Świdnica

Aneta Augustyn
01.05.2007 , aktualizacja: 23.02.2006 15:20
A A A Drukuj
Wróciłam ze Świdnicy z czekoladą, piwem i majonezem. W końcu to 700-letnie miasto ma bogatą tradycję kupiecką
Rynek w Świdnicy
Fot. Andrzej Pawłowicz
Rynek w Świdnicy
Kamnienica pod Bykami
Fot. Urząd Miejski w Świdnicy
Kamnienica pod Bykami

Fot. Krzysztof Rak / AG
Fot. Tomasz Pietrzyk Renesansowy portal zamku piastowskiego (dziś zbór zielonoświątkowy)
Fot. Tomasz Pietrzyk
Renesansowy portal zamku piastowskiego (dziś zbór zielonoświątkowy)
Świdnica działa na wiele zmysłów, ale w mroźny zimowy dzień szczególnie mocno zaspokoiła mój zmysł smaku. Skosztowałam łakoci w manufakturze czekolady, spróbowałam znakomitego majonezu i napiłam się domowego piwa. Nie zdziwiło mnie więc, że niedawno reaktywowano Księstwo Świdnicko-Jaworskie. Jedyne księstwo w Polsce. W dodatku z własnym numerem telefonu.

***

Księstwo Świdnicko-Jaworskie powstało w XIII w. pod rządami Piastów: Bolka I, Bernarda i Bolka II. W średniowieczu było potęgą, zrujnowała je dopiero wojna trzydziestoletnia (1618-48). Dwa lata temu dzięki lokalnym patriotom zostało reaktywowane. - Zrobiliśmy to dla wspólnej zabawy, promocji regionu i integracji mieszkańców - mówi Waldemar Skórski, dyrektor departamentu rozwoju gospodarczego Urzędu Miejskiego w Świdnicy. Burmistrzowie Świdnicy i Jawora powołali Ligę Polskich Miast i Miasteczek UNESCO (ich zabytki wpisano na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO). Oba miasta wspólnie piszą wnioski o unijne fundusze na renowację i organizują imprezy kulturalne (ich kalendarz układa się tak, by terminy nie kolidowały ze sobą). Są więc regaty "Książęcy Szkwał" w pobliskim Mietkowie, rajd rowerowy, festyn pieczonego dzika, festiwal techniki, Dni Chleba, Międzynarodowe Noce Jazzowe...

Księstwo bije własne monety pamiątkowe wzorowane na XV-wiecznym złotym florenie i XVII-wiecznym grajcarze. W tym roku wyda paszporty z opisami głównych atrakcji upoważniające do zniżek. Niebawem przywróci ruch na przedwojennych liniach kolejowych (bardzo malownicze).

W księstwie znalazły się powiaty: świdnicki, jaworski, dzierżoniowski, wałbrzyski i kamiennogórski. Są tu parki krajobrazowe (Ślężański, Książański, Gór Sowich, Doliny Bystrzycy), liczne zamki i pałace (Bolków, Grodno, Książ, Krasków, Jawor, Świny, Krzyżowa, Konradów, Mokrzeszów, Piotrowice) oraz zabytki techniki (sztolnie, wieże ciśnień, młyny, elektrownie wodne, parowozy). Ciekawostką są murowane XIX-wieczne wiatraki holenderskie, m.in. w Gogołowie, Komorowie i Żółkiewce, do dziś służące za mieszkania. W Srebrnej Górze znajdziemy pruskie fortyfikacje, a w Wierzbnej i Pożarzysku - średniowieczne świątynie.

Ale największą perłą księstwa jest Świdnica, 61-tysięczne miasto u podnóża Sudetów. Gdyby tylko przywrócić jej pełną krasę...

***

W średniowieczu słynęła ze znakomitego piwa (otrzymała pozwolenie na produkcję w XIII w.). Mieszkańcy mogli warzyć je na własny użytek. Ale jego sława sięgnęła daleko: pito je w Pradze, Heidelbergu, Budapeszcie, Kijowie, Pizie i Mediolanie. We wrocławskim ratuszu do dziś istnieje Piwnica Świdnicka, renomowany lokal o XIII-wiecznym rodowodzie, gdzie serwowano ten znakomity trunek.

- Większość domów w Świdnicy miała piwnice do składowania piwa. Zachowały się nawet resztki pochylni do spuszczania beczek. Wiemy, że piwo było ciemne, wręcz czarne. Niestety, receptury nie przetrwały - mówi Krzysztof Czarnecki, dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji, birofil i badacz historii miasta. Na użytek własny i przyjaciół warzy w domu wiele rodzajów piwa, niektóre według przepisów klasztornych, np. z dodatkiem lukrecji, cukru trzcinowego i kolendry.

Piwo i handel przynosiły miastu duże dochody. Przedsiębiorczy kupcy obdarzeni przez władców licznymi przywilejami sprzedawali m.in. atłas, adamaszek, arrasy, szafran, imbir, rodzynki, złoto... Handlową przeszłość można prześledzić w jedynym w Polsce Muzeum Dawnego Kupiectwa (w ratuszu). Zmyślnie zaaranżowano tu dawne wnętrza. W XIX-wiecznej aptece obok ozdobnej kasy stoi Nerwoton "uznany jako znakomicie ból uśmierzający" i Benignina "doskonała do usunięcia piegów i plam wątrobianych" (w Świdnicy od 1330 r. działała jedna z pierwszych polskich aptek). Karczma to solidna ława z zydlami, kredens, beczki i mnóstwo firmowych butelek, np. ze znanej lwowskiej wytwórni wódek Baczewskiego. Dom Wagi Miejskiej to kantorek sprzed dwóch wieków, rozmaite wagi (nawet XVI-wieczna), moździerze, tabliczka, na której kredą zapisywano, kto ile wziął na kredyt, oraz XVIII-wieczne łokcie do odmierzania tkanin, rzeźbione i malowane (łokieć wrocławski miał ok. 56 cm, krakowski ok. 62). Sklep kolonialny wypełniają puszki na papierosy, herbatę, kawę i czekoladę z wizerunkami gejsz i miejskimi widokami.

Świdnicę sprzed kilku wieków przedstawia makieta w ratuszowej sali rajców: tu stał pręgierz, tam jatki, szubienica, szkoła łacińska, a dalej szmatruz, gdzie handlowano futrami i płótnem.

***

W czekoladziarni przy ul. Komunardów aż kręci w nosie od aromatów. W wysmakowanym wnętrzu z surowej cegły i egzotycznego drewna można napić się gorącej czekolady z imbirem lub miętą. No i kupić praliny w eleganckich tekturowych pudełkach, np. z chili, bakaliami, truskawkami, czereśniami, rumem. Na zapleczu dwie osoby temperują czekoladę: masę podgrzewa się do 46 stopni, schładza na granitowym blacie do 27 i znów podgrzewa do 32. Zabiegi te nadają pralinkom wyjątkową gładkość i połysk.

- Czekolada powinna pękać z trzaskiem, kiedy się ją gryzie - tłumaczy Jacek Sikora, właściciel manufaktury Chocoffee. - Nie może topić się w ręku, ale dopiero w ustach. Prawdziwa, w przeciwieństwie do "przemysłowej", nie zawiera domieszek, jak lecytyna czy tłuszcze roślinne. Ręcznie robi się czekoladę wyłącznie z miazgi i tłuszczu kakaowego oraz cukru. Kawałki nadzienia (gotowana śmietana, amaretto i masło, prażone migdały i orzechy) nabija się na widelczyki i zanurza w czekoladowej masie. - Właśnie takie pralinki, trochę krzywe, nieforemne, to we Francji szczyt wyrafinowania - mówi Jacek Sikora, który skończył w Paryżu szkołę słynnego mima Marcela Marceau, a w bretońskim Vannes podglądał czekoladowe manufaktury. Czekolada wygrała z pantomimą - wrócił do rodzinnej Świdnicy i zrobił dyplom mistrza cukiernika. Od dwóch miesięcy sprzedaje znakomite praliny i tworzy właśnie słodką stronę WWW. - Czekoladę trzeba kochać. Poddać się jej magii i stale się jej uczyć - przekonuje pan Jacek.

Świdniczanie zabronili mi wyjeżdżać z miasta bez czekoladek i.... majonezu produkowanego od lat przez rodzinną firmę J&M. - My tu innego nie jadamy - zapewniali. - Zabieramy go nawet na urlop i wysyłamy znajomym w prezencie. Mnie też bardzo posmakował - puszysty, delikatny ani śladu kwaśnego posmaku.

***

Spacer po rynku to prawdziwa lekcja architektury. XIV-wieczny ratusz wielokrotnie przebudowywano, m.in. w stylu renesansowym i barokowym. Ale najciekawsze wydały mi się kamienice, z których wiele wpisano do rejestru zabytków. Nad zielonym narożnym budynkiem (secesja) zastygł w pół kroku na wieżyczce miedziany Merkury. Wejście do barokowego domu nr 7 zdobi złota korona. W sąsiednim domu Pod Złotym Chłopkiem nad renesansowym portalem stoi mężczyzna w surducie, z cylindrem i laseczką. Nad nr. 16. kołysze się statek. Paradną kamienicę nr 15 zdobią łacińskie sentencje, półkolumny i renesansowe płaskorzeźby z Sądem Ostatecznym. Numerem 29. rządzi złota gęś, numerem 27. - kogut, a 21. - bazyliszek (straszył kiedyś mieszczan ze studni w rynku). Na neogotyckim numerze 19. z wykuszem z żółto-zielonego klinkieru dostrzegam secesyjny motyw kwiatowy. W narożnikach rynku stoją barokowe fontanny, m.in. z postacią Neptuna, Atlasa i herbem miasta, wyrzeźbione przez świdnickiego artystę Georga Webera.

Na przylegających do rynku uliczkach - Łukowej, Kotlarskiej, Trybunalskiej, Grodzkiej, Franciszkańskiej - podziwiam rzeźbione głowy mężczyzn wzorem Herkulesa nakryte lwimi skórami, ozdobne drewniane drzwi i gotyckie płaskorzeźby. Przy ul. Komunardów na szczycie wielkiej neoklasycystycznej kamienicy przystanęła Nike. Na placu 1000-lecia w wiekowych murach zachowała się piękna klatka schodowa ze staroświecką windą, a z narożników domu Pod Bykami przy Długiej spoglądają kamienne byki naturalnej wielkości, z prawdziwymi rogami.

No i jeszcze "srający chłopek" albo "Bolek myśliciel" - betonowa figura, którą w latach 30. ktoś postawił w oczyszczalni ścieków. W czasach PRL-u przeniesiono go do nowej oczyszczalni za Osiedlem Zawiszów, gdzie siedzi do dziś przy bramie wjazdowej.

W czasie ostatniej wojny miasto nie ucierpiało, dopiero na przełomie lat 50. i 60. wyburzono część cennej zabudowy. W latach 60., po bezmyślnej rozbiórce pobliskich domów, zawaliła się też wieża ratusza (do dziś nie odbudowana). Mimo to świdnicka Starówka należy do najcenniejszych na Dolnym Śląsku. Po zmroku jest pięknie oświetlona.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów