Dom wyłudzę tanio. Historia kryminalna bez zakończenia

Jacek Harłukowicz
11.02.2012 , aktualizacja: 11.02.2012 12:00
A A A Drukuj
Tomasz N. dostał cztery lata za wyłudzenie domu od samotnej mieszkanki Sępolna. Gdy przed sądem toczył się jego proces, on robił kolejne - podobne - biznesy
Dom przy ul. Żeglarskiej Tomasz N. sprzedał za kwotę niższą niż miał - zgodnie z umową - zapłacić jego poprzedniemu, pogrążonemu w chorobie alkoholowej, właścicielowi
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Dom przy ul. Żeglarskiej Tomasz N. sprzedał za kwotę niższą niż miał - zgodnie z umową - zapłacić jego poprzedniemu, pogrążonemu w chorobie alkoholowej, właścicielowi
Wyrok zapadł w ubiegłym tygodniu. Jest nieprawomocny, bo to pierwsza instancja. Tomasz N. może się od niego odwołać. Tomasz N. był już wcześniej karany za kradzieże. O wyłudzeniu i sprzedaży należącej do Ewy Janiszewskiej atrakcyjnej willi na Sępolnie pisałem półtora roku temu. Gdy w 2008 r. kobieta zaczęła mieć zaburzenia psychiczne, nie miał się nią kto zająć. I nagle obok niej pojawiali się nieznani sąsiadom Tomasz N. z żoną Edytą. Janiszewską nazywali "ciocią Ewą". W styczniu 2009 r. małżeństwo N. zawiozło Ewę Janiszewską do wrocławskiej kancelarii notarialnej Dominiki Grodzińskiej i Simony Krukowskiej. Tam podpisana została przedwstępna umowa sprzedaży jej domu, w której jest zapis, że sprzedająca wzięła już 10 tys. tytułem zadatku. Wartość nieruchomości strony wyceniają na 800 tys. zł. W maju Tomasz N. sprzedaje dom za 1,3 mln zł i przelewa na konto byłej właścicielki 790 tys. zł. Ale jeszcze tego samego dnia cała ta kwota przelana zostaje na konta Tomasza N. i jego znajomego.

Zaraz potem Tomasz N. umieszcza Ewę Janiszewską w należącym do niego mieszkaniu przy ul. Witebskiej. Kobieta jeszcze bardziej podupada na zdrowiu i 1 kwietnia 2010 r. umiera. Przyjaciele do dziś nie wierzą w jej naturalną śmierć. Sekcji zwłok nie było i nie będzie, bo ciało z kostnicy odebrała Edyta N., która zdecydowała o kremacji zwłok.

Kiedy pisałem o tej historii, spotkałem się z małżeństwem N. Postawili warunek, że rozmowa może odbywać się tylko w obecności ich adwokata. Ale nie byli zbyt rozmowni.

Edyta N. zapewniała: - Wszystko odbyło się zgodnie z prawem i wolą cioci Ewy.

W lipcu 2010 r. Tomasz N. pozbył się mieszkania na Witebskiej; co także ciekawe - za mniejsze pieniądze, niż na jego kupno wyłożył.

Glina, co nie odpuszcza

19 marca 2010 r. Tomasz N. w kancelarii Grodzińskiej i Krukowskiej podpisał kolejną przedwstępną umowę kupna nieruchomości, tym razem mieszkania przy ul. Borowskiej. Strony ustaliły jego wartość na 132 tys. zł. Tego samego dnia w tej samej kancelarii dotychczasowy właściciel podpisał Tomaszowi N. notarialne pełnomocnictwo do występowania w swoim imieniu we wszelkich transakcjach.

22 czerwca Tomasz N. znów jest u notariusz Dominiki Grodzińskiej. Tym razem sam ze sobą, jako pełnomocnik właściciela mieszkania przy Borowskiej z jednej strony i jako jego klient z drugiej, zawiera umowę sprzedaży tej nieruchomości. Jako pełnomocnik zeznaje przed notariuszem, że należność w wysokości 132 tys. zł względem właściciela została już uregulowana.

W listopadzie 2010 Tomasz N. sprzedaje to mieszkanie Jerzemu Najderowi, policjantowi z komisariatu na Grabiszynku.

Najder ma dobrą opinię wśród współpracowników. Kolega z komisariatu: - To taki glina, co nie odpuszcza. Ale wszyscy wiedzą, że dorabia sobie handlem nieruchomościami. Kupuje tanio, sprzedaje drożej.

Okazuje się, że Jerzy Najder już raz robił interes z Tomaszem N. Najder jest właścicielem domu przy ul. Żeglarskiej na Grabiszynku, w prestiżowej enklawie Wrocławia. Ten dom kupił od Tomasza N.

Ten sam scenariusz

To, w jaki sposób N. stał się jego właścicielem, a później sprzedał go Najderowi, przypomina historię z domem Ewy Janiszewskiej i mieszkaniem na Borowskiej. Przez całe lata właścicielem domu przy Żeglarskiej był Jerzy Szczęsny, skłócony z rodziną, nadużywający alkoholu. W ostatnich latach mieszkał w nim z córką, która próbowała zmusić ojca do leczenia choroby alkoholowej. Bezskutecznie. Dom stał się meliną. W maju 2010 roku córka się wyprowadziła. Ani ona, ani reszta rodziny nie mieli pojęcia, że ojciec był już po słowie z Tomaszem N., któremu obiecał sprzedać dom.

6 kwietnia 2010 roku obaj mężczyźni przed notariusz Dominiką Grodzińską umawiają się na transakcję wartości 500 tys. zł. N. płaci 30 tys. zł zadatku. Tego samego dnia Szczęsny podpisuje Tomaszowi N. pełnomocnictwo podobne do tego, jakie N. otrzymał od właściciela mieszkania na Borowskiej. A 11 sierpnia 2010 r. Tomasz N. znów w kancelarii notarialnej Dominiki Grodzińskiej i znów sam ze sobą, jako pełnomocnik Szczęsnego i jego klient, podpisuje umowę kupna-sprzedaży domu przy Żeglarskiej. Podobnie jak poprzednio zeznał, że należność została już uregulowana w całości.

27 grudnia 2010 roku Jerzy Szczęsny umarł.

Jego synowa Teresa Krudysz-Szczęsna: - Dopiero wtedy dowiedzieliśmy się, że teść nie jest już właścicielem domu.

W wydziale ksiąg wieczystych rodzina dowiaduje się, że dom kupił Tomasz N. Zawiadamia policję i prokuraturę.

Teresa Krudysz-Szczęsna: - Znajomy teścia od kieliszka powiedział mi, że pewnego dnia przyjechał tam Tomasz N. z jakąś notariuszką. Wyprosili wszystkich z domu, a potem zmusili go do podpisania umowy sprzedaży.

Wspomniany kompan Szczęsnego przesłuchiwany później przez policję zaprzeczył, by widział w domu jakiegoś notariusza, ale opowiadał ciekawe rzeczy o transakcji: "Jerzy przyszedł na ławkę i powiedział, że sprzedał dom za 20 tys. zł. Następnego dnia mówił, że wieczorem przyjechali ci, którzy kupili dom, i zabrali mu pieniądze. Nie wiedział, komu go sprzedał".

Tomasz N. przesłuchiwany przez policjantów wyjaśniał, że w ostatnich dniach przed śmiercią Szczęsnego się nim opiekował.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 28 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów