, bo zaznaczono w nim napaść Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 roku - mówi dr hab. Krzysztof Ruchniewicz, członek prezydium polsko-niemieckiej Komisji Podręcznikowej. Ale nie to wzburzyło bratni naród NRD, jak wtedy pisano, tylko dwa obrazki do wojny 1109 roku. Na pierwszym psy szykowały się do ogryzania zabitych Niemców, na drugim widać było, jak okrutni Niemcy przywiązali polskich zakładników do maszyn oblężniczych i szykują szturm na Głogów. NRD wystosowała protest i z drugiego wydania psy znikły, a polskich zakładników zastąpiono skórami.
Rycerzy na koniach będzie dwóch
Mamy jednak szansę na rewanż. W listopadzie minionego roku zawiązał się we Wrocławiu Komitet Obchodów 900-lecia bitwy na Psim Polu. I zapowiedział, że w czerwcu znów pobijemy Niemców. Oraz inne atrakcje.
Na razie wszystkich nie znamy, bo sytuacja - jak to na polu bitwy - zmienia się dynamicznie. Pierwsza zmiana dotyczy nazwy komitetu. Na obchody 900-lecia Psiego Pola.
- Bo jedni mówią, że bitwa była, a drudzy, że nie było. Nie chcemy nikogo urazić i stąd ta korekta - tłumaczy zafrasowany przewodniczący Rady Osiedla Bogdan Sierzchuła.
To wybieg godny Machiavellego. Przyczepić się do komitetu nie można, a i tak wiadomo, co świętują. Na pewno nie 900-lecie Psiego Pola. Bo pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1206 roku i jest związana z interesami, jakie książę Henryk Brodaty prowadził z opactwem św. Wincentego na Ołbinie. Władca zamienił Psie Pole - wraz z posiadłościami między rzekami Widawą i Dobrą oraz kościołem - na Oławę. Transakcja wydaje się być korzystna, ale odmładza Psie Pole o prawie sto lat. No i nie daje powodu do wyprowadzania wojów. Ale wojowie wyprowadzeni zostaną. Termin bitwy wyznaczono na 6 czerwca.
Bogdan Sierzchuła: - Rycerzy na koniach będzie tylko dwóch, bo wtedy walczono głównie pieszo, więc reszta wojów będzie potykać się w pojedynkach. Zresztą na dokładną rekonstrukcję bitwy nie mamy szans. Brakuje opisu i czasu na organizację.
W przeddzień walk na miecze rozegra się walka na pióra. Uczeni historycy mają się opowiedzieć, czy są za, czy przeciw naszemu zwycięstwu nad Niemcami. Ale póki co dziatwa w szkołach zapisuje się do konkursów na temat 900-lecia Psiego Pola i zaczyna budować w sobie tożsamość lokalną.
Nie szczuj psa na sąsiada
To nowość, bo przez wieki Psie Pole służyło do budowania tożsamości narodowej. Gwoli ścisłości, nie zawsze pamiętano, kogo złoiliśmy. Stanisław Staszic, który w 1804 roku odwiedził Psie Pole, twierdził, że Turków, a dziewiętnastowieczny aktor Kazimierz Skibiński uznał, że chodzi o zwycięstwo Zamoyskiego nad Maksymilianem. No ale po wypiciu trzydziestu butelek porteru mogło mu być wszystko jedno, kto kogo lał.
Jednak w czasach PRL-u takich pomyłek nie tolerowano. Daliśmy odpór nawale germańskiej, Bolesław Krzywousty samego króla Henryka V upokorzył, miejscowe Azory miały się czym pożywiać. W podręcznikach szkolnych bitwa na Psim Polu zajęła honorowe miejsce. I znów stała się przyczyną wojny z Niemcami.
Do problemu psów w stosunkach polsko-niemieckich wrócił Włodzimierz Cimoszewicz jako minister spraw zagranicznych. Chwaląc Komisję Podręcznikową (przy okazji wręczenia im Nagrody Polsko-Niemieckiej), wspomniał, że do rozpoczęcia jej prac niemieccy uczniowie dostawali dyletancki obraz historii, a polscy - przeideologizowany. Z mitami w rodzaju Psiego Pola.
Choć pochwała była trochę na wyrost, Krzysztof Ruchniewicz zapewnia, że w najnowszych podręcznikach historii Psiego Pola nie ma. - Chyba że nauczyciel chce o nim opowiedzieć jako o efekcie nie najlepszych stosunków polsko-niemieckich - mówi.
Bo Psie Pole Niemców uwiera. Kilka lat temu wyszła w Polsce książka niemieckiego dziennikarza Thomasa Urbana "Od Krakowa po Gdańsk. Wędrówka przez dzieje polsko-niemieckie". Autor, omawiając tysiącletnie dzieje Wrocławia na 40 stronach, bitwie na Psim Polu poświęcił osobny rozdział. "W polskich podręcznikach szkolnych jeszcze dziś wymienia się tę bitwę, nie wskazując na brak historycznych dowodów. Pewne jest tylko, że król Henryk pojawił się ze swoim wojskiem pod bramami miasta, lecz po krótkim czasie oddalił się stamtąd. Niemieccy historycy są zdania, że nazwa miejscowości Psie Pole (...) pochodzi od książęcego wybiegu dla psów, istniejącego tam prawdopodobnie w średniowieczu" - wyjaśnił Polakom.
Biskup zawsze mówi prawdę
Na szczęście bitwa znalazła godnego obrońcę w Normanie Daviesie, który w monografii Wrocławia napisał znamiennie zdanie: "Zwycięstwo na Psim Polu zagwarantowało wszakże Polsce niepodległość na ćwierć wieku". W tej sytuacji wojowie Bolesława Krzywoustego powinni już konie czyścić, do bitwy się sposobić.
Prof. Rościsław Żerelik, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego, też mówi, że mogą się szykować. - Skoro oglądamy wojny gwiezdne, nie zaszkodzi obejrzeć bitwy na Psim Polu - mówi. I chce uciąć dalszą dyskusję, bo uważa, że nie ma o czym.
Ale jest o kim. O biskupie Wincentym Kadłubku. To on wygrał za nas bitwę z Niemcami. To on ją opisał jako pierwszy prawie sto lat później i to w konwencji horroru. Oskara za scenariusz miałby dziś na pewno. "Skąpe tedy i rozbite ich resztki pozbierała smutna Lemania, życie cesarza za łaskę, a ucieczkę za triumf poczytując. Na dowód tego istnieje jeszcze nazwa [owego] miejsca, zbiegła się tam [bowiem] niezmierna sfora psów, które pożerając tyle trupów wpadły w jakąś szaloną dzikość, tak, że nikt nie śmiał tamtędy przejść, i dlatego owo miejsce nazywa się Psim Polem" (przeł. Brygida Kurbis) - oznajmił mistrz Kadłubek i zawładnął wyobraźnią milionów.
I nie jest ważne, że współczesny Bolesławowi Krzywoustemu kronikarz Gall Anonim słowem się nie zająknął o Psim Polu. Że w niemieckich źródłach też nie ma wzmianki o klęsce (a takowych nikt nie wstydził się opisywać).
- Na początku lat 80. wyszedł "Atlas historyczny" z ilustracjami Szymona Kobylińskiego. Sensacja na rynku wydawniczym, bo zaznaczono w nim napaść Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 roku - mówi dr hab. Krzysztof Ruchniewicz, członek prezydium polsko-niemieckiej Komisji Podręcznikowej. Ale nie to wzburzyło bratni naród NRD, jak wtedy pisano, tylko dwa obrazki do wojny 1109 roku. Na pierwszym psy szykowały się do ogryzania zabitych Niemców, na drugim widać było, jak okrutni Niemcy przywiązali polskich zakładników do maszyn oblężniczych i szykują szturm na Głogów. NRD wystosowała protest i z drugiego wydania psy znikły, a polskich zakładników zastąpiono skórami.
Rycerzy na koniach będzie dwóch
Mamy jednak szansę na rewanż. W listopadzie minionego roku zawiązał się we Wrocławiu Komitet Obchodów 900-lecia bitwy na Psim Polu. I zapowiedział, że w czerwcu znów pobijemy Niemców. Oraz inne atrakcje.
Na razie wszystkich nie znamy, bo sytuacja - jak to na polu bitwy - zmienia się dynamicznie. Pierwsza zmiana dotyczy nazwy komitetu. Na obchody 900-lecia Psiego Pola.
- Bo jedni mówią, że bitwa była, a drudzy, że nie było. Nie chcemy nikogo urazić i stąd ta korekta - tłumaczy zafrasowany przewodniczący Rady Osiedla Bogdan Sierzchuła.
To wybieg godny Machiavellego. Przyczepić się do komitetu nie można, a i tak wiadomo, co świętują. Na pewno nie 900-lecie Psiego Pola. Bo pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1206 roku i jest związana z interesami, jakie książę Henryk Brodaty prowadził z opactwem św. Wincentego na Ołbinie. Władca zamienił Psie Pole - wraz z posiadłościami między rzekami Widawą i Dobrą oraz kościołem - na Oławę. Transakcja wydaje się być korzystna, ale odmładza Psie Pole o prawie sto lat. No i nie daje powodu do wyprowadzania wojów. Ale wojowie wyprowadzeni zostaną. Termin bitwy wyznaczono na 6 czerwca.
Bogdan Sierzchuła: - Rycerzy na koniach będzie tylko dwóch, bo wtedy walczono głównie pieszo, więc reszta wojów będzie potykać się w pojedynkach. Zresztą na dokładną rekonstrukcję bitwy nie mamy szans. Brakuje opisu i czasu na organizację.
W przeddzień walk na miecze rozegra się walka na pióra. Uczeni historycy mają się opowiedzieć, czy są za, czy przeciw naszemu zwycięstwu nad Niemcami. Ale póki co dziatwa w szkołach zapisuje się do konkursów na temat 900-lecia Psiego Pola i zaczyna budować w sobie tożsamość lokalną.
Nie szczuj psa na sąsiada
To nowość, bo przez wieki Psie Pole służyło do budowania tożsamości narodowej. Gwoli ścisłości, nie zawsze pamiętano, kogo złoiliśmy. Stanisław Staszic, który w 1804 roku odwiedził Psie Pole, twierdził, że Turków, a dziewiętnastowieczny aktor Kazimierz Skibiński uznał, że chodzi o zwycięstwo Zamoyskiego nad Maksymilianem. No ale po wypiciu trzydziestu butelek porteru mogło mu być wszystko jedno, kto kogo lał.
Jednak w czasach PRL-u takich pomyłek nie tolerowano. Daliśmy odpór nawale germańskiej, Bolesław Krzywousty samego króla Henryka V upokorzył, miejscowe Azory miały się czym pożywiać. W podręcznikach szkolnych bitwa na Psim Polu zajęła honorowe miejsce. I znów stała się przyczyną wojny z Niemcami.
Do problemu psów w stosunkach polsko-niemieckich wrócił Włodzimierz Cimoszewicz jako minister spraw zagranicznych. Chwaląc Komisję Podręcznikową (przy okazji wręczenia im Nagrody Polsko-Niemieckiej), wspomniał, że do rozpoczęcia jej prac niemieccy uczniowie dostawali dyletancki obraz historii, a polscy - przeideologizowany. Z mitami w rodzaju Psiego Pola.
Choć pochwała była trochę na wyrost, Krzysztof Ruchniewicz zapewnia, że w najnowszych podręcznikach historii Psiego Pola nie ma. - Chyba że nauczyciel chce o nim opowiedzieć jako o efekcie nie najlepszych stosunków polsko-niemieckich - mówi.
Bo Psie Pole Niemców uwiera. Kilka lat temu wyszła w Polsce książka niemieckiego dziennikarza Thomasa Urbana "Od Krakowa po Gdańsk. Wędrówka przez dzieje polsko-niemieckie". Autor, omawiając tysiącletnie dzieje Wrocławia na 40 stronach, bitwie na Psim Polu poświęcił osobny rozdział. "W polskich podręcznikach szkolnych jeszcze dziś wymienia się tę bitwę, nie wskazując na brak historycznych dowodów. Pewne jest tylko, że król Henryk pojawił się ze swoim wojskiem pod bramami miasta, lecz po krótkim czasie oddalił się stamtąd. Niemieccy historycy są zdania, że nazwa miejscowości Psie Pole (...) pochodzi od książęcego wybiegu dla psów, istniejącego tam prawdopodobnie w średniowieczu" - wyjaśnił Polakom.
