Zaliczył wszystkie Biegi Gwarków. I biegnie dalej

not. Aneta Augustyn
27.01.2012 , aktualizacja: 26.01.2012 19:38
A A A Drukuj
Kiedyś chodziło mi o wyniki, ambicja w człowieku była. Teraz już nie te lata na rywalizację, ale biegać muszę - opowiada Józef Żuk z Wałbrzycha, jedyny narciarz, który zaliczył wszystkie edycje Biegu Gwarków. W niedzielę 72-latek pobiegnie po raz kolejny
Józef Żuk na tle swoich trofeów
Fot. Archiwum rodzinne
Józef Żuk na tle swoich trofeów
Ciągnęło mnie do sportu od zawsze, ale na wsi nie było czasu ani warunków. Chodziłem jako dzieciak trochę na nartach, co je tato przywiózł ze Wschodu po wojnie, swojskiej roboty.

Prawdziwe narty to były, dopiero jak człowiek dorósł. Górnikiem nie byłem, ale jak w 1978 ogłosili Bieg Gwarków, zaraz się zapisałem. No i pociągło człowieka tak, że do dzisiaj biegam. Ten pierwszy bieg? Miałem zwykłe buty, takie jakie kawalerka nosiła do kościoła w latach 50.: kwadratowe, sznurowane, za kostkę. Do tego sweter, lichy dresik i kije z trzonków od mioteł. Wywierciłem dziurki na sznurki wokół ręki, a groty z gwoździa, żeby się na oblodzonej trasie nie ślizgały. Narty "kandahary", zjazdowe, ciężkie, okuwane metalem po bokach: sprężynki i haczyki zapinało się na zjazdach, a odpinało do biegu. Smarowałem je świeczką, smarów wtedy nie znałem. Narty 2,20, a ja 1,65 metra... Rozumie pani, że łatwo nie było, ale parę w nogach miałem. Narty i buty same nie pobiegną, forma jest potrzebna. Tacie za młodu pomagałem w kuźni, w koksowni się narobiłem; ułomek nie jestem.

Na tysiąc zawodników mieściłem się w pierwszej setce. Biegi były kiedyś jak malowanie: jarmark z chorągiewkami, kubeczkami, balony puszczali, kibiców niesamowicie dużo. Górnicy autobusami z całej Polski zjeżdżali, niektórzy na trąbkach wygrywali. Frajda była, że hej. Teraz klapło, bo kopalń już nie ma. Mrozy też już nie te; synowie sobie nawet raz palce w Bsiegu odmrozili. Dawali też proporczyki, książeczki za kolejne zaliczone biegi. Mam już w domu małe muzeum: puchary, odznaki, 430 medali....

Bo ja jeszcze biegam zwykłe maratony, zaliczyłem 188, też za granicą.

No, ale narty są najważniejsze. Apetyt rósł - kupiłem sobie ruskie, potem czeskie; teraz mam sześć par bardzo porządnych. Jak jest mało śniegu albo idę na pola, to biorę te gorsze. W domu jestem gościem: zimą ciągle na nartach, dziki podglądam, muflony fotografuję.

W sezonie osiem-dziewięć różnych biegów zaliczam; biegam gdzie się da - Czarna Góra, Sowa, Spalona koło Bystrzycy, no i oczywiście Andrzejówka, gdzie mi najbliżej.

Kiedyś chodziło mi o wyniki, ambicja w człowieku była. Teraz już nie te lata na rywalizację, ale biegać muszę. Zwykle klasykiem idę, do łyżwy za niski jestem.

Zaliczyłem 33 Biegi Piastów i 32 Biegi Gwarków. Jestem jedyny, co pobiegł we wszystkich Gwarkach; inni się wykruszyli w ostatnich latach - niedomagają na zdrowiu, strzyka ich albo zwyczajnie już się nie chce.

Ja bym chory był, jakbym Gwarki opuścił. Koledzy, atmosfera, kurczę, to są przeżycia; to jest nasz, wałbrzyski bieg. Teraz to już honorowo biegam, wpisowego nie płacę i jeszcze dodatkowe puchary dostaję.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos