Makler ukradł milion, nie oddał i nie trafił za kratki

Katarzyna Lubiniecka
14.10.2010 , aktualizacja: 14.10.2010 18:17
A A A Drukuj
Makler w BGŻ przywłaszczył sobie z kont klientów banku prawie milion złotych. Świdnicki sąd okręgowy skazał go w zeszłym tygodniu na cztery lata więzienia w zawieszeniu na sześć lat i nakazał mu oddanie bankowi ukradzionej kwoty. - To kpina z wymiaru sprawiedliwości - mówi pełnomocnik banku mecenas Tomasz Bokszczanin. - Dariusz O. praktycznie nie poniesie żadnej kary.

Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Innego zdania jest świdnicka prokuratura: - Gdyby oskarżony trafił do więzienia, bank nie miałby szans na odzyskanie żadnych pieniędzy, a tak może odzyskać straconą kwotę - przekonuje rzeczniczka prokuratury okręgowej w Świdnicy prokurator Ewa Ścierzyńska. Dlatego prokuratura zgodziła się, by Dariusz O. dobrowolnie, bez procesu, poddał się karze. - To rozwiązanie zaakceptował niezawisły sąd, co znaczy, że musiało być trafne - dodaje Ścierzyńska.

Dariusz O. pracował w dzierżoniowskim oddziale biura maklerskiego BGŻ. Dla klientów banku, którzy inwestowali w fundusze inwestycyjne, kupował i sprzedawał jednostki tych funduszy. W styczniu 2009 roku wyszło na jaw, że od kwietnia 2004 roku wielokrotnie, bez wiedzy właścicieli jednostek, sprzedawał je, a pieniądze przelewał na swoje konta. Potem grał nimi na giełdzie. Obrócił w ten sposób blisko dwoma milionami złotych. Nie wiadomo, ile zarobił. Kiedy sprawa wyszła na jaw, winny był klientom banku prawie milion złotych. Prokuraturze udało się odzyskać z jego konta zaledwie 120 tys. zł. Do oddania zostało mu 860 tys. zł plus odsetki. Prokuratura nie ustaliła, co stało się z tymi pieniędzmi. Uwierzyła mu na słowo, że przegrał je na giełdzie i wydał na życie.

Dlaczego tak długo udawało mu się oszukiwać? Bank tłumaczy się, że nie miał możliwości nadzorowania tego, co robi Dariusz O., gdyż fundusze obsługuje specjalny program informatyczny, do którego bank nie ma wglądu.

Sytuację tę wykorzystali także pracownicy innych banków - stwierdzono co najmniej kilka takich przestępstw na samym Dolnym Śląsku. Działalność Dariusza O. wyszła na jaw dopiero, gdy był na urlopie i nie nadzorował na bieżąco "interesu".

Po ujawnieniu sprawy bank wypłacił klientom wszystkie pieniądze przywłaszczone przez Dariusza O.. Były makler przyznał się do winy i zadeklarował, że wyrówna bankowi szkodę. Sąd orzekł więc, że Dariusz O. ma oddać bankowi 860 tys. zł. Ale odzyskanie od skazanego jakichkolwiek pieniędzy będzie graniczyło z cudem. Podczas śledztwa Dariusz O. zdążył się bowiem rozwieść i przepisać na żonę wszystko, co ma.

Prokuratura, pomimo próśb banku, nie zabezpieczyła jego majątku, chociaż gdy przesłuchiwała go w charakterze podejrzanego, przyznał się, że ma mieszkanie własnościowe i samochód. Trudno będzie też ściągnąć blisko milion złotych z jego pensji. Po wyrzuceniu go z banku Dariusz O. pracował na stacji paliw. - Wystarczy, że będzie co miesiąc spłacał, choćby 50 zł, a sąd nie odwiesi mu kary więzienia, bo przecież wykazuje dobrą wolę i nie uchyla się od spłacania - tłumaczy mecenas Bokszczanin.

Bank może starać się o unieważnienie podziału majątkowego przeprowadzonego przez Dariusza O. i jego żonę w czasie śledztwa, na zasadzie skargi pauliańskiej, ale jest to droga cywilna, która narazi bank na dodatkowe koszty. - Dlaczego bank ma płacić, bo prokuratura nie zdążyła zabezpieczyć majątku? - denerwuje się mecenas Bokszczanin.

Prokurator Ścierzyńska broni prokuratury: - Zrobiliśmy wszystko, aby zabezpieczyć majątek podejrzanego, ale on był sprytniejszy.

Sąd, który zgodził się na uzgodniony między prokuraturą a oskarżonym wyrok, nie zgodził się, aby bank występował w charakterze oskarżyciela posiłkowego, bo nie jest on bezpośrednio pokrzywdzonym. Pokrzywdzonymi są według sądu okradzeni klienci. Troje z nich, w imię sprawiedliwości i ukarania winnego, zgodziło się zostać oskarżycielami posiłkowymi. Reprezentuje ich mecenas Bokszczanin. Niewiele mógł jednak zrobić, gdyż prokurator uzgodnił z Dariuszem O., warunki jego dobrowolnego poddania się karze w trybie art. 335 kpk. To tryb, który nie wymaga, aby pokrzywdzony zgodził się na warunki dobrowolnego poddania się karze przez oskarżonego.

- Nie zgadzamy się na karę, która nie jest w żaden sposób uciążliwa dla Dariusza O. - mówi mecenas Bokszczanin. - Dlatego na pewno odwołamy się od tego wyroku do sądu apelacyjnego.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 30 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    69 głosów