Dolny Śląsk na rowerach
29.09.2008
, aktualizacja: 29.09.2008 16:14
Męską część rodziny najbardziej interesowało podziemne miasto, mnie zauroczyła Jedlinka, a wszystkich - trasy MTB
"Bierzemy do ręki ołówek i rozkładamy przed sobą mapę Dolnego Śląska. Zamykamy oczy. A następnie, na ślepo i chybił trafił, atakujemy ołówkiem dowolny punkt mapy. (...) Zapewniam, że gdziekolwiek wyląduje czubek ołówka, tam znajdują się niewyczerpane złoża tematów" - pisał Henryk Waniek w książce "Inny Hermes".
Postanowiłam pójść za radą pisarza - ołówek wybrał Głuszycę w kotlinie pomiędzy Górami Sowimi a Kamiennymi. Z atrakcji turystycznych naszych dwóch synów (Jasiek 14 lat, Jurek 7 lat) zainteresowało podziemne miasto - kompleks Osówka ze sztolniami z czasów II wojny światowej - oraz rowerowe trasy MTB (skrót od mountain biking).
Gdy minęliśmy Świdnicę, poczułam, że spodoba mi się to miejsce. Droga wśród łąk i łanów zbóż prowadziła do granatowego pasma łagodnych gór, które z każdym kilometrem stawały się coraz bardziej zielone. Aż wjechaliśmy w zieleń o niezliczonych odcieniach: Jugowice, Jedlina Zdrój i wreszcie Głuszyca z przyklejonymi do siebie kamieniczkami z czerwonej cegły, malowniczo wpasowanymi w dolinę rzeki Bystrzycy. 7-tysięczne miasteczko było niegdyś ośrodkiem przemysłu włókienniczego, o czym przypominają opuszczone fabryki (jedną z nich właśnie burzono).
Noclegi zarezerwowaliśmy w Gospodarstwie Agroturystycznym "Podkówka", tuż za nasypem kolejowym i znakiem z napisem Łomnica (to wieś graniczna, dalej zaczynają Czechy). Trochę obawiałam się widocznych z okna torów, ale zaraz mnie uspokojono: ostatni pociąg pasażerski przejechał tędy dwa lata temu, z linii Wałbrzych - Kłodzko korzystają już tylko składy towarowe, co drugi dzień w porze śniadania (dla dzieci liczenie wagonów stało się dodatkową atrakcją).
***
Do Jedliny (6 km) ruszamy na rowerach nazajutrz, bo chłopców kusi tor saneczkowy. Przez Głuszycę biegnie ścieżka rowerowa poprowadzona po przeciwnej stronie Bystrzycy, daleko od drogi - bardzo bezpieczne rozwiązanie. Potem, w trosce o naszego siedmioletniego Jurka, korzystamy z chodników. Przy okazji udaje nam się zobaczyć tunel kolejowy. Okazuje się, że w tych okolicach są one najdłuższe w Polsce - ten między Głuszycą a Jedliną Zdrój ma 378 m. Tunele powstawały w połowie XIX w., kiedy projektanci Śląskiej Kolei Górskiej udowodnili, że najkrótsza droga z Berlina do Wiednia wiedzie przez Śląsk.
Tor saneczkowy w Jedlinie to rynna o długości ok. 500 m z kilkunastoma serpentynami wczepionymi w zbocze góry Leśnik (można się nieźle rozpędzić!). Oddano go do użytku w czerwcu, działa codziennie z wyjątkiem dni deszczowych. Także w czerwcu w Pijalni Wód Mineralnych pojawiła się nowa woda - "Charlotta" (degustowaliśmy bez opłat, przez miesiąc obowiązywała promocja, nie licząc 50 gr za kubeczek). Pani radziła: "Im dalej od nosa, tym lepiej smakuje". Prawda!
Przy okazji robimy rundę po uzdrowisku. Założyła je hrabina Charlotta Maximiliana, żona austriackiego generała Hansa Christopha barona von Seher-Thoss, właściciela Jedlinki. To ona w pierwszej połowie XVIII w. odkryła to miejsce i rozreklamowała lecznicze właściwości źródła (pomaga na oskrzela, płuca, choroby stawów). Za jej sprawą powstał niewielki barokowy dwór, mieszczący pensjonat, dom rozrywki, pawilon do bilarda, jadłodajnię. Kiedy w 1723 r. osada stała się uzdrowiskiem, nazwano ją Bad Charlottenbrunn. Ta nazwa utrzymała się do 1945 r.
Jedlinka, posiadłość założycieli kurortu, leży między Jedliną a Głuszycą. Z głównej drogi skręcamy w prawo (jest znak), szeroka aleja zdaje się prowadzić w pola, gdy oto na wzgórzu ukazuje się okazały pałac. Ponoć zaprojektował go Carl Gotthard Langhans, twórca Bramy Brandenburskiej (nie ma na to dowodów). Budowla często zmieniała gospodarzy, obecny kształt - neoklasycystyczny, z monumentalnym portykiem - nadał mu Carl Krister, znany śląski przemysłowiec, właściciel fabryki porcelany w Wałbrzychu, który w 1861 r. nabył posiadłość.
Dziś Jedlinka jest w nie najlepszym stanie, ale spółka, do której należy, zamierza urządzić tu hotel i centrum konferencyjne. Na razie w pałacu działa muzeum. Zwiedza się piwnice z kolekcją minerałów, kilka sal na piętrze, można zerknąć i do kuchni (niestety trzeba wierzyć na słowo, że imponujących rozmiarów winda kuchenna wciąż jest na chodzie; wielkie koło aż kusi, żeby zakręcić i sprawdzić). Muzeum szczyci się zbiorem Almanachów Gotajskich opisujących pochodzenie szlachty Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Pieczątki SS to dowód, że traktowano te roczniki jako źródło wiedzy o czystości rasy.
Mnie zainteresowała kolekcja porcelany z Wałbrzycha. W gablotach kilkadziesiąt zastaw stołowych, kompletów kawowych, pojedynczych filiżanek, dzbanków i pater o misternych wzorach. - Carl Krister - opowiada przewodniczka - zanim został właścicielem tej fabryki, a potem tartaków, kilku kopalń i posiadłości ziemskich, malował porcelanę. To była taka kariera od pucybuta do milionera.
W muzeum są też pomieszczenie sztabowe organizacji Todt, która budowała w okolicy podziemne miasto Riese (Olbrzym). W Jedlince pracowali i kwaterowali jego inżynierowie, wywieziono ich stąd w tajemniczych okolicznościach. Opowiada o tym film wyświetlany na koniec zwiedzania. To znakomity wstęp do tego, co zobaczymy później w Osówce, sztolniach walimskich i Włodarzu - obiektach wchodzących w skład Riese.
Muzeum czynne codziennie w godz. 10-18, bilet 9 zł, ulgowy 7 zł. Tor saneczkowy: przejazd 4 zł, ulgowy 2, czynne codziennie do godz. 20, sobota - niedziela od 10, pozostałe dni od 12
***
Pod ziemię "schodzimy" pierwszego dnia bez słońca. Do Osówki jedziemy samochodem, drogą przez Walim (nawet gdyby nie padało, ze względu na Jurka musielibyśmy zrezygnować z rowerów - odpadłby na podjazdach). W Rzeczce skręcamy w prawo. Tuż przed przełęczą Sokolec, 650 m n.p.m., pnie się w górę między domami asfaltowa droga (łatwo przeoczyć wjazd, nie ma znaków).
- Państwo wezmą coś ciepłego do ubrania - wita nas pan parkingowy. - A dzieciom radzę włożyć gumowce (słuszna rada, szczególnie warto ją sobie wziąć do serca we Włodarzu). Wkładamy obowiązkowe kaski i ruszamy w ciemność. Zimno (przez cały rok 5-7 st. C), mokro, ponuro. Przewodniczka przejmująco opowiada o tym, że tunele, którymi wędrujemy, drążyli więźniowie z podobozów Gross Rosen. Pracowali ponad siły, mieli głodowe racje żywnościowe, umierali z wyczerpania. Ofiar nikt dokładnie nie policzył. Według szacunków zbiorowa mogiła w pobliskich Kolcach kryje co najmniej kilkanaście tysięcy ciał. Oglądamy należące do więźniów buty, łyżki i ułożone wzdłuż ścian narzędzia. Zachował się też wagonik, którym wywożono urobek.
To w Osówce Grzegorz Kuczeriszka kręcił horror "Pora mroku", a Adek Drabiński "Tajemnicę Twierdzy Szyfrów". Na pamiątkę tej filmowej produkcji zachowano niemiecką ciężarówkę, stoi u wejścia do podziemi. Wyszedłszy na powierzchnię, zaglądamy jeszcze do kasyna i siłowni - niestety, wszystko zarośnięte i brudne, nie polecam.
Osówka czynna od kwietnia do września w godz. 10-18, od października do marca - 10-16. Wejścia o pełnej godzinie. Bilet 8 zł, ulgowy 6. Trasa ekstremalna (konieczna rezerwacja), z linami i przeprawą łodzią - 16 zł
***
Do Włodarza, podziemnego kompleksu w masywie Włodarza, wiedzie kręta, wąska droga z Walimia, niezwykle widokowa. Dostaną się tu rowerem tylko najwytrwalsi, przy czym ostatnie pół kilometra to jazda po dziurach i kamieniach.
Postanowiłam pójść za radą pisarza - ołówek wybrał Głuszycę w kotlinie pomiędzy Górami Sowimi a Kamiennymi. Z atrakcji turystycznych naszych dwóch synów (Jasiek 14 lat, Jurek 7 lat) zainteresowało podziemne miasto - kompleks Osówka ze sztolniami z czasów II wojny światowej - oraz rowerowe trasy MTB (skrót od mountain biking).
Gdy minęliśmy Świdnicę, poczułam, że spodoba mi się to miejsce. Droga wśród łąk i łanów zbóż prowadziła do granatowego pasma łagodnych gór, które z każdym kilometrem stawały się coraz bardziej zielone. Aż wjechaliśmy w zieleń o niezliczonych odcieniach: Jugowice, Jedlina Zdrój i wreszcie Głuszyca z przyklejonymi do siebie kamieniczkami z czerwonej cegły, malowniczo wpasowanymi w dolinę rzeki Bystrzycy. 7-tysięczne miasteczko było niegdyś ośrodkiem przemysłu włókienniczego, o czym przypominają opuszczone fabryki (jedną z nich właśnie burzono).
Noclegi zarezerwowaliśmy w Gospodarstwie Agroturystycznym "Podkówka", tuż za nasypem kolejowym i znakiem z napisem Łomnica (to wieś graniczna, dalej zaczynają Czechy). Trochę obawiałam się widocznych z okna torów, ale zaraz mnie uspokojono: ostatni pociąg pasażerski przejechał tędy dwa lata temu, z linii Wałbrzych - Kłodzko korzystają już tylko składy towarowe, co drugi dzień w porze śniadania (dla dzieci liczenie wagonów stało się dodatkową atrakcją).
***
Do Jedliny (6 km) ruszamy na rowerach nazajutrz, bo chłopców kusi tor saneczkowy. Przez Głuszycę biegnie ścieżka rowerowa poprowadzona po przeciwnej stronie Bystrzycy, daleko od drogi - bardzo bezpieczne rozwiązanie. Potem, w trosce o naszego siedmioletniego Jurka, korzystamy z chodników. Przy okazji udaje nam się zobaczyć tunel kolejowy. Okazuje się, że w tych okolicach są one najdłuższe w Polsce - ten między Głuszycą a Jedliną Zdrój ma 378 m. Tunele powstawały w połowie XIX w., kiedy projektanci Śląskiej Kolei Górskiej udowodnili, że najkrótsza droga z Berlina do Wiednia wiedzie przez Śląsk.
Tor saneczkowy w Jedlinie to rynna o długości ok. 500 m z kilkunastoma serpentynami wczepionymi w zbocze góry Leśnik (można się nieźle rozpędzić!). Oddano go do użytku w czerwcu, działa codziennie z wyjątkiem dni deszczowych. Także w czerwcu w Pijalni Wód Mineralnych pojawiła się nowa woda - "Charlotta" (degustowaliśmy bez opłat, przez miesiąc obowiązywała promocja, nie licząc 50 gr za kubeczek). Pani radziła: "Im dalej od nosa, tym lepiej smakuje". Prawda!
Przy okazji robimy rundę po uzdrowisku. Założyła je hrabina Charlotta Maximiliana, żona austriackiego generała Hansa Christopha barona von Seher-Thoss, właściciela Jedlinki. To ona w pierwszej połowie XVIII w. odkryła to miejsce i rozreklamowała lecznicze właściwości źródła (pomaga na oskrzela, płuca, choroby stawów). Za jej sprawą powstał niewielki barokowy dwór, mieszczący pensjonat, dom rozrywki, pawilon do bilarda, jadłodajnię. Kiedy w 1723 r. osada stała się uzdrowiskiem, nazwano ją Bad Charlottenbrunn. Ta nazwa utrzymała się do 1945 r.
Jedlinka, posiadłość założycieli kurortu, leży między Jedliną a Głuszycą. Z głównej drogi skręcamy w prawo (jest znak), szeroka aleja zdaje się prowadzić w pola, gdy oto na wzgórzu ukazuje się okazały pałac. Ponoć zaprojektował go Carl Gotthard Langhans, twórca Bramy Brandenburskiej (nie ma na to dowodów). Budowla często zmieniała gospodarzy, obecny kształt - neoklasycystyczny, z monumentalnym portykiem - nadał mu Carl Krister, znany śląski przemysłowiec, właściciel fabryki porcelany w Wałbrzychu, który w 1861 r. nabył posiadłość.
Dziś Jedlinka jest w nie najlepszym stanie, ale spółka, do której należy, zamierza urządzić tu hotel i centrum konferencyjne. Na razie w pałacu działa muzeum. Zwiedza się piwnice z kolekcją minerałów, kilka sal na piętrze, można zerknąć i do kuchni (niestety trzeba wierzyć na słowo, że imponujących rozmiarów winda kuchenna wciąż jest na chodzie; wielkie koło aż kusi, żeby zakręcić i sprawdzić). Muzeum szczyci się zbiorem Almanachów Gotajskich opisujących pochodzenie szlachty Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Pieczątki SS to dowód, że traktowano te roczniki jako źródło wiedzy o czystości rasy.
Mnie zainteresowała kolekcja porcelany z Wałbrzycha. W gablotach kilkadziesiąt zastaw stołowych, kompletów kawowych, pojedynczych filiżanek, dzbanków i pater o misternych wzorach. - Carl Krister - opowiada przewodniczka - zanim został właścicielem tej fabryki, a potem tartaków, kilku kopalń i posiadłości ziemskich, malował porcelanę. To była taka kariera od pucybuta do milionera.
W muzeum są też pomieszczenie sztabowe organizacji Todt, która budowała w okolicy podziemne miasto Riese (Olbrzym). W Jedlince pracowali i kwaterowali jego inżynierowie, wywieziono ich stąd w tajemniczych okolicznościach. Opowiada o tym film wyświetlany na koniec zwiedzania. To znakomity wstęp do tego, co zobaczymy później w Osówce, sztolniach walimskich i Włodarzu - obiektach wchodzących w skład Riese.
Muzeum czynne codziennie w godz. 10-18, bilet 9 zł, ulgowy 7 zł. Tor saneczkowy: przejazd 4 zł, ulgowy 2, czynne codziennie do godz. 20, sobota - niedziela od 10, pozostałe dni od 12
***
Pod ziemię "schodzimy" pierwszego dnia bez słońca. Do Osówki jedziemy samochodem, drogą przez Walim (nawet gdyby nie padało, ze względu na Jurka musielibyśmy zrezygnować z rowerów - odpadłby na podjazdach). W Rzeczce skręcamy w prawo. Tuż przed przełęczą Sokolec, 650 m n.p.m., pnie się w górę między domami asfaltowa droga (łatwo przeoczyć wjazd, nie ma znaków).
- Państwo wezmą coś ciepłego do ubrania - wita nas pan parkingowy. - A dzieciom radzę włożyć gumowce (słuszna rada, szczególnie warto ją sobie wziąć do serca we Włodarzu). Wkładamy obowiązkowe kaski i ruszamy w ciemność. Zimno (przez cały rok 5-7 st. C), mokro, ponuro. Przewodniczka przejmująco opowiada o tym, że tunele, którymi wędrujemy, drążyli więźniowie z podobozów Gross Rosen. Pracowali ponad siły, mieli głodowe racje żywnościowe, umierali z wyczerpania. Ofiar nikt dokładnie nie policzył. Według szacunków zbiorowa mogiła w pobliskich Kolcach kryje co najmniej kilkanaście tysięcy ciał. Oglądamy należące do więźniów buty, łyżki i ułożone wzdłuż ścian narzędzia. Zachował się też wagonik, którym wywożono urobek.
To w Osówce Grzegorz Kuczeriszka kręcił horror "Pora mroku", a Adek Drabiński "Tajemnicę Twierdzy Szyfrów". Na pamiątkę tej filmowej produkcji zachowano niemiecką ciężarówkę, stoi u wejścia do podziemi. Wyszedłszy na powierzchnię, zaglądamy jeszcze do kasyna i siłowni - niestety, wszystko zarośnięte i brudne, nie polecam.
Osówka czynna od kwietnia do września w godz. 10-18, od października do marca - 10-16. Wejścia o pełnej godzinie. Bilet 8 zł, ulgowy 6. Trasa ekstremalna (konieczna rezerwacja), z linami i przeprawą łodzią - 16 zł
***
Do Włodarza, podziemnego kompleksu w masywie Włodarza, wiedzie kręta, wąska droga z Walimia, niezwykle widokowa. Dostaną się tu rowerem tylko najwytrwalsi, przy czym ostatnie pół kilometra to jazda po dziurach i kamieniach.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
-
Sprawdź, gdzie nie będzie dziś wody we Wrocławiu
-
Policyjna doba w liczbach. Ponad 40 pijanych kierowców
-
Poranne korki we Wrocławiu. Lepiej omijać te ulice
-
Braniborska znów jest otwarta dla zmotoryzowanych
-
Sprawdź, gdzie nie będzie dziś prądu we Wrocławiu
-
Uwaga kierowcy: na Milenijnym wyłączą sygnalizację
-
Czeka nas słoneczny dzień. Na termometrach 21 kresek
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






