Wybieramy wrocławskie hity i kity roku 2008
02.01.2009
, aktualizacja: 01.01.2009 20:02
Przedstawiamy największe, naszym zdaniem, sukcesy, które rozsławiły Wrocław, oraz porażki, z których zarówno władze miasta, jak i my powinniśmy wyciągnąć wnioski

Fot. Paweł Kozioł / AG
Duchowy przywódca Tybetu Dalajlama XIV był we Wrocławiu 9 grudnia 2008 roku

Fot. Paweł Kozioł / AG
2. Piłkarze ekstraklasy

Fot. Łukasz Giza/AG
3. Olga "Nike" Tokarczuk

Fot. Maciej Świerczyński/AG
4. Złote Lwy dla "Małej Moskwy"

Fot. Maciej Świerczyński/AG
5. Eberhardt Mock nad Tamizą

Fot. Łukasz Giza/AG
Maja Włoszczowska

Fot. Maciej Świerczyński/AG
7. Uwolnienie "Pana Tadeusza"
ZOBACZ TAKŻE
- Dużo dobrych książek - literackie podsumowanie roku (06-01-09, 10:46)
- Dolnośląska piłka lepiej się kręci (02-01-09, 20:00)
- Rok w teatrze: Danton bierze wszystko (02-01-09, 16:35)
- Żużlowe "naj", czyli sezon 2008 raz jeszcze (01-01-09, 20:00)
- Gazeta podsumowuje koszykarski 2008 rok (30-12-08, 20:00)
SONDAŻ
Podsumowanie roku rzadko bywa jednoznacznie pozytywne albo wyłącznie negatywne. Tak było także w minionym roku. Były wydarzenia, z których możemy być dumni, i takie, o których chciałoby się zapomnieć jak najszybciej. Wydarzeniem roku była, naszym zdaniem, wizyta we Wrocławiu Dalajlamy XIV, a faktem, który nigdy nie powinien mieć miejsca, rozwiązanie przez kaprys jednego człowieka legendy polskiej koszykówki - drużyny wrocławskiego Śląska.
HITY ROKU 2008
1. Dalajlama we Wrocławiu
Kiedy cały świat udawał tylko, że protestuje przeciwko chińskim zbrodniom w Tybecie, kiedy przywódcy największych krajów zapowiadali, że w geście sprzeciwu nie pojadą na inaugurację Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, a potem pojechali, Wrocław był wśród tych , którzy mieli odwagę zaprotestować. Decyzja rady miejskiej o przyznaniu honorowego obywatelstwa miasta przywódcy Tybetańczyków Dalajlamie XIV była krytykowana z dwóch stron. Część sceptyków uznała, że słoń (Chiny) i tak nie zauważy gestu mrówki (Wrocławia), więc nie ma powodu się napinać. Inni ostrzegali, że Chińczycy nigdy nie zapomną afrontu, i Wrocław poniesie za swą decyzję surową karę. Chińscy przedsiębiorcy, którzy coraz aktywniej wchodzą do Polski, będą omijali niepokorne miasto i Dolny Śląsk, chińskie koncerny nie wybudują u nas swoich fabryk, a chińscy studenci nie będą chcieli u nas studiować. Tych, którzy wspierali decyzję o uhonorowaniu Dalajlamy XIV, uważano za naiwnych romantyków. W grudniu przywódca Tybetańczyków przyjechał osobiście odebrać nagrodę i został przez mieszkańców Wrocławia przyjęty entuzjastycznie. Hala Stulecia, w której spotkał się z mieszkańcami i wygłosił wykład, była wypełniona po brzegi. Ci, dla których zabrakło miejsc, mogli wysłuchać słów Dalajlamy za pośrednictwem telebimów. Mówił rzeczy bardzo proste: o pokoju, o wybaczaniu, o miłości, ale zapadające głęboko w serca ludzi. „Problemy oczywiście będą, ale musimy nauczyć się rozwiązywać je za pomocą dialogu, a nie siły, tak aby XXI wiek był wiekiem pokoju i szczęścia. I to nie jest moja sprawa i moje zobowiązanie, to wasz obowiązek” - przekonywał młodych wrocławian. Okazało się, że rację mieli ci, którzy zaproponowali kandydaturę przywódcy Tybetu do tytułu Civitate Wratislaviensi Donatus 2008. Przez trzy dni grudnia na Wrocław zwrócone były oczy wszystkich.
2. Piłkarze ekstraklasy
Kiedy władze miasta do spółki ze Zbigniewem Drzymałą szykowały piłkarzom Śląska Wrocław wejście do ekstraklasy boczną furtką (dzięki fuzji z Groclinem - patrz kity), wielu kibiców protestowało, uważając, że drużyna z takimi tradycjami powinna wrócić do grona najlepszych sama, nawet gdyby pobyt w II lidze miał potrwać jeszcze dłużej. Tymczasem Śląsk nie tylko awansował, ale - skazywany na pożarcie przez rekiny polskiej piłki - zaczął wygrywać. Za Śląskiem nie stały ani wielkie pieniądze, ani nazwiska słynnych piłkarzy. Zdecydował trener, który wierzył w sukces, i zawodnicy, którzy uwierzyli trenerowi. Zwycięstwo nad Wisłą, remis w Poznaniu z odnoszącym sukcesy w Europie Lechem, a przede wszystkim bardzo ofensywny styl gry obudziły nadzieje na powrót do Wrocławia wielkiej piłki. Trener Ryszard Tarasiewicz obiecał kibicom walkę o miejsce dające prawo do gry w europejskich pucharach. „Dziś mi klaszczą, jutro będą dusić” - powiedział, ale na razie jest na ustach wszystkich.
3. Olga "Nike" Tokarczuk
Olga Tokarczuk była od lat niemal żelazną kandydatką do Literackiej Nagrody „Nike". Kolejne książki pisarki trafiały do finałowej siódemki i każda była w plebiscycie czytelników uznawana za najlepszą. Tak było z powieściami „Prawiek i inne czasy”, „Dom dzienny, dom nocny” oraz tomem opowiadań „Gra na wielu bębenkach”. Czytelnicy, którzy kochają Tokarczuk za umiejętność opowiadania ciekawych historii, coraz rzadszą we współczesnej literaturze („Pisanie powieści jest dla mnie przeniesionym w dojrzałość opowiadaniem sobie samemu bajek” - powiada pisarka), wskazywali na Olgę Tokarczuk, jury jednak nagradzało kogoś innego. Dopiero za czwartym razem opinie jurorów i czytelników okazały się zgodne. Powieść „Bieguni”, efekt trzech lat pracy pisarki, zdobyła najpierw nagrodę miesięcznika „Odra”, a potem wreszcie Nike. Mieszkająca w Krajanowie pod Nową Rudą i we Wrocławiu pisarka tworzyła powieść, podróżując, i to właśnie odwiecznemu ludzkiemu podróżowaniu książka jest poświęcona. Co powoduje, że ludzie muszą zmieniać miejsce, w którym są, po co i dokąd wędrują.
4. Złote Lwy dla "Małej Moskwy"
Waldemar Krzystek nakręcił bardzo ważny film, przywracający zbiorowej pamięci fakt trwającej blisko pół wieku obecności na Dolnym Śląsku Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. Kilkanaście lat po opuszczeniu Polski przez Rosjan coraz mniej ludzi pamięta, gdzie w Legnicy, nazywanej wtedy Małą Moskwą, przebiegał mur otaczający dzielnicę tylko dla Rosjan. Młodych ludzi zaś coraz trudniej przekonać, że to w ogóle i tak niedawno było możliwe. Film Krzystka, opowiadający historię zakazanej miłości pięknej Rosjanki, żony sowieckiego oficera, i polskiego żołnierza, zdobył podczas Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni Złote Lwy, nagrodę dla najlepszego filmu fabularnego roku. Przez prasę przetoczyła się później gwałtowna dyskusja, czy melodramatyczna „Mała Moskwa” zasłużyła na nagrodę, pozostawiając w tyle obrazy penetrujące najgłębsze zakamarki duszy, ale kinomani jednoznacznie opowiedzieli się za legnicką opowieścią o niemożliwej miłości, przeciwko której sprzysięgły się historia, polityka i ludzie.
5. Eberhard Mock nad Tamizą
Radca kryminalny Eberhard Mock, bohater pięciu już książek Marka Krajewskiego z Breslau w tytule (zaczęło się w 1999 roku od „Śmierci w Breslau”), paradoksalnie stał się symbolem polskiego Wrocławia, który po 1989 roku zaczął odzyskiwać historyczną pamięć. Kolejne książki o przygodach policjanta z kłopotami osobistymi (jak przystało na czarny kryminał) zdobywały coraz więcej czytelników, a za sukcesem w kraju przyszedł sukces międzynarodowy. Książki Krajewskiego są dziś tłumaczone już nie tylko na język niemiecki, ale w 2008 roku trafiły do Wielkiej Brytanii - kraju, gdzie narodziła się powieść kryminalna, zbierając znakomite recenzje. „ »Śmierć w Breslau « to nie tylko intrygująca tajemnica, ale także historia utraconej ojczyzny. Prawdziwe mistrzostwo” - napisał krytyk „The Guardian”. „Wyrafinowany styl Krajewskiego zaintryguje też fanów Umberto Eco i Borysa Akunina. (...) Klaustrofobiczna atmosfera »Śmierć w Breslau « dołącza do kanonu w stylowy, inteligentny i oryginalny sposób” - wtórował recenzent „Financial Times”. Od „Gazety” Marek Krajewski otrzymał tytuł Ambasadora Wrocławia.
6. Dolny Śląsk podbija Pekin
Podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie trzecia w historii pod względem liczebności reprezentacja Polski zdobyła zaledwie 10 medali, ale gdyby nie sportowcy z Dolnego Śląska byłoby tych laurów o sześć mniej. Indywidualne srebrne medale przywieźli z Chin Maja Włoszczowska, która karierę zaczynała w Śnieżce Karpacz (kolarstwo górskie), Szymon Kołecki z Górnika Polkowice (podnoszenie ciężarów) i Piotr Małachowski ze Śląska Wrocław (rzut dyskiem), a brązowy - wałbrzyszanka Agnieszka Wieszczek (zapasy). Ale to nie wszystko. Tomasz Motyka i Robert Andrzejuk z AZS AWF Wrocław byli podstawowymi zawodnikami srebrnej drużyny szpadzistów, a Paweł Rańda z AZS Politechnika Wrocławska - wioślarskiej czwórki wagi lekkiej bez sternika. Łatwo więc policzyć, że bez Dolnoślązaków występ bardzo licznej reprezentacji Polski w Pekinie byłby tragedią.
7. Uwolnienie "Pana Tadeusza"
Spoczywający na co dzień w skarbcu Zakładu Narodowego im. Ossolińskich autograf dzieła Adama Mickiewicza jest pokazywany bardzo rzadko i tylko przy nadzwyczajnych okazjach. Majowy festiwal „Pan Tadeusz live”, zorganizowany wspólnie przez Wrocławski Teatr Lalek, Ossolineum i „Gazetę Wyborczą Wrocław”, stworzył szansę, by rękopis narodowego arcydzieła mogli zobaczyć wszyscy, co było atrakcją zwłaszcza dla uczniów, bo wieszcz nie należał do osób szczególnie dobrych z ortografii. Żeby spotkać się z „Panem Tadeuszem”, do WTL przybyło siedem tysięcy wrocławian. W parku Staromiejskim kilkaset par zatańczyło uroczystego poloneza, Joanna Szczepkowska wyreżyserowała fragmenty „Pana Tadeusza”, Andrzej Grabowski przeczytał wzbudzającą rumieńce nie tylko wśród dziewic legendarną XIII Księgę, a uczniowskie teatry rywalizowały o nagrodę Złotego Adasia. Adam Mickiewicz i „Pan Tadeusz” stali się pełnoprawnymi wrocławianami.
HITY ROKU 2008
1. Dalajlama we Wrocławiu
Kiedy cały świat udawał tylko, że protestuje przeciwko chińskim zbrodniom w Tybecie, kiedy przywódcy największych krajów zapowiadali, że w geście sprzeciwu nie pojadą na inaugurację Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, a potem pojechali, Wrocław był wśród tych , którzy mieli odwagę zaprotestować. Decyzja rady miejskiej o przyznaniu honorowego obywatelstwa miasta przywódcy Tybetańczyków Dalajlamie XIV była krytykowana z dwóch stron. Część sceptyków uznała, że słoń (Chiny) i tak nie zauważy gestu mrówki (Wrocławia), więc nie ma powodu się napinać. Inni ostrzegali, że Chińczycy nigdy nie zapomną afrontu, i Wrocław poniesie za swą decyzję surową karę. Chińscy przedsiębiorcy, którzy coraz aktywniej wchodzą do Polski, będą omijali niepokorne miasto i Dolny Śląsk, chińskie koncerny nie wybudują u nas swoich fabryk, a chińscy studenci nie będą chcieli u nas studiować. Tych, którzy wspierali decyzję o uhonorowaniu Dalajlamy XIV, uważano za naiwnych romantyków. W grudniu przywódca Tybetańczyków przyjechał osobiście odebrać nagrodę i został przez mieszkańców Wrocławia przyjęty entuzjastycznie. Hala Stulecia, w której spotkał się z mieszkańcami i wygłosił wykład, była wypełniona po brzegi. Ci, dla których zabrakło miejsc, mogli wysłuchać słów Dalajlamy za pośrednictwem telebimów. Mówił rzeczy bardzo proste: o pokoju, o wybaczaniu, o miłości, ale zapadające głęboko w serca ludzi. „Problemy oczywiście będą, ale musimy nauczyć się rozwiązywać je za pomocą dialogu, a nie siły, tak aby XXI wiek był wiekiem pokoju i szczęścia. I to nie jest moja sprawa i moje zobowiązanie, to wasz obowiązek” - przekonywał młodych wrocławian. Okazało się, że rację mieli ci, którzy zaproponowali kandydaturę przywódcy Tybetu do tytułu Civitate Wratislaviensi Donatus 2008. Przez trzy dni grudnia na Wrocław zwrócone były oczy wszystkich.
2. Piłkarze ekstraklasy
Kiedy władze miasta do spółki ze Zbigniewem Drzymałą szykowały piłkarzom Śląska Wrocław wejście do ekstraklasy boczną furtką (dzięki fuzji z Groclinem - patrz kity), wielu kibiców protestowało, uważając, że drużyna z takimi tradycjami powinna wrócić do grona najlepszych sama, nawet gdyby pobyt w II lidze miał potrwać jeszcze dłużej. Tymczasem Śląsk nie tylko awansował, ale - skazywany na pożarcie przez rekiny polskiej piłki - zaczął wygrywać. Za Śląskiem nie stały ani wielkie pieniądze, ani nazwiska słynnych piłkarzy. Zdecydował trener, który wierzył w sukces, i zawodnicy, którzy uwierzyli trenerowi. Zwycięstwo nad Wisłą, remis w Poznaniu z odnoszącym sukcesy w Europie Lechem, a przede wszystkim bardzo ofensywny styl gry obudziły nadzieje na powrót do Wrocławia wielkiej piłki. Trener Ryszard Tarasiewicz obiecał kibicom walkę o miejsce dające prawo do gry w europejskich pucharach. „Dziś mi klaszczą, jutro będą dusić” - powiedział, ale na razie jest na ustach wszystkich.
3. Olga "Nike" Tokarczuk
Olga Tokarczuk była od lat niemal żelazną kandydatką do Literackiej Nagrody „Nike". Kolejne książki pisarki trafiały do finałowej siódemki i każda była w plebiscycie czytelników uznawana za najlepszą. Tak było z powieściami „Prawiek i inne czasy”, „Dom dzienny, dom nocny” oraz tomem opowiadań „Gra na wielu bębenkach”. Czytelnicy, którzy kochają Tokarczuk za umiejętność opowiadania ciekawych historii, coraz rzadszą we współczesnej literaturze („Pisanie powieści jest dla mnie przeniesionym w dojrzałość opowiadaniem sobie samemu bajek” - powiada pisarka), wskazywali na Olgę Tokarczuk, jury jednak nagradzało kogoś innego. Dopiero za czwartym razem opinie jurorów i czytelników okazały się zgodne. Powieść „Bieguni”, efekt trzech lat pracy pisarki, zdobyła najpierw nagrodę miesięcznika „Odra”, a potem wreszcie Nike. Mieszkająca w Krajanowie pod Nową Rudą i we Wrocławiu pisarka tworzyła powieść, podróżując, i to właśnie odwiecznemu ludzkiemu podróżowaniu książka jest poświęcona. Co powoduje, że ludzie muszą zmieniać miejsce, w którym są, po co i dokąd wędrują.
4. Złote Lwy dla "Małej Moskwy"
Waldemar Krzystek nakręcił bardzo ważny film, przywracający zbiorowej pamięci fakt trwającej blisko pół wieku obecności na Dolnym Śląsku Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. Kilkanaście lat po opuszczeniu Polski przez Rosjan coraz mniej ludzi pamięta, gdzie w Legnicy, nazywanej wtedy Małą Moskwą, przebiegał mur otaczający dzielnicę tylko dla Rosjan. Młodych ludzi zaś coraz trudniej przekonać, że to w ogóle i tak niedawno było możliwe. Film Krzystka, opowiadający historię zakazanej miłości pięknej Rosjanki, żony sowieckiego oficera, i polskiego żołnierza, zdobył podczas Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni Złote Lwy, nagrodę dla najlepszego filmu fabularnego roku. Przez prasę przetoczyła się później gwałtowna dyskusja, czy melodramatyczna „Mała Moskwa” zasłużyła na nagrodę, pozostawiając w tyle obrazy penetrujące najgłębsze zakamarki duszy, ale kinomani jednoznacznie opowiedzieli się za legnicką opowieścią o niemożliwej miłości, przeciwko której sprzysięgły się historia, polityka i ludzie.
5. Eberhard Mock nad Tamizą
Radca kryminalny Eberhard Mock, bohater pięciu już książek Marka Krajewskiego z Breslau w tytule (zaczęło się w 1999 roku od „Śmierci w Breslau”), paradoksalnie stał się symbolem polskiego Wrocławia, który po 1989 roku zaczął odzyskiwać historyczną pamięć. Kolejne książki o przygodach policjanta z kłopotami osobistymi (jak przystało na czarny kryminał) zdobywały coraz więcej czytelników, a za sukcesem w kraju przyszedł sukces międzynarodowy. Książki Krajewskiego są dziś tłumaczone już nie tylko na język niemiecki, ale w 2008 roku trafiły do Wielkiej Brytanii - kraju, gdzie narodziła się powieść kryminalna, zbierając znakomite recenzje. „ »Śmierć w Breslau « to nie tylko intrygująca tajemnica, ale także historia utraconej ojczyzny. Prawdziwe mistrzostwo” - napisał krytyk „The Guardian”. „Wyrafinowany styl Krajewskiego zaintryguje też fanów Umberto Eco i Borysa Akunina. (...) Klaustrofobiczna atmosfera »Śmierć w Breslau « dołącza do kanonu w stylowy, inteligentny i oryginalny sposób” - wtórował recenzent „Financial Times”. Od „Gazety” Marek Krajewski otrzymał tytuł Ambasadora Wrocławia.
6. Dolny Śląsk podbija Pekin
Podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie trzecia w historii pod względem liczebności reprezentacja Polski zdobyła zaledwie 10 medali, ale gdyby nie sportowcy z Dolnego Śląska byłoby tych laurów o sześć mniej. Indywidualne srebrne medale przywieźli z Chin Maja Włoszczowska, która karierę zaczynała w Śnieżce Karpacz (kolarstwo górskie), Szymon Kołecki z Górnika Polkowice (podnoszenie ciężarów) i Piotr Małachowski ze Śląska Wrocław (rzut dyskiem), a brązowy - wałbrzyszanka Agnieszka Wieszczek (zapasy). Ale to nie wszystko. Tomasz Motyka i Robert Andrzejuk z AZS AWF Wrocław byli podstawowymi zawodnikami srebrnej drużyny szpadzistów, a Paweł Rańda z AZS Politechnika Wrocławska - wioślarskiej czwórki wagi lekkiej bez sternika. Łatwo więc policzyć, że bez Dolnoślązaków występ bardzo licznej reprezentacji Polski w Pekinie byłby tragedią.
7. Uwolnienie "Pana Tadeusza"
Spoczywający na co dzień w skarbcu Zakładu Narodowego im. Ossolińskich autograf dzieła Adama Mickiewicza jest pokazywany bardzo rzadko i tylko przy nadzwyczajnych okazjach. Majowy festiwal „Pan Tadeusz live”, zorganizowany wspólnie przez Wrocławski Teatr Lalek, Ossolineum i „Gazetę Wyborczą Wrocław”, stworzył szansę, by rękopis narodowego arcydzieła mogli zobaczyć wszyscy, co było atrakcją zwłaszcza dla uczniów, bo wieszcz nie należał do osób szczególnie dobrych z ortografii. Żeby spotkać się z „Panem Tadeuszem”, do WTL przybyło siedem tysięcy wrocławian. W parku Staromiejskim kilkaset par zatańczyło uroczystego poloneza, Joanna Szczepkowska wyreżyserowała fragmenty „Pana Tadeusza”, Andrzej Grabowski przeczytał wzbudzającą rumieńce nie tylko wśród dziewic legendarną XIII Księgę, a uczniowskie teatry rywalizowały o nagrodę Złotego Adasia. Adam Mickiewicz i „Pan Tadeusz” stali się pełnoprawnymi wrocławianami.
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 12 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Wybieramy wrocławskie hity i kity roku 2008
redakcja_v
02.01.09, 18:05
co to za chłam wybrać "Festiwal 'Pan Tadeusz Live' " czy "mr Teddy na żywo"?»
-
Wybieramy wrocławskie hity i kity roku 2008
degustimus
03.01.09, 16:07
Maja Włoszczowska jest świeżym oddechem w dusznej Europie. Jest nadzieją na ekologie w Polsce, a jak Bóg da, na ścieżki rowerowe weWroclavju»
Najczęściej czytane24 htydzień



