Kandydat na prezydenta obchodził urodziny bez polityki
04.06.2010
, aktualizacja: 04.06.2010 18:31
Bronisław Komorowski świętował w piątek 58. urodziny w rodzinnych Obornikach Śląskich. Było "sto lat", tort i prezenty. Nie było deklaracji politycznych.
Choć Komorowski, obecnie marszałek Sejmu pełniący obowiązki głowy państwa, jest jednocześnie kandydatem PO na prezydenta RP, jego piątkowa wizyta w rodzinnym dolnośląskim miasteczku pozbawiona była elementów politycznych. Do Obornik przyjechał, co prawda z otoczeniu oficerów BOR i z szefem biura prasowego Sejmu, ale przez cały czas towarzyszyła mu matka Jadwiga. Czekało na niego 200 osób - samorządowców, posłów, ale głównie mieszkańców.
- Jest coś magicznego w dniu 4 czerwca. To dzień urodzin niepodległej Polski, ale także urodzin moich - mówił Komorowski, odbierając urodzinowe życzenia. I tu też odbyło się bez polityki. Nikt nawet nie wspomniał nawet o zbliżających się wyborach prezydenckich, a ograniczano się zwykle do przepisowego "zdrowia, szczęścia, pomyślności".
- Tego dnia nigdy nie czekam na gratulacje i życzenia - zadeklarował marszałek. - W dniu urodzin to ja zawsze dziękuję mojej mamie za to, że zechciała mnie urodzić. Tak robił mój ojciec i tak robią do dziś moje dzieci, dziękując mojej żonie. Dziś dziękuję także Obornikom Śląskim, w których dane mi było przyjść na świat i stąd rozpocząć moje życie.
Zamiast wyborczego programu marszałek szczegółowo zaprezentował losy swojej rodziny, repatriantów z Wileńszczyzny, którzy na Dolnym Śląsku szukali schronienia przed prześladowaniami: - Tu trafił mój ojciec, partyzant i AK-owiec. To właśnie w Obornikach znalazł przystań i oazę po dramatycznych wydarzeniach wojny.
Ze wzruszeniem o życiu spędzonym na Dolnym Śląsku opowiadała również matka Komorowskiego, w latach 50. pracownica wrocławskiego Ossolineum: - Dojeżdżałam do pracy koleją. Któregoś razu, w siódmym miesiącu ciąży z Bronkiem, żeby zdążyć na pociąg, musiałam biec, a potem nawet skakać przez płot. Pewnie dlatego on dzisiaj prowadzi życie w takim szybkim tempie.
Jubilat najpierw wysłuchał gromkiego "sto lat" i pokroił ogromny tort, podarunek od lokalnych władz. Potem przez kilkadziesiąt minut przyjmował prezenty - od posłów PO marszałek dostał m.in. swój olbrzymi, malowany pastelami portret.
Wreszcie Bronisław Komorowski odwiedził pobliski kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, gdzie został ochrzczony, oraz należący niegdyś do jego rodziny dom przy ul. Ptasiej 1, w którym się wychował.
Urodziny kandydata na prezydenta zgromadziły nie tylko jego zwolenników. Przed wejściem na teren, gdzie odbywały się uroczystości, dwóch mężczyzn, wśród których był Tytus Czartoryski, b. radny AWS sejmiku województwa, a obecnie członek Wrocławskiego Komitetu Poparcia kandydatury Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta, rozwinęło transparent: "PO kłamie. Krzywdę prezydenta pamiętamy". Ich akcja nie wzbudziła jednak zainteresowania, a przechodzący obok Bronisław Komorowski płachty nawet nie zauważył.
- Jest coś magicznego w dniu 4 czerwca. To dzień urodzin niepodległej Polski, ale także urodzin moich - mówił Komorowski, odbierając urodzinowe życzenia. I tu też odbyło się bez polityki. Nikt nawet nie wspomniał nawet o zbliżających się wyborach prezydenckich, a ograniczano się zwykle do przepisowego "zdrowia, szczęścia, pomyślności".
- Tego dnia nigdy nie czekam na gratulacje i życzenia - zadeklarował marszałek. - W dniu urodzin to ja zawsze dziękuję mojej mamie za to, że zechciała mnie urodzić. Tak robił mój ojciec i tak robią do dziś moje dzieci, dziękując mojej żonie. Dziś dziękuję także Obornikom Śląskim, w których dane mi było przyjść na świat i stąd rozpocząć moje życie.
Zamiast wyborczego programu marszałek szczegółowo zaprezentował losy swojej rodziny, repatriantów z Wileńszczyzny, którzy na Dolnym Śląsku szukali schronienia przed prześladowaniami: - Tu trafił mój ojciec, partyzant i AK-owiec. To właśnie w Obornikach znalazł przystań i oazę po dramatycznych wydarzeniach wojny.
Ze wzruszeniem o życiu spędzonym na Dolnym Śląsku opowiadała również matka Komorowskiego, w latach 50. pracownica wrocławskiego Ossolineum: - Dojeżdżałam do pracy koleją. Któregoś razu, w siódmym miesiącu ciąży z Bronkiem, żeby zdążyć na pociąg, musiałam biec, a potem nawet skakać przez płot. Pewnie dlatego on dzisiaj prowadzi życie w takim szybkim tempie.
Jubilat najpierw wysłuchał gromkiego "sto lat" i pokroił ogromny tort, podarunek od lokalnych władz. Potem przez kilkadziesiąt minut przyjmował prezenty - od posłów PO marszałek dostał m.in. swój olbrzymi, malowany pastelami portret.
Wreszcie Bronisław Komorowski odwiedził pobliski kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, gdzie został ochrzczony, oraz należący niegdyś do jego rodziny dom przy ul. Ptasiej 1, w którym się wychował.
Urodziny kandydata na prezydenta zgromadziły nie tylko jego zwolenników. Przed wejściem na teren, gdzie odbywały się uroczystości, dwóch mężczyzn, wśród których był Tytus Czartoryski, b. radny AWS sejmiku województwa, a obecnie członek Wrocławskiego Komitetu Poparcia kandydatury Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta, rozwinęło transparent: "PO kłamie. Krzywdę prezydenta pamiętamy". Ich akcja nie wzbudziła jednak zainteresowania, a przechodzący obok Bronisław Komorowski płachty nawet nie zauważył.
- 10 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
27 głosów
-
Kandydat na prezydenta obchodził urodziny bez p...
kokkino
04.06.10, 22:43
z okazji urodzin oczywiście wszystkiego najlepszego ale w przededniu wyborów muszę stwierdzić że Pan Marszalek kompletnie noie nadaje się na prezydenta,ponieważ nie posiada własnego zdania »
-
Miś na prezydenta!
na100procent
04.06.10, 23:05
Każdy z misiów wrocławskiego ZOO ma również spore umiejętności towarzyskie,trzeba im zaproponować prezydenturę»
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć