Wratislavia Cantans. Muzyka z mroków średniowiecza

Piotr Matwiejczuk, Polskie Radio
04.09.2011 , aktualizacja: 04.09.2011 21:05
A A A Drukuj
Jedna z definicji muzyki mówi, że to "organizacja struktur dźwiękowych w czasie". Zdanie trąci muzykologicznym żargonem, ale zwraca uwagę na najważniejszą być może cechę sztuki dźwięków - istnienie w czasie. Muzyka brzmi, a za chwilę już jej nie słychać.
Benjamin Bagdy wykonuje epos 'Beowulf' - próba przed  spektaklem inaugurującym 46. Wratislavię Cantans
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Benjamin Bagdy wykonuje epos 'Beowulf' - próba przed spektaklem inaugurującym 46. Wratislavię Cantans
Orlando Consort podczas próby przed niedzielnym występem w Piwnicy Świdnickiej
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Orlando Consort podczas próby przed niedzielnym występem w Piwnicy Świdnickiej
A co dźwięki potrafią zrobić z czasem? - to już zupełnie inna historia. Niezwykłe doświadczenie zatrzymania czasu przez muzykę było udziałem chyba wszystkich, którzy uczestniczyli w koncertach pierwszych dwóch dni tegorocznej Wratislavii.

Były to koncerty muzyki średniowiecznej, która posiada wielką moc ujarzmiania czasu. Tworzona była przez ludzi, którym czas płynął zupełnie inaczej niż nam. I to wciąż działa! Tak było już podczas otwarcia festiwalu. Wybitny amerykański śpiewak, instrumentalista i charyzmatyczny aktor Benjamin Bagby przez ponad godzinę opowiadał, akompaniując sobie na harfie, anglosaksoński poemat epicki z VI wieku. To krwawa, ale i bardzo wysublimowana opowieść o czynach dzielnego Beowulfa - niemal jak z książek Tolkiena. Utwór fascynujący, choć przyznaję, że przeżywałem rozterki - śledzić tłumaczenie treści eposu czy obserwować fenomenalnego opowiadacza-czarodzieja. To, co najbardziej u niego fascynuje, to właściwie niezauważalne przechodzenie od mowy do śpiewu, od snucia historii do wykonywania dzieła muzycznego. Hipnotyzująca symbioza słowa i muzyki, a właściwie zatarcie granic między tym, co mówione, a tym, co śpiewane.

W świecie opartym na innych zasadach znalazłem się również podczas dwóch sobotnich koncertów festiwalu. Słynny angielski kwartet wokalny Orlando Consort wykonywał w Katedrze Polskokatolickiej pw. św. Marii Magdaleny najwcześniejszą wielogłosową muzykę europejską, czyli organum z paryskiej katedry Notre-Dame. Jak mówił mi Angus Smith, jeden z członków zespołu: - Do paryskiego organum zawsze staramy się podchodzić jak do muzyki współczesnej. To przecież zjawisko niezwykle awangardowe, jedna z najbardziej radykalnych rewolucji w historii muzyki. Śpiew dwu-, trzy-, a nawet czterogłosowy, cała idea struktury rytmicznej organum, jego warstwa harmoniczna - wszystko to było w tamtych czasach szokującą nowością. Rewolucję tę porównałbym do symfonii Beethovena albo „ Święta wiosny” Strawińskiego. Był to moment, w którym kierunek rozwoju muzyki diametralnie się zmienił.

I jeszcze coś ważnego: podczas koncertu chorał wykonywały Chóry Śpiewające Polski, sześć amatorskich dziecięcych zespołów wokalnych. - Chodzi o to, by pokazać, jak ta muzyka mogła być wykonywana w XIII wieku - przekonuje Smith. - Wiadomo przecież, że organum wykonywali profesjonalni śpiewacy, zaś chorał śpiewali wszyscy, którzy znajdowali się w kościele.

Obserwowanie zaangażowania młodych wykonawców włączonych przez angielskich mistrzów do wspólnego śpiewania było przeżyciem wzruszającym.

Późnym wieczorem jeszcze jedną średniowieczną historię - dramat liturgiczny o proroku Danielu - pokazała w kościele św. Doroty Schola Teatru Węgajty. Przy blasku świec można było smakować niezwykłe, hieratyczne, głęboko symboliczne aktorstwo i chorałowy śpiew, w którego wykonaniu członkowie Scholi inspirują się obrządkiem wschodniego chrześcijaństwa, ale także ludowymi tradycjami z różnych zakątków współczesnej Europy. Jak dowodzi Johann Wolfgang Niklaus, szef artystyczny zespołu, "dawne tradycje śpiewów chorałowych przetrwały jeszcze gdzieniegdzie, ale na zupełnych obrzeżach - tak jak u nas na Suwalszczyźnie. W Szypliszkach zetknęliśmy się ze sposobem dwugłosowego śpiewania psalmów, który jest identyczny z tym, jaki kultywuje się na Korsyce czy Sardynii. Podobne zjawisko odkryliśmy w Mołdawii u katolickiej mniejszości węgierskiej".

Kolejna szansa zobaczenia i posłuchania Scholi dziś w Bardzie, tym razem z koncertem zatytułowanym "Joculatores Dei - Trubadurzy Chrystusa Pana". To najwcześniejszy repertuar niełaciński - pieśni wyrosłe z tradycji trubadurów, które wędrowały po ówczesnej Europie wraz z zakonnikami: włoskie laudy franciszkańskie, pieśni niemieckich Minnesingerów, a także pieśni polskie, które przetrwały jeszcze do niedawna w żywej tradycji dziadowskiej i lirnickiej. Warto sprawdzić nie tylko, jak pięknie śpiewają je Wolfgang Niklaus, Jacek Hałas, Maciej Kaziński i Serhii Petrychenko, lecz także, jak brzmią instrumenty, na których grają: lira korbowa, fidel, kemancze, rebek czy szałamaja.

We wtorek zaś we wrocławskim kościele ewangelicko-augsburskim koncert muzyki dużo późniejszej, choć równie kontemplacyjnej. "Membra Jesu Nostri" to cykl kantat Dietricha Buxtehudego będących medytacjami nad każdą z siedmiu ran ciała cierpiącego na krzyżu Chrystusa. Wiele w tej muzyce jeszcze z renesansowej polifonii, również dużo z barokowej ekspresji. Wśród wykonawców soliści - uczestnicy Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej oraz dobrze znany we Wrocławiu Zespół Instrumentów Dawnych, całość pod kierunkiem Andrzeja Kosendiaka.

Czas znów na chwilę przestanie płynąć.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos