Jak Piotr Kruczkowski zbierał pieniądze na kampanię
01.08.2011
, aktualizacja: 01.08.2011 20:26
Wojciech Czerwiński, były szef Miejskiego Zarządu Budynków w Wałbrzychu, twierdzi, że prezydent Piotr Kruczkowski żądał od niego "daniny" za przyznanie mu nagrody rocznej. - Ja tylko zbierałem pieniądze na kampanię wśród znajomych - tłumaczy Kruczkowski
Czerwiński dwa tygodnie temu złożył do prokuratury doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Twierdzi, że w październiku ubiegłego roku przed wyborami Kruczkowski domagał się od niego 7 tys. zł w zamian za przyznaną nagrodę roczną w wysokości 24 tys. zł. O sprawie napisał wczoraj "Dziennik Gazeta Prawna". Po pieniądze te prezydent Wałbrzycha miał przychodzić wielokrotnie, a gdy był u niego ostatni raz, Czerwiński spotkanie nagrał. Nagranie, którym dysponuje prokuratura, brzmi tak:
Kruczkowski: - No, myślałeś coś?
Czerwiński: - Kurde, no coś tak... Ale za dużo ci nie dam.
Kruczkowski: - Ile?
Czerwiński: - 1500.
Kruczkowski: - Co ty, kurde, na waciki?
Czerwiński - Na waciki... No, mówię ci - nie mam kasy.
Kruczkowski - Kurde.
Czerwiński: - A poza tym, Piotr, kurwa przyjąłeś mnie tu jako fachowca, do cholery, no nie?
Kruczkowski: - Zastanów się...
Piotr Kruczkowski potwierdza, że przyszedł do Czerwińskiego prosić o pieniądze na kampanię wyborczą. - Tak jak proszę o wsparcie moich znajomych, tak prosiłem o to Wojciecha Czerwińskiego, którego znam od kilkunastu lat - mówi. - Ale nie stawiałem mu żadnego ultimatum, zresztą on tych pieniędzy mi nie przekazał i nie spotkały go przecież za to żadne konsekwencje.
Ale to, że w Wałbrzychu prezesi spółek miejskich musieli przekazywać część nagrody rocznej politykom PO, podtrzymuje również Ireneusz Zarzecki, były prezes MPK. W doniesieniu do świdnickiej prokuratury, które złożył w ubiegłym tygodniu, opisuje cały mechanizm tego procederu. "Co roku w spółkach, gdzie można było dać nagrodę, obowiązkiem nagrodzonego trzeba było odpalić 1 lub 1,5 pensji netto w zależności, czy obdarowany dostał 2 lub 3 pensje nagrody" - pisze w doniesieniu. Do tego od 2005 roku każdy z szefów spółek miał dawać 500 zł ze swojej pensji.
Kruczkowski zdecydowanie temu zaprzecza. Wskazuje, że Zarzecki jest mało wiarygodny, bo próbuje bronić się przed zdefraudowaniem pół miliona złotych z kasy MPK. Brak tej kwoty odkryły nowe władze spółki z Andrzejem Kosiórem na czele, które poinformowały o tym prokuraturę. Co ciekawe, Zarzecki przyznaje się do tego, że wyprowadzał z kasy spółki pieniądze, które m.in. trafiały na jego konto. Ale - jak twierdzi - później miały zasilić fundusz wyborczy PO.
Po tych doniesieniach sytuacja PO w Wałbrzychu robi się coraz trudniejsza. Formalnie nie istnieją tam już żadne struktury partyjne, bo zostały rozwiązane w lutym po wybuchu afery z kupowaniem głosów podczas wyborów. Wczoraj swoje członkostwo w partii zawiesił Kruczkowski. Nowe struktury partii miały być powołane po wyborach, ale Piotr Borys, wiceprzewodniczący partii na Dolnym Śląsku, mówi, że po ostatnich rewelacjach byłych szefów wałbrzyskich spółek stanie się to znacznie później.
- Aż trudno uwierzyć w większość tych szokujących informacji z ostatnich dni. Dlatego poczekamy, aż wszystko wyjaśni prokuratura, i wtedy przystąpimy do odbudowy struktur. Mam nadzieję, że stanie się to szybko - mówi Borys.
Komentuje Mirosław Maciorowski: Powinien zniknąć z polityki
Piotr Kruczkowski, jako urzędujący prezydent miasta, przyszedł po pieniądze na własną kampanię wyborczą do podwładnego, któremu wcześniej sam przyznał sowitą nagrodę. I nie widzi w tym nic zdrożnego. Tłumaczy, że zawsze przed wyborami zbiera pieniądze od swoich znajomych. Chodzi po nie więc też do podwładnych, których przecież z grona znajomych nie wypada mu wykluczyć. Próbuje przekonywać, że nie stawia przy tym żadnego ultimatum. A ja w jego słowach "zastanów się", które rzucił do odmawiającego mu Czerwińskiego, zawoalowaną, ale dość wyraźną formę pogróżki dostrzegam.
Po tej historii Piotr Kruczkowski powinien raz na zawsze zniknąć z polityki. Już nawet nie dlatego, że przyszedł do podwładnego po pieniądze na kampanię, lecz przede wszystkim dlatego, że nie rozumie, dlaczego nie powinien tego robić.
Niestety, nie mam żadnych wątpliwości, że jego zachowanie jest jakimś niechlubnym wyjątkiem, pojedynczym wybrykiem zdemoralizowanego polityka. Opłacanie się politycznym protektorom przez mianowanych przez nich urzędników to patologia, która jest normą w wielu polskich samorządach.
Kruczkowski: - No, myślałeś coś?
Czerwiński: - Kurde, no coś tak... Ale za dużo ci nie dam.
Kruczkowski: - Ile?
Czerwiński: - 1500.
Kruczkowski: - Co ty, kurde, na waciki?
Czerwiński - Na waciki... No, mówię ci - nie mam kasy.
Kruczkowski - Kurde.
Czerwiński: - A poza tym, Piotr, kurwa przyjąłeś mnie tu jako fachowca, do cholery, no nie?
Kruczkowski: - Zastanów się...
Piotr Kruczkowski potwierdza, że przyszedł do Czerwińskiego prosić o pieniądze na kampanię wyborczą. - Tak jak proszę o wsparcie moich znajomych, tak prosiłem o to Wojciecha Czerwińskiego, którego znam od kilkunastu lat - mówi. - Ale nie stawiałem mu żadnego ultimatum, zresztą on tych pieniędzy mi nie przekazał i nie spotkały go przecież za to żadne konsekwencje.
Ale to, że w Wałbrzychu prezesi spółek miejskich musieli przekazywać część nagrody rocznej politykom PO, podtrzymuje również Ireneusz Zarzecki, były prezes MPK. W doniesieniu do świdnickiej prokuratury, które złożył w ubiegłym tygodniu, opisuje cały mechanizm tego procederu. "Co roku w spółkach, gdzie można było dać nagrodę, obowiązkiem nagrodzonego trzeba było odpalić 1 lub 1,5 pensji netto w zależności, czy obdarowany dostał 2 lub 3 pensje nagrody" - pisze w doniesieniu. Do tego od 2005 roku każdy z szefów spółek miał dawać 500 zł ze swojej pensji.
Kruczkowski zdecydowanie temu zaprzecza. Wskazuje, że Zarzecki jest mało wiarygodny, bo próbuje bronić się przed zdefraudowaniem pół miliona złotych z kasy MPK. Brak tej kwoty odkryły nowe władze spółki z Andrzejem Kosiórem na czele, które poinformowały o tym prokuraturę. Co ciekawe, Zarzecki przyznaje się do tego, że wyprowadzał z kasy spółki pieniądze, które m.in. trafiały na jego konto. Ale - jak twierdzi - później miały zasilić fundusz wyborczy PO.
Po tych doniesieniach sytuacja PO w Wałbrzychu robi się coraz trudniejsza. Formalnie nie istnieją tam już żadne struktury partyjne, bo zostały rozwiązane w lutym po wybuchu afery z kupowaniem głosów podczas wyborów. Wczoraj swoje członkostwo w partii zawiesił Kruczkowski. Nowe struktury partii miały być powołane po wyborach, ale Piotr Borys, wiceprzewodniczący partii na Dolnym Śląsku, mówi, że po ostatnich rewelacjach byłych szefów wałbrzyskich spółek stanie się to znacznie później.
- Aż trudno uwierzyć w większość tych szokujących informacji z ostatnich dni. Dlatego poczekamy, aż wszystko wyjaśni prokuratura, i wtedy przystąpimy do odbudowy struktur. Mam nadzieję, że stanie się to szybko - mówi Borys.
Komentuje Mirosław Maciorowski: Powinien zniknąć z polityki
Piotr Kruczkowski, jako urzędujący prezydent miasta, przyszedł po pieniądze na własną kampanię wyborczą do podwładnego, któremu wcześniej sam przyznał sowitą nagrodę. I nie widzi w tym nic zdrożnego. Tłumaczy, że zawsze przed wyborami zbiera pieniądze od swoich znajomych. Chodzi po nie więc też do podwładnych, których przecież z grona znajomych nie wypada mu wykluczyć. Próbuje przekonywać, że nie stawia przy tym żadnego ultimatum. A ja w jego słowach "zastanów się", które rzucił do odmawiającego mu Czerwińskiego, zawoalowaną, ale dość wyraźną formę pogróżki dostrzegam.
Po tej historii Piotr Kruczkowski powinien raz na zawsze zniknąć z polityki. Już nawet nie dlatego, że przyszedł do podwładnego po pieniądze na kampanię, lecz przede wszystkim dlatego, że nie rozumie, dlaczego nie powinien tego robić.
Niestety, nie mam żadnych wątpliwości, że jego zachowanie jest jakimś niechlubnym wyjątkiem, pojedynczym wybrykiem zdemoralizowanego polityka. Opłacanie się politycznym protektorom przez mianowanych przez nich urzędników to patologia, która jest normą w wielu polskich samorządach.
Najnowsze wiadomości
-
Czekają nas dwie premiery na wrocławskich scenach
-
Zobacz nowy dziecięcy szpital przy Koszarowej [FOTO]
-
Polscy projektanci w Sky Tower. Warto pooglądać
-
Dziecięcy szpital we wtorek przenosi się na Koszarową
-
Posłowie żądają dekomunizacji miast, a w Bogatyni...
-
Lotus, Lexus, Porsche - takie samochody zobaczysz w Hali Stulecia
-
Nie przegap! Masa imprez w weekend. Zobacz, co polecamy
- 22 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Jak Piotr Kruczkowski zbierał pieniądze na kamp...
baroni70
02.08.11, 05:37
Śmieszy mnie to, że gazeta się dziwi takim procederom, proszę się przejść po prezesach państwowych spółek, a dopiero wam się włos na głowie zjeży. Daniny na partię są wszędzie tam gdzie »
-
Jak Piotr Kruczkowski zbierał pieniądze na kamp...
rwaku
02.08.11, 13:01
Takich Wałbrzychów na Dolnym Śląsku dostatek, a w całej Polsce nadprodukcja. Tylko co robi CBA, ABW i inne służby kontrolne. Wystarczy tylko się zastanowić skąd PO miała pieniądze na »
-
Jak Piotr Kruczkowski zbierał pieniądze na kamp...
qazokm
02.08.11, 14:25
Jak wiadomo, kasa na kampanię mogła iść tylko od prywatnych "przyjaciół", a nie od spółek, więc prezes MPK daninę przelewał na swoje konto i jako prywatny sponsor finansował PO, więc »
Najczęściej czytane24 htydzień




