Szpitalny bombiarz usłyszał zarzuty. Jest w areszcie

darluc, mih, mż
31.01.2012 , aktualizacja: 31.01.2012 16:59
A A A Drukuj
Mężczyzna, który w sobotę zadzwonił do szpitala przy ul. Kamieńskiego z fałszywym alarmem bombowym, usłyszał dzisiaj zarzuty. Na wniosek prokuratury trafił do aresztu. Spędzi tam trzy miesiące.

27-letni mieszkaniec wrocławskich Krzyków odpowie za narażenie zdrowia i życia pracowników i pacjentów wrocławskiego szpitala. Grozi mu za to osiem lat więzienia.

- Podejrzany przyznał się do winy. Tłumaczył, że tego dnia pił alkohol, a o rzekomym ładunku wybuchowym zawiadomił straż z nudów - tłumaczy Małgorzata Klaus, rzecznik prokuratury okręgowej we Wrocławiu.

Przypomnijmy, że mężczyzna zadzwonił w sobotę o godz. 16:15 do centrali wrocławskiej straży pożarnej z informacją o podłożonej bombie w szpitalu przy ul. Kamieńskiego. Z tego powodu szpital dwukrotnie był sprawdzany przez policjantów i saperów. Tyle samo razy przeprowadzono też ewakuację blisko 400 pacjentów. Alarm okazał się fałszywy.

Podczas akcji w szpitalu zmarła chora kobieta. jednak według policji jej śmierć nie miała bezpośredniego związku z alarmem bombowym, bo pacjentka nie była ewakuowana. Mimo to śledczy zamierzają zbadać tą sprawę.

Tu piszemy o ewakuacji.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów