Sprawa Alesia Białackiego to tylko czubek góry lodowej

Klaus Bachmann, prof. UWr i SWPS
15.08.2011 , aktualizacja: 15.08.2011 19:57
A A A Drukuj
Prokuratura Generalna popełniła gafę, która białoruskiego obrońcę praw człowieka Alesia Białackiego może kosztować siedem lat więzienia. Skończy się wyrzuceniem kilku kozłów ofiarnych z pracy. I dobrze, choć dzięki temu Białackiemu raczej lepiej nie będzie.
Aleś Białacki (przewodniczący Centrum Praw Człowieka 'Viasna')przemawia po odebraniu we Wrocławiu Freedom Awards 2011
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Aleś Białacki (przewodniczący Centrum Praw Człowieka 'Viasna')przemawia po odebraniu we Wrocławiu Freedom Awards 2011
Mnie bardziej interesują wnioski, jakie można z tej afery wyciągnąć. Bo to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod nim kryje się gąszcz przepisów, które zostały wprowadzone po 11 września, i które umożliwiają przekazywanie wrażliwych danych między państwami, i to niezależnie od tego, czy te państwa chronią prawa człowieka.

Na mocy międzynarodowych konwencji, które zostały podpisane i pośpiesznie ratyfikowane na całym świecie, Rada Bezpieczeństwa ONZ może sporządzić listę obywateli podejrzanych o pranie pieniędzy i wspieranie organizacji terrorystycznych i banki na podstawie tej listy muszą zamrozić ich aktywa. W myśl tych konwencji państwa między sobą wymieniają dane dotyczące "podejrzanych" transakcji, które jeszcze niedawno podlegały ściślej ochronie. Innymi słowy: jeśli jakieś państwo podejrzewa, że jego obywatele lokują w Polsce nielegalne dochody i uzyskują z nich odsetki, wtedy to państwo nie ma żadnych szans uzyskać informacji na ten temat, jeśli zwróci się do Ministerstwa Finansów. Jeśli prosi zaś o nie w ramach "walki z terroryzmem", to dostanie je natychmiast, bez powiadomienia zainteresowanego, kontroli politycznej i sądowej. I niezależnie od tego, czy są poszlaki, że dana osoba ma coś wspólnego z terroryzmem. Ponieważ ten obywatel nie wie, że jego dane zostały przekazane, nie może takiej akcji zaskarżyć. Pewnego dnia banki zamrażają jego aktywa i on wtedy de facto musi udowodnić, że nie jest terrorystą.

Polska Prokuratura Generalna przekazała Białorusi dane o Białackim. Więcej nie wiemy. Nie wiemy, czy to była jedyna informacja, która z Warszawy poszła do Mińska. Nie wiemy, jakie państwa prosiły Polskę o informacje na temat kont swoich obywateli, i jak na to reagowała Prokuratura Generalna. Czy były to Chiny, Wietnam, Syria, Libia (która jej część?), Zimbabwe, Pakistan? Wiemy, że Litwa przekazała samej tylko Białorusi w ramach jednego zapytania dane o 400 osobach.

Ja się zastanawiam: Co się stało z tymi 399 osobami, które nie są tak znane jak Białacki, nie cieszą się poparciem zagranicznych mediów i wpływowych organizacji praw człowieka. Dlatego mało mnie cieszy, że kilka osób w Prokuraturze Generalnej straci pracę. Ja bym chciał, aby Sejm przyjrzał się, jakie konwencje międzynarodowe ratyfikował w ostatnich 10 latach, i co one spowodowały.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos