Wałbrzych powiatem? Nie wszystkim się to podoba
16.12.2011
, aktualizacja: 15.12.2011 18:42
Część radnych, głównie SLD, próbuje storpedować starania Wałbrzycha o odzyskanie statusu miasta na prawach powiatu. Twierdzą, że stracą na tym małe sąsiednie gminy. Zwolennicy zmiany tłumaczą jednak, że krytykom chodzi wyłącznie o stołki
ZOBACZ TAKŻE
- To już nie jest polskie Palermo. Wałbrzych się zmienił (21-11-11, 08:00)
- Wałbrzych potrzebuje inwestycji, żeby mógł się rozwijać (10-11-11, 10:30)
- Wałbrzych się zmienia - zobacz odnawiane Śródmieście (01-11-11, 12:01)
- Wałbrzych chce zmian. Mieszkańcy stawiają jasne cele (05-10-11, 16:35)
Status miasta na prawach powiatu, czyli grodzkiego, Wałbrzych stracił w 2003 r. Decyzję o tym podjął rząd SLD, a duży wpływ na nią miał Marek Dyduch, wywodzący się z tego miasta sekretarz generalny partii. Mandatem do przeprowadzenia zamiany był wynik referendum, w którym wzięło udział... 0,6 proc. wałbrzyszan.
Przez 10 lat ta decyzja była krytykowana, a władze Wałbrzycha starały się dawny status odzyskać. Widziały w tym szansę na wydźwignięcie miasta z upadku i rozwój. Gdy w maju 2010 r. prezydentem Wałbrzycha został Roman Szełemej, odzyskanie grodzkości wymienił jako jeden z głównych celów. A w sierpniu ogłosił na to wstępną zgodę rządu i zapowiedział, że miastem na prawach powiatu Wałbrzych może znów stać się 1 stycznia 2013 r.
Ale nie wszystkim ten pomysł się podoba. Głosy sprzeciwu odezwały się głównie w starostwie i radzie powiatu.
- W 2003 miasto samo się grodzkości zrzekło, a dziś Szełemej mówi o tym, jak o przywróceniu sprawiedliwości dziejowej - oburza się Szymon Heretyk, SLD-owski przewodniczący rady powiatu. - Jego argumenty to socjotechnika rodem z Radia Maryja. Niczym ojciec dyrektor znalazł wroga w Sojuszu i kreuje się na jedynego sprawiedliwego, który będzie robił w mieście porządek.
Kilka dni temu w starostwie powiatowym odbyła się debata o przywróceniu grodzkości. Ostro starli się podczas niej jej zwolennicy i przeciwnicy. Szełemej tłumaczył, dlaczego jest taka ważna, ale przeciwnicy zarzucili mu egoizm, bo na zmianie zyska tylko Wałbrzych, a stracą mniejsze gminy powiatu.
Artur Torbus, wałbrzyski radny PO, tłumaczy jednak, że za tą krytyką stoi partykularny interes radnych powiatowych.
- Jeśli powiat zostanie podzielony, konieczne będą nowe wybory. Wielu z nich straci funkcje. Podobnie jak członkowie zarządu. Karpie nie głosują za przyspieszeniem Wigilii - komentuje obrazowo przebieg debaty.
Wśród przeciwników grodzkości wymieniany jest SLD-owski starosta Robert Ławski. Pytany o zarzuty Torbusa odpowiada: - Przyszedłem do samorządu z biznesu, gdzie bardzo dobrze sobie radziłem, więc mam dokąd wracać. Potrafię żyć bez funkcji.
Ale przeciw grodzkości Wałbrzycha nie są jedynie lokalni politycy SLD. Przeciwnicy są również w samej Platformie, bo rządzi ona powiatem w koalicji z SLD. Ma swoich radnych, a nawet członka zarządu.
- To kolejny dowód na to, że w tym sporze chodzi wyłącznie o stołki - komentuje członek władz lokalnej PO.
Wałbrzych jest jedynym spośród 32 polskich miast, które ma ponad 100 tys. mieszkańców i nie posiada statusu miasta na prawach powiatu. Jako takie nie może więc brać udziału w finansowaniu inwestycji ze środków UE, które są zarezerwowane tylko dla takich miast. Ze swoim wysokim i strukturalnym bezrobociem nie ma żadnych środków, by z nim walczyć. Prezydent nie odpowiada bowiem za funkcjonowanie urzędów pracy, nie ma środków finansowych na przekwalifikowanie pracowników ani tworzenie nowych miejsc pracy. Nie ma też żadnego wpływu na straż pożarną i policję. Budżet powiatu w obecnym kształcie to 130 mln zł. Ma starczyć na zaspokojenie potrzeb ok. 176 tys. jego mieszkańców. Ponad 100 tys. z nich to wałbrzyszanie.
Przez 10 lat ta decyzja była krytykowana, a władze Wałbrzycha starały się dawny status odzyskać. Widziały w tym szansę na wydźwignięcie miasta z upadku i rozwój. Gdy w maju 2010 r. prezydentem Wałbrzycha został Roman Szełemej, odzyskanie grodzkości wymienił jako jeden z głównych celów. A w sierpniu ogłosił na to wstępną zgodę rządu i zapowiedział, że miastem na prawach powiatu Wałbrzych może znów stać się 1 stycznia 2013 r.
Ale nie wszystkim ten pomysł się podoba. Głosy sprzeciwu odezwały się głównie w starostwie i radzie powiatu.
- W 2003 miasto samo się grodzkości zrzekło, a dziś Szełemej mówi o tym, jak o przywróceniu sprawiedliwości dziejowej - oburza się Szymon Heretyk, SLD-owski przewodniczący rady powiatu. - Jego argumenty to socjotechnika rodem z Radia Maryja. Niczym ojciec dyrektor znalazł wroga w Sojuszu i kreuje się na jedynego sprawiedliwego, który będzie robił w mieście porządek.
Kilka dni temu w starostwie powiatowym odbyła się debata o przywróceniu grodzkości. Ostro starli się podczas niej jej zwolennicy i przeciwnicy. Szełemej tłumaczył, dlaczego jest taka ważna, ale przeciwnicy zarzucili mu egoizm, bo na zmianie zyska tylko Wałbrzych, a stracą mniejsze gminy powiatu.
Artur Torbus, wałbrzyski radny PO, tłumaczy jednak, że za tą krytyką stoi partykularny interes radnych powiatowych.
- Jeśli powiat zostanie podzielony, konieczne będą nowe wybory. Wielu z nich straci funkcje. Podobnie jak członkowie zarządu. Karpie nie głosują za przyspieszeniem Wigilii - komentuje obrazowo przebieg debaty.
Wśród przeciwników grodzkości wymieniany jest SLD-owski starosta Robert Ławski. Pytany o zarzuty Torbusa odpowiada: - Przyszedłem do samorządu z biznesu, gdzie bardzo dobrze sobie radziłem, więc mam dokąd wracać. Potrafię żyć bez funkcji.
Ale przeciw grodzkości Wałbrzycha nie są jedynie lokalni politycy SLD. Przeciwnicy są również w samej Platformie, bo rządzi ona powiatem w koalicji z SLD. Ma swoich radnych, a nawet członka zarządu.
- To kolejny dowód na to, że w tym sporze chodzi wyłącznie o stołki - komentuje członek władz lokalnej PO.
Wałbrzych jest jedynym spośród 32 polskich miast, które ma ponad 100 tys. mieszkańców i nie posiada statusu miasta na prawach powiatu. Jako takie nie może więc brać udziału w finansowaniu inwestycji ze środków UE, które są zarezerwowane tylko dla takich miast. Ze swoim wysokim i strukturalnym bezrobociem nie ma żadnych środków, by z nim walczyć. Prezydent nie odpowiada bowiem za funkcjonowanie urzędów pracy, nie ma środków finansowych na przekwalifikowanie pracowników ani tworzenie nowych miejsc pracy. Nie ma też żadnego wpływu na straż pożarną i policję. Budżet powiatu w obecnym kształcie to 130 mln zł. Ma starczyć na zaspokojenie potrzeb ok. 176 tys. jego mieszkańców. Ponad 100 tys. z nich to wałbrzyszanie.
Najnowsze wiadomości
-
Czekają nas dwie premiery na wrocławskich scenach
-
Zobacz nowy dziecięcy szpital przy Koszarowej [FOTO]
-
Polscy projektanci w Sky Tower. Warto pooglądać
-
Dziecięcy szpital we wtorek przenosi się na Koszarową
-
Posłowie żądają dekomunizacji miast, a w Bogatyni...
-
Lotus, Lexus, Porsche - takie samochody zobaczysz w Hali Stulecia
-
Nie przegap! Masa imprez w weekend. Zobacz, co polecamy
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Wałbrzych powiatem? Nie wszystkim się to podoba
brown-szesze
16.12.11, 10:00
Wałbrzych jest jedynym spośród 32 polskich miast, które ma ponad 100 tys. mieszkańców i nie posiada statusu miasta na prawach powiatu. Jako takie nie może więc brać udziału w finansowaniu »
Najczęściej czytane24 htydzień



