"Miłość, wódka, polityka", czyli wielki powrót poety

Magda Piekarska
02.12.2011 , aktualizacja: 02.12.2011 21:19
A A A Drukuj
"Miłość, wódka, polityka" - taki podtytuł nosi książka Mariusza Urbanka o Władysławie Broniewskim. W sam raz, żeby rzuciła się w oczy na księgarskiej półce. To, że tak mocny chwyt niezbędny, zakrawa na paradoks w przypadku poety, którego wiersze nie tak dawno wszyscy znaliśmy na pamięć
Stanisław Ryszard Stande, Władysław Broniewski i Witold Wandurski
Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Władysława Broniewskiego w Warszawie
Stanisław Ryszard Stande, Władysław Broniewski i Witold Wandurski
'Broniewski. Miłość, wódka, polityka'
Materiały prasowe
'Broniewski. Miłość, wódka, polityka'
Władysław Broniewski (w środku) jako plutonowy 4. pułku piechoty Legionów, rok 1916
Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Władysława Broniewskiego w Warszawie
Władysław Broniewski (w środku) jako plutonowy 4. pułku piechoty Legionów, rok 1916
Kolejny paradoks to fakt, że na pierwszą pełną biografię Broniewskiego, autora "Bagnetu na broń", "Żołnierza polskiego", "Ulicy Miłej" czy cyklu poświęconego zmarłej córce Ance trzeba było czekać niemal pół wieku - tyle czasu upłynęło od jego śmierci. To wszystko jednak przestanie zdumiewać, kiedy zdamy sobie sprawę, że całe jego życie zostało zbudowane z podobnych sprzeczności, co znakomicie pokazuje Urbanek. Opisuje splot okoliczności, który sprawia, że Broniewski oglądany w całości z dzisiejszej perspektywy wciąż się wymyka szufladkom, nie daje się otworzyć wytrychem.

Żołnierz legionów Piłsudskiego, który uwierzył w komunizm. Komunista, który stracił wiarę zamknięty w stalinowskim więzieniu. Oportunista, który tworzy na zamówienie władzy wiersze, w których nie sposób wyczuć nawet najdrobniejszej nuty fałszu. Autor wiersza o Katyniu i napisanego na zlecenie, w trakcie pijackiego ciągu, "Słowa o Stalinie", który odmawia Bierutowi stworzenia nowej wersji hymnu. I który tuż przed śmiercią tłumaczył się przed przyjacielem z wielkiego wyrzutu sumienia - że on, żołnierz Legnionów, nie napisał nigdy ani linijki o Piłsudskim. Niestrudzony poszukiwacz miłości, który nie jest w stanie dłużej wytrwać przy żadnej - poza córką - kobiecie.

Triada w tytule nie kłamie - w życiu Broniewskiego te trzy elementy wyraźnie się wybijały. Miłość to nieprzeliczone zastępy kochanek, trzy żony, dwie córki - ukochana Anka i przyszywana Majka, córka Marii Zarębińskiej. Ale też Polska, którą był opętany. Wódka towarzyszyła mu od młodzieńczych lat, i to w dużych ilościach, co po śmierci Anki zaprowadziło go do szpitala psychiatrycznego (chociaż to papierosy ostatecznie go zabiły). No i polityka, z którą flirt okazał się dla niego zgubny.

Zabrakło w tej triadzie elementu, który - choć pewnie kiepsko sprawdziłby się w roli promocyjnego chwytu - ma tutaj zasadnicze znaczenie: poezji. W starciu z nią, w przeciwieństwie do miłości, wódki i polityki, nie poniósł porażki. Bo obojętnie, czy pisał o rewolucji, czy w wierszach tęsknił do Anki, zawsze był sobą, autentyczny, szczery. Do bólu, bo większość tych wierszy wydaje się żywcem wyrwana z trzewi. I dlatego tak wiele z nich wciąż chwyta za gardło.

"Mogłoby się wydawać, że jeśli istnieje jakieś komunistyczne niebo, to Broniewski tam właśnie trafi" - pisze Urbanek. - "Ale niebo też okazało się oszustwem. Wyniesiony za życia na ołtarze, po śmierci trafił do czyśćca". Ten czyściec oznacza pomniki, wiersze recytowane na akademiach, nekrologi i wspomnienia. Nieniebiańskie, bo kalekie, boleśnie wykastrowane przez cenzurę, która wyraźnie oddzieliła oficjalnego Broniewskiego, którego można przypominać, podziwiać i cytować, od tego, co trzeba przemilczeć w jego twórczości i biografii. Ta kastracja dotycząca zarówno pamięci, jak i poezji, doprowadziła do tego, że został szybko odrzucony, znienawidzony, bo nieznany. Jego obraz w minionej epoce został sprowadzony do jednego wymiaru - poety sławiącego socjalizm i patriotyzm (rozumiany jako walkę tylko z niemieckim okupantem). W latach 90., kiedy twórczością Broniewskiego zainteresowali się malarze, muzycy i współcześni poeci, ten spiżowy pomnik zaczął pękać, odsłaniając bolesne, ludzkie rysy, a rockowy rytm pokazał, jak bardzo współcześnie brzmią jego wiersze.

Urbanek uzupełnia ten obraz, wypełnia luki. Opowiada o Broniewskim - legioniście Piłsudskiego, stalinowskim więźniu, żołnierzu Andersa, który trafił na dwuletni urlop do Jerozolimy, z której - gdyby nie wiadomość o odnalezieniu się Marii Zarębińskiej - mógłby nigdy do Polski nie wrócić. I przyczynia się do końca czyśćcowego zesłania, które Broniewski spędził, opatrzony uwierającą etykietką dyżurnego poety PRL-u. Przywraca nam Broniewskiego, który z taką twórczością i z taką biografią, na swój wielki powrót jak najbardziej zasłużył.

Książka została tak skonstruowana z różnych fragmentów puzzli, które układają się w życiorys poety. Jej naprzemienny rytm, tworzony przez kolejne rozdziały, w których przeplatają się przygody poezji i poety, sprawia, że nie znudzi się nią ani poszukiwacz smacznych anegdot z życia osobistego, ani bardziej wyrafinowany czytelnik, który będzie uparcie twierdził, że najważniejsza jest sama twórczość. Ci, którym Urbanek skutecznie rozbudził na nią apetyt, mogą je błyskawicznie zaspokoić za sprawą antologii wierszy Broniewskiego, która ukazała się wraz z biografią.

* Mariusz Urbanek, "Broniewski", Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2011

** Mariusz Urbanek w sobotę o godz. 15 spotka się z czytelnikami podczas Wrocławskich Promocji Dobrych Książek w Salonie pod Kolumnami BWA Awangarda przy ul. Wita Stwosza.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów