Wrocławskie muzea są nudne. "Pan Tadeusz" to zmieni?

Beata Maciejewska
05.11.2011 , aktualizacja: 04.11.2011 19:33
A A A Drukuj
Ekspozycję w krakowskiej Fabryce Schindlera odwiedza w ciągu miesiąca więcej osób niż wrocławskie Muzeum Etnograficzne przez rok, a Muzeum Powstania Warszawskiego ma dwukrotnie więcej widzów niż Panorama Racławicka. Wrocław wciąż nie może się doczekać muzealnego hitu. Ostatnią nadzieją jest muzeum "Pana Tadeusza"
Rotunda Panoramy Racławickiej
Fot.Janina Kowalska
Rotunda Panoramy Racławickiej
Ogłoszono właśnie konkurs na koncepcję wystawy stałej w kamienicy Pod Złotym Słońcem na wrocławskim Rynku. W czwartek poznamy kandydatów zakwalifikowanych przez komisję, a w lutym dowiemy się, czyją koncepcję jury wybrało. I czy zwycięzca ma szansę na sukces. Bo ten sukces bardzo by się nam przydał.

Wrocławskie muzea mają tak nienachalną urodę, że potrafią docenić ją tylko koneserzy. Reszta (a jest to bardzo duża reszta) omija gablotki z najciekawszą nawet zawartością szerokim łukiem. Pałac Królewski odwiedziło w ubiegłym roku 43 tysiące osób (nasza sztandarowa wystawa historyczna!), przez Ratusz przewinęło się 40 tysięcy, tyle samo miało Muzeum Architektury (jedyne w Polsce!), a do etnografów rezydujących w dawnym pałacu biskupów przyszło zaledwie 20 tysięcy. Trzyma się tylko Muzeum Narodowe, które bardzo aktywnie szuka widza - organizuje wykłady połączone ze zwiedzaniem wystaw, ściąga teatry, ogłasza dni otwarte - i może się pochwalić frekwencją powyżej 140 tysięcy.

Choć tak naprawdę naszym jedynym hitem jest Panorama Racławicka, żelazny punkt wszystkich wycieczek szkolnych, osobliwość na skalę europejską, którą podziwiało w ubiegłym roku ponad 260 tysięcy ludzi. Dlaczego nie chcieli podziwiać tak licznie żadnego innego muzeum? Bo ten podziw trudno z siebie wykrzesać, wchodząc do placówek, które za swoje najważniejsze zadanie uznają gromadzenie i naukowe opracowywanie zbiorów, a widza stawiają na ostatnim miejscu.

Oglądam wszystkie wystawy muzealne i nie mogę wyjść z podziwu nad oczekiwaniami, jakie wobec widzów mają wrocławscy muzealnicy. Widać uważają ich za wszechwiedzących, skoro wrocławski sznyt ekspozycyjny to gablotka, eksponat, krótki podpis, z którego tylko specjalista coś potrafi wyciągnąć, ewentualnie rzutnik lub film jako dowód, że muzeum idzie z duchem postępu technologicznego. Ubolewam nad tym marnotrawstwem, bo zbiory i pomysły na tematyczne wystawy mamy naprawdę ciekawe. Ostatnio zachwycałam się "Złotą Japonią" w Muzeum Narodowym. Piękne przedmioty, przecież Wrocław ma, po Krakowie, najciekawszy w Polsce zbiór sztuki japońskiej. Tyle że musiałam zanotować wszystkie podpisy (bardzo lakoniczne, większość to japońskie nazwy), żeby potem w książkach sprawdzać, co podziwiałam. Koleżanka miała więcej szczęścia, bo trafiła na panią kurator, która swoją opowieścią potrafiła ożywić martwą ekspozycję. Bo widz potrzebuje narracji, emocji, zabawy, wzruszenia. Inaczej nie przyjdzie, a jak przyjdzie, to tylko jeden raz.

Co takiego jest w wystawie o okupacyjnym Krakowie ulokowanej w Fabryce Schindlera, że szturmują ją tłumy? Temat, powiedzmy sobie szczerze, średnio atrakcyjny, nawet jeśli eksponuje postać niemieckiego przedsiębiorcy, znaną z filmu Spielberga. Ale jak opowiedziany! I to bez gablotek. Dlaczego na wystawę archeologiczną pod krakowskim Rynkiem tak trudno się dostać? Też mamy we Wrocławiu takie (albo jeszcze ciekawsze) artefakty: średniowieczne garnki, broń, biżuterię oraz szkielety ludzi uznanych za wampirów, a nikt naszego Muzeum Archeologicznego nie oblega.

Warto posłuchać, co mówił współautor krakowskiej wystawy archeologicznej Mieczysław Bielawski, którego dziennikarz "Gazety" zapytał, dlaczego tak uparcie podkreśla, że nie robi muzeum, tylko trasę turystyczną. Bo na pierwszym miejscu stawia odbiorcę, który ma odbyć podróż w czasie. Dlatego widzowie oglądają pożar wzniecony przez Tatarów i wyciągają od alchemika tajemnicę kamienia filozoficznego, chlapią się w wirtualnym błocie i znoszą wyzwiska strażnika grodowego. A przy okazji uczą się, czym był średniowieczny Kraków, i tę lekcję na długo zapamiętają. "Misja muzeum jest trochę inna, skupia się przede wszystkim na przechowywaniu zabytków, dbałości o nie i ich właściwej ekspozycji" - stwierdził Bielawski.

"Pan Tadeusz" ma status muzeum, ale musi na pierwszym miejscu postawić widza. Jego organizatorzy podkreślają, że chcą pokazać, wykorzystując język multimediów, walkę Polaków w XIX wieku o suwerenność i rolę kultury w tej walce. Uczyć, nie nudząc. Osiągnąć status muzealnego hitu, porównywalny z Panoramą Racławicką. Ale to na razie tylko deklaracje.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 34 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Wrocławskie muzea są nudne. "Pan Tadeusz" to zm... ewa_on 05.11.11, 14:38

    Moim zdaniem do fabryki Schindlera przyciąga zwiedzajacych własnie TEMAT,bo przecież nie chodzi o samego Oscara Schindlera,ale o Kraków w czasie II WŚ,chociaż i Schindler sam w sobie również»

  • Wrocławskie muzea są nudne. "Pan Tadeusz" to zm... wari 05.11.11, 15:40

    Frekwencja w muzeum etnograficznym nie dziwi, wszak wyrzucono je poza centrum! Pomysł fatalny, bo przy Kazimierza Wielkiego było odpowiednie miejsce, podobnie jak dla archeo, które wciśnięto»

  • Wrocławskie muzea są nudne. "Pan Tadeusz" to zm... modelz 05.11.11, 15:51

    Moze warto wyslac wszystkich na wycieczke do Londynu, Berlina, Paryza... muzea czesto za darmo lub porownywalne pieniadze. Czynne przede wszystkim w swieta i dni wolne do poznego wieczora. Z»