Wrocław: wstrząsająca wystawa przeciwko aborcji
27.10.2008
, aktualizacja: 28.10.2008 09:18
Czternaście tablic ze zdjęciami zmasakrowanych płodów stoi od w poniedziałku przy wrocławskiej bazylice św. Elżbiety. - Epatowanie makabrą w centrum miasta niczego dobrego nie wnosi - mówią przeciwnicy wystawy. Zwolennicy uważają, że zdjęcia pokazują całą prawdę o aborcji.
Wystawa szokuje. Zdjęcia pokawałkowanych płodów zestawiono z fotografiami przedstawiającymi m.in. ludobójstwo w Afryce, zbrodnie w byłej Jugosławii i eksperymenty prowadzone na zwierzętach. Organizatorem ekspozycji jest Fundacja Pro, unikająca kontaktów z mediami.
Ks. Andrzej Jerie, rzecznik wrocławskiej kurii, przyznaje, że zdjęcia są drastyczne i umieszczone w miejscu, w którym nie sposób ich nie zauważyć: - Ale to skuteczna metoda, by dotrzeć do ludzi, którzy nie rozumieją, że aborcja jest zbrodnią.
Ks. Jerie twierdzi, że organizator wystawy - Fundacja Pro posiada opinie psychologów, także biegłych sądowych, według których wystawa nie wpływa negatywnie na psychikę, nawet u dzieci.
W poniedziałek przed zdjęciami zbierały się grupki oglądających. 26-letnia Monika na zdjęcia natknęła się w drodze do pracy: - To prawdziwy szok, ale może do niektórych wreszcie dotrze. Jestem w ciąży, więc mnie uderzyło podwójnie.
- Niech ludzie widzą i niech się opamiętają - dodał Władysław, emeryt z Wrocławia.
Joanna, matki dwojga dzieci i przeciwniczka aborcji: - Niektóre zestawienia są dość celne, na przykład zdjęcia chcianego i niechcianego dziecka: pierwsze maleństwo - cudem uratowane z pomocą inkubatora, drugie - po zabiegu aborcji rzucone na podłogę we krwi. Pokazuje wartość, jaką jest ludzkie życie. Ale już zakuty w kajdanki gwałciciel obok zakrwawionego płodu dziecka, poczętego w wyniku gwałtu i podpis: jemu kara więzienia, dziecku kara śmierci, to niezbyt jednoznaczne i moralnie wątpliwe porównanie.
Wrocławianie, którzy starali się jak najszybciej przemknąć obok wystawy, byli oburzeni, że każe im się oglądać coś, na co nie mają ochoty patrzeć.
- Jestem przeciwnikiem aborcji, co nie znaczy, że jej porównywanie do zbrodni w Ruandzie uważam za słuszne i mądre - mówi Marcin. Do "Gazety" zadzwoniła oburzona czytelniczka - To ohydne, kapiące krwią zdjęcia. I bardzo się cieszę, że nie przechodziłam obok wystawy razem ze swoją kilkuletnią córką.
- To czysta perswazja, drastyczna reklama pewnego stanowiska w tym sporze. A spory moralne, zwłaszcza w przypadku trudnych i poważnych tematów, powinny być prowadzone przy pomocy argumentów, a nie najprostszych obrazowych skojarzeń - mówi dr Sławomir Szymański, nauczyciel etyki. - Jest to poziom, na którym w ogóle nie można dyskutować - dodaje prof. Adam Chmielewski, etyk z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Trzy lata temu urząd miejski nakazał zdemontować ekspozycję przy ul. Świdnickiej, poświęconą rzezi Ormian przez Turków. Decyzję argumentował tym, że epatowanie zbrodnią w przestrzeni publicznej jest nadużyciem.
Marcin Frąckiewicz, Wydział Kultury UM Wrocławia: - Organizator wystawy o Ormianach wprowadził nas w błąd i pokazał zdjęcia inne od tych, które umieścił na wystawie. Musieliśmy go poprosić, by przeniósł ekspozycję do zamkniętej galerii. Tak zawsze robimy w przypadku wyjątkowo wstrząsających wystaw. Drastyczne zdjęcia nie powinny być wyeksponowane tak, by mógł je zobaczyć każdy przypadkowy przechodzień, np. zupełnie do tego nieprzygotowane dziecko.
Za wystawę poświęconą aborcji urząd miejski nie odpowiada. Pozwolenie wydał zarządca terenu - proboszcz kościoła garnizonowego.
Historia wystawy
Wystawa pod hasłem "Wybierz życie" wzbudziła kontrowersje w wielu miastach Polski, w których już była pokazywana, m.in. w: Łodzi, Białymstoku, Lublinie i Opolu. Łukasz Wróbel - prezes "Fundacji Pro" cztery razy stawał przed sądem pod zarzutem wywoływania zgorszenia w miejscu publicznym. Wyroki skazujące uznawał za przejaw represji i cenzury światopoglądowej. Ostatecznie sądy uznały, że jest niewinny.
Komentuje Agata Saraczyńska
Wielokrotnie w ostatnich latach słyszałam, że jakieś spektakle czy obrazy obrażają czyjeś uczucia religijne. Co z tego, że były wystawiane w galeriach, na scenach, dla tych, którzy chcieli je oglądać.
Tym razem ociekające krwią plansze pokazano w miejscu publicznym, przez które przechodzić może każdy, także ja, i nieważne czy jestem przeciw, czy za aborcją.
Ta prezentacja w drastyczny sposób ogranicza moją wolność osobistą. Moim prawem jest wybór - czy kupuję bilet do kina na "Teksańską masakrę piłą mechaniczną", czy też będę chciała popatrzeć na pokawałkowane ciałka usuniętych płodów. Jeśli ktoś chce pokazywać takie zdjęcia, to nie w przestrzeni publicznej, której także ja jestem użytkownikiem.
Ks. Andrzej Jerie, rzecznik wrocławskiej kurii, przyznaje, że zdjęcia są drastyczne i umieszczone w miejscu, w którym nie sposób ich nie zauważyć: - Ale to skuteczna metoda, by dotrzeć do ludzi, którzy nie rozumieją, że aborcja jest zbrodnią.
Ks. Jerie twierdzi, że organizator wystawy - Fundacja Pro posiada opinie psychologów, także biegłych sądowych, według których wystawa nie wpływa negatywnie na psychikę, nawet u dzieci.
W poniedziałek przed zdjęciami zbierały się grupki oglądających. 26-letnia Monika na zdjęcia natknęła się w drodze do pracy: - To prawdziwy szok, ale może do niektórych wreszcie dotrze. Jestem w ciąży, więc mnie uderzyło podwójnie.
- Niech ludzie widzą i niech się opamiętają - dodał Władysław, emeryt z Wrocławia.
Joanna, matki dwojga dzieci i przeciwniczka aborcji: - Niektóre zestawienia są dość celne, na przykład zdjęcia chcianego i niechcianego dziecka: pierwsze maleństwo - cudem uratowane z pomocą inkubatora, drugie - po zabiegu aborcji rzucone na podłogę we krwi. Pokazuje wartość, jaką jest ludzkie życie. Ale już zakuty w kajdanki gwałciciel obok zakrwawionego płodu dziecka, poczętego w wyniku gwałtu i podpis: jemu kara więzienia, dziecku kara śmierci, to niezbyt jednoznaczne i moralnie wątpliwe porównanie.
Wrocławianie, którzy starali się jak najszybciej przemknąć obok wystawy, byli oburzeni, że każe im się oglądać coś, na co nie mają ochoty patrzeć.
- Jestem przeciwnikiem aborcji, co nie znaczy, że jej porównywanie do zbrodni w Ruandzie uważam za słuszne i mądre - mówi Marcin. Do "Gazety" zadzwoniła oburzona czytelniczka - To ohydne, kapiące krwią zdjęcia. I bardzo się cieszę, że nie przechodziłam obok wystawy razem ze swoją kilkuletnią córką.
- To czysta perswazja, drastyczna reklama pewnego stanowiska w tym sporze. A spory moralne, zwłaszcza w przypadku trudnych i poważnych tematów, powinny być prowadzone przy pomocy argumentów, a nie najprostszych obrazowych skojarzeń - mówi dr Sławomir Szymański, nauczyciel etyki. - Jest to poziom, na którym w ogóle nie można dyskutować - dodaje prof. Adam Chmielewski, etyk z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Trzy lata temu urząd miejski nakazał zdemontować ekspozycję przy ul. Świdnickiej, poświęconą rzezi Ormian przez Turków. Decyzję argumentował tym, że epatowanie zbrodnią w przestrzeni publicznej jest nadużyciem.
Marcin Frąckiewicz, Wydział Kultury UM Wrocławia: - Organizator wystawy o Ormianach wprowadził nas w błąd i pokazał zdjęcia inne od tych, które umieścił na wystawie. Musieliśmy go poprosić, by przeniósł ekspozycję do zamkniętej galerii. Tak zawsze robimy w przypadku wyjątkowo wstrząsających wystaw. Drastyczne zdjęcia nie powinny być wyeksponowane tak, by mógł je zobaczyć każdy przypadkowy przechodzień, np. zupełnie do tego nieprzygotowane dziecko.
Kontrowersje wokół wystawy o rzezi Ormian
Za wystawę poświęconą aborcji urząd miejski nie odpowiada. Pozwolenie wydał zarządca terenu - proboszcz kościoła garnizonowego.
Historia wystawy
Wystawa pod hasłem "Wybierz życie" wzbudziła kontrowersje w wielu miastach Polski, w których już była pokazywana, m.in. w: Łodzi, Białymstoku, Lublinie i Opolu. Łukasz Wróbel - prezes "Fundacji Pro" cztery razy stawał przed sądem pod zarzutem wywoływania zgorszenia w miejscu publicznym. Wyroki skazujące uznawał za przejaw represji i cenzury światopoglądowej. Ostatecznie sądy uznały, że jest niewinny.
Komentuje Agata Saraczyńska
Wielokrotnie w ostatnich latach słyszałam, że jakieś spektakle czy obrazy obrażają czyjeś uczucia religijne. Co z tego, że były wystawiane w galeriach, na scenach, dla tych, którzy chcieli je oglądać.
Tym razem ociekające krwią plansze pokazano w miejscu publicznym, przez które przechodzić może każdy, także ja, i nieważne czy jestem przeciw, czy za aborcją.
Ta prezentacja w drastyczny sposób ogranicza moją wolność osobistą. Moim prawem jest wybór - czy kupuję bilet do kina na "Teksańską masakrę piłą mechaniczną", czy też będę chciała popatrzeć na pokawałkowane ciałka usuniętych płodów. Jeśli ktoś chce pokazywać takie zdjęcia, to nie w przestrzeni publicznej, której także ja jestem użytkownikiem.
Informacje z Wrocławia. Polecamy: Czaszkę z żuchwą w dobrym stanie kupię
Najnowsze wiadomości
-
Czerwona szarfa oplata wieżę Sky Tower. Niespodzianka?
-
Przy parkingach podczas Euro będą stały przenośne toalety
-
Zobacz, gdzie we wtorek nie będzie prądu we Wrocławiu
-
Bakterie legionelli wykryto w wodzie w hotelu Monopol
-
Pogoda na Dolnym Śląsku: Tyle słońca w każdym mieście
-
Korki na ul. Braniborskiej po wieczornej awarii wodociągu
-
Na drodze koło Ząbkowic Śląskich zginął mężczyzna
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



