Trzebnica
01.05.2007
, aktualizacja: 12.10.2006 13:28
Rocznica śmierci księżnej Jadwigi to w Trzebnicy wielkie święto. Właśnie przybywają tu tysiące pielgrzymów, by ujrzeć relikwiarz z czaszką patronki Śląska. To dzięki niej powstało imponujące opactwo cysterek - pierwszy żeński klasztor na polskich ziemiach
Na klasztorny dziedziniec wchodzimy przez bramę ozdobioną krzyżem maltańskim z głową Jana Chrzciciela. Dawne cysterskie opactwo to wielki czworobok o żółto-białej fasadzie, z kopulastymi dachami i wieżyczkami. Do reprezentacyjnego barokowego wejścia prowadzą kamienne schody z balustradą zwieńczoną figurami księcia Henryka I Brodatego i jego syna Henryka II Pobożnego. Wokół rozciąga się park, sad, liczne zabudowania gospodarcze, wszystko otacza potężny, kamienny mur.
Opactwo to klasztor i przylegający doń kościół - enklawa w samym środku 12-tysięcznej Trzebnicy, malowniczo położonej wśród wzgórz. Klasztor należący dziś do zakonu boromeuszek założyła żona Henryka Brodatego Jadwiga. Wciąż jest bardzo popularna - mieszkańcy mówią, że tutejsze kobiety, jeśli nie noszą jej imienia, to przynajmniej mają Jadwiga na drugie. Jest ulica Jadwigi, dom opieki jej imienia, parafia, dom pielgrzymkowy, a nawet Kawiarenka Jadwiżańska.
***
Opactwo po licznych pożarach, najazdach husyckich i zniszczeniach wojny trzydziestoletniej zostało przebudowane w stylu barokowym i tak przetrwało do obecnych czasów (stąd m.in. mansardowy dach na budynku bramnym, putta i kwietne motywy na fasadzie). Cysterki sprowadzone na początku XIII w. zmuszono do opuszczenia tego miejsca w 1810 r., kiedy zaczęto kasować wszystkie klasztory w Prusach. Obrazy, książki, dokumenty zostały wyprzedane, marmurowe posadzki wypruto, miedź z kopuły wieży zdjęto, a w budynku uruchomiono przędzalnię wełny. Kiedy w połowie XIX w. fabrykę zamknięto, wprowadzili się joannici - rycerze maltańscy (to po nich ów równoramienny krzyż nad bramą). Założyli tu szpital wojskowy, do którego sprowadzono znane z talentów pielęgniarskich boromeuszki. W 1889 r. przejęły klasztor i gospodarzą do dziś.
Wielką drewnianą furtę otwiera mi siostra Beata. Prowadzi przestronnym korytarzem, na drzwiach tabliczki: s. Caecilia, s. Dorothea, s. Catharina, s. Martha... (cele zamiast numerów mają imiona świętych). - Po wojnie zamieniłyśmy tylko tabliczki na łacińskie zamiast niemieckich, bo te były źle widziane - opowiada zakonnica.
Nad drzwiami, za którymi rezydują m.in. siostry przełożona i księgowa, wisi cykl okrągłych obrazów sprzed czterech wieków. Przedstawiają uczynki miłosierdzia: spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, chorych odwiedzać... Dalej okazałe malowidła dokumentujące życie św. Bernarda z Clairvaux, patrona cystersów.
Krużganki biegną wokół wirydarza pełnego róż i aksamitek (wirydarze są tu dwa, obydwa toną w kwiatach). W rogu zachował się fragment średniowiecznego pieca podłogowego - głazy kumulowały ciepło oddawane przez otwory w kaflach posadzki. Pośrodku wirydarza stoi posąg Jadwigi, za nią stuletnia ażurowa altana z drewna. - Leżakowały tu siostry chore na gruźlicę - wyjaśnia moja przewodniczka. Obok skromny grób Konstantyny Hermann, ostatniej niemieckiej przełożonej, która zmarła 30 stycznia 1945 r., kiedy w mieście byli już radzieccy żołnierze. W opustoszałej po ewakuacji Trzebnicy boromeuszki pozostały ze swoimi chorymi.
***
Na piętrze klasztoru siostry urządziły muzeum osobliwości. Są tu pamiątki z Syberii i Afryki, gdzie zakonnice prowadzą misje, oraz wielka makieta opactwa, którą w 1799 r. wykonał leczony tu francuski żołnierz. Przetrwało kilkanaście cysterskich modlitewników z XVIII w. i wysadzane szlachetnymi kamieniami monstrancje z domów zakonnych likwidowanych przez władze komunistyczne. Wśród licznych dewocjonaliów jest i Biblia wielkości pudełka zapałek.
Najciekawsze wydały mi się przedmioty codziennego użytku, m.in. kilka cynowych i miedzianych naczyń. - Do 1943 r. jadałyśmy na metalowych talerzach. Potem wyszło zarządzenie wojskowe i nasze naczynia oraz dzwon przetopiono na potrzeby militarne - mówi siostra. - Od tego czasu używamy porcelany.
Są też blachy do wypiekania opłatków, aparat do wtłaczania korków w butelki z klasztornymi nalewkami, żelazka z duszą, maszyna do pisania, a nawet zeszyt z krawieckimi wykrojami sprzed stu lat. Dokładne opisy kroju pantalonów, dziecięcych ubranek i nocnych koszul służyły dziewczętom, dla których boromeuszki prowadziły szkołę gospodarczą. Na fotografiach z początku XX w. roześmiane nastolatki grają w krykieta, prasują wielkie prześcieradła spływające do wiklinowych koszy i uczą się pielęgnować niemowlęta.
Wśród eksponatów zwraca uwagę słomiana walizeczka do przewożenia kołnierzy i cylindryczne haftowane pudełko na nakrycia głowy. Usztywnione krochmalem wielkie białe kołnierze i kornety były nieodłącznym elementem zakonnego stroju. - Nosiłyśmy je aż do lat 60. - opowiada siostra Beata.
Klasztor jest domem generalnym (macierzystym) polskich boromeuszek. Mieszka tu 60 zakonnic, które prowadzą dom opieki społecznej i stołówkę dla bezdomnych, należy do nich także pobliska szkoła integracyjna. Dawna stajnia, kurnik, browar i rzeźnia służą dziś głównie za garaże, pralnie i magazyny. Za szpalerem zieleni kryje się cmentarz czterystu zmarłych na tyfus pod koniec ostatniej wojny. Dziesięć lat temu cały kompleks gruntownie odnowiono. - Niestety, budowlany pył tak przysypał drzewa owocowe, że potem nawet ulewny deszcz im nie pomógł - siostra Beata prowadzi mnie do sadu. - Trzeba było je usunąć i posadzić nowe. Szkoda tamtych renet... co to był za smak!
Zakonnice same pieką chleb, robią masło i sery, smażą morelowe konfitury. Jutro na deser będzie orzechowiec - jedna z sióstr właśnie strąca dojrzałe orzechy włoskie. Za rzędami śliw, grusz, jabłoni i drzewek pigwowych jak na dłoni widać Winną Górę, łagodne, nasłonecznione wzgórze, na którym cysterki uprawiały winorośl.
***
O hafciarskim kunszcie cysterek świadczą doskonale zachowane szaty liturgiczne, przechowywane w szklanych gablotach w zakrystii przy bazylice pod wezwaniem NMP i św. Bartłomieja. Ornaty, welony kielichowe, mitrę, a nawet rękawiczki biskupie pokrywają misterne motywy. Zakonnice ozdobiły złotem i barwnymi paciorkami piękną XIII-wieczną chorągiew przedstawiającą Jadwigę z nieodłącznym atrybutem: trzymanym w dłoni budynkiem klasztoru. Uwagę przykuwa symbolizująca żłóbek miniaturowa złocona kołyska. Spoczywa w niej ceramiczna figurka Dzieciątka Jezus (XV w.) przykryta haftowaną kołderką. - Zawsze w wigilię Bożego Narodzenia wystawiamy ją w kaplicy - mówi siostra Beata.
XIII-wieczna, wielokrotnie przebudowywana świątynia zachowała wysokiej klasy romański portal, zamurowany obok obecnego wejścia - na tympanonie z 1213 r. siedzący na tronie król Dawid przygrywa na harfie królowej Betsabe. Do kościoła dobudowano jednak barokową wieżę tak niefortunnie, że zasłania część tego mistrzowskiego dzieła.
Zwiedzanie świątyni warto zacząć od jej najstarszej części - romańskiej krypty św. Bartłomieja. Wąskie schody prowadzą do dwóch niewielkich pomieszczeń, które były kiedyś miejscem pochówku śląskich Piastów oraz zakonnic. Szczątki przeniesiono do innej krypty, zachowując tylko tabliczki z trumien mniszek. Urządzono także lapidarium złożone z romańskich detali - zworników, fragmentów filarów i popiersi. Woda ze studzienki w rogu krypty miała ponoć moc uzdrawiania, ale niedane było mi się o tym przekonać. - Źle osuszono stawy i wody gruntowe opadły - rozkłada ręce brat Marcin, jeden z braci salwatorianów, którzy opiekują się kościołem.
Wnętrze nawy głównej sanktuarium przypomina o św. Jadwidze. Swoje prace poświęcili jej znakomici artyści baroku, m.in. malarz Michał Willman (1630-1706), który naszkicował cykl ze scenami z życia świętej (prace dokończyli jego uczniowie). Centralnym miejscem i celem pielgrzymek jest gotycka kaplica Jadwigi - strzeliste kamienno-ceglane wnętrze z barokowymi ołtarzami i złoconą amboną. Pośrodku wznosi się wspaniały baldachimowy grobowiec z 1680 r., wykonany w pracowniach śląskich mistrzów. Wybitny barokowy rzeźbiarz Franciszek Mangoldt wyidealizował świętą: na płytach z czarnego i różowego marmuru spoczywa alabastrowa postać smukłej, pięknej, młodej kobiety, a przecież Jadwiga umarła mając 70 lat.
Przyzwyczajeni do tego wizerunku trzebniczanie byli ponoć zdegustowani, kiedy zobaczyli prawdziwą twarz księżnej. W 1993 r. wrocławscy naukowcy - prof. Tadeusz Krupiński i prof. Zbigniew Reichel - zrekonstruowali jej głowę z dość masywną i srogą twarzą, wykorzystując częściowo zachowaną czaszkę przechowywaną w grobowcu. Zawierający ją ozdobny relikwiarz oraz inne, z zębem trzonowym i kością prawego ramienia świętej, można zobaczyć właśnie teraz, w rocznicę śmierci (księżna zmarła 14 października 1243 r.). Uroczystości odpustowe ku jej czci trwają od 13 do 16 października. Do grobu świętej przybywają wielotysięczne piesze pielgrzymki, by uczestniczyć w nabożeństwach i wykładach jej poświęconych. Kulminacyjnym punktem będzie niedzielna uroczysta suma (godz. 11), którą odprawi arcybiskup Stanisław Gądecki, metropolita poznański, po niej ulicami miasta przejdzie procesja z relikwiarzem.
Z Wrocławia do Trzebnicy jest ok. 35 km. Bazylikę można zwiedzać codziennie w godz. 8-12 i 12.30-18, tel. 0 71 312 14 15, 0 71 312 11 18. Zwiedzanie części klasztornej tylko po uprzednim telefonie: 0 71 387 41 00
W sieci
http://www.sgtbarycz.trzebnica.net/trzebnica
http://www.trzebnica.pl
http://www.boromeuszki.pl
http://www.muzeum.artistsbiz.com
Jadwiga Śląska i cysterki
Bene litterata - pisał biograf Jadwigi (ok. 1174-1243) o gruntownie wykształconej młodziutkiej arystokratce z rodu Andechs. Wychowana przez benedyktynki, poznała Pismo Święte i łacinę, potrafiła iluminować manuskrypty, grać na instrumentach, haftować, sporządzać specyfiki z leczniczych ziół i leczyć chorych. Zaledwie 12-letnia niemiecka księżniczka została wydana za śląskiego księcia Henryka I Brodatego. Po urodzeniu siedmiorga dzieci (m.in. Henryka II Pobożnego), wymogła na mężu śluby czystości i zajęła się działalnością charytatywną. Wypominając mężowi brak żeńskiego klasztoru, Jadwiga nakłoniła Henryka Brodatego do ufundowania go właśnie w Trzebnicy. Dzięki książęcej parze w 1203 r. sprowadzono tu pierwsze mniszki, benedyktynki z Bawarii, które po kilkunastu latach objęło zwierzchnictwo cystersów z Lubiąża. Książę nie tylko na własnym terenie postawił klasztor, ale i bogato go uposażył oraz długo i hojnie dotował. Zobowiązał okolicznych mieszkańców do świadczeń: najzamożniejsi oddawali klasztorowi co roku kilka miar zboża i donicę miodu, a bednarze co Wielkanoc dostarczali po jednej kadzi. Opactwo było prawdziwym przedsiębiorstwem, którym zakonnice, zgodnie z cysterską regułą ora et labora, sprawnie zarządzały. Klasztorem kierowała ksieni, która odpowiadała przed opatem. Przeorysza dbała o sprawy duchowe, gospodarczymi zawiadywały ekonomka i ochmistrzyni, aptekarka wydawała leki, kantorka prowadziła chór. Wywodzące się głównie ze szlachty i mieszczaństwa cysterki opiekowały się bezdomnymi, prowadziły przytułek, kształciły dziewczęta.
Decydujący głos w sprawach klasztoru miała Jadwiga, która zamieszkała tu pod koniec życia i tu została pochowana. Poddani ją uwielbiali - osobiście zajmowała się trędowatymi, wspierała biednych, wstawiała się za więzionymi. Niedługo po śmierci została kanonizowana, a do jej grobu zaczęli licznie napływać pątnicy. Kult świętej rozszerzył się poza granice Śląska i trwa do dziś.
Opactwo to klasztor i przylegający doń kościół - enklawa w samym środku 12-tysięcznej Trzebnicy, malowniczo położonej wśród wzgórz. Klasztor należący dziś do zakonu boromeuszek założyła żona Henryka Brodatego Jadwiga. Wciąż jest bardzo popularna - mieszkańcy mówią, że tutejsze kobiety, jeśli nie noszą jej imienia, to przynajmniej mają Jadwiga na drugie. Jest ulica Jadwigi, dom opieki jej imienia, parafia, dom pielgrzymkowy, a nawet Kawiarenka Jadwiżańska.
***
Opactwo po licznych pożarach, najazdach husyckich i zniszczeniach wojny trzydziestoletniej zostało przebudowane w stylu barokowym i tak przetrwało do obecnych czasów (stąd m.in. mansardowy dach na budynku bramnym, putta i kwietne motywy na fasadzie). Cysterki sprowadzone na początku XIII w. zmuszono do opuszczenia tego miejsca w 1810 r., kiedy zaczęto kasować wszystkie klasztory w Prusach. Obrazy, książki, dokumenty zostały wyprzedane, marmurowe posadzki wypruto, miedź z kopuły wieży zdjęto, a w budynku uruchomiono przędzalnię wełny. Kiedy w połowie XIX w. fabrykę zamknięto, wprowadzili się joannici - rycerze maltańscy (to po nich ów równoramienny krzyż nad bramą). Założyli tu szpital wojskowy, do którego sprowadzono znane z talentów pielęgniarskich boromeuszki. W 1889 r. przejęły klasztor i gospodarzą do dziś.
Wielką drewnianą furtę otwiera mi siostra Beata. Prowadzi przestronnym korytarzem, na drzwiach tabliczki: s. Caecilia, s. Dorothea, s. Catharina, s. Martha... (cele zamiast numerów mają imiona świętych). - Po wojnie zamieniłyśmy tylko tabliczki na łacińskie zamiast niemieckich, bo te były źle widziane - opowiada zakonnica.
Nad drzwiami, za którymi rezydują m.in. siostry przełożona i księgowa, wisi cykl okrągłych obrazów sprzed czterech wieków. Przedstawiają uczynki miłosierdzia: spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, chorych odwiedzać... Dalej okazałe malowidła dokumentujące życie św. Bernarda z Clairvaux, patrona cystersów.
Krużganki biegną wokół wirydarza pełnego róż i aksamitek (wirydarze są tu dwa, obydwa toną w kwiatach). W rogu zachował się fragment średniowiecznego pieca podłogowego - głazy kumulowały ciepło oddawane przez otwory w kaflach posadzki. Pośrodku wirydarza stoi posąg Jadwigi, za nią stuletnia ażurowa altana z drewna. - Leżakowały tu siostry chore na gruźlicę - wyjaśnia moja przewodniczka. Obok skromny grób Konstantyny Hermann, ostatniej niemieckiej przełożonej, która zmarła 30 stycznia 1945 r., kiedy w mieście byli już radzieccy żołnierze. W opustoszałej po ewakuacji Trzebnicy boromeuszki pozostały ze swoimi chorymi.
***
Na piętrze klasztoru siostry urządziły muzeum osobliwości. Są tu pamiątki z Syberii i Afryki, gdzie zakonnice prowadzą misje, oraz wielka makieta opactwa, którą w 1799 r. wykonał leczony tu francuski żołnierz. Przetrwało kilkanaście cysterskich modlitewników z XVIII w. i wysadzane szlachetnymi kamieniami monstrancje z domów zakonnych likwidowanych przez władze komunistyczne. Wśród licznych dewocjonaliów jest i Biblia wielkości pudełka zapałek.
Najciekawsze wydały mi się przedmioty codziennego użytku, m.in. kilka cynowych i miedzianych naczyń. - Do 1943 r. jadałyśmy na metalowych talerzach. Potem wyszło zarządzenie wojskowe i nasze naczynia oraz dzwon przetopiono na potrzeby militarne - mówi siostra. - Od tego czasu używamy porcelany.
Są też blachy do wypiekania opłatków, aparat do wtłaczania korków w butelki z klasztornymi nalewkami, żelazka z duszą, maszyna do pisania, a nawet zeszyt z krawieckimi wykrojami sprzed stu lat. Dokładne opisy kroju pantalonów, dziecięcych ubranek i nocnych koszul służyły dziewczętom, dla których boromeuszki prowadziły szkołę gospodarczą. Na fotografiach z początku XX w. roześmiane nastolatki grają w krykieta, prasują wielkie prześcieradła spływające do wiklinowych koszy i uczą się pielęgnować niemowlęta.
Wśród eksponatów zwraca uwagę słomiana walizeczka do przewożenia kołnierzy i cylindryczne haftowane pudełko na nakrycia głowy. Usztywnione krochmalem wielkie białe kołnierze i kornety były nieodłącznym elementem zakonnego stroju. - Nosiłyśmy je aż do lat 60. - opowiada siostra Beata.
Klasztor jest domem generalnym (macierzystym) polskich boromeuszek. Mieszka tu 60 zakonnic, które prowadzą dom opieki społecznej i stołówkę dla bezdomnych, należy do nich także pobliska szkoła integracyjna. Dawna stajnia, kurnik, browar i rzeźnia służą dziś głównie za garaże, pralnie i magazyny. Za szpalerem zieleni kryje się cmentarz czterystu zmarłych na tyfus pod koniec ostatniej wojny. Dziesięć lat temu cały kompleks gruntownie odnowiono. - Niestety, budowlany pył tak przysypał drzewa owocowe, że potem nawet ulewny deszcz im nie pomógł - siostra Beata prowadzi mnie do sadu. - Trzeba było je usunąć i posadzić nowe. Szkoda tamtych renet... co to był za smak!
Zakonnice same pieką chleb, robią masło i sery, smażą morelowe konfitury. Jutro na deser będzie orzechowiec - jedna z sióstr właśnie strąca dojrzałe orzechy włoskie. Za rzędami śliw, grusz, jabłoni i drzewek pigwowych jak na dłoni widać Winną Górę, łagodne, nasłonecznione wzgórze, na którym cysterki uprawiały winorośl.
***
O hafciarskim kunszcie cysterek świadczą doskonale zachowane szaty liturgiczne, przechowywane w szklanych gablotach w zakrystii przy bazylice pod wezwaniem NMP i św. Bartłomieja. Ornaty, welony kielichowe, mitrę, a nawet rękawiczki biskupie pokrywają misterne motywy. Zakonnice ozdobiły złotem i barwnymi paciorkami piękną XIII-wieczną chorągiew przedstawiającą Jadwigę z nieodłącznym atrybutem: trzymanym w dłoni budynkiem klasztoru. Uwagę przykuwa symbolizująca żłóbek miniaturowa złocona kołyska. Spoczywa w niej ceramiczna figurka Dzieciątka Jezus (XV w.) przykryta haftowaną kołderką. - Zawsze w wigilię Bożego Narodzenia wystawiamy ją w kaplicy - mówi siostra Beata.
XIII-wieczna, wielokrotnie przebudowywana świątynia zachowała wysokiej klasy romański portal, zamurowany obok obecnego wejścia - na tympanonie z 1213 r. siedzący na tronie król Dawid przygrywa na harfie królowej Betsabe. Do kościoła dobudowano jednak barokową wieżę tak niefortunnie, że zasłania część tego mistrzowskiego dzieła.
Zwiedzanie świątyni warto zacząć od jej najstarszej części - romańskiej krypty św. Bartłomieja. Wąskie schody prowadzą do dwóch niewielkich pomieszczeń, które były kiedyś miejscem pochówku śląskich Piastów oraz zakonnic. Szczątki przeniesiono do innej krypty, zachowując tylko tabliczki z trumien mniszek. Urządzono także lapidarium złożone z romańskich detali - zworników, fragmentów filarów i popiersi. Woda ze studzienki w rogu krypty miała ponoć moc uzdrawiania, ale niedane było mi się o tym przekonać. - Źle osuszono stawy i wody gruntowe opadły - rozkłada ręce brat Marcin, jeden z braci salwatorianów, którzy opiekują się kościołem.
Wnętrze nawy głównej sanktuarium przypomina o św. Jadwidze. Swoje prace poświęcili jej znakomici artyści baroku, m.in. malarz Michał Willman (1630-1706), który naszkicował cykl ze scenami z życia świętej (prace dokończyli jego uczniowie). Centralnym miejscem i celem pielgrzymek jest gotycka kaplica Jadwigi - strzeliste kamienno-ceglane wnętrze z barokowymi ołtarzami i złoconą amboną. Pośrodku wznosi się wspaniały baldachimowy grobowiec z 1680 r., wykonany w pracowniach śląskich mistrzów. Wybitny barokowy rzeźbiarz Franciszek Mangoldt wyidealizował świętą: na płytach z czarnego i różowego marmuru spoczywa alabastrowa postać smukłej, pięknej, młodej kobiety, a przecież Jadwiga umarła mając 70 lat.
Przyzwyczajeni do tego wizerunku trzebniczanie byli ponoć zdegustowani, kiedy zobaczyli prawdziwą twarz księżnej. W 1993 r. wrocławscy naukowcy - prof. Tadeusz Krupiński i prof. Zbigniew Reichel - zrekonstruowali jej głowę z dość masywną i srogą twarzą, wykorzystując częściowo zachowaną czaszkę przechowywaną w grobowcu. Zawierający ją ozdobny relikwiarz oraz inne, z zębem trzonowym i kością prawego ramienia świętej, można zobaczyć właśnie teraz, w rocznicę śmierci (księżna zmarła 14 października 1243 r.). Uroczystości odpustowe ku jej czci trwają od 13 do 16 października. Do grobu świętej przybywają wielotysięczne piesze pielgrzymki, by uczestniczyć w nabożeństwach i wykładach jej poświęconych. Kulminacyjnym punktem będzie niedzielna uroczysta suma (godz. 11), którą odprawi arcybiskup Stanisław Gądecki, metropolita poznański, po niej ulicami miasta przejdzie procesja z relikwiarzem.
Z Wrocławia do Trzebnicy jest ok. 35 km. Bazylikę można zwiedzać codziennie w godz. 8-12 i 12.30-18, tel. 0 71 312 14 15, 0 71 312 11 18. Zwiedzanie części klasztornej tylko po uprzednim telefonie: 0 71 387 41 00
W sieci
http://www.sgtbarycz.trzebnica.net/trzebnica
http://www.trzebnica.pl
http://www.boromeuszki.pl
http://www.muzeum.artistsbiz.com
Jadwiga Śląska i cysterki
Bene litterata - pisał biograf Jadwigi (ok. 1174-1243) o gruntownie wykształconej młodziutkiej arystokratce z rodu Andechs. Wychowana przez benedyktynki, poznała Pismo Święte i łacinę, potrafiła iluminować manuskrypty, grać na instrumentach, haftować, sporządzać specyfiki z leczniczych ziół i leczyć chorych. Zaledwie 12-letnia niemiecka księżniczka została wydana za śląskiego księcia Henryka I Brodatego. Po urodzeniu siedmiorga dzieci (m.in. Henryka II Pobożnego), wymogła na mężu śluby czystości i zajęła się działalnością charytatywną. Wypominając mężowi brak żeńskiego klasztoru, Jadwiga nakłoniła Henryka Brodatego do ufundowania go właśnie w Trzebnicy. Dzięki książęcej parze w 1203 r. sprowadzono tu pierwsze mniszki, benedyktynki z Bawarii, które po kilkunastu latach objęło zwierzchnictwo cystersów z Lubiąża. Książę nie tylko na własnym terenie postawił klasztor, ale i bogato go uposażył oraz długo i hojnie dotował. Zobowiązał okolicznych mieszkańców do świadczeń: najzamożniejsi oddawali klasztorowi co roku kilka miar zboża i donicę miodu, a bednarze co Wielkanoc dostarczali po jednej kadzi. Opactwo było prawdziwym przedsiębiorstwem, którym zakonnice, zgodnie z cysterską regułą ora et labora, sprawnie zarządzały. Klasztorem kierowała ksieni, która odpowiadała przed opatem. Przeorysza dbała o sprawy duchowe, gospodarczymi zawiadywały ekonomka i ochmistrzyni, aptekarka wydawała leki, kantorka prowadziła chór. Wywodzące się głównie ze szlachty i mieszczaństwa cysterki opiekowały się bezdomnymi, prowadziły przytułek, kształciły dziewczęta.
Decydujący głos w sprawach klasztoru miała Jadwiga, która zamieszkała tu pod koniec życia i tu została pochowana. Poddani ją uwielbiali - osobiście zajmowała się trędowatymi, wspierała biednych, wstawiała się za więzionymi. Niedługo po śmierci została kanonizowana, a do jej grobu zaczęli licznie napływać pątnicy. Kult świętej rozszerzył się poza granice Śląska i trwa do dziś.
Najnowsze wiadomości
-
Jak poderwać kogoś przez internet? Naukowcy doradzają
-
Posada w spółce dla byłej wiceminister z Platformy
-
Doktorant UWr w finale konkursu Facebook Hacker Cup
-
Zobacz najładniejszą księgarnię w Polsce [ZDJĘCIA]
-
Trzy firmy taksówkarskie wozić będą do nowego lotniska
-
Na mecz Śląska komunikacją miejską pojedziesz za darmo
-
LC Corp Czarneckiego zbuduje mieszkania we Wrocławiu
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Mecz w sobotę, ale szału nie ma. Co z ...
- Każdy wypadek tira będzie na długo ...
- 600 telefonów dziennie pod jeden numer we ...
- Kiedy wrocławski stadion zabłyśnie jak ...
- Jak te koty patrzą... i nie tylko [WASZE ...
- Wrocław: dzisiaj będą przerwy w dostawie prądu
- Schemat zabił chłopca. Nieudana premiera ...







