Noblesse oblige, czyli szlachta na Śląsku
2006-11-10
, aktualizacja: 10.11.2006 00:00
Rozmowa z prof. Janem Harasimowiczem, kierującym polską częścią programu naukowego ?Szlachta na Śląsku?.
We Wrocławiu na międzynarodowej konferencji naukowej spotkali się historycy, kulturoznawcy, muzykolodzy, historycy sztuki i religioznawcy z Polski, Niemiec i Czech, by podsumować trzyletni projekt badawczy finansowany przez rząd niemiecki, a dotyczący dziejów śląskiej szlachty.
Agata Saraczyńska: Kiedy mówimy szlachcic, przed oczami staje nam polski Sarmata. Czym różnili się przedstawiciele tego stanu wywodzący się ze Śląska?
Jan Harasimowicz: Różniło ich wiele. Fenomenem śląskim było na przykład zaangażowanie się szlachty w działalność przemysłową - poczynając od rozwoju manufaktur, aż po wielki przemysł wydobywczo-przetwórczy na Górnym Śląsku. To właśnie Donnersmarckowie z Bytomia i Tarnowskich Gór oraz Hochbergowie z Książa i Pszczyny przyczynili się do rozwoju górnictwa węgla kamiennego, inni magnaci budowali huty, odlewnie, wielkie fabryki włókiennicze. Na terenie Polski przez wieki szlachta utrzymywała się z rolnictwa, i to własność ziemska była głównym wyznacznikiem tego stanu.
Czy można mówić o podobieństwach etosu szlacheckiego w Polsce i na Śląsku? Czy panowały tu podobne obyczaje, hierarchia wartości, powinności?
Etos był podobny - szlachectwo uważano za dar boży, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Powinnością szlachetnie urodzonych było dawanie świadectwa wierności ideałowi Rycerza Chrystusowego. Nie zawsze szlachta była w stanie temu sprostać, przez co była na Śląsku krytykowana - za sprzeniewierzanie się swemu posłannictwu. Pastor Adam Gdacjusz z Kluczborka, mieszczanin, piętnował w swych kazaniach i "dyszkursach", drukowanych w Brzegu, pijaństwo szlachty, jej niewłaściwe odnoszenie się do poddanych, szerzenie zgorszenia. Na terenie Polski antyszlacheckie utwory tego typu, w dodatku napisane przez jakiegoś "łyka", nie mogłyby się ukazać. Z pewnością interweniowałaby cenzura państwowa i kościelna.
Zgodnie z "boskim" porządkiem szlachta, a wcześniej rycerstwo, to uprzywilejowani, dziedziczni właściciele ziemscy. Jak można było zostać szlachcicem?
Rycerze trudnili się służbą wojskową. Od władców dostawali nadania ziemskie w zamian za hołd lenny i gotowość stawienia się w potrzebie wraz z pocztem. Już w średniowieczu tytuł szlachecki można było jednak uzyskać także po zdobyciu stopnia naukowego doktora lub wawrzynu poetyckiego. Ten rodzaj szlachectwa, "za zasługi", propagowany był zwłaszcza przez humanizm, na Śląsku i w Polsce rozpowszechniający się głównie w kręgach mieszczaństwa. W drugiej połowie XVI wieku szlachta zaczęła pilniej strzec własnych przywilejów, ograniczać dostęp do swego stanu, piętnując tych, którzy do niego "chyłkiem się wkradli", jak pisał Nekanda Trepka w słynnej "Liber Chamorum". Aby udowodnić "czystość krwi szlacheckiej", trzeba było wykazać szlachetne pochodzenie od ośmiu pokoleń, stąd na nagrobkach śląskich widnieje zwykle osiem herbów, czasami nawet 16 lub 32. Tu pojawia się znaczna różnica między Polakami a Ślązakami. Różne polskie rody szlacheckie miały często ten sam herb: Wieniawa, Junosza, Leliwa, Trąby itp. Na Śląsku było prościej: każdy ród miał tzw. herb własny, odpowiednio von Zedlitz, von Stosch, von Schaffgotsch.
Czy polskie przysłowie "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" jest także prawdziwe w odniesieniu do szlachty śląskiej?
Szlachta śląska, podobnie jak niemiecka, była dużo bardziej zróżnicowana, dzieliła się na książąt, hrabiów (grafów), baronów (wolnych panów) i rycerzy. Na Śląsku wolnością osobistą, a do pewnego stopnia nawet majątkową, cieszyła się jednak nie tylko szlachta. Żyło tu także sporo kmieci, wolnych chłopów, zwłaszcza w okolicach Legnicy i Świdnicy. Nie obowiązywała ich pańszczyzna, byli dość zamożni, w większości piśmienni. Niektórych stać było nawet na dokonywanie fundacji kościelnych.
Ale dużych posiadłości ziemskich nie mieli. Tak samo czym innym była własność książęca, czym innym dobra szlacheckie.
Oczywiście - książęta i wolni panowie władali swymi terytoriami z mocy prawa lennego lub dawnego prawa dziedzicznego, zwanego "polskim". Pozbawić ich tej władzy było bardzo trudno. Głównym motywem mogła być na przykład zdrada stanu: taki zarzut postawiono w 1635 roku Hansowi Ulrykowi Schaffgotschowi, oskarżonemu o udział w antycesarskim spisku Wallensteina. Jego potomkowie odzyskali wprawdzie dobra chojnickie i gryfowskie, ale już Żmigród przeszedł w ręce rodu Hatzfeldtów, wiernych stronników cesarza. Ważną rolę w historii Śląska i jego szlachty odegrał zresztą fakt, że Habsburgowie obrazili się na swą odległą od Wiednia prowincję po detronizacji Ferdynanda II w 1618 roku i wyborze na króla Czech elektora Palatynatu, protestanta Fryderyka V, zwanego "królem zimowym". Od bitwy na Białej Górze w 1620 roku aż do końca swego panowania w połowie XVIII wieku nie pojawili się we Wrocławiu ani razu. Zarządzali Śląskiem przez namiestników wybieranych z grona tych rodów śląskich, które przeszły - w całości lub w niektórych liniach - na katolicyzm.
Stąd urośli w siłę Schaffgotschowie, Zedlitzowie, Nostitzowie?
Sprawowali urzędy starostów księstw i starosty generalnego Śląska, zasiadali w sejmie śląskim, po prostu mieli znaczenie polityczne, a dzięki temu i wpływy. Wcześniej, w XVI i na początku XVII wieku, wyznanie nie decydowało tak bardzo o politycznej karierze. Kilku przedstawicieli szlachty śląskiej doszło na przykład w tym czasie do godności biskupów wrocławskich, a więc książąt na Nysie i Grodkowie. Otwierało to drogę rodom von Salza, von Promnitz, von Logau czy von Sitsch, w dużej części protestanckim, drogę do intratnych królewszczyzn i ważnych urzędów. Dużą rolę polityczną czy religijną odgrywać też mogła szlachta biedniejsza, "jednowioskowa". Wspomnijmy choćby reformatora Kościoła - Kaspra von Schwenckfelda, pochodzącego z niewielkiego Osieka koło Lubina, czy też Abrahama von Frankenberga, matematyka, lekarza i teologa, protektora słynnego mistyka - Jakoba Böhme. Ich znaczenie w historii Śląska i Europy jest olbrzymie.
A jakie znaczenie mieli w tym czasie Piastowie śląscy?
Piastowie władali kilkoma księstwami na Śląsku aż do wygaśnięcia dynastii w 1675 roku. Nigdy nie zostali formalnie książętami Rzeszy Niemieckiej. Tytuł własności do śląskiej ziemi, który nigdy nie był podważany, opierali na pochodzeniu "ze sławnego rodu książąt i królów polskich". Inne rody książęce, przybyłe później, jak Podiebradowie, Lichtensteinowie, Lobkowitzowie, były od władzy królewskiej bardziej zależne. W końcu swe śląskie dobra tylko jej zawdzięczały.
Zawołaniem szlacheckim jest Bóg, Honor i Ojczyzna. Ale w Polsce szlachcic to katolik, a na Śląsku kwitła reformacja w najróżniejszych odmianach.
Szlachta polska początkowo także sprzyjała reformacji, z czasem jednak, po uzyskaniu pełnego immunitetu sądowego, powróciła na łono Kościoła. Na Śląsku akces do obozu reformacji wynikał w dużej mierze z niechęci do katolickich Habsburgów, usiłujących wprowadzić w swych krajach dziedzicznych rządy absolutne. Zasada cuius regio, eius religio, proklamowana w 1555 roku w Augsburgu przez cesarza Karola V, odnosiła się wprawdzie tylko do książąt i wolnych miast Rzeszy, jednak szlachta śląska uznała, że dotyczy ona także jej dóbr. Luterańscy pastorzy, powoływani na stanowiska proboszczów, byli posłuszni szlacheckim patronom, gdyż utrzymywali się z wypłacanej im przez panów pensji, a nie - jak w średniowieczu - z przypisanych do parafii łanów ziemi. Z wielką gorliwością zwalczali zatem te odłamy protestantyzmu, które trwałość porządku społecznego negowały: anabaptystów i schwenckfeldystów. Z kolei wielu panów tolerowało tych „sekciarzy” w swoich dobrach, gdyż byli często wysoko wykwalifikowanymi rzemieślnikami, potrzebnymi zawsze i wszędzie.
W Polsce siłą zbrojną było pospolite ruszenie, czy tu także?
Na Śląsku stany opodatkowywały się na rzecz stworzenia własnych oddziałów wojska zaciężnego. Miało ono być zabezpieczeniem przed zagrożeniem tureckim i polskim (sic!). To wojsko pozostawało pod komendą starosty generalnego i nie było angażowane poza granicami kraju. Nie dotarło ani pod Mühlberg w 1547 roku, ani pod Białą Górę w 1620 roku, dlatego obie te wielkie klęski protestanckich armii nie miały dla Śląska takich konsekwencji, jak dla Czech i Łużyc.
Agata Saraczyńska: Kiedy mówimy szlachcic, przed oczami staje nam polski Sarmata. Czym różnili się przedstawiciele tego stanu wywodzący się ze Śląska?
Jan Harasimowicz: Różniło ich wiele. Fenomenem śląskim było na przykład zaangażowanie się szlachty w działalność przemysłową - poczynając od rozwoju manufaktur, aż po wielki przemysł wydobywczo-przetwórczy na Górnym Śląsku. To właśnie Donnersmarckowie z Bytomia i Tarnowskich Gór oraz Hochbergowie z Książa i Pszczyny przyczynili się do rozwoju górnictwa węgla kamiennego, inni magnaci budowali huty, odlewnie, wielkie fabryki włókiennicze. Na terenie Polski przez wieki szlachta utrzymywała się z rolnictwa, i to własność ziemska była głównym wyznacznikiem tego stanu.
Czy można mówić o podobieństwach etosu szlacheckiego w Polsce i na Śląsku? Czy panowały tu podobne obyczaje, hierarchia wartości, powinności?
Etos był podobny - szlachectwo uważano za dar boży, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Powinnością szlachetnie urodzonych było dawanie świadectwa wierności ideałowi Rycerza Chrystusowego. Nie zawsze szlachta była w stanie temu sprostać, przez co była na Śląsku krytykowana - za sprzeniewierzanie się swemu posłannictwu. Pastor Adam Gdacjusz z Kluczborka, mieszczanin, piętnował w swych kazaniach i "dyszkursach", drukowanych w Brzegu, pijaństwo szlachty, jej niewłaściwe odnoszenie się do poddanych, szerzenie zgorszenia. Na terenie Polski antyszlacheckie utwory tego typu, w dodatku napisane przez jakiegoś "łyka", nie mogłyby się ukazać. Z pewnością interweniowałaby cenzura państwowa i kościelna.
Zgodnie z "boskim" porządkiem szlachta, a wcześniej rycerstwo, to uprzywilejowani, dziedziczni właściciele ziemscy. Jak można było zostać szlachcicem?
Rycerze trudnili się służbą wojskową. Od władców dostawali nadania ziemskie w zamian za hołd lenny i gotowość stawienia się w potrzebie wraz z pocztem. Już w średniowieczu tytuł szlachecki można było jednak uzyskać także po zdobyciu stopnia naukowego doktora lub wawrzynu poetyckiego. Ten rodzaj szlachectwa, "za zasługi", propagowany był zwłaszcza przez humanizm, na Śląsku i w Polsce rozpowszechniający się głównie w kręgach mieszczaństwa. W drugiej połowie XVI wieku szlachta zaczęła pilniej strzec własnych przywilejów, ograniczać dostęp do swego stanu, piętnując tych, którzy do niego "chyłkiem się wkradli", jak pisał Nekanda Trepka w słynnej "Liber Chamorum". Aby udowodnić "czystość krwi szlacheckiej", trzeba było wykazać szlachetne pochodzenie od ośmiu pokoleń, stąd na nagrobkach śląskich widnieje zwykle osiem herbów, czasami nawet 16 lub 32. Tu pojawia się znaczna różnica między Polakami a Ślązakami. Różne polskie rody szlacheckie miały często ten sam herb: Wieniawa, Junosza, Leliwa, Trąby itp. Na Śląsku było prościej: każdy ród miał tzw. herb własny, odpowiednio von Zedlitz, von Stosch, von Schaffgotsch.
Czy polskie przysłowie "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" jest także prawdziwe w odniesieniu do szlachty śląskiej?
Szlachta śląska, podobnie jak niemiecka, była dużo bardziej zróżnicowana, dzieliła się na książąt, hrabiów (grafów), baronów (wolnych panów) i rycerzy. Na Śląsku wolnością osobistą, a do pewnego stopnia nawet majątkową, cieszyła się jednak nie tylko szlachta. Żyło tu także sporo kmieci, wolnych chłopów, zwłaszcza w okolicach Legnicy i Świdnicy. Nie obowiązywała ich pańszczyzna, byli dość zamożni, w większości piśmienni. Niektórych stać było nawet na dokonywanie fundacji kościelnych.
Ale dużych posiadłości ziemskich nie mieli. Tak samo czym innym była własność książęca, czym innym dobra szlacheckie.
Oczywiście - książęta i wolni panowie władali swymi terytoriami z mocy prawa lennego lub dawnego prawa dziedzicznego, zwanego "polskim". Pozbawić ich tej władzy było bardzo trudno. Głównym motywem mogła być na przykład zdrada stanu: taki zarzut postawiono w 1635 roku Hansowi Ulrykowi Schaffgotschowi, oskarżonemu o udział w antycesarskim spisku Wallensteina. Jego potomkowie odzyskali wprawdzie dobra chojnickie i gryfowskie, ale już Żmigród przeszedł w ręce rodu Hatzfeldtów, wiernych stronników cesarza. Ważną rolę w historii Śląska i jego szlachty odegrał zresztą fakt, że Habsburgowie obrazili się na swą odległą od Wiednia prowincję po detronizacji Ferdynanda II w 1618 roku i wyborze na króla Czech elektora Palatynatu, protestanta Fryderyka V, zwanego "królem zimowym". Od bitwy na Białej Górze w 1620 roku aż do końca swego panowania w połowie XVIII wieku nie pojawili się we Wrocławiu ani razu. Zarządzali Śląskiem przez namiestników wybieranych z grona tych rodów śląskich, które przeszły - w całości lub w niektórych liniach - na katolicyzm.
Stąd urośli w siłę Schaffgotschowie, Zedlitzowie, Nostitzowie?
Sprawowali urzędy starostów księstw i starosty generalnego Śląska, zasiadali w sejmie śląskim, po prostu mieli znaczenie polityczne, a dzięki temu i wpływy. Wcześniej, w XVI i na początku XVII wieku, wyznanie nie decydowało tak bardzo o politycznej karierze. Kilku przedstawicieli szlachty śląskiej doszło na przykład w tym czasie do godności biskupów wrocławskich, a więc książąt na Nysie i Grodkowie. Otwierało to drogę rodom von Salza, von Promnitz, von Logau czy von Sitsch, w dużej części protestanckim, drogę do intratnych królewszczyzn i ważnych urzędów. Dużą rolę polityczną czy religijną odgrywać też mogła szlachta biedniejsza, "jednowioskowa". Wspomnijmy choćby reformatora Kościoła - Kaspra von Schwenckfelda, pochodzącego z niewielkiego Osieka koło Lubina, czy też Abrahama von Frankenberga, matematyka, lekarza i teologa, protektora słynnego mistyka - Jakoba Böhme. Ich znaczenie w historii Śląska i Europy jest olbrzymie.
A jakie znaczenie mieli w tym czasie Piastowie śląscy?
Piastowie władali kilkoma księstwami na Śląsku aż do wygaśnięcia dynastii w 1675 roku. Nigdy nie zostali formalnie książętami Rzeszy Niemieckiej. Tytuł własności do śląskiej ziemi, który nigdy nie był podważany, opierali na pochodzeniu "ze sławnego rodu książąt i królów polskich". Inne rody książęce, przybyłe później, jak Podiebradowie, Lichtensteinowie, Lobkowitzowie, były od władzy królewskiej bardziej zależne. W końcu swe śląskie dobra tylko jej zawdzięczały.
Zawołaniem szlacheckim jest Bóg, Honor i Ojczyzna. Ale w Polsce szlachcic to katolik, a na Śląsku kwitła reformacja w najróżniejszych odmianach.
Szlachta polska początkowo także sprzyjała reformacji, z czasem jednak, po uzyskaniu pełnego immunitetu sądowego, powróciła na łono Kościoła. Na Śląsku akces do obozu reformacji wynikał w dużej mierze z niechęci do katolickich Habsburgów, usiłujących wprowadzić w swych krajach dziedzicznych rządy absolutne. Zasada cuius regio, eius religio, proklamowana w 1555 roku w Augsburgu przez cesarza Karola V, odnosiła się wprawdzie tylko do książąt i wolnych miast Rzeszy, jednak szlachta śląska uznała, że dotyczy ona także jej dóbr. Luterańscy pastorzy, powoływani na stanowiska proboszczów, byli posłuszni szlacheckim patronom, gdyż utrzymywali się z wypłacanej im przez panów pensji, a nie - jak w średniowieczu - z przypisanych do parafii łanów ziemi. Z wielką gorliwością zwalczali zatem te odłamy protestantyzmu, które trwałość porządku społecznego negowały: anabaptystów i schwenckfeldystów. Z kolei wielu panów tolerowało tych „sekciarzy” w swoich dobrach, gdyż byli często wysoko wykwalifikowanymi rzemieślnikami, potrzebnymi zawsze i wszędzie.
W Polsce siłą zbrojną było pospolite ruszenie, czy tu także?
Na Śląsku stany opodatkowywały się na rzecz stworzenia własnych oddziałów wojska zaciężnego. Miało ono być zabezpieczeniem przed zagrożeniem tureckim i polskim (sic!). To wojsko pozostawało pod komendą starosty generalnego i nie było angażowane poza granicami kraju. Nie dotarło ani pod Mühlberg w 1547 roku, ani pod Białą Górę w 1620 roku, dlatego obie te wielkie klęski protestanckich armii nie miały dla Śląska takich konsekwencji, jak dla Czech i Łużyc.
Siłą szlachty było dziedziczenie przywilejów. Jak więc panowie kształcili swych następców?
Edukacja była bardzo ważna. Na dworach zatrudniano najświatlejsze umysły epoki, a jednym z najważniejszych etapów kształcenia była obowiązkowa wędrówka. Katolicka szlachta swych potomków wysyłała do Włoch, ewangelicka - do Holandii. Szlachetnie urodzeni młodzianie kilka miesięcy spędzali na jednym, kilka miesięcy na kolejnym uniwersytecie i wędrowali dalej. Ta zasada obowiązywała na niemieckich uczelniach do początku XX wieku, pewne jej elementy przetrwały do dziś, przyczyniając się do poszerzania horyzontów i nauki krytycznego myślenia. W przeszłości dobrze urodzonemu, bogatemu paniczowi towarzyszył w wędrówce biedniejszy preceptor, który prowadził z nim dialogi po łacinie i czuwał nad jego morale, pisząc do rodziców stosowne raporty. Nie zawsze towarzyszom wędrówki udawało się uchronić swych podopiecznych od zgorszenia. Tak było choćby w przypadku polskiego królewicza Władysława (późniejszego króla Władysława IV), który w jakimś zachodnioeuropejskim zamtuzie zaraził się syfilisem, ciążącym później niczym klątwa na jego potomstwie. Znakomitym świadectwem edukacyjnych wojaży są dzienniki podróży i sztambuchy, zawierające wpisy przyjaciół i dedykacje napotkanych po drodze "sławnych mężów".
Polski szlachcic mieszkał w dworku, a gdzie jego śląski kuzyn?
Zacznijmy od rycerza, który zajmował wieżę obronną, podczas gdy jego pan, książę, mieszkał w jedno- lub wielowieżowym zamku. Rozwój siedzib szlacheckich w Europie był podobny. Najstarsze średniowieczne wieże rycerskie zobaczyć można w Siedlęcinie koło Jeleniej Góry i w Witkowie koło Szprotawy, nowszą budowlą jest znakomicie zachowana wieża w Żmigrodzie. Z czasem wieże traciły funkcje obronne, zmieniano je w kamienice, coraz szersze budowle z sienią, aż wykształcił się model nowożytnego dworu, "domu pańskiego". Także zamki przestały od schyłku XV wieku służyć obronie, gdyż ich mury nie były już w stanie ochronić przed ogniem stale udoskonalanej artylerii. Zachowywały jeszcze pozory obronności, podobne w tym do zbroi kostiumowej, która pod ciosem potężnego miecza rozleciałaby się z pewnością w drobne kawałki. Potem przyszedł barok i moda na "francuskie" rezydencje "między dziedzińcem i ogrodem" - takie same na Śląsku i w Polsce. Także klasycyzm wypracował w obu krajach zbliżony typ szlacheckiego dworu.
A czy śląski szlachcic ubierał się podobnie do polskiego?
Jeśli ma pani przed oczyma Zagłobę w kontuszu, to szlachcic śląski wyglądał inaczej, był bardziej europejski, mniej wschodni. Przekonać się o tym możemy choćby na podstawie pomników nagrobnych, zachowanych w wielu śląskich kościołach. Niektóre rody szlacheckie starały się podążać za przemianami "zachodniej" mody: tacy Niemitzowie w Piotrowicach koło Kątów Wrocławskich uwiecznieni zostali w strojach "prosto z Paryża". Przez długi czas szlachta upamiętniała się jednak na nagrobkach w tradycyjnym stroju rycerskim - w zbroi, z mieczem lub rapierem, hełmem i rękawicami bojowymi. Kobiety były traktowane nieco po macoszemu - wyglądały jak w kokonie, z którego wystawała głowa o mniej lub bardziej zindywidualizowanych rysach. Po koniec XVII wieku stałym elementem stroju męskiego stała się peruka - jej zestawienie z rycerską zbroją, spotykane w niektórych kościołach powiatu średzkiego, wygląda dziś raczej komicznie. W najbardziej ozdobne stroje ubierani byli młodzi mężczyźni i kilkuletni chłopcy - to nie tylko ból po stracie, ale i utrata rodzinnego kapitału. Podobnie było z kobietami. Zmarłe w stanie małżeńskim, nawet w wieku 70 i więcej lat, otrzymywały bogate czepce i kosztowną biżuterię. Nie spotka jednak pani na pomnikach kobiety zmarłej we wdowieństwie, która upamiętniona byłaby z przepychem. Nosi zawsze skromny czepiec, nie ma żadnych ozdób, gdyż wszelki zbytek urągałby powadze wdowiego stanu. To obyczaj ponadczasowy i ponadregionalny, jak uczy los pięknej wdowy w filmie "Grek Zorba".
Kończąc - czy w czasach szlacheckich była zasadnicza różnica między Śląskiem i Polską?
Wbrew pozorom nie, bo zapominamy, że znaczna część szlachty polskiej w XVI i na początku XVII wieku to protestanci. Stąd też się wzięło odniesienie do Sarmatów, którzy byli plemieniem walczącym z Rzymem. Dopiero potem szlachta polska tak się odmieniła, i choć byli katolikami Sarmaci na ich sztandarach pozostali.
Edukacja była bardzo ważna. Na dworach zatrudniano najświatlejsze umysły epoki, a jednym z najważniejszych etapów kształcenia była obowiązkowa wędrówka. Katolicka szlachta swych potomków wysyłała do Włoch, ewangelicka - do Holandii. Szlachetnie urodzeni młodzianie kilka miesięcy spędzali na jednym, kilka miesięcy na kolejnym uniwersytecie i wędrowali dalej. Ta zasada obowiązywała na niemieckich uczelniach do początku XX wieku, pewne jej elementy przetrwały do dziś, przyczyniając się do poszerzania horyzontów i nauki krytycznego myślenia. W przeszłości dobrze urodzonemu, bogatemu paniczowi towarzyszył w wędrówce biedniejszy preceptor, który prowadził z nim dialogi po łacinie i czuwał nad jego morale, pisząc do rodziców stosowne raporty. Nie zawsze towarzyszom wędrówki udawało się uchronić swych podopiecznych od zgorszenia. Tak było choćby w przypadku polskiego królewicza Władysława (późniejszego króla Władysława IV), który w jakimś zachodnioeuropejskim zamtuzie zaraził się syfilisem, ciążącym później niczym klątwa na jego potomstwie. Znakomitym świadectwem edukacyjnych wojaży są dzienniki podróży i sztambuchy, zawierające wpisy przyjaciół i dedykacje napotkanych po drodze "sławnych mężów".
Polski szlachcic mieszkał w dworku, a gdzie jego śląski kuzyn?
Zacznijmy od rycerza, który zajmował wieżę obronną, podczas gdy jego pan, książę, mieszkał w jedno- lub wielowieżowym zamku. Rozwój siedzib szlacheckich w Europie był podobny. Najstarsze średniowieczne wieże rycerskie zobaczyć można w Siedlęcinie koło Jeleniej Góry i w Witkowie koło Szprotawy, nowszą budowlą jest znakomicie zachowana wieża w Żmigrodzie. Z czasem wieże traciły funkcje obronne, zmieniano je w kamienice, coraz szersze budowle z sienią, aż wykształcił się model nowożytnego dworu, "domu pańskiego". Także zamki przestały od schyłku XV wieku służyć obronie, gdyż ich mury nie były już w stanie ochronić przed ogniem stale udoskonalanej artylerii. Zachowywały jeszcze pozory obronności, podobne w tym do zbroi kostiumowej, która pod ciosem potężnego miecza rozleciałaby się z pewnością w drobne kawałki. Potem przyszedł barok i moda na "francuskie" rezydencje "między dziedzińcem i ogrodem" - takie same na Śląsku i w Polsce. Także klasycyzm wypracował w obu krajach zbliżony typ szlacheckiego dworu.
A czy śląski szlachcic ubierał się podobnie do polskiego?
Jeśli ma pani przed oczyma Zagłobę w kontuszu, to szlachcic śląski wyglądał inaczej, był bardziej europejski, mniej wschodni. Przekonać się o tym możemy choćby na podstawie pomników nagrobnych, zachowanych w wielu śląskich kościołach. Niektóre rody szlacheckie starały się podążać za przemianami "zachodniej" mody: tacy Niemitzowie w Piotrowicach koło Kątów Wrocławskich uwiecznieni zostali w strojach "prosto z Paryża". Przez długi czas szlachta upamiętniała się jednak na nagrobkach w tradycyjnym stroju rycerskim - w zbroi, z mieczem lub rapierem, hełmem i rękawicami bojowymi. Kobiety były traktowane nieco po macoszemu - wyglądały jak w kokonie, z którego wystawała głowa o mniej lub bardziej zindywidualizowanych rysach. Po koniec XVII wieku stałym elementem stroju męskiego stała się peruka - jej zestawienie z rycerską zbroją, spotykane w niektórych kościołach powiatu średzkiego, wygląda dziś raczej komicznie. W najbardziej ozdobne stroje ubierani byli młodzi mężczyźni i kilkuletni chłopcy - to nie tylko ból po stracie, ale i utrata rodzinnego kapitału. Podobnie było z kobietami. Zmarłe w stanie małżeńskim, nawet w wieku 70 i więcej lat, otrzymywały bogate czepce i kosztowną biżuterię. Nie spotka jednak pani na pomnikach kobiety zmarłej we wdowieństwie, która upamiętniona byłaby z przepychem. Nosi zawsze skromny czepiec, nie ma żadnych ozdób, gdyż wszelki zbytek urągałby powadze wdowiego stanu. To obyczaj ponadczasowy i ponadregionalny, jak uczy los pięknej wdowy w filmie "Grek Zorba".
Kończąc - czy w czasach szlacheckich była zasadnicza różnica między Śląskiem i Polską?
Wbrew pozorom nie, bo zapominamy, że znaczna część szlachty polskiej w XVI i na początku XVII wieku to protestanci. Stąd też się wzięło odniesienie do Sarmatów, którzy byli plemieniem walczącym z Rzymem. Dopiero potem szlachta polska tak się odmieniła, i choć byli katolikami Sarmaci na ich sztandarach pozostali.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień
- Mecz w sobotę, ale szału nie ma. Co z ...
- Każdy wypadek tira będzie na długo ...
- 600 telefonów dziennie pod jeden numer we ...
- Kiedy wrocławski stadion zabłyśnie jak ...
- Wrocław: dzisiaj będą przerwy w dostawie prądu
- Jak te koty patrzą... i nie tylko [WASZE ...
- Schemat zabił chłopca. Nieudana premiera ...


