Był salon...

Aneta Augustyn, Mariusz Urbanek
18.09.2008 , aktualizacja: 18.09.2008 16:13
A A A Drukuj
Matematyk, profesor Józef Dudek marzył o miejscu, w którym będzie można dyskutować na każdy temat bez względu na podziały polityczne i naukowe. Salon, który tworzył przez dwanaście lat, był spełnieniem tego marzenia. W ostatnią sobotę profesor zmarł
Matematyk prof. Józef Dudek
Fot. Bartłomiej Sowa / AG
Matematyk prof. Józef Dudek


Czwartek był dniem nerwowego oczekiwania na telefon. W czwartki profesor Dudek dzwonił z ostatnimi zaproszeniami na spotkanie w Salonie. Ci, których zaprosił, mówili potem o intelektualnym przeżyciu, ci, których telefon nie zadzwonił, o towarzystwie snobów.

- Kiedy pierwszy raz zostałem zaproszony przez profesora, byłem tak zdenerwowany, że w drodze do salonu rozbiłem samochód - wspomina Henryk Koczan, prezes korporacji wydawniczo-informacyjnej Orpha. - Nie ma co ukrywać, że oprócz intelektualnej przyjemności, bywanie w Salonie było rodzajem snobizmu.

Po szczękach się nie targamy

O tym, kto jest zapraszany do salonu decydował wyłącznie profesor. Trudno mu było odmówić: - Będzie bardzo ciekawie. Zależy mi na tym, żeby pan był - przekonywał.

Podczas wielu z blisko pół tysiąca spotkań w salonie tłoczyło się ponad 100 ludzi.

W salonie panuje demokracja, twierdzą goście, pod warunkiem, że wszystko przebiega zgodnie z wyobrażeniami profesora. - Kiedy zapytałam, czy zamiast mnie może przyjść ktoś inny, profesor, oględnie mówiąc, nie był zachwycony - mówi jedna z bywalczyń.

Równie trudno odmówić zaproszeniu w charakterze gościa specjalnego. Jeden z ministrów próbował na dwa dni przed terminem spotkania odwołać przyjazd do Wrocławia. Wystarczył jeden telefon do ówczesnego wicepremiera Leszka Balcerowicza i minister natychmiast potwierdził przyjazd.

- Bardzo przepraszam profesora Dudka za zamieszanie - zaczął swoje wystąpienie.

Senator i prezes IPN, prof. Leon Kieres, przeszedł przez wszystkie szczeble salonowego wtajemniczenia. Najpierw przychodził jako zwykły gość, potem prowadził spotkania innych, sam został gościem specjalnym, teraz za zgodą profesora zaprasza do salonu prominentnych polityków.

- Znam wielu ludzi, ale nigdy nie spotkałem ich w takiej konstelacji: wspólnie politycy z lewa do prawa, księża, uczeni i artyści. To nie jest salon jedynie słusznej prawdy. Mówi się o wszystkim i bez ogródek. Dyskusje są burzliwe, ale, jak mawiał Wałęsa, po szczękach się nie targamy - mówił.



Piątek, 19.00, elegancki ubiór

Z regulaminu wyłożonego na stoliku ("Zasady organizacji spotkań dyskusyjnych w Salonie Profesora Dudka"):

Prowadzący wygłasza kilka zdań na temat salonu, dba o to, aby dyskutanci nie przeciągali wypowiedzi ponad pięć-siedem minut.

Charakter spotkań w salonie oraz elitarne audytorium wyznaczają gościowi specjalnemu szczególną rolę. Jego zadaniem jest sprowokowanie żywej i inspirującej dyskusji (a nie wygłoszenie prelekcji!).

W trakcie dyskusji gość specjalny może udzielać krótkich wyjaśnień ad vocem (dłuższych, jeśli dyskusja słabo się rozwija). Nie musi ustosunkować się do wszystkich głosów w dyskusji. Dyskusja może pozostać niezamknięta. Ważne, by prowokowała do przemyśleń.

Pierwsza część spotkania trwa około dwóch godzin. W tym: rozpoczęcie spotkania 5-8 minut, wprowadzenie do dyskusji 3-4 minuty, dyskusja przed przerwą 40-60 minut.

Przerwa (antrakt) jest istotną częścią spotkania w salonie (rozmowy salonowe, napoje, poczęstunek) i trwa około 45-60 minut. Nie należy jej skracać, ponieważ to ona w głównej mierze nadaje spotkaniu charakter salonowy!

Trzecia część przeznaczona jest na dokończenie dyskusji, odpowiedzi na pytania i podsumowanie. Toczy się zwykle w nieco swobodniejszej atmosferze, bez ustalonego limitu czasowego. W salonie obowiązują elegancki ubiór i salonowe zachowanie.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów