Miłobędzka zawsze stała z boku. To będzie jej rok
11.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 18:35
Po Roku Tadeusza Różewicza Biuro Literackie honoruje Krystynę Miłobędzką.
Skromna. Bardzo krytyczna wobec siebie. Mądra i niewymagająca wobec życia. Bo wymagać cokolwiek od życia, byłoby bezczelnością.
- Nigdy nie myślę, że mi się coś od życia należy. To znaczy od kogo? Od ludzi, od drzew, pogody, nieba? Od wszystkiego mi się coś należy? - zastanawia się w rozmowie z Jarosławem Borowcem ("Szare światło". Biuro Literackie. Wrocław 2009.)
Artur Burszta uznał, że Miłobędzkiej należy się od Wrocławia. Dziś mieszka w Puszczykowie, ale przez lata tutaj tworzyła. Pracowała w bibliotece przy ul. Szewskiej vis-a-vis Kameleona. Jej mąż, Andrzej Falkiewicz, był kierownikiem literackim w Teatrze Współczesnym. Oboje ściągnął do Wrocławia ich późniejszy przyjaciel, Tymoteusz Karpowicz.
- Nigdy nie pisała jak przedstawiciele dominującej przez lata szkoły krakowsko-sztokholmskiej i tym samym nie była tak znana jak inne poetki. Przez ponad trzy dekady funkcjonowała na uboczu, poza głównym obiegiem. Przełom nastąpił wraz z wyborem wierszy w "BruLionie" i pierwszymi czytaniami na festiwalu Port Literacki w 2000 roku - opowiada Artur Burszta, szef Biura Literackiego.
Mirosław Spychalski, niegdyś w redakcji BruLionu, autor dokumentu poświęconego Poetce: - Bardzo chcieliśmy ją wylansować. Jej poezja jest piekielnie młodzieńcza, bo opisuje świat dziecięcą, wolną od schematów mądrością. Miała fantastyczne recenzje, m.in. Stanisława Barańczaka, ale mimo to Miłobędzka zawsze stała z boku. Miała też kłopot z występami przed kamerą, dlatego zbudowałem film, opierając się na opiniach na jej temat. Robert Tekieli powiedział wtedy, że pisarze dzielą się na tych, którzy wiedzą, gdzie stoją konfitury, i na tych, których to nie obchodzi. I Krystyna Miłobędzka należy do tych drugich.
Przez pięćdziesiąt lat napisała nie więcej aniżeli czterysta wierszy. W najnowszej książce jest ich ledwie dwanaście.
- Namawianie Miłobędzkiej na kolejne publikacje to "długoterminowa akcja". Bo "po co to wydawać?", "kto to będzie czytał?", "komu to potrzebne?" - opowiada szef BL.
Poetka od czasu debiutu nie może uwierzyć, że jej wiersze mogą się podobać i że stała się ważną autorką dla młodszych piszących.
Na temat jej twórczości powstają eseje krytycznoliterackie i prace doktorskie. Kilkudziesięciu młodych filmowców z Polski i zagranicy nakręciło krótkie etiudy filmowe inspirowane jej wierszami (wyłonioną w weekend przez jury finałową dziesiątkę konkursu można oglądać na stronie internetowej nakrecwiersz.pl).
- To jakiś dziwny i nie wiem, czym zasłużony prezent. Nie wiem, jakim cudem stałam się interesująca dla młodych ludzi. Może gdzieś, w jakichś wierszach, udało mi się - bagatela - uchwycić istotę życia? - zastanawia się w wywiadzie rzece.
A może to nie o istotę życia chodzi, ale o szczerość? Bo pisanie jest dla niej wyrzutem sumienia, spowiedzią, chęcią porozumienia się z innymi i potrzebą rozeznania siebie.
- Gdyby było to możliwe, Miłobędzka nigdy nie użyłaby w wierszach tych samych słów. Minimalizm, oszczędność, prostota, które biorą się z obserwacji codzienności, a także możliwości, jakie niesie z sobą język. Chcesz dowiedzieć się, jak dalece znasz polszczyznę? Czytaj Miłobędzką - uważa Burszta.
To czytanie będzie w tym roku szczególnie intensywne. Po Roku Tadeusza Różewicza Biuro Literackie postanowiło uhonorować twórczość autorki, która od 2000 roku wydała we Wrocławiu wszystkie swoje książki. Wśród nich "Po krzyku" nominowane w 2005 roku do literackiej nagrody Nike i "Gubione" wyróżnione Wrocławską Nagrodą Literacką "Silesius" w 2009 r.
W ramach obchodów roku Poetki w BL ukaże się zbiór dramatów "Gdzie baba siała mak", tom "Dwanaście wierszy w kolorze", a także zbiór "Wielogłos. Krystyna Miłobędzka w recenzjach, szkicach, rozmowach". Książki zaprezentowane zostaną przez obchodzącą w tym roku osiemdziesiąte urodziny Poetkę pierwszego dnia Portu Literackiego. Wtedy też poznamy laureatów konkursu "Nakręć wiersz". Przy współpracy Biura Literackiego, Narodowego Centrum Kultury i Narodowego Instytutu Audiowizualnego powstanie także film dokumentalny.
- Nie wiem, czy udało się mi w pełni przekonać panią Krystynę do wszystkich pomysłów i działań. Nasza współpraca zawsze obfitowała we wzajemne "przeciąganie liny". "Rok Miłobędzkiej", tak jak jej wiersze, to ledwie kilka słów i linijek. Za to rozsądnie dobranych i zestawionych z sobą. Nie wiem, jak zareaguje na fetę, jaką szykujemy w czasie Portu. Pewnie jak zawsze będzie zaskoczona tym, co się dzieje wokół niej - kończy Artur Burszta.
Co myśli o spotkaniach z czytelnikami nietrudno zgadnąć. Nie czuje się pewnie i mimo owacji i kolejek po autografy rozpisuje szczegółowo scenariusze swoich autorskich wieczorów.
Czytam w "Szarym świetle": "Kiedy mam przeczytać kilka tekstów, to robię to lepiej lub gorzej. Ale kiedy jednak muszę odpowiadać na pytania - to dla mnie wielka, ciemna studnia. Dziwię się, że ktoś starannie czyta moje teksty. Bardzo jestem tym faktem wzruszona i zawstydzona. To tylko człowiek wie, z jakiej małej rzeczy i z jakiej biedy one powstają".
Dla Gazety komentuje Joanna Mueller*
Znałam wiersze Krystyny Miłobędzkiej na długo przedtem, kiedy jej twórczość przypomniało Biuro Literackie. Pochodzę z Piły, a pani Krystyna urodziła się w Margoninie koło Chodzieży, gdzie też mam rodzinę - i jakoś się tak złożyło, że w pilskich bibliotekach tomiki tej lokalnej poetki były na półkach i dostępne, i całkiem dobrze wyeksponowane. Pamiętam, że jako wczesna licealistka przeczytałam najważniejsze dla mnie do dzisiaj książki Miłobędzkiej, czyli "Pokrewne" i "Dom, pokarmy", i zachwyciłam się tym, że można o najzwyklejszych rzeczach (macierzyństwie, domu, rodzinie, codziennym krzątactwie) pisać w tak odmienny, "samoswój", zupełnie niepowtarzalny i niepodrabialny sposób.
Jest jedną z niewielu poetek-awangardzistek, ale jej twórczość jest awangardowa w taki ludzki, wręcz ascetyczny sposób. To nie jest autorka, która wikłałaby się w gromkie, hucpiarskie projekty wspólnotowe, w ogłaszanie szumnych awangardowych manifestów, nie jest też - co często zdarza się awangardzistom - uwikłana w żaden system teoretyczny, który mógłby stłamsić autentyczność tej poezji. W ogóle jest to autorka, która zawsze pozostaje "samoswoja", nigdy nie fałszuje, nie odcina też kuponów od swojej twórczości.
Urzeka mnie zawsze skromność, nieśmiałość pani Krystyny, jej wycofanie, które pozwala na zachowanie niezależności, ale też ogromne ciepło i zrozumienie, z jakim przyjmuje innych ludzi, m.in. młodych poetów. To cudowny człowiek i piękna poetka.
Joanna Mueller* - poetka, literaturoznawczyni i krytyczka literacka; współredaktorka antologii poezji kobiet (1989-2009) "Solistki".
- Nigdy nie myślę, że mi się coś od życia należy. To znaczy od kogo? Od ludzi, od drzew, pogody, nieba? Od wszystkiego mi się coś należy? - zastanawia się w rozmowie z Jarosławem Borowcem ("Szare światło". Biuro Literackie. Wrocław 2009.)
Artur Burszta uznał, że Miłobędzkiej należy się od Wrocławia. Dziś mieszka w Puszczykowie, ale przez lata tutaj tworzyła. Pracowała w bibliotece przy ul. Szewskiej vis-a-vis Kameleona. Jej mąż, Andrzej Falkiewicz, był kierownikiem literackim w Teatrze Współczesnym. Oboje ściągnął do Wrocławia ich późniejszy przyjaciel, Tymoteusz Karpowicz.
- Nigdy nie pisała jak przedstawiciele dominującej przez lata szkoły krakowsko-sztokholmskiej i tym samym nie była tak znana jak inne poetki. Przez ponad trzy dekady funkcjonowała na uboczu, poza głównym obiegiem. Przełom nastąpił wraz z wyborem wierszy w "BruLionie" i pierwszymi czytaniami na festiwalu Port Literacki w 2000 roku - opowiada Artur Burszta, szef Biura Literackiego.
Mirosław Spychalski, niegdyś w redakcji BruLionu, autor dokumentu poświęconego Poetce: - Bardzo chcieliśmy ją wylansować. Jej poezja jest piekielnie młodzieńcza, bo opisuje świat dziecięcą, wolną od schematów mądrością. Miała fantastyczne recenzje, m.in. Stanisława Barańczaka, ale mimo to Miłobędzka zawsze stała z boku. Miała też kłopot z występami przed kamerą, dlatego zbudowałem film, opierając się na opiniach na jej temat. Robert Tekieli powiedział wtedy, że pisarze dzielą się na tych, którzy wiedzą, gdzie stoją konfitury, i na tych, których to nie obchodzi. I Krystyna Miłobędzka należy do tych drugich.
Przez pięćdziesiąt lat napisała nie więcej aniżeli czterysta wierszy. W najnowszej książce jest ich ledwie dwanaście.
- Namawianie Miłobędzkiej na kolejne publikacje to "długoterminowa akcja". Bo "po co to wydawać?", "kto to będzie czytał?", "komu to potrzebne?" - opowiada szef BL.
Poetka od czasu debiutu nie może uwierzyć, że jej wiersze mogą się podobać i że stała się ważną autorką dla młodszych piszących.
Na temat jej twórczości powstają eseje krytycznoliterackie i prace doktorskie. Kilkudziesięciu młodych filmowców z Polski i zagranicy nakręciło krótkie etiudy filmowe inspirowane jej wierszami (wyłonioną w weekend przez jury finałową dziesiątkę konkursu można oglądać na stronie internetowej nakrecwiersz.pl).
- To jakiś dziwny i nie wiem, czym zasłużony prezent. Nie wiem, jakim cudem stałam się interesująca dla młodych ludzi. Może gdzieś, w jakichś wierszach, udało mi się - bagatela - uchwycić istotę życia? - zastanawia się w wywiadzie rzece.
A może to nie o istotę życia chodzi, ale o szczerość? Bo pisanie jest dla niej wyrzutem sumienia, spowiedzią, chęcią porozumienia się z innymi i potrzebą rozeznania siebie.
- Gdyby było to możliwe, Miłobędzka nigdy nie użyłaby w wierszach tych samych słów. Minimalizm, oszczędność, prostota, które biorą się z obserwacji codzienności, a także możliwości, jakie niesie z sobą język. Chcesz dowiedzieć się, jak dalece znasz polszczyznę? Czytaj Miłobędzką - uważa Burszta.
To czytanie będzie w tym roku szczególnie intensywne. Po Roku Tadeusza Różewicza Biuro Literackie postanowiło uhonorować twórczość autorki, która od 2000 roku wydała we Wrocławiu wszystkie swoje książki. Wśród nich "Po krzyku" nominowane w 2005 roku do literackiej nagrody Nike i "Gubione" wyróżnione Wrocławską Nagrodą Literacką "Silesius" w 2009 r.
W ramach obchodów roku Poetki w BL ukaże się zbiór dramatów "Gdzie baba siała mak", tom "Dwanaście wierszy w kolorze", a także zbiór "Wielogłos. Krystyna Miłobędzka w recenzjach, szkicach, rozmowach". Książki zaprezentowane zostaną przez obchodzącą w tym roku osiemdziesiąte urodziny Poetkę pierwszego dnia Portu Literackiego. Wtedy też poznamy laureatów konkursu "Nakręć wiersz". Przy współpracy Biura Literackiego, Narodowego Centrum Kultury i Narodowego Instytutu Audiowizualnego powstanie także film dokumentalny.
- Nie wiem, czy udało się mi w pełni przekonać panią Krystynę do wszystkich pomysłów i działań. Nasza współpraca zawsze obfitowała we wzajemne "przeciąganie liny". "Rok Miłobędzkiej", tak jak jej wiersze, to ledwie kilka słów i linijek. Za to rozsądnie dobranych i zestawionych z sobą. Nie wiem, jak zareaguje na fetę, jaką szykujemy w czasie Portu. Pewnie jak zawsze będzie zaskoczona tym, co się dzieje wokół niej - kończy Artur Burszta.
Co myśli o spotkaniach z czytelnikami nietrudno zgadnąć. Nie czuje się pewnie i mimo owacji i kolejek po autografy rozpisuje szczegółowo scenariusze swoich autorskich wieczorów.
Czytam w "Szarym świetle": "Kiedy mam przeczytać kilka tekstów, to robię to lepiej lub gorzej. Ale kiedy jednak muszę odpowiadać na pytania - to dla mnie wielka, ciemna studnia. Dziwię się, że ktoś starannie czyta moje teksty. Bardzo jestem tym faktem wzruszona i zawstydzona. To tylko człowiek wie, z jakiej małej rzeczy i z jakiej biedy one powstają".
Dla Gazety komentuje Joanna Mueller*
Znałam wiersze Krystyny Miłobędzkiej na długo przedtem, kiedy jej twórczość przypomniało Biuro Literackie. Pochodzę z Piły, a pani Krystyna urodziła się w Margoninie koło Chodzieży, gdzie też mam rodzinę - i jakoś się tak złożyło, że w pilskich bibliotekach tomiki tej lokalnej poetki były na półkach i dostępne, i całkiem dobrze wyeksponowane. Pamiętam, że jako wczesna licealistka przeczytałam najważniejsze dla mnie do dzisiaj książki Miłobędzkiej, czyli "Pokrewne" i "Dom, pokarmy", i zachwyciłam się tym, że można o najzwyklejszych rzeczach (macierzyństwie, domu, rodzinie, codziennym krzątactwie) pisać w tak odmienny, "samoswój", zupełnie niepowtarzalny i niepodrabialny sposób.
Jest jedną z niewielu poetek-awangardzistek, ale jej twórczość jest awangardowa w taki ludzki, wręcz ascetyczny sposób. To nie jest autorka, która wikłałaby się w gromkie, hucpiarskie projekty wspólnotowe, w ogłaszanie szumnych awangardowych manifestów, nie jest też - co często zdarza się awangardzistom - uwikłana w żaden system teoretyczny, który mógłby stłamsić autentyczność tej poezji. W ogóle jest to autorka, która zawsze pozostaje "samoswoja", nigdy nie fałszuje, nie odcina też kuponów od swojej twórczości.
Urzeka mnie zawsze skromność, nieśmiałość pani Krystyny, jej wycofanie, które pozwala na zachowanie niezależności, ale też ogromne ciepło i zrozumienie, z jakim przyjmuje innych ludzi, m.in. młodych poetów. To cudowny człowiek i piękna poetka.
Joanna Mueller* - poetka, literaturoznawczyni i krytyczka literacka; współredaktorka antologii poezji kobiet (1989-2009) "Solistki".
Najnowsze wiadomości
-
Pękła magistrala. Problemy z wodą w całym mieście
-
Idzie Euro: Zabierajcie rowery, bo demontują stojaki
-
A ja wolę jeździć po jezdni niż po ścieżkach rowerowych
-
Zwycięzca Planete Doc: Filmem chcę zmieniać świat
-
"Szmaty" na scenie Ad Spectatores wyszły na piątkę
-
Schron przy dworcu mogą wyburzyć. Każdy może go kupić
-
Jak stworzyć wideo popularne w internecie? Oni to wiedzą
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




