Jak Gołębiewski Stefana Żeromskiego w grobie przewraca
16.02.2012
, aktualizacja: 15.02.2012 20:23
Kiedy brakuje argumentów, żeby wyłgać się z łamania prawa, szuka się argumentów na to, że prawo nie zabrania. Tadeusz Gołębiewski, właściciel sieci hoteli, po tym jak wybrnął z tego, że zbudował za wysoki budynek w Karpaczu, może śmiało nazywać się w tym mistrzem.
ZOBACZ TAKŻE
- Wielkanoc bez zwykłej krzątaniny, pensjonaty czekają (18-03-12, 12:00)
- Wolę wspaniałą łąkę niż śmierdzący hotel (Gołębiewski) (08-11-10, 11:26)
- Trzeba zmienić hotel (Gołębiewski) albo przepisy (04-11-10, 21:03)
Hotel, a w zasadzie noclegownia, bo w myśl przepisów tym jest ten wielki obiekt, który Gołębiewski zbudował w Karpaczu, ma o dwa piętra więcej od tego, który miał zbudować i na który dostał stosowne pozwolenie. A jednak odbiór techniczny hotelu-noclegowni jest kwestią najbliższych tygodni.
Chociaż nie obyło się bez zawirowań. Protestowali miejscowi architekci, konserwator zabytków, interweniował nawet sam minister kultury. Jednak były to, jak się dziś okazuje, ruchy bez znaczenia. Gołębiewski zamiast demontować dwa najwyższe piętra, ze stoickim spokojem przeszklił je i lada dzień dostanie wszystkie potrzebne zgody.
Od początku było jasne, że nie zburzy nadwyżki. Musiałby wtedy na czas przebudowy zamknąć hotel, a to oznacza stratę. Jakiego rzędu? Jeżeli Gołębiewskiemu opłaca się przyjmować dodatkowych gości w pokojach, które nie zostały odebrane i płacić za to ponad 100 tys. zł kary, to możemy sobie wyobrazić, o jakie pieniądze chodzi. Innych kwot, takich jak wpływy z podatków, które otrzymuje miasto od hotelu, nie musimy sobie wyobrażać. Dość powiedzieć, że inwestor, który chce duży hotel zbudować za miedzą, w Szklarskiej Porębie, zostawi tam ponad milion złotych rocznie. Dlatego nie dziwię się burmistrzowi Karpacza, że tak gorąco kibicuje inwestycji Gołębiewskiego. Dobry menedżer musi mieć wyniki. Argumenty burmistrza są całkiem racjonalne. Hotel może posłużyć jako duże centrum konferencyjne, do Karpacza przyjadą turyści, znajdą się też nowe miejsca pracy. Gra szła o taką stawkę, że pojawił się nawet pomysł, żeby miejski plan w Karpaczu dopasować pod już istniejący budynek. I gdyby konserwator zabytków nie poskarżył się Ministerstwu Kultury, pewnie tak by się stało. Ale Bogdan Zdrojewski pogroził palcem i trzeba było szukać innego rozwiązania.
Okazało się ono nadzwyczaj proste. Gołębiewski po rozmowach z prawnikami doszedł do wniosku, że budowa świetlika rozwiąże sprawę. Przynajmniej w takim stopniu, że nadzór budowlany przestanie się czepiać. Wykorzystał fakt, że przeszklenia w polskim prawie budowlanym nie są traktowane jako dach, więc gdy je zastosował, kalenica, czyli najwyższy punkt dachu znalazła się o dwa piętra niżej. Zgodnie z planem miała być na wysokości 798 m n.p.m., więc teraz jest. A to, co powyżej to tylko świetlik, zwykła fanaberia, dzięki której budynek będzie lepiej doświetlony.
Tadeusz Gołębiewski zbudował więc taki hotel, jaki od początku chciał zbudować. Nie przejmował się przepisami. Działał w myśl zasady, że najpierw się zrobi, a potem będzie się ewentualnie martwić. On doskonale wie, że ma potężnego sojusznika w postaci miasta, więc ono nie będzie działać wbrew niemu, gdyż interes mają tu wspólny: Gołębiewski prowadzi biznes, miasto dostaje miejsca pracy i wpływy do budżetu. W prawdziwym państwie prawa taki numer by nie przeszedł, ale tu jest Polska. Właśnie.
Teraz Polacy, którzy chcą budować wyższe domy, będą mogli wskazywać na przykład Gołębiewskiego i tłumaczyć, że to przecież nie kolejne piętra, a jedynie przeszklenia.
I nic to, że Żeromski się w grobie przewraca, bo nie o takie szklane domy mu szło.
Chociaż nie obyło się bez zawirowań. Protestowali miejscowi architekci, konserwator zabytków, interweniował nawet sam minister kultury. Jednak były to, jak się dziś okazuje, ruchy bez znaczenia. Gołębiewski zamiast demontować dwa najwyższe piętra, ze stoickim spokojem przeszklił je i lada dzień dostanie wszystkie potrzebne zgody.
Od początku było jasne, że nie zburzy nadwyżki. Musiałby wtedy na czas przebudowy zamknąć hotel, a to oznacza stratę. Jakiego rzędu? Jeżeli Gołębiewskiemu opłaca się przyjmować dodatkowych gości w pokojach, które nie zostały odebrane i płacić za to ponad 100 tys. zł kary, to możemy sobie wyobrazić, o jakie pieniądze chodzi. Innych kwot, takich jak wpływy z podatków, które otrzymuje miasto od hotelu, nie musimy sobie wyobrażać. Dość powiedzieć, że inwestor, który chce duży hotel zbudować za miedzą, w Szklarskiej Porębie, zostawi tam ponad milion złotych rocznie. Dlatego nie dziwię się burmistrzowi Karpacza, że tak gorąco kibicuje inwestycji Gołębiewskiego. Dobry menedżer musi mieć wyniki. Argumenty burmistrza są całkiem racjonalne. Hotel może posłużyć jako duże centrum konferencyjne, do Karpacza przyjadą turyści, znajdą się też nowe miejsca pracy. Gra szła o taką stawkę, że pojawił się nawet pomysł, żeby miejski plan w Karpaczu dopasować pod już istniejący budynek. I gdyby konserwator zabytków nie poskarżył się Ministerstwu Kultury, pewnie tak by się stało. Ale Bogdan Zdrojewski pogroził palcem i trzeba było szukać innego rozwiązania.
Okazało się ono nadzwyczaj proste. Gołębiewski po rozmowach z prawnikami doszedł do wniosku, że budowa świetlika rozwiąże sprawę. Przynajmniej w takim stopniu, że nadzór budowlany przestanie się czepiać. Wykorzystał fakt, że przeszklenia w polskim prawie budowlanym nie są traktowane jako dach, więc gdy je zastosował, kalenica, czyli najwyższy punkt dachu znalazła się o dwa piętra niżej. Zgodnie z planem miała być na wysokości 798 m n.p.m., więc teraz jest. A to, co powyżej to tylko świetlik, zwykła fanaberia, dzięki której budynek będzie lepiej doświetlony.
Tadeusz Gołębiewski zbudował więc taki hotel, jaki od początku chciał zbudować. Nie przejmował się przepisami. Działał w myśl zasady, że najpierw się zrobi, a potem będzie się ewentualnie martwić. On doskonale wie, że ma potężnego sojusznika w postaci miasta, więc ono nie będzie działać wbrew niemu, gdyż interes mają tu wspólny: Gołębiewski prowadzi biznes, miasto dostaje miejsca pracy i wpływy do budżetu. W prawdziwym państwie prawa taki numer by nie przeszedł, ale tu jest Polska. Właśnie.
Teraz Polacy, którzy chcą budować wyższe domy, będą mogli wskazywać na przykład Gołębiewskiego i tłumaczyć, że to przecież nie kolejne piętra, a jedynie przeszklenia.
I nic to, że Żeromski się w grobie przewraca, bo nie o takie szklane domy mu szło.
Najnowsze wiadomości
-
Pękła magistrala. Problemy z wodą w całym mieście
-
Idzie Euro: Zabierajcie rowery, bo demontują stojaki
-
A ja wolę jeździć po jezdni niż po ścieżkach rowerowych
-
Zwycięzca Planete Doc: Filmem chcę zmieniać świat
-
"Szmaty" na scenie Ad Spectatores wyszły na piątkę
-
Schron przy dworcu mogą wyburzyć. Każdy może go kupić
-
Jak stworzyć wideo popularne w internecie? Oni to wiedzą
- 19 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
59 głosów
-
Jak Gołębiewski Stefana Żeromskiego w grobie pr...
khysiek
16.02.12, 11:56
Czy sa gdzieś wizualizacje jak będzie wyglądał dwupiętrowy świetlik ? Bo jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić. Czy wystarczy dach ze szkła ? No bo juz wyobrazam sobie jak kreatywnie będą »
-
dla miłośników gustu ciastkarza z kasą
pufff
22.02.12, 15:15
dla wszystkich podzielających koszmarny gust milionera bez elementarnego poczucia estetyki: www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1524453,1,plebiscyt-architektoniczny---rozwiazanie.read»
Najczęściej czytane24 htydzień



