Wratislavia Cantans: Muzyka sprzed ośmiuset lat
02.09.2011
, aktualizacja: 02.09.2011 18:44
Podczas pierwszego weekendu Wratislavii Cantans od 2 do 4 września zabrzmi najstarsza, znana ze źródeł pisanych, europejska wokalna muzyka wielogłosowa. Czy utwory, które powstawały 800 lat temu, mogą nas, ludzi XXI wieku, w ogóle zainteresować?
ZOBACZ TAKŻE
- Henryk Mikołaj Górecki, czyli muzyka z listy przebojów (07-09-11, 20:03)
- Wratislavia Cantans: Stile Antico i Rachel Podger (06-09-11, 18:48)
- Orlando Consort zabrzmieli pysznie i nieprzyzwoicie (05-09-11, 17:37)
- Wratislavia Cantans. "Beowulf" i Bagby na początek (28-08-11, 09:00)
- Muzyka o życiu i śmierci zagra na Wratislavii Cantans (17-08-11, 08:00)
Czy śpiewanie tej dziwacznej archaicznej polifonii, którą w Paryżu początków XIII wieku tworzyli Perotinus i Leoninus, ma dziś jeszcze jakiś sens? A może jest tylko zabawą paru muzykologów, pasjonatów archeologów, którzy lubują się w odkopywaniu muzycznych skamielin?
Z pewnością sens ma, także czysto estetyczny. Tą muzyką można się zachwycić i dziś. Z jednym wszakże zastrzeżeniem: paryskiego organum nie powinno słuchać się na iPodzie, nie sposób kontemplować go w samochodzie, domu, a nawet w sali koncertowej filharmonii. Jest to bowiem muzyka, która musi rezonować, pisana po to, by wykonywać ją pod strzelistymi sklepieniami gotyckich kościołów. A dokładnie w paryskiej Notre Dame. Jak przekonuje muzykolożka Ewa Obniska, organum ma wiele analogii nie tylko ze scholastyką, lecz także z architekturą. Chodzi o precyzyjny podział przestrzeni kościelnego wnętrza i jego odpowiednik w muzyce, czyli rytm. "Podziwianie, jak melizmatyczne, wsparte na burdonie linie wokalne gubią się pod gotyckimi sklepieniami, jest przeżyciem niezapomnianym" - mówi Obniska. I jeszcze coś, może nawet ważniejszego - niezwykłe brzmienie organum. To właściwie czyste brzmienie, nieustanne "przelewanie się" dysonansów w konsonanse. Utwory pisane w Paryżu Anno Domini 1200 brzmią tak, jakby powstawały w drugiej połowie XX wieku. Podobno amerykański kompozytor, Steve Reich, jeden z pionierów minimal music, porównywał je właśnie ze strukturą organum z Notre Dame.
Tegoroczna Wratislavia da nam szansę - w Polsce wciąż tak rzadką! - posłuchania tej muzyki w znakomitym wykonaniu. Orlando Consort to zespół, który działa już ponad 20 lat, a jak przyznaje Ewa Obniska, ich interpretacje są typowo angielskie - dość chłodne emocjonalnie, bardzo perfekcyjnie strojone, pod względem technicznym niezwykle wirtuozowskie. Warto też pamiętać, że - zgodnie z brytyjską tradycją kultywowaną od kilku wieków - grupę tworzą wyłącznie mężczyźni. Ich głosy poszybują pod sklepienia katedry polskokatolickiej w sobotę o 19. Zaś dzień później w Piwnicy Świdnickiej wrocławskiego ratusza o 21 prawdziwa uczta w wykonaniu Orlando Consort, czyli muzyka towarzysząca zabawom i hulankom w średniowiecznej i wczesnorenesansowej Europie od Portugalii po Niemcy, od Włoch po Anglię.
Muzyki z Paryża początków XIII wieku, ale już niekoniecznie związanej z liturgią, ale wykonywanej przy zupełnie innych okazjach, posłuchamy następnego dnia, w niedzielę o 19 podczas koncertu zespołu Sequentia. To grupa wokalna prowadzona przez Benjamina Bagby'ego - tego samego, który w nocy z piątku na sobotę otwiera festiwal eposem "Beowulf". Będzie to muzyka, która powstawała w obrębie murów ´le de la Cité, gdzie - jak pisze Bagby - "istniało minipaństwo niepodlegające władzy świeckiej króla Francji, w którym można było usłyszeć najlepszych europejskich wokalistów, a najgenialniejsze umysły tworzyły nowatorskiej idee muzyczne".
Eksplorowanie muzyki średniowiecza podczas tegorocznej Wratislavii na tym się jednak nie skończy. W sobotę o 21 w kościele św. Stanisława, św. Doroty i św. Wacława z dramatem liturgicznym wystąpi Schola Teatru Węgajty. Dramat i liturgia? Tak! To średniowieczny komentarz, rozbudowanie nabożeństwa, rozwinięcie dramaturgii, która zawarta jest już w samym obrzędzie liturgicznym. Jak choćby w "Ludus Danielis", czyli starotestamentowej historii o proroku Danielu.
Schola z Węgajt, ta niezwykła grupa muzyków i aktorów, w swoich próbach odczytania dramatów liturgicznych z jednej strony czerpie z lokalnej tradycji śpiewu ludowego, naturalnego, wciąż żywego, z drugiej zaś - z różnorodnych sposobów wykonywania chorału. I dokłada do tego specyficzne aktorstwo: "hieratyczne, kanoniczne, dostojne, obrzędowe" - mówi o nich o. Błażej Matusiak OP. - To rodzaj aktorstwa całkowicie nierealistyczny. Można go porównać do postaci przedstawionych na ikonach. Widzimy na nich rzeczywistych ludzi i prawdziwe wydarzenia, ale pokazane w sposób odrealniony. Albo inaczej: owa realność jest głębsza.
Kluczem do zrozumienia dramatów liturgicznych jest średniowieczna symbolika, dla nas w dużej mierze niedostępna. Tak, prawda, że "to po prostu teatr i muzyka z innego świata", jak przekonuje o. Matusiak. Ale mimo to warto przecież spróbować w ów inny świat wejść.
Z pewnością sens ma, także czysto estetyczny. Tą muzyką można się zachwycić i dziś. Z jednym wszakże zastrzeżeniem: paryskiego organum nie powinno słuchać się na iPodzie, nie sposób kontemplować go w samochodzie, domu, a nawet w sali koncertowej filharmonii. Jest to bowiem muzyka, która musi rezonować, pisana po to, by wykonywać ją pod strzelistymi sklepieniami gotyckich kościołów. A dokładnie w paryskiej Notre Dame. Jak przekonuje muzykolożka Ewa Obniska, organum ma wiele analogii nie tylko ze scholastyką, lecz także z architekturą. Chodzi o precyzyjny podział przestrzeni kościelnego wnętrza i jego odpowiednik w muzyce, czyli rytm. "Podziwianie, jak melizmatyczne, wsparte na burdonie linie wokalne gubią się pod gotyckimi sklepieniami, jest przeżyciem niezapomnianym" - mówi Obniska. I jeszcze coś, może nawet ważniejszego - niezwykłe brzmienie organum. To właściwie czyste brzmienie, nieustanne "przelewanie się" dysonansów w konsonanse. Utwory pisane w Paryżu Anno Domini 1200 brzmią tak, jakby powstawały w drugiej połowie XX wieku. Podobno amerykański kompozytor, Steve Reich, jeden z pionierów minimal music, porównywał je właśnie ze strukturą organum z Notre Dame.
Tegoroczna Wratislavia da nam szansę - w Polsce wciąż tak rzadką! - posłuchania tej muzyki w znakomitym wykonaniu. Orlando Consort to zespół, który działa już ponad 20 lat, a jak przyznaje Ewa Obniska, ich interpretacje są typowo angielskie - dość chłodne emocjonalnie, bardzo perfekcyjnie strojone, pod względem technicznym niezwykle wirtuozowskie. Warto też pamiętać, że - zgodnie z brytyjską tradycją kultywowaną od kilku wieków - grupę tworzą wyłącznie mężczyźni. Ich głosy poszybują pod sklepienia katedry polskokatolickiej w sobotę o 19. Zaś dzień później w Piwnicy Świdnickiej wrocławskiego ratusza o 21 prawdziwa uczta w wykonaniu Orlando Consort, czyli muzyka towarzysząca zabawom i hulankom w średniowiecznej i wczesnorenesansowej Europie od Portugalii po Niemcy, od Włoch po Anglię.
Muzyki z Paryża początków XIII wieku, ale już niekoniecznie związanej z liturgią, ale wykonywanej przy zupełnie innych okazjach, posłuchamy następnego dnia, w niedzielę o 19 podczas koncertu zespołu Sequentia. To grupa wokalna prowadzona przez Benjamina Bagby'ego - tego samego, który w nocy z piątku na sobotę otwiera festiwal eposem "Beowulf". Będzie to muzyka, która powstawała w obrębie murów ´le de la Cité, gdzie - jak pisze Bagby - "istniało minipaństwo niepodlegające władzy świeckiej króla Francji, w którym można było usłyszeć najlepszych europejskich wokalistów, a najgenialniejsze umysły tworzyły nowatorskiej idee muzyczne".
Eksplorowanie muzyki średniowiecza podczas tegorocznej Wratislavii na tym się jednak nie skończy. W sobotę o 21 w kościele św. Stanisława, św. Doroty i św. Wacława z dramatem liturgicznym wystąpi Schola Teatru Węgajty. Dramat i liturgia? Tak! To średniowieczny komentarz, rozbudowanie nabożeństwa, rozwinięcie dramaturgii, która zawarta jest już w samym obrzędzie liturgicznym. Jak choćby w "Ludus Danielis", czyli starotestamentowej historii o proroku Danielu.
Schola z Węgajt, ta niezwykła grupa muzyków i aktorów, w swoich próbach odczytania dramatów liturgicznych z jednej strony czerpie z lokalnej tradycji śpiewu ludowego, naturalnego, wciąż żywego, z drugiej zaś - z różnorodnych sposobów wykonywania chorału. I dokłada do tego specyficzne aktorstwo: "hieratyczne, kanoniczne, dostojne, obrzędowe" - mówi o nich o. Błażej Matusiak OP. - To rodzaj aktorstwa całkowicie nierealistyczny. Można go porównać do postaci przedstawionych na ikonach. Widzimy na nich rzeczywistych ludzi i prawdziwe wydarzenia, ale pokazane w sposób odrealniony. Albo inaczej: owa realność jest głębsza.
Kluczem do zrozumienia dramatów liturgicznych jest średniowieczna symbolika, dla nas w dużej mierze niedostępna. Tak, prawda, że "to po prostu teatr i muzyka z innego świata", jak przekonuje o. Matusiak. Ale mimo to warto przecież spróbować w ów inny świat wejść.
Najnowsze wiadomości
-
Prokurator stawia zarzuty za śmierć w przepompowni
-
Legendarna polska tancerka przyjedzie do Wrocławia
-
Była dolnośląska posłanka Beata Sawicka skazana na 3 lata
-
Napad na sortownię pieniędzy. Policja szuka sprawcy
-
Bardzo długie czekanie na tramwaj w deszczu i chłodzie
-
Skarga w sprawie trawy na Stadionie Miejskim odrzucona
-
Wybierz się na niedzielną Wielką Majówkę ornitologów
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć