Nosowska w Eterze roztańczyła nawet ochroniarzy [FOTO]
12.02.2012
, aktualizacja: 12.02.2012 22:58
- Uwielbiam Wrocław! Zawsze to powtarzam, kiedy tu jestem. To najpiękniejsze miasto w Polsce! - mówiła w niedzielny wieczór Kasia Nosowska, która razem z zespołem Hey czarowała i uwodziła wrocławską publiczność w klubie Eter. Porwała nawet ochroniarzy, którzy pod sceną zagrzewali fanów do oklaskiwania zespołu
Hey długo kazał na siebie czekać. Znudzeni fani zespołu, którzy przez kilkadziesiąt minut po supporcie stali pod sceną wypatrując gwiazdy wieczoru (przed nimi wystąpił całkiem ciekawy warszawski zespół Tides From Nebula) zaczęli nawet okazywać zniecierpliwienie, próbując wywołać muzyków klaskaniem, a później także gwizdami.
Ale gdy Nosowska i jej koledzy pojawili się w końcu na scenie, przywitały ich wyłącznie gromkie brawa. A wokalistka Hey na sympatię odpowiedziała komplementami. Przypomniała, że uwielbia Wrocław - co zresztą powtarza za każdym razem, gdy przyjeżdża tu na koncert.
- To najpiękniejsze miasto w Polsce! - podkreślała, a fani szybko wybaczyli jej długie oczekiwanie.
Od pierwszego utworu Nosowska czarowała i uwodziła. W swoim tradycyjnym scenicznym stroju - długiej i szerokiej czarnej tunice, z kokiem na głowie i niepozowaną dziewczęcością, przypominała Małą Mi z "Muminków". I choć śmiała się z samej siebie, że nie potrafi utrzymywać kontaktu z publicznością, to trudno było jej to zarzucić. Tradycyjnie niemal po każdej piosence dziękowała fanom za aplauz, żartowała ze swojego zespołu, a nawet gratulowała Eterowi ochroniarzy, którzy w niedzielny wieczór pracowali pod samą sceną. Ci bowiem, niczym gniazdowi na meczach, odwróceni tyłem do sceny zagrzewali fanów Hey, by tamci podskakiwali i klaskali w rytm piosenek. Nosowska była pod wrażeniem.
- Wiecie, że żadna ze mnie konferansjerka czy frontmanka. Od 20 lat nigdy nie zdarzyło mi się nawet powiedzieć "klaszczcie ze mną" - śmiała się. - A tu proszę, jak panowie sobie radzą! Może mogliby wchodzić na scenę i robić to za mnie? - zastanawiała się.
Hey przypomniał wiele ze swoich starszych utworów, także tych anglojęzycznych. Jak zwykle nie zabrakło także świeżych aranżacji przebojów zespołu, przede wszystkim tych z ostatniej płyty ("Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!"). Były także "Teksański", "Luli Lali" i "Z rejestru strasznych snów", a koncert Nosowska zakończyła "Moją i Twoją nadzieją", życząc wszystkim spokoju i miłości, a przede wszystkim dziękując, że przyszli na koncert.
- Bo my wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jest kryzys. W naszej branży i w waszych branżach, a Wy jednak przyszliście na koncert. Jesteśmy wam za to bardzo wdzięczni.
Ale gdy Nosowska i jej koledzy pojawili się w końcu na scenie, przywitały ich wyłącznie gromkie brawa. A wokalistka Hey na sympatię odpowiedziała komplementami. Przypomniała, że uwielbia Wrocław - co zresztą powtarza za każdym razem, gdy przyjeżdża tu na koncert.
- To najpiękniejsze miasto w Polsce! - podkreślała, a fani szybko wybaczyli jej długie oczekiwanie.
Od pierwszego utworu Nosowska czarowała i uwodziła. W swoim tradycyjnym scenicznym stroju - długiej i szerokiej czarnej tunice, z kokiem na głowie i niepozowaną dziewczęcością, przypominała Małą Mi z "Muminków". I choć śmiała się z samej siebie, że nie potrafi utrzymywać kontaktu z publicznością, to trudno było jej to zarzucić. Tradycyjnie niemal po każdej piosence dziękowała fanom za aplauz, żartowała ze swojego zespołu, a nawet gratulowała Eterowi ochroniarzy, którzy w niedzielny wieczór pracowali pod samą sceną. Ci bowiem, niczym gniazdowi na meczach, odwróceni tyłem do sceny zagrzewali fanów Hey, by tamci podskakiwali i klaskali w rytm piosenek. Nosowska była pod wrażeniem.
- Wiecie, że żadna ze mnie konferansjerka czy frontmanka. Od 20 lat nigdy nie zdarzyło mi się nawet powiedzieć "klaszczcie ze mną" - śmiała się. - A tu proszę, jak panowie sobie radzą! Może mogliby wchodzić na scenę i robić to za mnie? - zastanawiała się.
Hey przypomniał wiele ze swoich starszych utworów, także tych anglojęzycznych. Jak zwykle nie zabrakło także świeżych aranżacji przebojów zespołu, przede wszystkim tych z ostatniej płyty ("Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!"). Były także "Teksański", "Luli Lali" i "Z rejestru strasznych snów", a koncert Nosowska zakończyła "Moją i Twoją nadzieją", życząc wszystkim spokoju i miłości, a przede wszystkim dziękując, że przyszli na koncert.
- Bo my wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jest kryzys. W naszej branży i w waszych branżach, a Wy jednak przyszliście na koncert. Jesteśmy wam za to bardzo wdzięczni.
Najnowsze wiadomości
-
Pękła magistrala. Problemy z wodą w całym mieście
-
Idzie Euro: Zabierajcie rowery, bo demontują stojaki
-
A ja wolę jeździć po jezdni niż po ścieżkach rowerowych
-
Zwycięzca Planete Doc: Filmem chcę zmieniać świat
-
"Szmaty" na scenie Ad Spectatores wyszły na piątkę
-
Schron przy dworcu mogą wyburzyć. Każdy może go kupić
-
Jak stworzyć wideo popularne w internecie? Oni to wiedzą
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
25 głosów
-
Nosowska w Eterze roztańczyła nawet ochroniarzy...
krasnaladamu
13.02.12, 12:34
Ale Kaśka naprawdę nie umie utrzymywać kontaktu z publicznością :) Tylko dziękuje po każdym utworze i mówi, jak kocha Wrocław. Rzadko dorzuca coś więcej. Tides From Nebula, chociaż nie ma »
Najczęściej czytane24 htydzień







więcej zdjęć