Porwanie i uwolnienie córki znanego biznesmena

Karolina Łagowska, Agata Saraczyńska, AM/Alert24
10.09.2008 , aktualizacja: 11.09.2008 11:53
A A A Drukuj
Samochód porywaczy został ostrzelany przez policję w nocnym pościgu ulicami Wrocławia Fot. materiały dolnośląskiej policji Samochód porywaczy został ostrzelany przez policję w nocnym pościgu ulicami Wrocławia
Porywacze 23-letniej Moniki, córki znanego wrocławskiego biznesmena, chcieli za jej uwolnienie 700 tys. zł okupu - ustaliła "Gazeta Wyborcza". Ojciec zgodził się przekazać pieniądze, ale nie wiedział, że przez cały czas jest obserwowany przez policję i antyterrorystów, którzy próbowali zatrzymać porywaczy. Doszło do strzelaniny i pościgu.


Monika, studentka prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, w poniedziałek około godz. 21.30 wsiadała do porsche boxstera przed swoim mieszkaniem na ulicy Zwycięskiej. Wtedy została napadnięta. Wszystko działo się na oczach przerażonych sąsiadów, którzy natychmiast zadzwonili do jej rodziców.

Roman Sz.: Jest pod wrażeniem policjantów

- O tym, że auto córki stoi na ulicy z szeroko otwartymi drzwiami, poinformowali mnie sąsiedzi - mówi Roman Sz. - Kiedy zobaczyłem w samochodzie rzeczy prywatne córki, zdałem sobie sprawę, że to porwanie. Natychmiast zadzwoniłem do znajomego, wysokiego rangą oficera policji, który uruchomił całą akcję ratowniczą. Po kwadransie na miejscu zdarzenia zjawiło się ponad 20 funkcjonariuszy, a potem antyterroryści z psem tropiącym. Nie życzyłem sobie obecności policjantów w czasie przekazywania okupu, ale nie spodziewałem się, że jestem cały czas obserwowany przy użyciu tak zaawansowanego technicznie sprzętu. Nawet nie podejrzewałem, że polska policja może mieć go na swoim wyposażeniu. Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu policjantów. Prowadzę przejrzyste interesy, więc nie wchodzą w grę żadne porachunki.

Porywacze chcieli 700 tys. zł

Policja nie zdradza żadnych szczegółów, ale nieoficjalnie udało nam się ustalić prawdopodobny przebieg zdarzeń.

Porywacze zabrali kobietę do mieszkania przy Partynickiej, do wynajętego lokalu na parterze bloku na nowo wybudowanym osiedlu. Za jej uwolnienie zażądali 700 tys. zł. Pieniądze zostały im przekazane bez udziału policji. Po zapłaceniu okupu Monika odzyskuje wolność. Cała i zdrowa, wraca do domu.

"Usłyszałam pisk opon i huk strzałów"

Z miejsca przekazania okupu sprawcy jadą do podwrocławskiego Mędłowa. W jednym z domów na uboczu ukrywają w sejfie pieniądze. Stamtąd wracają do mieszkania przy ul. Partynickiej. Tu próbują zatrzymać ich antyterroryści. Jednak akcja się nie udaje. Porywacze uciekają. Antyterroryści ruszają za nimi w pościg ulicami miasta. Padają strzały. Ostatecznie mercedes bandytów zostaje zatrzymany w Bielanach Wrocławskich, przy zjeździe do centrów handlowych.

Pościg obudził niektórych mieszkańców osiedla przy Partynickiej. - Usłyszałam pisk opon i huk strzałów, myślałam, że to w barze na dole coś się dzieje - mówi lokatorka jednego z bloków. - Słyszałam też helikopter, musiał latać bardzo nisko.

Wynajmowali nieumeblowane mieszkanie

Mężczyzn wynajmujących mieszkanie, w którym przetrzymywano dziewczynę, bardzo dobrze kojarzy mieszkający w pobliżu nastolatek. Mieli po 30, 40 lat. - Zajrzałem kiedyś przez przypadek do środka, bo zostawili otwarte drzwi. Zdziwiło mnie, że mieszkanie jest tak źle urządzone. Stała tam tylko sofa i jakiś stolik, nie wyglądało na zamieszkane - opowiada chłopak. Pamięta też, że czasem przychodziła tu młoda, ładna blondynka.

Sąsiadów dziwi, że w tym mieszkaniu bandyci mogli kogoś ukrywać. - Na wejście do klatki wychodzą okna wszystkich mieszkań na osiedlu. Tuż obok jest bar, w którym klienci przesiadują nieraz do północy - mówią.

Sprawą porwania od poniedziałku zajmował się specjalny zespół powołany przez komendanta wojewódzkiego złożony z policjantów dochodzeniówki, kryminalnych i wrocławskiego Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego. Przez cały dzień dwaj porywacze byli przesłuchiwani. Trwają poszukiwania ich wspólników. Monika trafiła pod opiekę psychologów. W październiku normalnie zacznie studiować.

Roman Sz.: - Nigdy wcześniej nikt nam nie groził, teraz córka będzie miała stałą ochronę.

Prokurator Małgorzatę Klaus, rzecznik wrocławskiej Prokuratury Okręgowej: - Na razie badamy wszystkie okoliczności towarzyszące uprowadzeniu i ustalamy jego przebieg. Żadnej wersji nie możemy wykluczyć ani potwierdzić.

Roman Sz. na początku lat 90. sprowadzał z Niemiec telewizory. Potem założył hurtownię sprzętu RTV. Dziś zajmuje się nieruchomościami.

Informacje z Wrocławia Polecamy: Źle mnie leczyli - skarży się więzień



Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 193 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Jest stara zasada - czym więcej masz kasy.. bucefal76 10.09.08, 12:40

    tym mniej staraj się rzucać w oczy.Pan się jeszcze nie nauczył ale córka się już nauczyła.Generalnie powściągliwość była uznawana za cnotę "starych pieniędzy".Jak widać nie jest to tylko »

  • Porwali córeczkę budowlańca. turbo-liberal 10.09.08, 20:46

    Nic ku.. dodać, nic ująć.»

  • Porwanie i uwolnienie córki znanego biznesmena zaytoon 11.09.08, 11:52

    Roman Sz. powiedział:"...Natychmiast zadzwoniłem do znajomego, wysokiego rangą oficera policji, który uruchomił całą akcję ratowniczą.>." Ciekaw jestem jak ackja potoczyłaby się bez tej »