Biskup zawsze mówi prawdę
Na szczęście bitwa znalazła godnego obrońcę w Normanie Daviesie, który w monografii Wrocławia napisał znamiennie zdanie: "Zwycięstwo na Psim Polu zagwarantowało wszakże Polsce niepodległość na ćwierć wieku". W tej sytuacji wojowie Bolesława Krzywoustego powinni już konie czyścić, do bitwy się sposobić.
Prof. Rościsław Żerelik, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego, też mówi, że mogą się szykować. - Skoro oglądamy wojny gwiezdne, nie zaszkodzi obejrzeć bitwy na Psim Polu - mówi. I chce uciąć dalszą dyskusję, bo uważa, że nie ma o czym.
Ale jest o kim. O biskupie Wincentym Kadłubku. To on wygrał za nas bitwę z Niemcami. To on ją opisał jako pierwszy prawie sto lat później i to w konwencji horroru. Oskara za scenariusz miałby dziś na pewno. "Skąpe tedy i rozbite ich resztki pozbierała smutna Lemania, życie cesarza za łaskę, a ucieczkę za triumf poczytując. Na dowód tego istnieje jeszcze nazwa [owego] miejsca, zbiegła się tam [bowiem] niezmierna sfora psów, które pożerając tyle trupów wpadły w jakąś szaloną dzikość, tak, że nikt nie śmiał tamtędy przejść, i dlatego owo miejsce nazywa się Psim Polem" (przeł. Brygida Kurbis) - oznajmił mistrz Kadłubek i zawładnął wyobraźnią milionów.
I nie jest ważne, że współczesny Bolesławowi Krzywoustemu kronikarz Gall Anonim słowem się nie zająknął o Psim Polu. Że w niemieckich źródłach też nie ma wzmianki o klęsce (a takowych nikt nie wstydził się opisywać).
Jednak, żeby mistrza Kadłubka nie zostawić samego na polu bitwy, próbowano włączyć do walki archeologów. - Pierwsze poszukiwania prowadzono w latach 50. Archeologom z Muzeum Śląskiego pomagali saperzy z Oficerskiej Szkoły Wojsk Inżynieryjnych. Przeszukiwali za pomocą wykrywaczy min mokre łąki i moczary, a nawet dno Widawy - opowiada dr Aleksander Limisiewicz. Nic nie znaleźli.
Druga próba, w latach 70., też zakończyła się fiaskiem. - Kilka podków, drobne fragmenty uzbrojenia - mówi dr Limisiewicz, zastrzegając jednak, że na Legnickim Polu archeolodzy też nic nie znaleźli, choć tego, że bitwa była, nikt nie kwestionuje.
W tej sytuacji musimy polegać tylko na słowie Kadłubka - było nie było biskupa i świętego. Najlepiej wiedział, co owieczkom jest potrzebne.
- Jak komuś coś jest miłe, to dlaczego ma z tego rezygnować. Dopóki będą ludzie potrzebujący argumentów na potwierdzenie swojej niechęci do sąsiada, dopóty mit Psiego Pola będzie mocno się trzymał - uważa prof. Żerelik. A Kadłubka ocenia jako mistrza PR. Intelektualistę europejskiej klasy. To jemu należy się pomnik za Psie Pole.
Chcemy księcia, nie fontanny
Niestety, przedobrzył z lansowaniem Krzywoustego i Bolesław zabrał mu szansę na cokół. - Miasto proponowało nam fontannę w centrum, na skwerze przy ul. Bolesława Krzywoustego. Ale my wolimy pomnik - mówi przewodniczący Sierzchuła. Jeszcze nie wie, kto zapłaci za pomnik - miasto czy mieszkańcy - ale widział już jeden z projektów. Na granitowym cokole popiersie władcy, a wokół niego trzy psy.
Jeśli uda się go zrealizować, zwycięstwo będzie równie wielkie jak sama bitwa. Władza w Peerelu, kochająca się w Piastach bez granic finansowych podejmowała kilkakrotnie próby upamiętnienia chwały Krzywoustego. Ale źle się kończyły.
Najpierw była panorama bitwy pokazana na Wystawie Ziem Odzyskanych w 1948 roku, autorstwa Karola Stobieckiego i Leona Rozpędowskiego. Umieszczono ją w pawilonie Towarzystwa Przyjaciół Żołnierza, w sektorze B. Pawilon po wystawie rozebrano, a panorama znikła. I nie wiadomo, co się z nią stało.
Potem pojawił się pomysł, że może by jednak postawić pomnik. Wmurowano nawet 2 maja 1959 roku kamień węgielny, informując, że monument, który stanie na Psim Polu, upamiętni "odparcie najazdu na Polskę feudałów niemieckich". Na kamieniu się skończyło. Dołożono jedynie tablicę na miejscowym kościele
Być może zadziałały wrogie siły. Jakie, okazało się w latach 60., kiedy tzw. księża patrioci, współpracujący z komunistyczną władzą, postanowili wybudować pomnik Jana XXIII. Lokalny aktyw partyjny poczuł się dotknięty i poskarżył się (co skrupulatnie odnotował sektor informacji KW PZPR), że "budowa pomnika upamiętniającego historyczną bitwę na Psim Polu ciągnie się od lat. W przeciwieństwie do tego pomnik Jana XXIII na pewno będzie wybudowany szybko i sprawnie". Może w 2009 roku doczekają się wreszcie sprawiedliwości.
* Szał bitewny
Nie tylko Wrocław chce walczyć. Zaczął Kraków, który powołał komitet obchodów 600-lecia bitwy pod Grunwaldem i chce się polsko-litewskim sukcesem w świecie promować. Krakusy mają doświadczenie, bo już na swoich błoniach walczyli z Turkami o Wiedeń. Wprawdzie teraz bić się nie chcą - ponoć niebezpiecznie, victorię wiedeńską widzieli tylko widzowie w pierwszym rzędzie, więc reszta obserwatorów chciała lać organizatorów - w zamian pokażą inscenizację "Powrotu Króla" i jakiś pomnik wybudują. Jeszcze nie wiadomo jaki, bo Jagiełło już jeden ma.
W tej sytuacji Legnica postanowiła Kraków ubiec i wystawić monument "Grunwald 600". Objawił się już komitet społeczny i wybrał nawet datę odsłonięcia - 10 czerwca 2010 roku. Odezwały się głosy, że może by uczcić bitwę z Mongołami pod Legnicą, ale przecież trudno się nią chwalić. Wódz został zaszlachtowany, klęska była okrutna, komitet więc oznajmił, że porażki eksponować nie należy. Co prawda ambasador Mongolii próbował zmienić czarny PR, tłumacząc na obchodach rocznicy bitwy: "Nieważne, kto wygrał. Ważne, że się spotkaliśmy", okazał się jednak mało przekonujący. Polacy lubią tylko bitwy wygrane, a tych nigdy za dużo. Pewnie dlatego jakiś internauta z Grunwaldu napisał, że niedługo bitwę pod Cecorą świętować będą w Radomiu, a bitwę na Psim Polu w Manieczkach.
Druga próba, w latach 70., też zakończyła się fiaskiem. - Kilka podków, drobne fragmenty uzbrojenia - mówi dr Limisiewicz, zastrzegając jednak, że na Legnickim Polu archeolodzy też nic nie znaleźli, choć tego, że bitwa była, nikt nie kwestionuje.
W tej sytuacji musimy polegać tylko na słowie Kadłubka - było nie było biskupa i świętego. Najlepiej wiedział, co owieczkom jest potrzebne.
- Jak komuś coś jest miłe, to dlaczego ma z tego rezygnować. Dopóki będą ludzie potrzebujący argumentów na potwierdzenie swojej niechęci do sąsiada, dopóty mit Psiego Pola będzie mocno się trzymał - uważa prof. Żerelik. A Kadłubka ocenia jako mistrza PR. Intelektualistę europejskiej klasy. To jemu należy się pomnik za Psie Pole.
Chcemy księcia, nie fontanny
Niestety, przedobrzył z lansowaniem Krzywoustego i Bolesław zabrał mu szansę na cokół. - Miasto proponowało nam fontannę w centrum, na skwerze przy ul. Bolesława Krzywoustego. Ale my wolimy pomnik - mówi przewodniczący Sierzchuła. Jeszcze nie wie, kto zapłaci za pomnik - miasto czy mieszkańcy - ale widział już jeden z projektów. Na granitowym cokole popiersie władcy, a wokół niego trzy psy.
Jeśli uda się go zrealizować, zwycięstwo będzie równie wielkie jak sama bitwa. Władza w Peerelu, kochająca się w Piastach bez granic finansowych podejmowała kilkakrotnie próby upamiętnienia chwały Krzywoustego. Ale źle się kończyły.
Najpierw była panorama bitwy pokazana na Wystawie Ziem Odzyskanych w 1948 roku, autorstwa Karola Stobieckiego i Leona Rozpędowskiego. Umieszczono ją w pawilonie Towarzystwa Przyjaciół Żołnierza, w sektorze B. Pawilon po wystawie rozebrano, a panorama znikła. I nie wiadomo, co się z nią stało.
Potem pojawił się pomysł, że może by jednak postawić pomnik. Wmurowano nawet 2 maja 1959 roku kamień węgielny, informując, że monument, który stanie na Psim Polu, upamiętni "odparcie najazdu na Polskę feudałów niemieckich". Na kamieniu się skończyło. Dołożono jedynie tablicę na miejscowym kościele
Być może zadziałały wrogie siły. Jakie, okazało się w latach 60., kiedy tzw. księża patrioci, współpracujący z komunistyczną władzą, postanowili wybudować pomnik Jana XXIII. Lokalny aktyw partyjny poczuł się dotknięty i poskarżył się (co skrupulatnie odnotował sektor informacji KW PZPR), że "budowa pomnika upamiętniającego historyczną bitwę na Psim Polu ciągnie się od lat. W przeciwieństwie do tego pomnik Jana XXIII na pewno będzie wybudowany szybko i sprawnie". Może w 2009 roku doczekają się wreszcie sprawiedliwości.
* Szał bitewny
Nie tylko Wrocław chce walczyć. Zaczął Kraków, który powołał komitet obchodów 600-lecia bitwy pod Grunwaldem i chce się polsko-litewskim sukcesem w świecie promować. Krakusy mają doświadczenie, bo już na swoich błoniach walczyli z Turkami o Wiedeń. Wprawdzie teraz bić się nie chcą - ponoć niebezpiecznie, victorię wiedeńską widzieli tylko widzowie w pierwszym rzędzie, więc reszta obserwatorów chciała lać organizatorów - w zamian pokażą inscenizację "Powrotu Króla" i jakiś pomnik wybudują. Jeszcze nie wiadomo jaki, bo Jagiełło już jeden ma.
W tej sytuacji Legnica postanowiła Kraków ubiec i wystawić monument "Grunwald 600". Objawił się już komitet społeczny i wybrał nawet datę odsłonięcia - 10 czerwca 2010 roku. Odezwały się głosy, że może by uczcić bitwę z Mongołami pod Legnicą, ale przecież trudno się nią chwalić. Wódz został zaszlachtowany, klęska była okrutna, komitet więc oznajmił, że porażki eksponować nie należy. Co prawda ambasador Mongolii próbował zmienić czarny PR, tłumacząc na obchodach rocznicy bitwy: "Nieważne, kto wygrał. Ważne, że się spotkaliśmy", okazał się jednak mało przekonujący. Polacy lubią tylko bitwy wygrane, a tych nigdy za dużo. Pewnie dlatego jakiś internauta z Grunwaldu napisał, że niedługo bitwę pod Cecorą świętować będą w Radomiu, a bitwę na Psim Polu w Manieczkach.
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 53 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Kolejna obrona Częstochowy
honecker32
14.02.09, 11:15
każdy wie że takie zdarzenie miało miejsce ale nie każdy wie że to wymysł»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć