Szkolne księgowe na bruk, bo miasto chce zaoszczędzić

Marzena Żuchowicz
25.09.2011 , aktualizacja: 25.09.2011 08:39
A A A Drukuj
Nawet 250 osób może stracić pracę, ponieważ władze Wrocławia zamierzają zaoszczędzić na obsłudze finansowej szkół. Urzędnicy powołują się na przykład Krakowa i Katowic, choć tam akurat myśli się o decentralizacji księgowości
Szkolne księgowe Monika Kobluk-Wojtyńska, Jolanta Hedeszyńska i Monika Ołpińska-Bierska przekonują, że restrukturyzacja się nie opłaci
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Szkolne księgowe Monika Kobluk-Wojtyńska, Jolanta Hedeszyńska i Monika Ołpińska-Bierska przekonują, że restrukturyzacja się nie opłaci
Wrocławscy urzędnicy jak ognia unikają słów "zwolnienia" i "likwidacja". Na spotkanie, na którym chcieli omówić program przekazania obsługi finansowej szkół Zarządowi Obsługi Jednostek Miejskich, początkowo zaprosili szkolne księgowe, ale ostatecznie to dyrektorzy szkół musieli zanieść swoim pracownikom przykre wieści.

Zwolnienia zaczną się już w tym roku i obejmą 30 szkół rocznie - aż do 2014 roku. Tylko część z prawie 250 zwalnianych pracowników (dział finansowy szkoły zazwyczaj składa się z dwóch osób - głównej księgowej i drugiej osoby sporządzającej listy płac) znajdzie zatrudnienie w ZOJM.

- Każdy dyrektor szkoły ma mieć do dyspozycji kilku pracowników ZOJM. A każdy pracownik ZOJM będzie odpowiedzialny za obsługę kilkunastu szkół. Tylko tyle udało nam się dowiedzieć - mówi Monika Kobluk, szkolna księgowa.

Wspólnie z koleżankami po fachu założyła stowarzyszenie zrzeszające pracowników wrocławskiej edukacji. Chcą bronić samodzielności finansowej szkół i własnych miejsc pracy. Argumentują, że miasto nie zaoszczędzi na zmianach, ponieważ będzie musiało wypłacić odprawy zwalnianym pracownikom i ponosić koszty centralnej obsługi księgowej.

Nie wiadomo, na ile gmina szacuje oszczędności na zmianach w oświacie. Pawła Czumę, rzecznika magistratu, zapytaliśmy o to w ubiegły wtorek. - Odpowiemy niezwłocznie - obiecał, ale do dziś nie odpowiedział.

Ewa Wolak, posłanka PO i była wrocławska radna, przestrzega, że oszczędności mogą być pozorne. Przypomina, że w latach 90. w mieście przeprowadzono decentralizację obsługi finansowej szkół: - Uznaliśmy wówczas, że trzeba zaufać dyrektorom, bo oni najlepiej wiedzą, co im jest potrzebne. Poza tym ponoszą pełną odpowiedzialność finansową za podejmowane decyzje.

Przeciwni zmianom są również radni z PiS. - To rozwiązanie pachnie absurdem. Wątpię, czy przyniesie oszczędności. Trzeba to jeszcze raz otwarcie przedyskutować - przekonuje Mirosława Stachowiak-Różecka z komisji edukacji.

Iwona Bugajska, szefowa miejskiego wydziału edukacji, w odpowiedzi na pismo księgowych powołuje się na przykład Katowic i Krakowa, gdzie od lat funkcjonuje system centralnej obsługi szkół. Jej zdaniem doskonale się on sprawdza.

Tymczasem w Krakowie, gdzie od czasów PRL istnieje centralny Zespół Ekonomiki Oświaty, radni od lat toczą spory, jak poradzić sobie z problemem molocha z armią urzędników. Choć obsługuje wyłącznie podstawówki i gimnazja, pochłania rocznie kilkadziesiąt milionów z miejskiego budżetu.

Wrocławskim pomysłem zdziwiony jest również Mieczysław Żyrek, naczelnik miejskiego wydziału edukacji w Katowicach: - U nas centralny system obsługi finansowo-księgowej obejmuje tylko część placówek, z czego większość to przedszkola o niewielkim budżecie. W gimnazjach i liceach pracują księgowe na etatach. Nie dążymy do centralizacji. Przeciwnie - przymierzamy się do tego, by przenieść księgowość do szkół wszędzie tam, gdzie jest to możliwe.

Naczelnik Żyrek tłumaczy, że zarządzanie dużą jednostką jest trudne: - Siłą rzeczy tworzą się szczeble, trzeba zatrudniać kierowników. Przy tak dużej liczbie szkół, jaką ma Wrocław, i takim budżecie na oświatę pomysł wydaje mi się skazany na niepowodzenie.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 51 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów