Zygmunt Solorz odda ziemię miastu. Wygra na tym Śląsk

Artur Brzozowski
03.02.2012 , aktualizacja: 03.02.2012 20:29
A A A Drukuj
Proces sądowy o grunt pomiędzy władzami Wrocławia i Zygmuntem Solorzem byłby teraz kompletnym absurdem. Właściciele piłkarskiego Śląska mają przecież szanse na wielki sukces i wywalczenie mistrzostwa Polski - sądowa konfrontacja oznaczałaby koniec współpracy w klubie.
Ten wykop obok Stadionu Miejskiego trzeba zabezpieczyć
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Ten wykop obok Stadionu Miejskiego trzeba zabezpieczyć
Trwający kilka tygodni pat w rozmowach władz Wrocławia z Zygmuntem Solorzem zakończył się kompromisem i porozumieniem. Sprawa nie trafi do sądu, bo sporną kwestię terenu pod galerię handlową udało się rozwiązać z korzyścią dla wszystkich stron. Bez żadnych dodatkowych warunków grunt wraca do gminy Wrocław i można go wystawić na sprzedaż. Wczoraj przedstawiciele rady nadzorczej piłkarskiego Śląska - w której większość ma Solorz - jednogłośnie zagłosowali za takim rozwiązaniem.

A przecież do samego końca, do samego posiedzenia rady nie było wiadomo, jak zakończy się spór. Nie bez przyczyny na dzień przed spotkaniem sekretarz miasta Włodzimierz Patalas ostrzegał, że jeśli Solorz nie zgodzi się na warunki Wrocławia, strony spotkają się w sądzie. Deklaracja przedstawiciela miasta była przede wszystkim wyrazem zniecierpliwienia biernością właściciela Polsatu, który galerii nie postawił, ale gruntu pod nią oddać nie chciał.

Nieudana inwestycja i fiasko budowy galerii handlowej obok Stadionu Miejskiego znacznie ochłodziły współpracę miasta z Solorzem w piłkarskim Śląsku. Do tego doszły informacje, że biznesmen nie chce już finansować klubu i zalega z wpłatami pieniędzy. Ratusz sugerował, aby nie łączyć tych dwóch spraw, ale to oczywiste, że fiasko inwestycji z galerią rzucało się cieniem na współpracę stron w zarządzaniu drużyną piłkarską. Nieufność rosła.

Gdyby spór o ziemię skończył się procesem sądowym, byłby to początek końca współpracy udziałowców w Śląsku. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której miasto i Solorz procesują się o grunt i równocześnie zgodnie budują finansową i sportową potęgę Śląska. W ciemno można byłoby zakładać, że przy takim scenariuszu władze miasta musiałyby szukać dla klubu nowego inwestora.

Jednak w tym momencie skrajny scenariusz, czyli proces sądowy, a może nawet wyjście Solorza ze Śląska, nie opłacał się żadnej ze stron. Od strony finansowej i marketingowej byłby to ruch niezrozumiały, absurdalny. Przecież Śląsk ma wielkie szanse na sukces i zdobycie mistrzostwa Polski, a w perspektywie walkę o Ligę Mistrzów. Wycofanie się z piłkarskiego biznesu tuż przed możliwą hossą byłoby szaleństwem. Zygmunt Solorz specjalnie nie interesuje się futbolem, ale na pewno satysfakcję sprawi mu, jeśli w piłkarskiej rywalizacji wygra z właścicielem Legii Mariuszem Walterem czy Bogusławem Cupiałem z Wisły Kraków. Oni od dawna w swoje zespoły inwestują miliony euro, a właściciel Polsatu przy znacznie mniejszych nakładach może ograć rywali.

Z kompromisu w sprawie gruntu zadowolone powinny być trzy strony sporu. Miasto ma ziemię i może ją sprzedawać nowemu inwestorowi. Solorz dostał od prezydenta Rafała Dutkiewicza gwarancję zwrotu pieniędzy, jakie zainwestował w przedsięwzięcie. Z kolei Śląsk cieszy się, gdyż nie musi już płacić za dzierżawę gruntu, z której nie ma żadnej korzyści.

Przed posiedzeniem rady nadzorczej Śląska napisałem, że na razie w meczu Solorz - Dutkiewicz jest 3:2. Bo w radzie biznesmen ma trzech przedstawicieli, a prezydent tylko dwóch. Po wczorajszej radzie i podjętej decyzji uważam, że pojedynek zakończył się wynikiem 5:0, ale dla Śląska. Porozumienie osiągnięte w sprawie gruntu i dalszego finansowania klubu dobrze wróżą wrocławskiemu futbolowi. A to najważniejsze.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 29 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów