Neony, moja miłość

Aneta Augustyn
05.02.2009 , aktualizacja: 05.02.2009 13:45
A A A Drukuj
Neon dawnej Desy, obecnie firmy Daes Fot. Tomek Kosmalski / korova1 Neon dawnej Desy, obecnie firmy Daes
Rozmowa z dr. Bogusławem Moleckim z Politechniki Wrocławskiej o wrocławskich neonach informacyjnych, reklamowych i samopoczuciowych, które umierają niezauważenie, i o pomyśle neonowego szlaku
Lew znad bramy wrocławskiego zoo
Fot. Krzysztof Gutkowski / AG
Lew znad bramy wrocławskiego zoo
Neon witał przybywających pociągiem do Wrocławia
Fot. Paweł Kozioł / AG
Neon witał przybywających pociągiem do Wrocławia
Neon nad dawną apteką kolejową przy ul. Piłsudskiego we Wrocławiu
Fot. Tomek Kosmalski / korova1
Neon nad dawną apteką kolejową przy ul. Piłsudskiego we Wrocławiu
Postać z neonu
Fot. Tomek Kosmalski / korova1
Postać z neonu "Dobry wieczór we Wrocławiu"
Byłe kino
Fot. Tomek Kosmalski / korova1
Byłe kino "Fama" na Psim Polu
Reklama zakładu fryzjerskiego
Fot. Tomek Kosmalski / korova1
Reklama zakładu fryzjerskiego
Neony nad kasami biletowymi na wrocławskim Dworcu Głównym
Fot. Tomek Kosmalski / korova1
Neony nad kasami biletowymi na wrocławskim Dworcu Głównym
Reklama hotelu Savoy we Wrocławiu
Fot. Tomek Kosmalski / korova1
Reklama hotelu Savoy we Wrocławiu
Skradający się złodziej z reklamy PZU
Fot. Maciej Świerczyński/AG
Skradający się złodziej z reklamy PZU


Aneta Augustyn: Pierwszy neon, w którym Pan się zakochał?

Bogusław Molecki, adiunkt w Zakładzie Logistyki i Systemów Transportowych PWr: - Miałem może pięć lat, gdy ciocia zabrała mnie na wieczorny spacer po Kielcach. Na ścianie pijalni soków wisiał dużej urody neon semaforowy, czyli pionowy: szklanka ze słomką i niebieskie bąbelki zapalające się po kolei od dołu. Potem był sklep muzyczny, na którym neonowy facet w spodniach dzwonach brzdąkał na neonowej gitarze. W sklepowej ofercie były jedynie cymbałki w dwóch modelach oraz tamburyn, ale neon był jak z Las Vegas.

Neony nawet w PRL-u sprzedawały przede wszystkim marzenia...

- Wtedy, pod koniec lat 70., podobnie było we wszystkich sklepach: w środku pustki, za to świetlne szyldy - niezwykłe. Wspaniałe czerwienie, żółcie i zielenie; tak nasyconych barw nie było ani w zabawkach, ani w przedmiotach codziennego użytku. PRL był bury jak na filmach ORWO, za to z paradą neonów. Mam bzika na ich punkcie. To moja młodzieńcza miłość, która zaczęła się w Kielcach, ale rozkwitła we Wrocławiu. Lubiłem jeździć po mieście nocami, kiedy szyldy ożywały, tworząc iluzję wielkomiejskiego, kuszącego świata. W przeciwieństwie do dzisiejszych szyldów te peerelowskie robiono z bezbarwnych rurek. Był w tym element niespodzianki. Uśpione za dnia, dopiero o zmroku ujawniały mocne, czyste kolory.

Miał Pan swoją trasę neonową?

- Potrafiłem przejechać nocnym tramwajem pół Wrocławia, żeby nacieszyć oczy. Pięknie było na placu PKWN, dzisiejszym Legionów: sklep sportowy Maraton z kolorowymi kołami olimpijskimi, obok księgarnia z biało-niebieską książką i oczywiście zielony krokodyl z czerwonym okiem na sklepie Krokodyl. Kawałek dalej Dworzec Świebodzki, obok Gromada i świecący do dziś na zielono Fryzjer - jeden z najstarszych szyldów w mieście, prawdopodobnie jeszcze z końca lat 50. Na Dworcu Głównym ostały się zielone "Kasy biletowe" o eleganckim kroju czcionki, ale nie ma już "Przechowalni bagażu" ani pięknej semaforowej "Informacji". Nie ma też już "Rękodzieła" na placu Teatralnym, a na rogu Piłsudskiego i Kołłątaja, na hotelu Piast, pozostała tylko korona, jeden z ostatnich neonów przestrzennych.

Gdzie pozostało najwięcej neonów?

- Najbardziej neonowy pozostał plac Kościuszki, choć i tam wiele szyldów odeszło do historii - widać resztki klucza wiolinowego nad dawnym sklepem muzycznym, zniknął "Wawel" znad sklepu cukierniczego, dawna pięciokrotna "Desa" zamieniła się na ledwie podwójną "Daes". Napis "KDM" też nie działa. W dodatku został osierocony - pozbawiono go dopisku "bar kawowy". Nie ma już "Cepelii" i "KMPiK". Aż trudno uwierzyć, że dawny PDT, dziś Renoma, był opleciony 500 metrami szklanych neonowych rurek. Swoje neony miał nawet mały okrągły kiosk w południowej części placu. Na szczęście pozostały "Savoy" i świetne w kroju "Kwiaty"... No i absolutny hit: reklama PZU z 1973 roku Jerzego Werszlera, artysty plastyka z przedsiębiorstwa Reklama, które od lat 50. specjalizowało się w neonach i istnieje do dzisiaj. Skradający się włamywacz z wytrychem i w chustce na twarzy uciekał na widok napisu "PZU". Cały cykl trwał 15 sekund: rabuś skradał się trzy sekundy, uciekał dwie, a długi biało-niebieski napis "Ubezpiecz się w PZU" widniał 10 sekund. To był ostatni klasyczny "animowany" neon w mieście. Uważam, że na placu Kościuszki powinno powstać Muzeum Wrocławskich Neonów. Należałoby stopniowo usunąć nowe szyldy i zastąpić je wzorowanymi na tych z lat 60. i 70., tak żeby powstała spójna iluminacja. Warto też odszukać pozostałe w mieście świetlne relikty tamtych lat i je naprawić. Ratujmy, póki jeszcze jest co.

Jest aż tak źle?

- Wrocławskie neony, które liczą sobie po kilkadziesiąt lat, umierają niezauważenie, jeden po drugim. Pozbawione opieki i konserwacji ulegają uszkodzeniom, nie świecą latami, są usuwane. Włamywacz z PZU jest co prawda po remoncie, ale - niestety - zmienił kolory i program animacji. Znikają zarówno neony informacyjne, jak i te, które służyły poprawie humoru wrocławian. Na Podwalu był fenomenalny "Uśmiech za uśmiech": ludzik o kresce typowej dla lat 60., z trójfazową animacją. Nie świeci już najbardziej znany w kategorii "neonów samopoczuciowych", czyli "Dobry wieczór we Wrocławiu", witający wychodzących z Dworca Głównego ludzi. Wymyślił go w 1960 roku architekt Jerzy Tarantowicz. Dwa lata później na bloku mieszkalnym naprzeciw dworca, na ówczesnej ul. Świerczewskiego, pojawił się czterometrowy dżentelmen, który zapalał się sekwencyjnie: zanim rozbłysł napis, pojawiała się postać z kwiatkiem.

Niektórzy są przekonani, że uchylała kapelusza...

- To zabawne, że tak się na ogół myśli, mimo że takiej animacji nigdy nie wprowadzono. To było tylko złudzenie ruchu. Najsłynniejszy neon Wrocławia przetrwał do początku lat 80., kiedy to w bloku rozpoczęła się adaptacja strychu. Już w trakcie prac okazało się, że w miejscu, gdzie mają być okna, znajduje się świetlny ludzik. Zapadła decyzja, żeby neon zmniejszyć i przenieść na dach. W połowie lat 80. Jerzy Werszler stworzył mniejszego ludka. Ma tylko 2,5 m, a napis powitania nie wychodzi już z jego ust, tylko z... nóg. Stary był biało-niebieski, a nowy to istna feeria barw: różowa twarz, czerwony uśmiech, biały strój, niebieski kapelusz, a ostatnio nawet gałązka różowa zamiast zielonej. Co stało się z pierwotnym, legendarnym ludzikiem? Diabli wiedzą. Jakiś czas leżał na dachu, potem ślad po nim zaginął.

"Dobry wieczór..." też od lat nie świeci.

- W zeszłym roku zapalono go tylko raz, na jedną noc, na prośbę pewnej ekipy filmowej. Nie wiadomo, kto właściwie jest jego właścicielem. Kiedyś należał do PKP, które wyłączyły go w ramach oszczędności. Budynek, na którym wisi, należy do wspólnoty mieszkaniowej bloku, w którym mieszkają głównie emeryci kolejowi. PKP przekazały budynek wspólnocie, ale neonu nie wyszczególniły i w papierach nie jest jasno powiedziane, do kogo on teraz należy. Nie wiadomo więc, kto ma zapłacić kilkanaście tysięcy złotych za ponowne uruchomienie, konserwację i prąd. Kolej jest skłonna to zrobić, ale pod warunkiem, że obok ludzika będzie logo PKP. Wspólnota uważa, że to byłaby już komercyjna reklama, za którą należy zapłacić. Sytuacja jest patowa i najlepiej, gdyby to miasto przejęło ludzika, który stał się jego symbolem. Nieszczęście tkwi w tym, że wrocławianie nie doceniają tego, co mają.

A co jeszcze mają?

- Mają prawdziwe dzieła sztuki plastycznej, jak lew na zoo, jeden z trzech najpiękniejszych wrocławskich neonów, który też od lat nie świeci. Artyści plastycy tworzyli eleganckie szyldy, o zgrabnym liternictwie i przemyślanej formie. Neony z lat 60. i 70. miały niepowtarzalny klimat i wzornictwo, do którego nie umywają się dzisiejsze reklamy. Za PRL-u był większy porządek na fasadach. Każdy szyld musiał przejść cały tok miejskiego zatwierdzania, łącznie z naczelnym plastykiem miasta. Trzymano się dobrych wzorów, krój pisma był dostosowany do treści reklamy, kompozycja musiała współgrać z budynkiem i innymi szyldami. Nie stosowano zbyt wielu barw naraz, żeby całość była przejrzysta i lekka.

W efekcie panował ład, a nie taki chaos, jak dziś, gdy każdy wiesza praktycznie co chce i gdzie chce. Zgroza bierze, gdy patrzy się na niektóre współczesne kulfoniaste wyroby neonopodobne.

Z czego robi się prawdziwe neony?

- Te klasyczne robiono z nieosłoniętych szklanych rurek, odpowiednio wygiętych i wypełnionych gazami szlachetnymi. Kolor można uzyskać na trzy sposoby: zz pomocą gazu, luminoforu lub samego szkła. Hel świeci na biało, ksenon - fioletowo, neon - czerwono, argon z rtęcią - niebiesko. Rurki pokrywa się luminoforem, czyli luminescencyjnym proszkiem, który powoduje różnobarwne świecenie. Można też zastosować barwione szkło.

Dzisiejsze reklamy z rurek przykrytych kasetonami z tworzyw sztucznych nie dają już tak pięknego, ostrego światła. Chodzę więc po Wrocławiu i namawiam na ponowne włączenie starych neonów tam, gdzie na szczęście się uchowały. Przekonałem kiedyś straż pożarną przy Teatralnej, rozmawiałem z Gromadą. Fotografuję to, co jeszcze pozostało, zbieram informacje w pęczniejącym segregatorze "wrocławskie neony", pokazuję dzieciom i znajomym z innych miast. Może ktoś wreszcie wpadnie na pomysł stworzenia szlaku wrocławskich neonów?

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Neony, moja miłość wawoce 12.02.09, 23:04

    myślałem, że jestem sam w swoim uwielbieniu dla wrocławskich neonów :) po prostu kocham je! neon PZU na placu Kościuszki jest atrakcją Wrocławia, podobnie napis "kasy biletowe". śpieszmy się»

  • Re: Neony, moja miłość tomek854 16.02.09, 13:07

    Bardzo mi się podoba pomysł ze skansenem neonowym w KDMie :-) »

  • Neony, moja miłość najwyzszy80 16.02.09, 13:59

    Ja również uwielbiam neony, od dziecka zwracałem na nie uwagę. Kojarzą mi się z"centrum" miasta, w przeciwieństwie do szarego osiedla, gdzie oczywiście neonównie było ;)Wrocławskie neony »