Bulwar mógłby odciążyć Rynek z plenerowych imprez
19.08.2011
, aktualizacja: 18.08.2011 15:33
W STRONĘ ODRY. Kajakarze z Czech chcą przypłynąć do Wrocławia na Euro. Zaplanowali, że zawiną u nas do jakieś przystani, zacumują kajaki, rozbiją namioty i będą kajakiem dopływać na mecze na stadion na Maślicach. Byli mocno zdziwieni, kiedy odparłam im, że nie ma u nas kempingu nad Odrą i na mecze też raczej nie dopłyną - mówi Bożena Siczek.
ZOBACZ TAKŻE
- Akcja "W stronę Odry". Nie odwracajmy się od rzeki (12-08-11, 07:00)
Rozmowa z Bożeną Siczek
Aneta Augustyn: Czego brak nad wrocławską Odrą?
Bożena Siczek*: Marzę, żeby miasto wreszcie zrealizowało pomysł na rewitalizację bulwaru Xawerego Dunikowskiego. Kilka lat temu ogłosiło konkurs, wybrano zwycięzcę, szumnie zapowiadano, że bulwar wypięknieje i sprawa ucichła. A przecież to atrakcyjna promenada, która ciągnie się od mostu Grunwaldzkiego, na tyłach Urzędu Wojewódzkiego, wzdłuż Muzeum Narodowego, obok Akademii Sztuk Pięknych aż do mostu Piaskowego. Wyjątkowo malownicza okolica, z widokiem na kilka mostów i zabytkowe obiekty, z panoramą Ostrowa Tumskiego. Na bulwarze miały być efektowne schody, siedziska, zejścia do wody.
Bulwar mógłby odciążyć centrum Wrocławia z plenerowych imprez, w końcu nie samym rynkiem człowiek żyje. W Berlinie, Pradze, Wiedniu w takich miejscach są przystanie i kawiarenki z muzyką na żywo.
To wymarzone miejsce na nadodrzańskie spacery, na nadwodnego sylwestra z ogniami sztucznymi nad rzeką, na wodniackie centrum, na dni Odry, które mogłyby być wizytówką miasta, a odbywają się sporadycznie i nie są propagowane. Albo na spektakle grane na wodzie, tak jak kiedyś "Gioconda" wystawiona z sukcesem przez naszą operę na barce zacumowanej na bulwarze Włostowica. Wyobrażam sobie, że byłby tu punkt odrzańskiej IT: gdzie można popływać, kiedy dzieją się festyny, byłyby informacje o faunie i florze, o historii rzeki.
Na przykład o bogu Odry Wiadrusie?
- Kto wie, że jego wizerunek znajduje się w Auli Leopoldyńskiej? Stoi z pagajem w ręku, zwrócony w stronę rzeki.
A wracając do informacji o rzece, to we Wrocławiu bardzo brakuje jednej instytucji, która zebrałaby wszystkie odrzańskie imprezy w jeden folder, kalendarz, ulotki i rozpowszechniała wśród wrocławian. Na bulwarze przez cały wodniacki sezon, który trwa od maja do października, mogłyby odbywać się regaty, pokazy łodzi, zawody kajakarskie, wioślarskie, żeglarskie, rejsy, koncerty szantowe; można by zaprosić inne miasta nadodrzańskie... Mała Oława czy Krosno Odrzańskie robią swoje dni Odry, a Wrocław nie ma żadnej spektakularnej imprezy związanej ze swoją największą rzeką.
Może gdyby był jeden zarządca, byłoby sprawniej?
- No właśnie. Nasza Odra jest podzielona: Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, Urząd Żeglugi Śródlądowej, miasto... Zaniedbane są zielone tereny nadodrzańskie: wystarczy przejść się wałami na Biskupinie, gdzie między rzeką a ścieżką dla spacerowiczów ciągnie się kawał zieleni. To niekoszony, zaśmiecony zielony pas, skądinąd idealny na pikniki. Podobnie jest Na Grobli czy nad Kanałem Miejskim koło Leclerca. Dlaczego nie ustawić tam wiat na grilla, koszy na śmieci? Dramatycznie brakuje nadwodnej infrastruktury.
Zadzwonili do mnie kajakarze z Czech, że chcą przypłynąć do Wrocławia na Euro. Tak, nie przyjechać, tylko przypłynąć z Ostrawy. Zaplanowali, że zawiną do jakieś przystani, rozbiją namioty i będą kajakiem dopływać na mecze na stadion na Maślicach. Byli mocno zdziwieni, kiedy odparłam im, że nie rozbiją namiotu, bo nie ma u nas kempingu nad Odrą i na mecze też raczej nie dopłyną, bo śluza Mieszczańska jest zamknięta.
Wstyd?
- Tak, wstyd. Podobnie jak wtedy, gdy pewien Niemiec przypłynął jachtem do Zatoki Gondoli, chciał nabrać wody, paliwa... Nie udało się. Myślał, że to port, a takowych u nas nie ma, poza jedną jedyną prywatną mariną naprzeciw uniwersytetu.
Jesteśmy odwróceni od Odry, nie ma u nas nawet zejść do rzeki. Płynęłam niedawno kajakiem po Berlinie: wystarczyło zadrzeć głowę i na każdym moście mogłam odczytać jego nazwę, a obok tablicę wskazującą najbliższe ulice i zabytki. I jeśli było na przykład interesujące muzeum, to obok cumowało się kajak i szło zwiedzać. A u nas? Kiedy były zawody kajakowe między mostami Pokoju a Piaskowym, nie było nawet jak kibicować: nie ma schodków, nie ma bezpośredniego dojścia do wody. Pięknie odnowiono Wyspę Słodową, ale nie ma tam przystani, wodniak nie ma tam gdzie się zatrzymać.
Mógłby opłynąć miasto?
- Teoretycznie tak. W czerwcu zrobiliśmy miejski spływ spod naszej klubowej przystani na Rzeźbiarskiej przez Wyspę Opatowicką, śluzę Bartoszowice, mosty Warszawskie, śluzę Szczytnicką. Ci, którzy popłynęli pierwszy raz, byli zaskoczeni, jak wygląda Wrocław z wodnej perspektywy. Na górze, na mostach, zgiełk, a poniżej spokój, jakby ktoś owinął miejski hałas w watę.
A jeśli ktoś nie jest w klubie, ani innej grupie, tylko sam chce spłynąć Odrę kajakiem?
- Nie wszędzie we Wrocławiu można pływać kajakami. Zamkniecie śluzy Mieszczańskiej po wypadku kajakarzy spowodowało, że nie można pływać w okolicach wyspy Słodowej między mostami Tumskim i Piaskowym a Uniwersyteckim Ten odcinek jest wyłączony dla kajaków, reszta jest dostępna. Trzeba się tylko śluzować, a to bywa problematyczne. Grupa umawia się wcześniej, solista może trafić na problem. W Berlinie śluzy są czynne do godz. 21.30, u nas znacznie krócej. 3,62 zł to ministerialna stawka za śluzowanie jednego kajaka, więc śluzowi czekają, aż zbierze się grupa.
Co udało się miastu?
- Zrobiło Zatokę Gondoli i wydało też mapę Wrocławskiego Węzła Wodnego, nawet na wodoodpornym papierze. I tyle.
My robimy swoje imprezy, nie oglądając się na miasto, różne spływy i regaty upamiętniające pierwsze zawody kajakowe we Wrocławiu. Nowy Rok też witamy na Odrze w kajakach.
* Bożena Siczek - prezes Wrocławskiego Klubu Wodniaków "Wiadrus" oddziału wrocławskiego PPTK. To najdłużej działający w mieście klub wodniacki, istnieje od 1954 roku. Jego matką chrzestna w 1970 roku została Kalina Jędrusik
Partnerem cyklu "W stronę Odry" jest Grupa Archicom
Aneta Augustyn: Czego brak nad wrocławską Odrą?
Bożena Siczek*: Marzę, żeby miasto wreszcie zrealizowało pomysł na rewitalizację bulwaru Xawerego Dunikowskiego. Kilka lat temu ogłosiło konkurs, wybrano zwycięzcę, szumnie zapowiadano, że bulwar wypięknieje i sprawa ucichła. A przecież to atrakcyjna promenada, która ciągnie się od mostu Grunwaldzkiego, na tyłach Urzędu Wojewódzkiego, wzdłuż Muzeum Narodowego, obok Akademii Sztuk Pięknych aż do mostu Piaskowego. Wyjątkowo malownicza okolica, z widokiem na kilka mostów i zabytkowe obiekty, z panoramą Ostrowa Tumskiego. Na bulwarze miały być efektowne schody, siedziska, zejścia do wody.
Bulwar mógłby odciążyć centrum Wrocławia z plenerowych imprez, w końcu nie samym rynkiem człowiek żyje. W Berlinie, Pradze, Wiedniu w takich miejscach są przystanie i kawiarenki z muzyką na żywo.
To wymarzone miejsce na nadodrzańskie spacery, na nadwodnego sylwestra z ogniami sztucznymi nad rzeką, na wodniackie centrum, na dni Odry, które mogłyby być wizytówką miasta, a odbywają się sporadycznie i nie są propagowane. Albo na spektakle grane na wodzie, tak jak kiedyś "Gioconda" wystawiona z sukcesem przez naszą operę na barce zacumowanej na bulwarze Włostowica. Wyobrażam sobie, że byłby tu punkt odrzańskiej IT: gdzie można popływać, kiedy dzieją się festyny, byłyby informacje o faunie i florze, o historii rzeki.
Na przykład o bogu Odry Wiadrusie?
- Kto wie, że jego wizerunek znajduje się w Auli Leopoldyńskiej? Stoi z pagajem w ręku, zwrócony w stronę rzeki.
A wracając do informacji o rzece, to we Wrocławiu bardzo brakuje jednej instytucji, która zebrałaby wszystkie odrzańskie imprezy w jeden folder, kalendarz, ulotki i rozpowszechniała wśród wrocławian. Na bulwarze przez cały wodniacki sezon, który trwa od maja do października, mogłyby odbywać się regaty, pokazy łodzi, zawody kajakarskie, wioślarskie, żeglarskie, rejsy, koncerty szantowe; można by zaprosić inne miasta nadodrzańskie... Mała Oława czy Krosno Odrzańskie robią swoje dni Odry, a Wrocław nie ma żadnej spektakularnej imprezy związanej ze swoją największą rzeką.
Może gdyby był jeden zarządca, byłoby sprawniej?
- No właśnie. Nasza Odra jest podzielona: Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, Urząd Żeglugi Śródlądowej, miasto... Zaniedbane są zielone tereny nadodrzańskie: wystarczy przejść się wałami na Biskupinie, gdzie między rzeką a ścieżką dla spacerowiczów ciągnie się kawał zieleni. To niekoszony, zaśmiecony zielony pas, skądinąd idealny na pikniki. Podobnie jest Na Grobli czy nad Kanałem Miejskim koło Leclerca. Dlaczego nie ustawić tam wiat na grilla, koszy na śmieci? Dramatycznie brakuje nadwodnej infrastruktury.
Zadzwonili do mnie kajakarze z Czech, że chcą przypłynąć do Wrocławia na Euro. Tak, nie przyjechać, tylko przypłynąć z Ostrawy. Zaplanowali, że zawiną do jakieś przystani, rozbiją namioty i będą kajakiem dopływać na mecze na stadion na Maślicach. Byli mocno zdziwieni, kiedy odparłam im, że nie rozbiją namiotu, bo nie ma u nas kempingu nad Odrą i na mecze też raczej nie dopłyną, bo śluza Mieszczańska jest zamknięta.
Wstyd?
- Tak, wstyd. Podobnie jak wtedy, gdy pewien Niemiec przypłynął jachtem do Zatoki Gondoli, chciał nabrać wody, paliwa... Nie udało się. Myślał, że to port, a takowych u nas nie ma, poza jedną jedyną prywatną mariną naprzeciw uniwersytetu.
Jesteśmy odwróceni od Odry, nie ma u nas nawet zejść do rzeki. Płynęłam niedawno kajakiem po Berlinie: wystarczyło zadrzeć głowę i na każdym moście mogłam odczytać jego nazwę, a obok tablicę wskazującą najbliższe ulice i zabytki. I jeśli było na przykład interesujące muzeum, to obok cumowało się kajak i szło zwiedzać. A u nas? Kiedy były zawody kajakowe między mostami Pokoju a Piaskowym, nie było nawet jak kibicować: nie ma schodków, nie ma bezpośredniego dojścia do wody. Pięknie odnowiono Wyspę Słodową, ale nie ma tam przystani, wodniak nie ma tam gdzie się zatrzymać.
Mógłby opłynąć miasto?
- Teoretycznie tak. W czerwcu zrobiliśmy miejski spływ spod naszej klubowej przystani na Rzeźbiarskiej przez Wyspę Opatowicką, śluzę Bartoszowice, mosty Warszawskie, śluzę Szczytnicką. Ci, którzy popłynęli pierwszy raz, byli zaskoczeni, jak wygląda Wrocław z wodnej perspektywy. Na górze, na mostach, zgiełk, a poniżej spokój, jakby ktoś owinął miejski hałas w watę.
A jeśli ktoś nie jest w klubie, ani innej grupie, tylko sam chce spłynąć Odrę kajakiem?
- Nie wszędzie we Wrocławiu można pływać kajakami. Zamkniecie śluzy Mieszczańskiej po wypadku kajakarzy spowodowało, że nie można pływać w okolicach wyspy Słodowej między mostami Tumskim i Piaskowym a Uniwersyteckim Ten odcinek jest wyłączony dla kajaków, reszta jest dostępna. Trzeba się tylko śluzować, a to bywa problematyczne. Grupa umawia się wcześniej, solista może trafić na problem. W Berlinie śluzy są czynne do godz. 21.30, u nas znacznie krócej. 3,62 zł to ministerialna stawka za śluzowanie jednego kajaka, więc śluzowi czekają, aż zbierze się grupa.
Co udało się miastu?
- Zrobiło Zatokę Gondoli i wydało też mapę Wrocławskiego Węzła Wodnego, nawet na wodoodpornym papierze. I tyle.
My robimy swoje imprezy, nie oglądając się na miasto, różne spływy i regaty upamiętniające pierwsze zawody kajakowe we Wrocławiu. Nowy Rok też witamy na Odrze w kajakach.
* Bożena Siczek - prezes Wrocławskiego Klubu Wodniaków "Wiadrus" oddziału wrocławskiego PPTK. To najdłużej działający w mieście klub wodniacki, istnieje od 1954 roku. Jego matką chrzestna w 1970 roku została Kalina Jędrusik
Partnerem cyklu "W stronę Odry" jest Grupa Archicom
Najnowsze wiadomości
-
W DSW studenci mogą się już bawić dźwiękami [FOTO]
-
Wydłużą zielone światła dla przechodniów w centrum
-
Budowa torowiska zagrażała pieszym. Ma być lepiej
-
Te samoloty mają wygrać w Ameryce. Zrobili je studenci
-
Leszek Czarnecki dopiero 4. w rankingu najbogatszych
-
Tramwaj może i plus, ale za to autobusy na minusie
-
Za czwórką jedzie czwórka. Logika w MPK na jedynkę
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Bulwar mógłby odciążyć Rynek z plenerowych imprez
kajotgw
19.08.11, 11:26
A to camping Ślęza na grobli zamknęli???»
Najczęściej czytane24 htydzień





